|
W programie „Kawa na Ławę” w TVN24 Jarosław Sellin wyłożył w sposób dosadny to, co zdawało się milczącym założeniem prawicowej publicystyki po tegorocznych wydarzeniach 11 listopada: „Niemcy przyjeżdżają do Polski, żeby walczyć z antysemityzmem w Polsce! Potomkowie tych, którzy 3 mln polskich Żydów zamordowali!”.
Po ostatniej dyskusji w Sejmie wokół odpowiedzialności Wandy Nowickiej za wypowiedzi jej syna można mieć poważne wątpliwości, czy prawica jest w stanie zrozumieć, że poglądów politycznych i odpowiedzialności nie dziedziczy się w genach: dzieci nie odpowiadają za zbrodnie rodziców, a rodzice nie odpowiadają za poglądy dzieci. Skoro jednak jest to zbyt trudne do zrozumienia dla prawicowego publicysty, to zastanówmy się nad genealogią stron konfliktu rozgrywającego się na ulicach Warszawy 11 listopada.
Na demonstrację antyfaszystowską do Polski przyjechali młodzi Niemcy. Rozumiem ich, bo sam w 2009 roku pojechałem do Pößneck w Turyngii, zademonstrować przeciw zlotowi neonazistów. Zademonstrować wspólnie z ludźmi, dla których odradzanie się faszyzmu w Europie jest poważnym zagrożeniem. Zademonstrować w miejscu tak nieodległym od Buchenwaldu, gdzie wielu niemieckich antyfaszystów, lewicujących artystów z Bauhausu czy socjaldemokratycznych posłów było katowanych przez faszystowskich oprawców.
Dlatego też oczywista wydaje mi się obecność niemieckich antyfaszystów w Warszawie wtedy, gdy niszczone są symbole kultury mniejszości, gdy bici są cudzoziemcy, gdy dewastowane są pomniki Holokaustu. Wtedy, gdy ulicami Warszawy przechodzą pochody z krzyżami celtyckimi i tymi samymi symbolami, które anonimowa ręka wymazała niedawno na pomniku w Jedwabnem, synagodze w Orli czy dawnym kirkucie w Białymstoku.
Przypomnijmy więc Jarosławowi Sellinowi, co działo się w Białymstoku w czasie okupacji. Skazani na eksterminację białostoccy Żydzi zdecydowali się utworzyć podziemie zbrojne i – zgodnie z naszą polską tradycją – wzniecić powstanie przeciw okupantowi. Kto dostarczył im broń? Niemieccy antyfaszyści – Otto Busse, Artur Schade, Otto Beniske i inni. Przedwojenni niemieccy lewicowcy, którzy wystąpili przeciw nazistowskiemu reżimowi. Wielu z nich walczyło później w żydowskich oddziałach partyzanckich. W tym samym czasie Armia Krajowa odmówiła zbrojnej pomocy swoim skazanym na eksterminację współobywatelom – na apel Mordechaja Tennenbauma o przekazanie broni żydowskim powstańcom polskie Kierownictwo Walki Cywilnej odpowiedziało negatywnie. Oddziały NSZ w lasach nieraz mordowały cudem uratowanych uciekinierów z getta.
Chcąc upamiętnić ofiary getta, władze Białegostoku zrobiły niedawno pomnik – gwiazdę Dawida z bukszpanów. Ktoś w tym roku przerobił ją na swastykę. Gdy mieszkańcy miasta zaprotestowali przeciw temu wydarzeniu, od razu w kontrmanifestacji pojawili się skini z okrzykami „Polska cała tylko biała”. Ostatnio coraz częściej czytamy w gazetach, że w tym mieście – tak okrutnie doświadczonym w czasie Holokaustu – nadal zdarzają się pobicia i napaści na osoby o innym kolorze skóry.
Choć nie zgadzam się z użyciem jakiejkolwiek przemocy przez kogokolwiek na warszawskim Święcie Niepodległości, to doceniam tych wszystkich niemieckich przyjaciół, którzy dołączyli do nas, by pokojowo zaprotestować przeciw szerzącemu się w całej Europie neofaszyzmowi. Wyzwania, wobec których stoją dzisiaj nasze kraje, mają charakter ponadnarodowy. Miejsce dumnych z niepodległości Polaków jest dziś po stronie spadkobierców Bussego, Schadego i Beniskego, a nie wśród dziedziców spuścizny ONR, NSZ i morderców z Jedwabnego.
*Michał Bilewicz – psycholog społeczny, publicysta. Kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...