|
Polski kapitalizm to w skrócie akumulacja plus ochrona wszelkiej własności, tak materialnej jak i intelektualnej. Grodzone osiedla, które rosną nad Wisła jak grzyby po deszczu, szczególnie dobrze obrazują tę logikę – stworzyć szczęśliwe osiedla, gdzie rodzice uchronią swe dzieci przed widokiem cierpienia, starzenia, chorób, i śmierci. Branża ochroniarska to jeden z najlepiej rozwijających się biznesów w Polsce, zatrudnia więcej ludzi niż cały trzeci sektor. Do tej pory uważałem, że logika akumulacji i blokowania dostępu nie dotyczy jednak jednego rodzaju zasobów – śmieci. Ale zmieniłem zdanie.
W przypadku śmieci i zużytego sprzętu możemy dostrzec „akty hojności” ze strony wielkiego kapitału. Państwa zachodnie nie tylko nie każą sobie płacić za swoje śmieci, ale niekiedy płacą Rosji i państwom Południa za przyjmowanie np. odpadów nuklearnych. Korporacje paliwowe nawet zostawiają w „prezencie” uboższym krajom swoje stare zużyte tankowce. Przykład ten to ponura ilustracja neoliberalnej zasady skapywania (naukowo określaną z angielska trickle down): jeśli zmniejszy się podatki bogatym i pozwoli się im swobodniej bogacić, zawsze jakiś okruch ze stołu spadnie ubogim. Nasi obrotni rodacy zauważyli, że na hojności Niemców czy Szwajcarów można całkiem nieźle zarobić, wprowadzając w obrót handlowy używany sprzęt, który tamtejsi wyrzucili na śmieci. Handel samochodami, garnkami czy sprzętem elektronicznym „z wystawek” czy używaną odzieżą zza zachodniej granicy to polska codzienność. Na dodatek można dostrzec w tym handlu pewien pozytywny aspekt ekologiczny i antykapitalistyczny: zmniejszania konsumpcji nowych dóbr, czyli tego, na czym obecnemu typowi kapitalizmowi najbardziej zależy.
Ale spójrzmy na zwykłe polskie śmietniki na przeciętnym wielkomiejskim blokowisku. Czy może tam być coś tak cennego, że trzeba je aż okratować i zamykać pod kluczem? A jednak! Nie tylko w moim mieście blokuje się dostęp do śmietników. Na moim osiedlu nie ma ani jednego publicznie dostępnego śmietnika, wszystkie są pod kluczem – do wyłącznej dyspozycji mieszkańców. Jakby nie patrzeć, tutaj biednym nie skapuje okruch chleba.
W ramach cichej partyzantki stosuję strategię dywersyjną, pozostawiając otwarte drzwi do śmietnika. Skoro ciężkie okoliczności życiowe, potęgowane przez demontaż państwa opiekuńczego, pchnęły rzeszę ludzi do grzebania w śmieciach, uznaję za upodlające blokowanie im dostępu do śmietnika. W administracji nieruchomości usłyszałem, że śmietnik musi być zamknięty, bo inaczej będą przychodzić ludzie spoza naszego osiedla i podrzucać nam śmieci. „Nasze śmieci, nie wasze!”. Jakoś nie zauważyli, że górki „dzikich” śmieci i tak rosną wokół śmietników.
Ostatnio zastałem pod śmietnikiem starszą panią z pieskiem. Zauważyłem, że czekała aż ktoś otworzy jej śmietnik. Porozmawialiśmy chwilą, okazało się, że szukała głównie odzieży i wcale nie jest bezdomna. Niegdyś była włókniarką - a zawód ten stanowił dumę Łodzi. Od pokoleń pracowała w jednej fabryce, ale zakład sprywatyzowano i zamknięto, a ją wysłano na przedwczesną emeryturę w wysokości 650 zł ,”ledwo na mieszkanie starczy i by coś do garka wrzucić dla mnie i dla psa, ubrania znajduje na śmietnikach”. Spytałem ją, co sądzi o tym, że śmietniki są zamykane i musi czekać aż jej ktoś otworzy: „Wie pan co, czasami muszę długo czekać, to denerwujące, ale kto wie? Z drugiej strony, może to i dobre. Tam, gdzie się nie zamyka, to przychodzą lumpy i się załatwiają”. Cóż, korzystający ze śmietników ubodzy są zbiorowością mocno zróżnicowaną i wewnętrznie podzieloną.
Następnego dnia spotykam przy moim śmietniku kolejnego bezdomnego. Czeka aż ktoś otworzy drzwi. Mężczyzna po sześćdziesiątce, zadbany, po chwili rozmowy okazuje się, że nie tylko tylko abstynent, ale i był działacz Solidarności. Mówi, że bojkotuje Miejski Ośrodek Przemocy Społecznej. Pracownicy socjalni podsuwali mu do podpisu papiery, gdzie było napisane, że zbiera puszki czy śmieci – to dla niego było uwłaczające. Zaprosił mnie na posiłek z tego, co uzbierał: czerstwego chleba, miękkich rzodkiew i podgniłych bananów. Opowiedział mi o swoim życiu. Okazało się, że ukończyliśmy ten sam wydział uniwersytetu, obecnie studiuje filozofię. Stracił mieszkanie, obwinia państwo, że zabrało mu je po śmierci partnerki, obecnie ma tylko skrzynkę pocztową. Gdy upewnił się, że „nie jestem człowiekiem Tuska” podzielił się ze mną swymi poglądami politycznymi. Przyznał, że PiS rzeczywiście nie jest prosocjalny, ale stwierdził, że jako wierzący nie ma innego wyboru. Zmieniliśmy temat. Kobiety.Opublikował ogłoszenie w gazecie matrymonialnej i dostał kilka odpowiedzi. Użyczyłem mu komórki, by mógł zadzwonić do pani, która odpisała na jego list. „Mario, ja nie wysyłam zdjęć, nie wiem, ile życia mi zostało bym pisał listy, ale chętnie przyjadę do pani miasta, jak pani mnie zaprosi. Nie, autobusem, bo samochodu nie posiadam”. Mój znajomy stanowczo sprzeciwia się zamykaniu śmietników. „Solidarność zaczyna się od śmietnika” - powiedział.
O śmieciach mówi się o najwyżej w kontekście recyklingu, który większość mieszkańców Polski bojkotuje - z powodu słynnych już ciężarówek, w których posortowane śmieci i tak się mieszają. Nie rozmawiamy o śmieciach w kontekście godności człowieka. Pytanie, czy walczyć o wolny dostęp do śmietników? Myślę, że tak. W ten sposób pokażemy obłudę sukcesów kapitalizmu.
Bezdomni i żebracy stają się zmorą dla klasy średniej dużych polskich miast. 10-11 lipca odbywały się mistrzostwa Europy piłki ulicznej z udziałem drużyn bezdomnych na wrocławskim rynku. I właśnie 10 lipca na pierwszej stronie “Dziennik Łódzki” grozi: kloszard królem Łodzi! “Bezdomni znaleźli swoje eldorado. To Piotrkowska - najbardziej reprezentacyjna ulica Łodzi. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy straż miejska odebrała 295 zgłoszeń o zakłócaniu porządku na ulicy Piotrkowskiej”. Jakie rozwiązania proponuje gazeta? Uczmy się od innych: “We Wrocławiu w tym roku Centrum Informacji i Rozwoju Społecznego zorganizowało kampanię »Dając pieniądze, nie pomagasz. Pomagaj mądrze«. W ulotki zostały zaopatrzone kościoły i restauracje. Właściciele niektórych lokali wkładają je do menu. Podobna kampania trwa w Krakowie. Tam dodatkowo bezdomnych nęka straż miejska, legitymuje pod byle pretekstem. I to pomaga”. Jeśli nie chcemy by bezdomni byli nękani „pod byle pretekstem”, przydałby się ruch społeczny biorący ich w obronę.
Zbliża się rocznica 30-lecia strajku Solidarności i porozumień sierpniowych. Mam propozycję dla organizatorów obchodów: niech zainaugurują akcję „Solidarność zaczyna się od śmietnika”. Donald Tusk mógłby otworzyć z tej okazji drzwi do gdańskiego śmietnika, Grzegorz Schetyna - do wrocławskiego, a prezydent Komorowski radośnie wystrzelić z dubeltówki, otwierając wrota śmietniska warszawskiego. Mogli by się przy tym pochwalić, że nie tylko wcielają w życie ideały Sierpnia, ale i realizują program Platformy, bo usuwają bariery dla naturalnej ludzkiej przedsiębiorczości.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...