Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bielski: Solidarność zaczyna się od śmietnika Drukuj
Piotr Bielski, Klub KP w Łodzi   
23.07.2010

Polski kapitalizm to w skrócie akumulacja plus ochrona wszelkiej własności, tak materialnej jak i intelektualnej. Grodzone osiedla, które rosną nad Wisła jak grzyby po deszczu, szczególnie dobrze obrazują tę logikę – stworzyć szczęśliwe osiedla, gdzie rodzice uchronią swe dzieci przed widokiem cierpienia, starzenia, chorób, i śmierci. Branża ochroniarska to jeden z najlepiej rozwijających się biznesów w Polsce, zatrudnia więcej ludzi niż cały trzeci sektor. Do tej pory uważałem, że logika akumulacji i blokowania dostępu nie dotyczy jednak jednego rodzaju zasobów – śmieci. Ale zmieniłem zdanie.

  

W przypadku śmieci i zużytego sprzętu możemy dostrzec „akty hojności” ze strony wielkiego kapitału. Państwa zachodnie nie tylko nie każą sobie płacić za swoje śmieci, ale niekiedy płacą Rosji i państwom Południa za przyjmowanie np. odpadów nuklearnych. Korporacje paliwowe nawet zostawiają w „prezencie” uboższym krajom swoje stare zużyte tankowce. Przykład ten to ponura ilustracja neoliberalnej zasady skapywania (naukowo określaną z angielska trickle down): jeśli zmniejszy się podatki bogatym i pozwoli się im swobodniej bogacić, zawsze jakiś okruch ze stołu spadnie ubogim. Nasi obrotni rodacy zauważyli, że na hojności Niemców czy Szwajcarów można całkiem nieźle zarobić, wprowadzając w obrót handlowy używany sprzęt, który tamtejsi wyrzucili na śmieci. Handel samochodami, garnkami czy sprzętem elektronicznym „z wystawek” czy używaną odzieżą zza zachodniej granicy to polska codzienność. Na dodatek można dostrzec w tym handlu pewien pozytywny aspekt ekologiczny i antykapitalistyczny: zmniejszania konsumpcji nowych dóbr, czyli tego, na czym obecnemu typowi kapitalizmowi najbardziej zależy. 

  

Ale spójrzmy na zwykłe polskie śmietniki na przeciętnym wielkomiejskim blokowisku. Czy może tam być coś tak cennego, że trzeba je aż okratować i zamykać pod kluczem? A jednak! Nie tylko w moim mieście blokuje się dostęp do śmietników. Na moim osiedlu nie ma ani jednego publicznie dostępnego śmietnika, wszystkie są pod kluczem – do wyłącznej dyspozycji mieszkańców. Jakby nie patrzeć, tutaj biednym nie skapuje okruch chleba.

  

W ramach cichej partyzantki stosuję strategię dywersyjną, pozostawiając otwarte drzwi do śmietnika. Skoro ciężkie okoliczności życiowe, potęgowane przez demontaż państwa opiekuńczego, pchnęły rzeszę ludzi do grzebania w śmieciach, uznaję za upodlające blokowanie im dostępu do śmietnika. W administracji nieruchomości usłyszałem, że śmietnik musi być zamknięty, bo inaczej będą przychodzić ludzie spoza naszego osiedla i podrzucać nam śmieci. „Nasze śmieci, nie wasze!”. Jakoś nie zauważyli, że górki „dzikich” śmieci i tak rosną wokół śmietników. 

  

Ostatnio zastałem pod śmietnikiem starszą panią z pieskiem. Zauważyłem, że czekała aż ktoś otworzy jej śmietnik. Porozmawialiśmy chwilą, okazało się, że szukała głównie odzieży i wcale nie jest bezdomna. Niegdyś była włókniarką - a zawód ten stanowił dumę Łodzi. Od pokoleń pracowała w jednej fabryce, ale zakład sprywatyzowano i zamknięto, a ją wysłano na przedwczesną emeryturę w wysokości 650 zł ,”ledwo na mieszkanie starczy i by coś do garka wrzucić dla mnie i dla psa, ubrania znajduje na śmietnikach”. Spytałem ją, co sądzi o tym, że śmietniki są zamykane i musi czekać aż jej ktoś otworzy: „Wie pan co, czasami muszę długo czekać, to denerwujące, ale kto wie? Z drugiej strony, może to i dobre. Tam, gdzie się nie zamyka, to przychodzą lumpy i się załatwiają”. Cóż, korzystający ze śmietników ubodzy są zbiorowością mocno zróżnicowaną i wewnętrznie podzieloną. 

  

Następnego dnia spotykam przy moim śmietniku kolejnego bezdomnego. Czeka aż ktoś otworzy drzwi. Mężczyzna po sześćdziesiątce, zadbany, po chwili rozmowy okazuje się, że nie tylko tylko abstynent, ale i był działacz Solidarności. Mówi, że bojkotuje Miejski Ośrodek Przemocy Społecznej. Pracownicy socjalni podsuwali mu do podpisu papiery, gdzie było napisane, że zbiera puszki czy śmieci – to dla niego było uwłaczające. Zaprosił mnie na posiłek z tego, co uzbierał: czerstwego chleba, miękkich rzodkiew i podgniłych bananów. Opowiedział mi o swoim życiu. Okazało się, że ukończyliśmy ten sam wydział uniwersytetu, obecnie studiuje filozofię. Stracił mieszkanie, obwinia państwo, że zabrało mu je po śmierci partnerki, obecnie ma tylko skrzynkę pocztową. Gdy upewnił się, że „nie jestem człowiekiem Tuska” podzielił się ze mną swymi poglądami politycznymi. Przyznał, że PiS  rzeczywiście nie jest prosocjalny, ale stwierdził, że jako wierzący nie ma innego wyboru. Zmieniliśmy temat. Kobiety.Opublikował ogłoszenie w gazecie matrymonialnej i dostał kilka odpowiedzi. Użyczyłem mu komórki, by mógł zadzwonić do pani, która odpisała na jego list. „Mario, ja nie wysyłam zdjęć, nie wiem, ile życia mi zostało bym pisał listy, ale chętnie przyjadę do pani miasta, jak pani mnie zaprosi. Nie, autobusem, bo samochodu nie posiadam”. Mój znajomy stanowczo sprzeciwia się zamykaniu śmietników. „Solidarność zaczyna się od śmietnika” - powiedział. 

  

O śmieciach mówi się o najwyżej w kontekście recyklingu, który większość mieszkańców Polski bojkotuje - z powodu słynnych już ciężarówek, w których posortowane śmieci i tak się mieszają. Nie rozmawiamy o śmieciach w kontekście godności człowieka. Pytanie, czy walczyć o wolny dostęp do śmietników? Myślę, że tak. W ten sposób pokażemy obłudę sukcesów kapitalizmu. 

  

Bezdomni i żebracy stają się zmorą dla klasy średniej dużych polskich miast. 10-11 lipca odbywały się mistrzostwa Europy piłki ulicznej z udziałem drużyn bezdomnych na wrocławskim rynku. I właśnie 10 lipca na pierwszej stronie “Dziennik Łódzki” grozi: kloszard królem Łodzi! “Bezdomni znaleźli swoje eldorado. To Piotrkowska - najbardziej reprezentacyjna ulica Łodzi. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy straż miejska odebrała 295 zgłoszeń o zakłócaniu porządku na ulicy Piotrkowskiej”. Jakie rozwiązania proponuje gazeta? Uczmy się od innych: “We Wrocławiu w tym roku Centrum Informacji i Rozwoju Społecznego zorganizowało kampanię »Dając pieniądze, nie pomagasz. Pomagaj mądrze«. W ulotki zostały zaopatrzone kościoły i restauracje. Właściciele niektórych lokali wkładają je do menu. Podobna kampania trwa w Krakowie. Tam dodatkowo bezdomnych nęka straż miejska, legitymuje pod byle pretekstem. I to pomaga”. Jeśli nie chcemy by bezdomni byli nękani „pod byle pretekstem”, przydałby się ruch społeczny biorący ich w obronę. 

  

Zbliża się rocznica 30-lecia strajku Solidarności i porozumień sierpniowych. Mam propozycję dla organizatorów obchodów: niech zainaugurują akcję „Solidarność zaczyna się od śmietnika”. Donald Tusk mógłby otworzyć z tej okazji drzwi do gdańskiego śmietnika, Grzegorz Schetyna - do wrocławskiego, a prezydent Komorowski radośnie wystrzelić z dubeltówki, otwierając wrota śmietniska warszawskiego. Mogli by się przy tym pochwalić, że nie tylko wcielają w życie ideały Sierpnia, ale i realizują program Platformy, bo usuwają bariery dla naturalnej ludzkiej przedsiębiorczości.

Komentarze
Dodaj nowy
wejder1   |24.07.2010 07:43:12
A czy nie jest faktem, że w większości przypadków pieniądze dane osobą żebrzącym
idą na alkohol i inne używki? Pomijam tu kwestię wygodnej kampanii, dla samych
właścicieli knajp, dla których kloszardów najlepiej wywieźć za miasto.
uzid   |24.07.2010 10:01:54
a na czym konkretnie ma polegac tutaj ta obluda kapitalizmu obnazana przez
idiotyczne lewicowe haslo wykrzyczane w histerii?
Spokojny   |24.07.2010 10:56:28
Zgoda co do grodzonych osiedli ale jeśli chodzi o śmietniki rozumowanie jest
nieco chybione. Śmietników nie zamyka się po to, żeby z nich nic nie wynoszono,
tylko po to, żeby w nich nie srali. Pamiętam czasy kiedy śmietników zbudowanych
w formie ceglanych domków nikt nie zamykał i smród jaki się z tych publicznych
wychodków unosił był latem nie do wytrzymania. Z tego samego powodu właściciele
okien na parterze umieszczonych w załamaniach murów kamienic kratują ten swój
kąt nad którym mają okna, albo wzorem indyjskim stawiają tam święte figury. W
śmietniku świętą figurę jedynie Tomasz Piątek może postawić, więc reszcie
nieszczęśników pozostaje kratowanie.
wejder1   |24.07.2010 11:17:31
Właściwie to ten artykuł brzmi jakby wystarczyło odkratować śmietniki i
kapitaliści będą się czuć dobrze, a polityka prospołeczna nie jest ważna.
Doszedłem do wniosku, że to jest reakcyjny artykuł, popierający śmietnikową
charytatywność.

Nie chodzi o to byśmy czuli się jak jedna rodzina, chodzi o
to, by każdy miał równe szans i równe prawa.
uzid   |24.07.2010 11:31:10
obluda kapitalizmu to jest wtedy, jak pan z domku jednorodzinnego pod lasem mowi
ze podrzuca smieci bo to niesprawiedliwe ze blokersi mieszkajacy w kupie placa
kilkanascie razy mniej za wywoz niz on.
Józef K   |24.07.2010 17:56:52
Artykuł jest bezdennie głupi w swoim postulacie, choć opis tego "problemu
społecznego" przyprawia o śmiech. Idźmy za rozumowaniem autora…
Już to
widzę, te hasła pro-solidarnościowe prezydenta: "otwórzmy śmietniki, mówi
prezydent, bowiem wtedy Polacy będą mogli zjeść, ubrać się i załatwić bez
wstrzymywania, zaprosić felietonistów KP na kolację złożoną z odpadków (akurat)
i pogadać z nimi o problemach społecznych, studiach i innych
ciekawostkach"…
Śmietniki się wyrzuca, bo nawet ludzie ze wsi wywożą
swoje odpadki, to po pierwsze, po drugie, kiedy grodzi się osiedla, pada
sakramentalne pytanie: czy śmietnik też? - Tak, to nasze śmieci, też.
Więc jak
już prezydent rozkaże otworzyć śmietniki a ludzie będą łapali choroby za darmo,
na życzenie solidarnościowców z bożej łaski, lepiej się może zastanowić, i
wymyślić jakąś ciekawszą i bardziej skuteczną politykę.
Panie redaktorze, już
to widzę, jak Pan zajada się bananem ze śmietnika, pomidorem na chlebie lekko
zapleśniałym z masłem i podgnitą cebulą.
A strona KP w swojej ideologii
przypomina czasem piaskownicę, w której i dzieci i psy, robią to samo…
Józef K   |24.07.2010 17:58:06
* Śmietniki się zamyka (…)
ilga81   |25.07.2010 08:06:57
Śmietniki osiedlowe nie są po to, żeby zostawiać w nich odzież czy lodówki. Do
kolorowych pojemników należy wrzucać plastik, metal, szkło i papier, do ogólnych
to, czego nie uda się przetworzyć. Wrzucanie ciuchów między resztki zgniłego
żarcia jest nieodpowiedzialne. Jest mnóstwo ośrodków, które przyjmują odzież,
talerze, garnki itp. Nie róbmy ze śmietników wysypiska!
Józef K   |25.07.2010 13:09:20
Ale to w sumie bardzo ciekawe, że felietonista, publikujący na portalu KP,
wyraża takie idee, jakby ogłaszał nową epokę w polityce. Było tu wszystko:
przedstawiony problem, kawałek egzystencji, pokazanie wiernym czyli czytelnikom,
że on też schodzi do nizin i brata się, konsumując kolację z wagabundą,i z tego
tytułu może/ma prawo, wypowiadać się tak a tak, następnie wejście w wielki świat
polityki i pouczenie, co powinien rząd… Tyle że nie można tego traktować
poważnie. No bo jak poważnie traktować faceta, który zamiast rzec coś mądrego na
temat opracowania jakiejś konkretnej polityki dla tej grupy społecznej, która
zwyczajnie nie ma się w co ubrać, dołożyć do tego problem jakiejkolwiek dla nich
ochrony zdrowia i zapewnienia im minimum (to się da zrobić, tak jak rozdaje się
darmową zupę dla najbiedniejszych, tak samo można otworzyć społeczne
"second-handy", albo po prostu ze sklepami, które i tak odeślą na
przemiał niesprzedane po soldach rzeczy, zwyczajnie wziąć je, odtrącić podatek i
rozdać ludziom), pisze, że cechą kapitalizmu jest … śmietnik… i że wrota do
raju winny być otwarte…
No dobrze, panie idealisto dla gminu…, ale co z
chorobami, na jakie zapadają ci ludzie? Czy to nie jest ważna przestrzeń
polityki: opieka zdrowotna? Opieka nad zwyczajnie schorowanymi przez
zaniedbanie, brak funduszy albo nieświadomość? Rozumiem, że pański wagabunda, z
którym spożył pan wieczerzę, miał zęby białe jak szkliwo kości słoniowej i
pachniał Chanel 5, bo o zapachu też ani słowa… Ale co z innymi, którzy tak
zdrowego uzębienia nie mieli i nie trafili na wypełnioną do połowy butelkę
francuskich perfum?
wejder1   |25.07.2010 13:41:41
Można by było także uwzględnić, przy rozwiązaniu takich kwestii, poczucie
godności tych osób. Rozwiązania nie powinny prowadzić do tego,
że człowiek nie jest w stanie skorzystać z takiej pomocy, ponieważ
wstydzi się tego jak urzędnicy go określają.

Cytat:
Pracownicy socjalni podsuwali mu do podpisu papiery, gdzie było napisane,
że zbiera puszki czy śmieci to dla niego było uwłaczające.


Mi zdarzyło się, że jedna taka bezdomna osoba, chciała wymienić swoją
gazetę ‘metro’(miała dwie), na moją. Nie była mi ona potrzebna, więc
chciałem po prostu ją oddać, tu powstał problem, okazało się, że
działa zasada ‘coś za coś’ , ma być ‘uczciwie’. Nie chcę tworzyć tu
żenującego wizerunku ‘biedny, a uczciwy’, raczej chciałem zwrócić
uwagę, na element, który może wpływać na sposób odbioru przez taką osobę
pomocy.
Józef K   |25.07.2010 14:26:06
wejder1: "Można by było także uwzględnić, przy rozwiązaniu takich kwestii,
poczucie godności tych osób."
Oczywiście, to absolutna podstawa. Już nawet
nie śmiałem o tym pisać, bo to jest samo przez się.
ilga81   |25.07.2010 19:42:54
Ideałem byłoby -tak, jak przedmówca wspomniał,second - hand, do którego każdy
może przynieść dowolną odzież a ośrodek ją sortuje. To, co nadaje się do
noszenia, wędruje na wieszaki - a nie do kartonowych pudeł ( w których grzebanie
już nie jest do końca w porządku) i jest sprzedawane za symboliczną złotówkę. Ta
z kolei wędruje na inne cele, np. zakup kołdry czy pledu na zimę dla bezdomnego
(oczywiście, zakupi ją znów za złotówkę). To, co nie nadaje się do użycia,
wędruje do recyklacji. Można byłoby również sporządzić listy chętnych rodzin,
które przyjmą cały zestaw odzieży - dla danego dziecka w określonym przedziale
wiekowym - od konkretnej rodziny, której dziecko już z nich wyrosło. Tak się
wytwarzają więzi międzyludzkie. Tak stajemy się społeczeństwem solidarnym a nie
anonimową klasą średnią, która zostawia przy śmietnikach worek dla anonimowych
biednych.
uzid   |25.07.2010 20:32:19
przeciez nikt tam nie szuka w tym smietniku odziezy dla dziecka, czy kurtki na
grzbiet, tylko miedziawki i aluminium. bezdomni u mnie na dzielnicy maja lepsze
ciuchy niz ja, niemajacy smialosci do zachodnich second-handow i na bazarku raz
na rok spodnie kupujacy. niedawno dowiedzialem sie ze jeden zmarl. cuchnal
niemilosiernie, i to tak jak standartowy kloszard, doslownie jakby nurkowal w
toytoju. ale raz na jakis czas byl domyty. a wtedy piekny swetry, dzinsy ktore i
studencik by zalozyl na imprezke.
Józef K   |25.07.2010 21:36:39
ad ilga81:
Mam wrażenie, że autor artykułu wyszedł z założenia, które jest
bardziej nawet krzywdzące niż to, z którego wychodzą obudowujący murem osiedla.
Pierwsze jest niezrozumiałe, bo piszącego ma obowiązywać pewna rzetelność, w
wyczerpaniu tematu, drugie owszem, ludzie boją się o własne życie, dzieci, więc
obudowują się i zatrudniają ochronę. Pierwsze podejście zawiera rodzaj
niezadowolenia ale nie wymyśla nic nowego, drugie jest czyste: ludzie obudowują
domy, obudowują i śmietniki. Kropka.
Jeśli jednak chcemy ludziom zapewnić godne
życie, tym bardziej tym "poszkodowanym" przez kapitalizm, jak i tym
mniej, w sensie, by nie wytwarzała się feudalna różnica, że jedni drugim żałują
nawet odpadów z kosza na śmieci, trzeba zająć się problemem u założeń, a nie
"leczyć" skutki, i to głupio, pozwalając ludziom na nieświadome
zarażanie siebie i innych, chorobami, jakie można wynieść ze śmietnika, etc,
etc. I wcale nie jestem pewien, czy mój przedmówca ma rację mówiąc, że Ci ludzie
się tak dobrze ubierają. Może. Nie o to chodzi. Jeśli mój przedmówca postawi się
w roli tego, co ubiera się na śmietniku to się podrapie w głowę. I wybierze
swoją jedną parę spodni, czy co tam uważa. Poza tym biedni i bezdomni szukają
wszystkiego, od puszek, które sprzedają, począwszy, na cebuli, którą mogą zjeść,
skończywszy. Nie mówiąc o innych rzeczach. Jednym słowem: problem jest i to
poważny.
Oczywiście nie da się go zlikwidować jednym cięciem, trzeba wysokiej
świadomości, i wrażliwości także, by ludzie zaczęli dbać o tych najgorzej przez
los potraktowanych, właśnie, trzeba to powiedzieć, śmierdzących na milę,
bezzębnych, agresywnych nie raz, nagabujących o datki, pijanych, etc. Na tym
polega myślenie oparte na dialektyce która rozumie, że jeśli są najbogatsi, są
także najbiedniejsi, i to ci bogaci mają pomóc tym biednym. I nie wolno
zapominać o żadnym oczku tego łańcucha kapitalistycznej totalności.
Jeśli już -
jak pisze felietonista - jeść banana ze śmietnika z biednym, to nie kończ na
ostatniej wieczerzy, ale rusz się i zadziałaj. I nie każ prezydentowi wygłaszać
orędzi o otwartych wierzejach śmietników, bo to chyba kpina, ale przedstaw jakiś
konkretny plan. To chyba lewica zaangażowana, no nie?
uzid   |25.07.2010 21:58:34
wspominajac o ubiorze nie mialem na mysli wspanialego zycia bezdomnego, tylko
zaznaczylem, ze jest bzdura ze bezdomni w polsce ludzie na smietniku musza
szukac ubrania bo az tak zdemontowano socjal. idz do osrodkow pomocowych
najrozniejszych i ubranie dostaniesz. podobnie jak nie maja zadnej alternatywy i
musza szukac cebuli zeby cos do ust wsadzic. prochu w tym watku wymyslac nie
trzeba.
Józef K   |25.07.2010 22:30:01
Oczywiście się z Tobą zgadzam, że bezdomni mają ubrania i zupę za darmo, choćby
w przykościelnych stołówkach, jednakże, skoro się odnosimy do felietonu, to
trzeba zrezygnować z wyczerpania wszystkich tematów i odnoszenia się do każdego.
W Polsce z głodu się nie zginie, choć będzie się głodować, bo co tam jedna zupa,
ubranie także zazwyczaj się dostanie. Gorzej z zimą, ale…
Ale skoro już, no
to nie apelujmy do otwierania śmietników przez rząd, bo to polityka żadna, by
nie powiedzieć, bezdennie głupia.
druknepf   |25.07.2010 22:06:45
Coś w tym jest. U mnie na osiedlu też okratowano śmietniki i jakoś dziwnie się
po tym poczułem, bo dotychczasowi beneficjenci tychże, odeszli niepocieszni.
Prawdą też jest, że do tych śmietników przywozili śmieci "bogacze"
mieszkający w domkach z ogródkiem. Jeden z moich krewnych mieszkający za
zachodnią granicą, ma kartę magnetyczną do swojego śmietnika i na podstawie
rejestru z tej karty płaci za śmieci, wot technika.
Obecny dobrobyt nakazuje
kopalni, przy której mieszkam, ztrudniać 3 ochroniarzy do konwojowania składu
pociągu z węglem - szkoda że nie mogę tego zaprezentować na wizji. W każdym bądź
razie, ci ochroniarze przebrani w antyterrorystów w kominiarkach, siedzą
rozstawieni w kolejnych wagonach i trzeba dobrze wysilić wzrok, ażeby zobaczyć
ich sylwetki. Dobrobyt jest taki, że całe rodziny z dziećmi nie uczęszczającymi
do szkoły, zajmują się sortowaniem hałdy, w celu pozyskiwania węgla i dalszej
jego dystrybucji. Ci krańcowo niezaradni ludzie rozpoczynają swoją pracę skoro
świt i kończą nocą, ale dzięki nim stare emerytki stojące nad grobem, nie
zamarzają zimą, bo mogą kupić u tych "lumpów" tańszy opał. Mógłbym tak
jeszcze trochę, ale chyba wystarczy dla myślącego, a liberał niech myśli o
ogrodzonym osiedlu, na którym będzie śmiertelnie nienawidził sąsiada, któremu
wypadł z worka na śmieci kapsel po piwie.
ilga81   |26.07.2010 07:58:18
druknepf, wiem, o co Ci chodzi, gdy piszesz o ogradzaniu się czy raczej
odgradzaniu się od innych. Pamiętam wcale niedawne czasy, gdy na wsi dzieci
przechodziły przez którąś z trzydziestu ośmiu dziur w płocie albo po prostu
wybiegały z domu na zewnątrz, bo żadnych płotów nie miały. Biegały po całej wsi
i bawiły się z innymi dziećmi. Sad sąsiada był trochę wspólny a ten sąsiad
potrafił ściąć olbrzymią gałąź czereśni, żeby dzieciaki mogły się nacieszyć.
Lata 90-te przyniosły pęd do budowania gargamelów i ogradzania ich olbrzymimi
ogrodzeniami za 20 tys. zł. Świat się zmienił. Ogrodzenia na wsi nie powstały
tylko z chęci naśladowania jakiegoś tam Zachodu. Wymusiła je konieczność obrony
przed zdziczałymi psami, wyrzuconymi onegdaj przez niezidentyfikowanych ludzi z
okien aut, czy ochrona rosnących majątków. A wysyłając dziecko ze śmieciami
naprawdę nie chciałabym, żeby wdepnęło w czyjąś kupę czy wąchało obsikane
ścianki. Chciałabym, żeby segregacja śmieci była dla niego przyjemnością i
oczywistością a nie uprzykrzonym obowiązkiem. Ubrania odnoszę na plecach 1,5 km
do ośrodka charytatywnego. Widuję ludzi, którzy naprawdę grzebią w śmietnikach w
poszukiwaniu ubrań, wózków dziecięcych, butów, zabawek. Brakuje informacji, skąd
te rzeczy mogą przynieść a nie "dobrej woli" otwierania przestrzeni, o
którą ludzie mają chęć dbać. Czy to źle, że ludzie dbają o przestrzeń życiową? O
ogródki, trawniki, śmietniki?
mcwal   |26.07.2010 10:08:48
Tomasz Rakowski, Łowcy, zbieracze praktycy niemocy,Etnografia człowieka
zdegradowanego, słowo/obraz/terytoria,seria Idee i polityka.
To jako lektura
uzupełniająca, a swoją drogą wielkomiejskie śmietniki też warte są większego
opisu.
Vian   |27.07.2010 22:36:14
W tej całej wzruszającej historii( kloszard-filozof, pokrzywdzona przodowniczka
pracy, która o! okrutny losie! kiedyś wyrabiała cudeńka na maszynie a teraz je
wygrzebuje ze sterty śmieci) brakuje tylko sytuacji w której biedny, odrzucony
bezdomny ratuje spod kół samochodu dziecko jednego z osiedlowych bufonów, którzy
nigdy poczciwcowi nie chcieli śmietnika otworzyć. Następnie dochodzi do
przewartościowania się bufona i jego rodziny, od tej pory żona raz w tygodniu
serwuje posiłki na ulicy a on sam przestaje być Ebenezerem Scroogem. Opowieść
Wigilijna jak się patrzy.
wejder1   |27.07.2010 23:17:13
Lepiej. Porzucają bogactwo i razem z biednym szukają pożywienia w śmietnikach,
głosząc, niczym Św.Franciszek, pochwałę ubóstwa.
mcwal   |27.07.2010 23:50:31
Piotrze, żeby nie było wątpliwości, zgadzam się z Tobą co do widzenia
śmietnikowej rzeczywistości. Ja to nazywam domykaniem systemu, wszystko musi być
czyjeś. Kiedyś w ekonomii występowałą kategoria dóbr wolnych, jeszcze nie tak
dawno wymieniano tam wodę i powietrze, ale teraz już tak nie jest. Śmiecie,
dostęp do nich to jakaś możliowośc bycia na nie kryminalnym marginesie,
wszystkie śmietniki zamknięte, nic tylko kraść.
Sikanie i sranie po śmietnikach
to osobny problem, też sprywatyzowane i skapitalizowane. Definiuję przestrzeń
publiczną za pomocą dwóch parametrów:
nikt nie goni żebraków, fzjologia
bezpłatna (znaczy się można sikać i srać na koszt wspólnoty)i tu niestety
wspólnota ma nas gdzieś, płacisz sikasz, kasy nie masz, szukasz śmietnika.
wejder1   |27.07.2010 23:54:29
Sugerujesz, że nie ma czegoś takiego jak własność publiczna, jest tylko własność
prywatna?
Józef K   |28.07.2010 01:32:11
Piszesz: "Kiedyś w ekonomii (…)" etc. Doprecyzuj, jeśli potrafisz, i
napisz w dwóch zdaniach, o co Ci chodzi, gdy powiadasz "kiedyś" i na
czym to polegało. Bo od średniowiecza, czyli ustroju - uogólniając - feudalnego,
pisze się to "kiedyś" chcą pokazać coś, co się nie bardzo da. Poza tym
podaj przykłady, kiedy to "ot tak" występowała owa "kategoria dóbr
wolnych" i czy niby nijak tego nie wymieniano na nic innego?

Zgoda z
ilgą, wejder1 i Vianem. Właśnie tak bym to dopisał. Niezła konfabulacja.
Józef K   |28.07.2010 01:37:44
"Ja to nazywam domykaniem systemu, wszystko musi być czyjeś."
Nie mogę
się zgodzić, że to "domykanie systemu" odbyło się kosztem ostatnich
czasów i tylko XX-wiecznego kapitalizmu. Kiedyś… np. na wsiach, gdy coś nie
było czyjeś, było "gromadzkie", tzn. wszystkich, ale nie było niczyje.
Wszyscy na to pracowali, na przykład wieś miała staw a w nim karpie, żeby na
Wigilię "karpiem" obdzielić rodzinę. Ludzie po prostu byli trochę inni.

Aha, za Indian w Ameryce, ziemia była niczyja, więc biali ją brali, zabijali
czerwonoskórych i czynili własnością. Pisząc "kiedyś" miałeś na myśli
Apaczów i "robaczywe serca" białych konkwistadorów?
uzid   |28.07.2010 09:49:49
czy smieci przemyslowe tez maja byc niczyje?

czy ma byc mozliwosc wyrzucania
smieci na ulice i nikt nie bedzie za nie odpowiadal bo sa niczyje?

a jesli
chodzi o interes marginesu, ktory woli tryb zycia zbieracki od pracowniczego,
moze niech lepiej juz miasto skupuje od nich smieci znalezione w miescie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.07500 Seconds