Bauman: O zamieszkach londyńskich, czyli konsumeryzm zbiera swoje owoce

,
+A -A

Nie są to zamieszki spowodowane głodem czy brakiem chleba. To są rozruchy wybrakowanych i zdyskwalifikowanych konsumentów.

Rewolucje nie są pospolitymi wytworami społecznej nierówności; ale są nimi pola minowe. Pola minowe to tereny z losowo i bezładnie rozrzuconymi materiałami wybuchowymi; można być w miarę pewnym, że niektóre z nich w którymś momencie eksplodują – nie można jednak z jakąkolwiek pewnością stwierdzić które i kiedy. Rewolucje społeczne są nacelowane i zogniskowane, zatem da się je być może umiejscowić i rozbroić na czas. Inaczej rzecz się ma z wybuchami na polu minowym. W przypadku ładunków wybuchowych rozstawionych przez żołnierzy jakiejś armii zawsze można wysłać innych żołnierzy, z innej armii, żeby je wykopali i rozbroili; to niebezpieczna robota – jak głosi stara żołnierska mądrość: „saper myli się tylko raz”. Jednak w przypadku pól minowych rozstawionych przez nierówność społeczną nawet tak zawodna metoda zapobiegania lichu nie jest dostępna: zakopywać i rozkładać miny musi jedna i ta sama armia, która nie może się powstrzymać przed dodawaniem dalszych min ani nie potrafi uniknąć – co i rusz – następowania na nie. Rozkładanie min i padanie ofiarą ich eksplozji są tu transakcją wiązaną a nierozłączną.

Wszystkie odmiany nierówności społecznych da się wyprowadzić z podziału na tych, co mają, i tych, co nie mają, jak to już niemal pół milenium temu zauważył Miguel Cervantes de Saavedra. Jednak w różnych epokach różne są rzeczy, których mienie bądź nieposiadanie wznieca najognistsze pożądanie i wzbudza najzacieklejszą urazę. Dwa stulecia temu w Europie, jeszcze kilka dekad temu w wielu odległych od Europy miejscach, a dziś jeszcze na polach wojen plemiennych lub poletkach dyktatorów główną kością niezgody skłócającą posiadaczy i posiadania pozbawionych, posiadających i nieposiadających, był chleb lub ryż. Dzięki Bogu, nauce, technologii i paru rozsądnym posunięciom politycznym już tak nie jest. Nie oznacza to jednak, że ten prastary podział umarł śmiercią naturalną. Wprost przeciwnie… Przedmiotów pożądania, których brak wywołuje gwałtowny sprzeciw, jest dziś wiele i to najróżniejszych; zarówno ich liczba, jak i pokusa ich nabycia rosną z dnia na dzień. Podobnie rosną gniew, złość, poczucie upokorzenia, żal i urazy podbechtywane ich nieposiadaniem – jak i jak żądza zniszczenia tego, co uzyskaniu niedostępne. Rabowanie i podpalanie sklepów z tego samego impulsu wypływa i zaspokaja te same ciągoty.

Dziś wszyscy jesteśmy konsumentami, przede wszystko i nade wszystko; konsumentami ze swego prawa i z obowiązku. Dzień po szoku 11 września 2001 roku George W. Bush, nawołując Amerykanów, by otrząsnęli się z traumy i wrócili do normalności, nie znalazł lepszych słów niż: „wróćcie do zakupów”. To właśnie stopień naszej aktywności sklepowej i łatwość, z jaką pozbywamy się jednego przedmiotu konsumpcji i zastępujemy go „nowym i ulepszonym” służą za wskaźnik naszej społecznej pozycji i naszych notowań we współzawodnictwie o sukcesy życiowe. Rozwiązań dla wszystkich problemów napotkanych w drodze od kłopotów do zadowolenia poszukujemy w sklepach.

Od kołyski do trumny trenuje się nas i musztruje, abyśmy przyjmowali sklepy za apteki wypełnione medykamentami leczącymi, a przynajmniej łagodzącymi, wszelkie dolegliwości i bolączki własnego i wspólnego życia. Sklepy i zakupy nabierają zatem iście eschatologicznego wymiaru. Supermarkety, zgodnie z głośnym bon mot George’a Ritzera, są naszymi świątyniami; a tym samym - dodam - listy zakupów są naszymi brewiarzami, a spacery po „shopping malls”, czyli zakupowych deptakach, są naszym pielgrzymowaniem. Odruchowe nabywanie nowych przedmiotów i pozbywanie się dawniej nabytych, o atrakcyjności nadwątlonej już przez pojawienie się nowych pokus na półkach sklepowych, wzbudza w nas najgorętsze z emocji. Pełnia konsumenckiej rozkoszy oznacza pełnię życia. Kupuję, więc jestem... Kupić czy nie kupić, oto jest pytanie...

Dla wybrakowanych konsumentów, owych „nie-posiadaczy” dnia dzisiejszego, odsunięcie od zakupów jest jątrzącą i ropiejącą raną i upokarzającym brzemieniem niespełnionego życia, a zatem własnego niezgulstwa i niewydolności; braku nie tylko i nie tyle przyjemności, co ludzkiej godności i sensu życia. W ostatecznym rozrachunku – braku lub niedostatku człowieczeństwa i jakiejkolwiek innej podstawy do własnego do siebie szacunku jak i szacunku ze strony innych wokół.

Supermarkety mogą być świątyniami dla członków swojej Kongregacji. Dla tych obłożonych anatemą i odłączonych przez Kościół Konsumentów są natomiast przyczółkami wroga na terenach ich wygnania. Te pilnie strzeżone bastiony zagradzają im dostęp do dóbr, których posiadanie chroni innych od podobnego im losu. Jak zgodziłby się George W. Bush, uniemożliwiają one powrót (a tym najmłodszym, co to jeszcze nie siadywali na kościelnych ławach – uniemożliwiają dostęp) do „normalności”. Stalowe kraty i żaluzje, kamery telewizyjne, umundurowani ochroniarze przy wejściu i tajniacy wewnątrz podsycają jeszcze atmosferę pola walki i trwających działań zaczepnych. Te obwarowane i pilnie strzeżone cytadele pobudowane przez wroga na ich ulicach przypominają tubylcom dzień po dniu o własnej ich niedoli, bylejakości i upokorzeniu. Prowokując swą wyniosłą niedostępnością, zdają się krzyczeć: Ośmiel no się! Spróbuj tylko! Są one wyzwaniem, co tu dużo gadać... Ale do czego?!

Tekst ukazał się na stronie "Social Europe Journal".

 

Polub Dziennik Opinii na FB   

...

A w mediach telewizyjnych słyszymy tylko o bandytach i chuliganach na których najlepiej by wysłać wojsko... Skąd to się wzięło? Ani słowa. Ani słowa o cięciach konserwatywnego rządu Camerona o zdemolowaniu szkolnictwa wyższego. Tylko ci źli chuligani rabujący sklepy, zwykła przestępczość...

korporacjointelektualizm

To ciekawe, że \"rewolucje\" w Egipcie, czy Libii przedstawiane są w mediach jako wolnościowe wydostawanie się ludu spod jarzma tyrańskiej władzy, natomiast podobne zajścia w Londynie mają już status \"zamieszek\" wywołanych przez \"chuliganów\" z całkowitym pominięciem kontekstu politycznego. W tej perspektywie tekst Baumana reprodukuje standardową optykę, w której stara się nam pokazywać zdarzenia niezgodne z oficjalną wykładnią konsumpcjonistycznych dyskursów. Podejrzewam, że w podobny sposób ówczesne media Egipskie starały się narzucić interpretację w duchu \"chuligańskich wybryków\", z tą tylko różnicą, że nie możemy liczyć na żadną \"obiektywną\" ocenę i \"pomoc\" z zewnątrz; jesteśmy skazani na przekazy działające w służbie politycznego syndykatu korporacyjno-medialno-państwowego, definiującego odgórnie język i kategorie, w których dokonujemy oceny tego, co każe nam się uznawać za niezmienną rzeczywistość.

Nie ma dobrego wyjścia

A dodajmy jeszcze do tego świat mediów, w tym głównie telewizję, która 24 godziny na dobę kusi nieposiadacza do wejścia w posiadanie.Pomiędzy tym kuszeniem widz nie posiadający, może zapoznać się z tymi co posiadają tyle, że nawet nie są w stanie określić dokładnie stanu tego posiadania. Co gorsza, obrazki te wyprane są z przyczyny powodującej posiadanie. Ba, byłoby to wedle pokazujących te obrazki wielce nieestetyczne. Zresztą gdyby nawet i ukazano przyczynę bogactwa przedstawianych krezusów większych i mniejszych, to widz pozbawiony takich możliwości, też by tak chciał, więc znowu awantura. A ileż jest takich przypadków, w których nie istnieje żaden związek pomiędzy pracą i posiadaniem, a to byłoby jeszcze groźniejsze. Jak z tej patowej sytuacji wyjść?

...

W świecie biednej większości, epatowani jesteśmy luksusem nielicznych bogatych - to musiało doprowadzić do zamieszek. Najgorsze co może spotkać człowieka to upokorzenie, dziś sprywatyzowane, choć paradoksalnie - jakby to powiedział fan JK-M - socjalistyczne, bo każdemu po równo, z wyjątkiem garstki, która unika upokorzenia forsą i forsą oddziela się od upokorzonych, ale wiedząc i widząc zza krat jak nisko można upaść odczuwa ciśnienie, co to następnie napycha psychoanalitykom portfele i dlatego też np. w USA trzeci najpopularniejszy lek to antydepresant. Gniew jest ślepy, a zamiast leczyć skutki państwową przemocą - pałkami, pistoletami policjantów, a nawet armią - lepiej zasypać pogłębiającą się wciąż nierówność. Sporo z powyższego tekstu zostało powiedziane w książce Zygmunta Baumana \"44 listy ze świata płynnej nowoczesności\", która sama w sobie jest zbiorem tekstów opublikowanych w piśmie \"La Republica delle Donne\".

...

To o Bushu i \"wróćcie do zakupów\" to raczej nie jest prawda, to chyba taki \"urban legend\".

...

Kiedyś miałem taką zajawkę w TV - na jednym kanale była reklama w której zakonnica ze smutną twarzą i jeszcze smutniejszym głosem namawiała by pomóc głodnym dzieciom w Bieszczadach - uciekając od owej smutnej reklamy przeskoczyłem na inny kanał a tam... Głodny?!!! - Snickers rozprawi się z twoim głodem!!!!. Widocznie ci z Anglii z powodu i pomimo globalizacji i wywiezienia pracy Anglii postanowili ze ,,Snikersa\" nie rezygnować. Skoro ,,socjalistycznie\" spłacają koszta nieopodatkowanych ekscesów kolesi z City - to chyba uznali ,że coś im się za to ,,socjalistycznie\" należy. Wypada ubolewać tylko nad formą. Ale twórczyni obecnej Wielkiej Brytanii - Maggie Thatcher - powiedziała ,,że nie zna czegoś takiego jak społeczeństwo\" więc chyba ,że kagańca pozbyli się nie tylko kolesie z City?

...

Do większości powyższych komentarzy: Jeśli porozmawialibyście z mieszkańcami Londynu, a nie tylko formułowali górnolotne i niemające wiele wspólnego z rzeczywistością analizy, uświadomilibyście sobie, że ta \"rewolta\" londyńska jest apolityczna do bólu a winą za jej takie rozbuchanie należy raczej obciążać zbyt ostrożną reakcję policji oraz nieprzystosowanie policji do walki z zamieszkami \"nowego typu\". Nie dażę rządu Camerona sympatią, ale obwinianie polityki cięć za ten festiwal rabunku i plądrowania to duże nadużycie. Zgadzam się z Z. Baumanem, że jedną z przyczyn jest niemożność zaspokojenia przez tych ludzi wytworzonego przez kulturę głodu konsumpcji, ale to nie są ludzie biedni lub głodni w sensie obiektywnym. To są raczej ludzie wychowani w kulturze \"entitlement\".

do chodorowicza

racja, to raczej był burmistrz NY Guliani.

...

Kompletna bzdura, bełkot

Przecież obecne zamieszki w Anglii to między innymi skutek wieloletniego bajania i wciskania do mózgownic bajeczek o \"rewolucji społecznej\", skierowanej przeciw mitycznej \"opresji\" większości. To jest również skutek \"radosnej twórczości\" bzdurnych ideologów takich jak Bauman. Mamy totalny permisywizm i towarzyszący temu totalny chaos, a ideolodzy lewicy mimo to bajdurzą o \"opresji\". Konsumeryzm absolutnie nie wystarczy do wyjaśnienia podłoża bandyckich wystąpień. Istotna jest tu też absolutyzacja praw jednostki sprowadzonej do ubóstwienia prawa do każdorazowej indywidualnej zachcianki. Właśnie mieliśmy w Londynie w imię realizacji praw jednostki \"rewolucyjne odzyskiwanie mienia\" i \"wyrównywanie niesprawiedliwości społecznej\". Najgorsze, że idiotów typu Bauman nic nie wyleczy z ich bajdurzenia, nawet ewentualne spalenie całego Londynu. A obecna ideologia multi-kulti od dawna jest swoim własnym przeciwieństwem, czego dowiodła i teraz. Multi-kulti w gruncie rzeczy równa się degradacji kultury, jej niwelacji. Oprócz niszczenia kultury ta ideologia i praktyka nie zawiera w sobie nic konstruktywnego. Zresztą degradacja i niszczenie kultury jest warunkiem wstępnym realizacji ideologii multi-kulti.

Multimedia

Amnesty International

#LookBeyondBorders

20 lat temu psycholog Arthur Aron odkrył, że 4 minuty patrzenia sobie w oczy potrafią zbliżyć do siebie ludzi. A co gdybyśmy zatrzymali się na chwilę i spojrzeli na tych, z którymi na co dzień pozornie wszystko nas dzieli?

TVKP

Hübner: Tracimy reputację i pozycję w Unii Europejskiej

Gościnią Roberta Kowalskiego w programie "Sterniczki w Krytyce Politycznej" była Danuta Hübner, przewodnicząca Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego.

TVKP

Płatek: Mamy do czynienia z zachowaniami, które cuchną na odległość nazizmem

– Ja się czuję jak w samolocie, w którym pilot stara się po kolei wyłączyć wszystkie zabezpieczenia. I to jest oczywiście groźne. Tak jak przestępca wraca na miejsce zbrodni, tak ten „pilot” może w sposób podświadomy dążyć do samo-ukarania

TVKP

Sawicka: Najpierw jest nienawistne słowo, za tym słowem podąża czyn

Paula Sawicka przez 10 lat (2004–2014) była prezeską, a obecnie zasiada w radzie programowej stowarzyszenia „Otwarta Rzeczpospolita”, którego celem jest monitorowanie oraz aktywne zwalczanie aktów ksenofobii i antysemityzmu.