> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szczęśniak: Świadectwo Strzeleckiego Drukuj
Agata Szczęśniak   
12.07.2008

strzelecki.jpg

11 lipca 1988 roku w Warszawie po bandyckim napadzie zmarł socjolog, eseista i doradca „Solidarności” Jan Strzelecki. W tym roku mija 20 lat od jego śmierci.

  

Kiedy przed dwudziestu laty u wylotu ulicy Karowej w Warszawie znaleziono ciężko pobitego Jana Strzeleckiego mało kto chciał uwierzyć, że padł on ofiarą zwykłego bandytyzmu. Zakrawało na okrutną ironię losu, że człowiek, do którego podstawowego słownika należały takie słowa, jak „braterstwo” i „wspólnota”, o którym pisano „zawsze spragniony ludzkiego ciepła i koleżeństwa, tak ochoczo ku ludziom otwarty” (Jerzy Jedlicki), został śmiertelnie pobity przez dwóch robotników z FSO, którzy po prostu chcieli go obrabować. Doszukiwano się w tym zabójstwie znanego eseisty, socjologa związanego z „Solidarnością” motywów politycznych, nie potwierdziły tego jednak ani zeznania zabójców, ani żadne dokumenty.

On sam zawsze próbował w swoim doświadczeniu odnaleźć to, co typowe, to, co mogło służyć spotkaniu z innymi i budowaniu wspólnoty, to, co pokazywało, że niczyj życiorys nie jest zawieszony w próżni społecznej i politycznej.

Działalność publiczną zaczął jeszcze na studiach na Uniwersytecie Warszawskim tuż przed wybuchem II wojny światowej. Związany był z tygodnikiem „Orka na Ugorze” wydawanym przez antysanacyjne i antynacjonalistyczne Stronnictwo Demokratyczne. W czasie okupacji działał w ruchu oporu, walczył w batalionie „Żywiciel” w Powstaniu Warszawskim, a jednocześnie uczestniczył w budowaniu podziemnego ruchu socjalistycznego. Brał udział w zjeździe Polskich Socjalistów w 1940, był redaktorem naczelnym pisma organizacji Wolność-Równość-Niepodległość - „Młodzież Socjalistyczna”. Współpracował z Bundem i Żegotą, w swoim jednopokojowym mieszkaniu przechowywał Żydów.

Jednak doświadczeniem, które w największym stopniu go ukształtowało, było utworzenie w 1940 roku grupy, a w 1942 pisma „Płomienie”. „Jesteśmy socjalistami” - deklarowali we wstępniaku do pierwszego numeru dwudziestokilkulatkowie, zafascynowani Stanisławem Brzozowskim, Andrzejem Strugiem i Hendrikiem de Manem, mieszkający głównie na warszawskim Żoliborzu. Ich celem było stworzenie nie organizacji, ale „ośrodka skupienia duchowego”, w którym „socjalizm, rozumiany jako zespól wartości i postaw, poddawany byłby ciągłej refleksji, dostosowującej jego kształt do potrzeb zmieniającego się życia” (Rodak, s. 218). Stąd ich formy działania – poza uczestnictwem w akcjach dywersyjnych i samopomocy, zajmowali się wydawaniem pisma i samokształceniem. Strzelecki wraz z Karolem Lipińskim wymyślili i prowadzili zajęcia dla Płomieniowców z historii socjalizmu od Rewolucji Francuskiej do II wojny. Seminarium historyczne prowadził dla nich działacz PPS-u, przewodniczący żoliborskiego stowarzyszenia „Szklane Domy” - Adam Próchnik, spotykali się też potajemnie w mieszkaniach swoich profesorów – Marii i Stanisława Ossowskich, uczęszczali na podziemne zajęcia Tadeusza Kotarbińskiego i Bohdana Suchodolskiego.

Strzelecki wspominał: „Stawialiśmy przed sobą taki problem: jeżeli jesteś socjalistą, co masz robić jako socjalista, pracujący w danym zawodzie? Co to znaczy, że jesteś inżynierem-socjalistą, ekonomistą-socjalistą czy lekarzem-socjalistą? Co to znaczy wychowanie socjalistyczne? Pragnęliśmy bowiem wychować zespół fachowców ideowo zaangażowanych, którzy będą umieli powiązać swoją pracę zawodową z jakąś szerszą koncepcją urządzenia życia pod hasłami socjalistycznej wartości” („Młodzież socjalistyczna podczas okupacji hitlerowskiej w Polsce (Relacje i dokumenty)”, „Pokolenia” 1969, nr 2-3).

Doświadczenia wojenne były dla Strzeleckiego najważniejszym punktem odniesienia w późniejszej twórczości i działalności. I chodziło tu nie tyle o doświadczenie okupacji, ile o więzi między ludźmi. Strzelecki opisał to doświadczenie w swojej być może najważniejszej, a w każdym razie najpopularniejszej książce. Próby świadectwa (wydane w 1971 roku) to polemika z tymi, którzy twierdzili, że druga wojna wyzuła ludzi z wartości, że wyszli z niej upodleni, zniewoleni, puści, szukający ukojenia w „wypełnieniu się obietnicami Nowej Wiary”. To spór np. ze Zniewolonym umysłem Czesława Miłosza. Strzelecki twierdził, że Miłosz wydobył z czasu okupacji „przede wszystkim to, co przyczyniało się do destrukcji poczucia sensu ludzkich działań”. Strzelecki widział to inaczej: „totalne zagrożenie zbiorowej tożsamości sprawiało, że dokonywało się wzajemne przenikanie wartości, dotychczas rozdzielanych; wartości społeczne sprzęgły się z narodowymi, świeckie z religijnymi, witalne z sakralnymi […] intuicja ogniska wartości, wyrażona przez pojęcie godności ludzkiej osoby, stawała się intuicją wspólną; i treścią wspólnej nadziei stawał się obraz możliwego ładu, sprzyjającego wielorakim wymogom godności człowieka”.

Wojna miała być może jedną pozytywną funkcję zdaniem autora Prób świadectwa: „powszechne zaznanie sytuacji poniżenia społecznego w warunkach narodowego ucisku wytworzyło szerokie poczucie łączności”, wytworzyło wspólnotę, która zasypała podziały zrodzone przez przedwojenną gospodarkę kapitalistyczną: „Świat społeczeństwa rozdartego kategoriami z czasów kapitalizmu stawał się światem z tamtego, przedwojennego brzegu”.

Na drugim brzegu jest wspólnota. Warunki wstępu do wspólnoty nie są określane klasowo, nie zależą od opanowania „dobrych manier”. Wystarczy podzielanie tych samych wartości i chęć współdziałania. Wspólnota ta zostaje wyprowadzona z form życia, praktyk, a przede wszystkim z doświadczeń okupacji, „wspólności losu i bezsłownej, międzyludzkiej bliskości”. Strzelecki posługuje się językiem romantyków, pisze o „poczuciu”, „doświadczaniu”, „przeżyciu”. W tekstach późniejszych Strzelecki wielokrotnie podkreśla, że czas okupacji był dla jego pokolenia okresem rehabilitacji uczuć wobec rozumu, odruchów serca wobec kalkulacji planistów. To powrót do socjalizmu jako części dziedzictwa romantyzmu. Wspólnota była również podstawowym motywem manifestu „O socjalistycznym humanizmie”, który 27-letni Jan Strzelecki opublikował w 1946 roku broszurze Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej (tekst został wkrótce przedrukowany przez „Wiedzę i Życie”). Była to pierwsza „próba świadectwa” wojennego czasu, ale jednocześnie swoisty program polityczny, zarys alternatywnej Polski Ludowej. Strzelecki, wówczas przewodniczący Komitetu Wykonawczego ZNMS, pisze o wartościach, o „ludzkich dążnościach” i wyobrażeniach, o „żywych ludziach”, przyjaciołach - „procesy gospodarcze spadają do roli jednego, najważniejszego być może, z czynników, poprzez które kultura nadaje człowiekowi jego ostateczny, historyczny kształt”, pisze o różnych drogach, które prowadzą ludzi do socjalizmu, a socjalizm definiuje nie tylko jako wyzwolenie proletariatu, „lecz wyzwalanie się ludzi spod władzy bezosobowych, społeczno-gospodarczych kategorii. [Socjalizm] staje się rozwojem ludzi, dojrzewaniem wspólnoty”.

Tego typu zdania sprowadziły na Strzeleckiego oskarżenia o bycie „farbowanym listem”, na łamach prasy partyjnej humanizm socjalistyczny był określany jako „upiór rewizjonizmu”, „antysocjalizm”, „agentura kapitalistycznej reakcji”, „próba wbicia klina obcości między partie robotnicze”. Strzeleckiemu zarzucano, że porzuca dialektykę i materializm historyczny, a w dodatku odcina się od rewolucyjnej przemocy, tymczasem, jak pisał Roman Werfel w „Nowych Drogach” „surowe represje wobec tzw. humanistów były w istocie swej humanistyczne”.

Mimo że opublikowany w wydawnictwie młodzieżówki PPS, nie był to dokument wewnątrzpartyjny. Spór o humanizm socjalistyczny przez dwa lata gościł na łamach kilkunastu gazet. Wywołał dyskusję z udziałem wielu ważnych postaci ówczesnego życia intelektualnego, głównie lewicy (ale również np. środowiska „Tygodnika Powszechnego”) m.in. Adama Schaffa, Juliana Hochfelda, Stanisława Ossowskiego, Oskara Langego.

Sam Strzelecki pisał wiele lat później: „To nie była tylko walka o indywidualną odrębność, o miejsce dla jakiejś osobistej melodii: to była walka o – ni mniej, ni więcej – duszę pokolenia”. We wrześniu 1948 roku podczas Rady Naczelnej PPS humanizm socjalistyczny został uznany za antymarksistowski, a Strzeleckiego pozbawiono wszelkich funkcji.

W reaktywowanych na krótko „Płomieniach” Strzelecki opublikował jeszcze kilka tekstów po czym zamilkł na kilka lat, prowadził jedynie prywatne notatki, które zostały później wydane jako „Zapiski 1950-1953” oraz „Popaździernikowe rozważania” i są świadectwem jego nieustannego zmagania się z dziedzictwem socjalizmu, prób zbliżenia do innych środowisk o mocnej tożsamości (głównie katolickich) oraz rozczarowania ówczesną polską rzeczywistością. Od 1957 roku pracował w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.

W 1958 roku Strzelecki otrzymał stypendium naukowe w Stanach Zjednoczonych. Swoje doświadczenia z pobytu tam opisał w swej pierwszej książce Niepokoje amerykańskie, rozważaniach nad spustoszeniem amerykańskiego społeczeństwa przez kapitalizm w latach 50. XX wieku. Przełożył na polski socjologiczny bestseller wszech czasów – Samotny tłum Davida Riesmana.

Mimo że usunięto go z funkcji przewodniczącego ZNMS, mimo że jego koncepcja socjalizmu humanistycznego została odrzucona, w 1948 roku Strzelecki wstąpił do PZPR-u. Nie jest zupełnie jasne dlaczego i dlaczego właśnie wtedy. Niechętnie o tym mówił, czasem tłumaczył, że wierzył w zmianę partii od środka. Pozostał w PZPR aż do 1979 roku, kiedy go wyrzucono za prowadzenie wykładów w ramach Towarzystwa Kursów Naukowych. Zresztą z opozycją demokratyczną był związany zarówno wcześniej, jak i później. Działał w Klubie Krzywego Koła (1956 roku był jego prezesem), był członkiem Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”, a w 1980 roku został jednym z ekspertów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Kierował też polską częścią zespołu francuskiego socjologa Alaina Touraine’a, który prowadził badania nad „Solidarnością”. I to właśnie w wydarzeniach z 1980, w powstawaniu samorządnych związków zawodowych i w 21 postulatach gdańskich widział spełnianie się utopii socjalistycznej wspólnoty braci: „Jeśli tu, nad Wisłą, pojęcie socjalizmu ma budzić w ludziach odruch afirmacji, to nie możemy z tej drogi zejść”.

Można by się zastanawiać, co pisałby Strzelecki o przemianach w Polsce po 1989 roku. Wiadomo, że nie zachłysnął się blichtrem amerykańskiego kapitalizmu. Wiadomo, że w Polsce Ludowej widział system, który dawał obietnice, ale ich nie spełniał. A na pytanie o rdzeń myśli socjalistycznej odpowiadał w 1980 roku: jest nim „coś bardzo lirycznego, a mianowicie uznanie w solidarności międzyludzkiej jednej z naczelnych wartości. Socjalizm przejmował tradycję wielkich projektów Oświecenia dotyczących społeczeństwa równych i wolnych. Jest to rodzaj świeckiej, laickiej transcendencji, jedna z konfiguracji kulturowych tradycji o wielkiej sile inspiracji. Można się odwoływać do tych idei, krytykując każdą nie dość braterską, nie dość równościową rzeczywistość”.

 —  

  

agata-szara-mala.jpg

Agata Szczęśniak - sekretarz redakcji „Krytyki Politycznej”, członkini zarządu Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Rylew   |16.07.2008 10:15:26
Bardzo dobre przypomnienie postaci Jana Strzeleckiego, o wiele lepsze moim
zdaniem niż podobne w GW napisane przez A.Michnika.
W zakończeniu tekstu
głęboka myśl J. Strzeleckiego, jakże cenna dla każdego kto identyfikuje się z
lewicą.
kot   |16.07.2008 16:47:36
Lewicowość romantyczna, i każda inna, nie umocowana klasowo jest lewicowością
pozbawioną fundamentów. Chorobą przez która przechodzą młodzi ludzie aby po
nastu latach odwrócić swoje poglądy. Przykłady: wielu prominentnych twórców

ideologii neoliberalnej wywodziło się z lewicy, a nawet z rewolucyjnej
lewicy.
W Polsce weryfikował pozytywnie tę tezę rewolucyjny kiedyś Adam
Michnik, którego zasługi dla wypromowania hegemonii neoliberalnej są nie do
przecenienia.
Rylew   |17.07.2008 03:17:39
A ja uważam, że fundamentem lewicowości jest w rzeczywistości rodzaj
instynktu,
albo zbiór kilku instynktów, albo się go (je) ma w opcji aktywnej,
albo w nieaktywnej.
W największym skrócie i uproszczeniu można wskazać na
instynkty wolności, równości i braterstwa.

Jednak wszystko się zmienia i
człowiek się zmienia i opcje się zmieniają.
A. Michnik może jeszcze wrócić do
lewicowości.

Umocowanie klasowe  jak to rozumiesz ?
kot  - Rylew   |17.07.2008 04:46:34
Tylko zobacz jak takie podejście do lewicowości ma wątłe podstawy. Kwaśniewscy
często powtarzali,że serce mają po lewej stronie. I co z tego wynikło likwidacja
barów mlecznych, lokatorzy na bruk itp. Nie wątpię w uczciwość, szczerość i
zaangażowanie Adama Michnika. Może nawet powróci do lewicy. Ale doceń ile zrobił
szkód tworząc "Gazetą Wyborczą", tubę propagandową ideologii
neoliberalnej. Może nie bardzo czujesz co to jest klasowa natura społeczeństwa
i dlaczego od niej należy zaczynać myślenie o polityce.
Zauważ,że neoliberalizm
nie przyznając się do tego nigdy o niej nie zapomina.Neoliberałowie to pod tym
względem praktykujący marksiści.
Rylew   |17.07.2008 12:01:47
Szkoda, że nie spróbowałeś wyjaśnić co rozumiesz pod tym określeniem, bo dla
mnie ono bynajmniej nie jest tak jednoznaczne.
Jeśli nie mieści się w niej
Michnik i Kwaśniewski to może za to Wałęsa ?
Czuję, że zaczynamy rozmawiać
używając znanych określeń, ale każdy z nas wiąże z nimi inne znaczenie.
Rylew   |17.07.2008 12:03:57
Chodzi o określenie:
Umocowana klasowo lewicowość ?
kot  - Z natury, na pewnym stopniu rozwoju spo   |17.07.2008 16:17:24
Opieram się na następującej definicji: (natury) społeczeństwa klasowego.
Na
skutek różnicującego dostępu do dóbr i przywilejów , społeczeństwo w którym
dochodzi do specjalizacji i podziału pracy automatycznie staje się
społeczeństwem klasowym.
W tym ujęciu podział klasowy nie jest kategorią
polityczną czy ideologiczną ale socjologiczno- psychologiczną. Co nieznaczny, że
sferze polityki można go nie stosować. Wręcz odwrotnie. Tyle, że traci swój
względny charakter właściwy tym dziadzinom, a nabiera mocy zjawiska
powszechnego. Z uwagi na jego uniwersalny charakter każda analiza
socjologiczna i polityczna powinna tę naturę klasową społeczeństwa uwzględniać.
kot   |17.07.2008 16:23:36
Jeśli chodzi lewicowość Kwaśniewskiego, Michnika i Wałęsy - to chyba jakieś
nieporozumienie. Nie bardzo wiem co mam wyjaśniać.
Rylew   |18.07.2008 07:28:33
Rzuciłeś tezą: Lewicowość romantyczna, i każda inna, nie umocowana klasowo jest
lewicowością pozbawioną fundamentów,
co dla mnie jest stwierdzeniem ciekawym
więc prosiłem o rozwinięcie.
Jeśli potrzebujesz czasu do namysłu to OK, ale
nie zbywaj mnie sianem wyjaśniania klasowości.

Dla ułatwienia zadam parę
pytań:
Czy umocowanie klasowe lewicowości rozumiesz jako wynikające z korzeni,

pochodzenia ludzi ?
Czy też jako umocowanie w podmiocie lewicowości ?

Czy
nie uważasz, że struktura klasowa społeczeństwa ciągle się zmienia i dzisiaj
podział
marksistowski na burżuazję i proletariat już nie jest adekwatny
?
Gdzie chcesz umocować lewicowość lub gdzie widzisz umocowanie lewicowości
współcześnie?

Dla mnie lewicowość jest zawsze trochę romantyczna, mocowana na
fundamencie cech ludzkich, jak empatia, dążenie do wolności, poczucie
sprawiedliwości, skłonność do świadczenia pomocy innym, poczucie więzi
społecznej i sensowności działań dla dobra publicznego.

Czy istnieje
lewicowość materialistyczna i jaka ona jest w odróżnieniu do lewicowości
romantycznej jak ją nazywasz?
kot   |18.07.2008 16:55:57
- Podział klasowy na kapitalistów  właścicieli i klasę robotniczą
(proletariat) jest jak najbardziej nieadekwatny. Mamy inne uwarunkowania inną
rzeczywistość. Co więcej, czasem używany w publikacjach lewicowych termin
klasa pracownicza, jako kalka klasy robotniczej nie ma sensu. Nie tylko niema
z takiej kategorii pożytku, lecz rośnie niebezpieczeństwo przekłamań przy
opisie rzeczywistości i przy uprawianiu polityki.
Zwróć uwagę , że np. w
Szwedzka redystrybucja jest finansowana głównie z podatków od wysokopłatnej
klasy pracowniczej , a nie z podatków od kapitału. ( w USA CIT jest wyższy
niż w Szwecji!).
Sięgnij po znane ci zapewne książki Osta, Dunn i
Franka. Dla Osta pojęcie klasy było potrzebne, ba nie dające się niczym
zastąpić, w opisie rzeczywistości i w jej analizowaniu Dunn zafascynowana
jest tym, że jest świadkiem narodzin klasy. I znowu nie dało się inaczej.
Aspekt klasowy u Fraka też gra pierwszorzędną rolę.
A więc jak widzisz
rozmyło się pojęcie klasy kapitalistów , klasy robotniczej, a pomimo to natura
klasowa społeczeństw ciągle daje o sobie znać.
Porywy serca i
romantyzmu to zbyt słabe zakotwiczenie lewicowości.
Zrozumienie istoty natury
klasowej społeczeństwa i samookreślenie klasowe, za -czy przeciw redystrybucji-
daje zakotwiczenie w lewicowości.
Dla klasy uprzywilejowanej nie ma
najmniejszej wątpliwości jaki jest jej interes klasowy i co mu może zagrozić. W
tym sensie użyłem sformułowania, że klasy uprzywilejowane praktykują marksizm.
Istnienie klasy uprzywilejowanej ponad miarę wynikającą z podziału pracy nawet
wtedy gdy trudno określić klasę wyzyskiwaną jest wystarczające aby mówić o
społeczeństwie klasowym.
nameste  - kot,   |19.07.2008 03:26:48
mętne to jakieś. Łatwo (w Twoich kategoriach) określić klasę wyzyskiwaną:
to ludzie uwzględnieni poniżej niary wynikającej z podziału pracy. Ale nie są to określenia specjalnie
konstruktywne; na temat "miary wynikającej z podziału pracy"
można dyskutować latami. Rozumiemy intuicje (lewicowość: stawanie po
stronie pokrzywdzonych miarą), ale tak określona "lewicowość zakotwiczona klasowo" nie wydaje
się specjalnie różnić od "lewicowości romantycznej". Chyba
trzeba postarać się bardziej.
Rylew  - kot,   |19.07.2008 13:13:46
a ja nie wierzę w solidność tej lewicowości w ten sposób umocowanej klasowo.

Popatrz na dzisiejszą Polskę. Mamy tam 1-5% prawdziwych beneficjentów systemu

to klasa uprzywilejowana, ok 55% to klasa średnia, która nie czuje się
ani
uprzywilejowana ani upośledzona i pozostałe ok. 40% obywateli to klasa
która czuje się upośledzona zatem samookreśla się klasowo.

Klasa
beneficjentów i klasa średnia nie zgadza się z reguły z wymuszoną redystrybucją
dochodu na rzecz klasy upośledzonej, a ta ostatnia wprawdzie tak, ale jej
lewicowość i świadomość polityczna na którą liczysz, podobna do jej kondycji
ekonomicznej.
Odnoszę wrażenie, że nasz kurczący się proletariat zamienia się
w lumpenproletariat
wraz z rozwojem społecznym w naszej liberalnej
demokracji.

Reasumując:
Nie przykładajmy zbytnio wagi do
przymiotników.
Lewicowość jest umocowana w mentalności ludzkiej i tylko od
charakteru człowieka
zależy czy jest cechą trwałą czy ulotną.
Lewicowości
można szukać u ludzi z każdej klasy i grupy społecznej.
Świadomość klasowa
klasy upośledzonej jest cechą sprzyjającą lewicowości, ale rzadko te dwie cechy
występują razem tworząc pożądane umocowanie.
kot   |20.07.2008 01:33:08
Nic dziwnego. Ostatnia wielka teoria społeczna sięga przełomu dziewiętnastego
/dwudziestego wieku, więc można się pogubić w rozumieniu rzeczywistości
przeżywanej, która nie wiele już ma wspólnego z tamtym czasem.
-Różnicowanie
społeczne sprawia- nie własność- ale kolosalne zróżnicowanie zarobków w obrębie
jakby nie było klasy pracującej.
-Żyjemy w świecie, którym walki
klasowe odbywają się między beneficjentami, a nie miedzy wyzyskującymi i
wyzyskiwanymi.
Dla -nameste- jednak to co, jak mówisz, jest przedmiotem
niekończących się dyskusji, powinno być określone. Miara wyzysku! W USA zarobki
prezesów z czterdziestej średniej krajowej wzrosły do czterechsetnej i końca
nie widać. Czy to jest sprawa beznadziejnie niewarta zajęcia stanowiska. Szwedzi
postawili wysoką barierę podatkową zarobkom , a nie biznesowi. (Priorytetem
spieszącego się w tworzeniu faktów dokonanych Jacka Rostowskiego jest
obniżenie PITu , a Nie CITu)
Porzućcie nadzieje. Świat proletariatu
świadomego: swojej klasowej siły, możliwości działania i sytuacji, że jest
wyzyskiwany przez dobrze określonego sprawce, odszedł w przeszłość.
Dzisiejsi
wyzyskiwani zostali pozbawieni narzędzi , możliwości przeciwstawienia się
wyzyskowi: nie chcesz pracować za pracę poniżej wszelkiego minimum -to won.

Klasy wyzyskiwane czując się źle, fatalnie itp. mimo to, nie czują się
wyzyskiwane przez dobrze określonego sprawce. Przeciwnie sprawca jest dobry- bo
daje pracę. Ponieważ ktoś musi odpowiadać za podły los pośród bogactwa,
więc sprawcami okazują się Żydzi, komuniści , lub postkomuniści, układ, geje,
mordercy życia poczętego itd., itp w Ameryce Arabowie, międzynarodowy
terroryzm.
Klasy wyzyskiwane (dla Rylewa) nie mają więc świadomości klasowej!
I w sytuacji gdy beneficjenci maja w swoich rękach nieskończone pieniądze i
możliwości kupowania najzdolniejszych, używania ich dla utrzymywani swojej
hegemonii, w sytuacji wielokrotnego zwiększenia siły rażenia propagandowego,
jakim dysponują media, trudno liczyć na powstanie świadomości klasowej
wyzyskiwanych, którzy w przeciwieństwie do beneficjentów o silnie rozwiniętym
poczuciu więzi klasowej, przestali odczuwać więź klasową.
Dlatego- Rylew-
mówiąc o zakotwiczeniu światopoglądu lewicowego nie odwołuję się do klasy,
która się nią nie czuje. Odwołuje się od Ciebie i Tobie podobnych romantyków.
Do zrozumienia, że brak świadomości klasowej wyzyskiwanych nie musi oznaczać,
że w sposób naturalny w społeczeństwie nie tworzy się podział klasowy.
Wyparcie tego faktu z analizy i opisu jest po prostu zamykaniem oczu na
rzeczywistość. W tym ujęciu natura klasowa społeczeństwa nie ma oznaczać wyboru
ideologicznego lecz naukowe podejście do rzeczywistości.
kot   |21.07.2008 23:25:48
Być bardziej klarowny , bo uwaga nameste, że mętne to jakoś uwierała mnie,
zanim ja zrobił. Rzecz w tym na ile klarowność może być klarowna w płynnej
rzeczywistości
Nie tylko w naukach społecznych sprawy się pokomplikowały.
Nie mniejsze kłopoty dotyczą opisu rzeczywistości fizycznej, w której -w
zależności od sytuacji- mamy do czynienia z ciągła falą, lub jak nieciągłą
cząstką, gdzie panoszy się nieoznaczoność i jeszcze kilka innych paradoksów,
które mimo to, nie są mniej realne od grawitacji.
W dziewiętnastym wieku i
wcześniej natura klasowa społeczeństwa była prosto określona:
pan feudalny i
chłop pańszczyźniany, kapitalista i proletariusz. Fakt, że dzisiaj są kłopoty
z określeniem przynależności klasowej nie oznacza, że społeczeństwo nie ma
natury klasowej.
Używam terminu natura klasowa społeczeństwa jako
określenie cechy i sposób opisu rzeczywistości. Pojecie grawitacji też jest-
i cechą i opisem rzeczywistości.
Używając pojęcia natura podkreślam, że nie
jest to konstrukt ideologiczny. Postulując zakotwiczenie lewicowości w
rzeczywistości klasowej społeczeństwa odnoszę się do jej aspektu
naukowego. Dającego solidniejsza postawę od postawy romantycznej. Rzecz w
tym, że ci, którzy reprezentują pozycje prawicowe dobrze zdają sobie sprawę z
klasowej natury społeczeństwa na swój użytek. Co nie przeszkadza im głosić, że
podział klasowy jest wymysłem ideologicznym.
Rylew dał własny
podział klasowy społeczeństwa polskiego. I dobrze.
Ja widzę go innym nie
twierdząc, że jest jedynie słuszny. (np. inaczej widzę, a raczej nie widzę klasy
średniej w Polsce) Ważnym jest aby zdawać sobie sprawę jakie znaczenie ma i
jakie skutki wywołuje naturalny, niejednakowy dostęp do dóbr i przywilejów w
demokracji. I że trzeba coś z tym fantem zrobić. Jakoś tę nierówność ustrojowo
zrównoważyć.
kot   |21.07.2008 23:33:44
Jeśli na tym rozmowa miałaby się skończyć, to chciałem podziękować Rylewowi i
nameste,któremu dodatkowo za przyjemność,dla piszącego,że nie tylko przeczytał
ze zrozumieniem ale wczuł się w mój sposób myślenia.
kot   |23.07.2008 01:43:44
nameste.
Dlaczego lewicowe myślenie powinno być zakotwiczone w naturze
klasowej społeczeństwa?
Bo prawicowe jest. Wymóg równowagi.
Analizując
zjawiska społeczne w aspekcie naukowym: socjologicznym, psychologicznym, równie
niezbędny jest opis i analiza społeczeństwa w aspekcie klasowym.
Istotą
sprawy jest aby aspektu klasowego nie traktować jako ideologicznego ale
równorzędnego socjologii i psychologii społecznej.
Dlaczego zatem adresatem
tego postulatu ma być lewica?
Prawica ideologizuje klasową naturę
społeczeństwa, bo to otwiera jej możliwość uzyskania demokratycznej zgody na
dostęp do przywilejów i dóbr ponad miarę wynikającą z podziału pracy.
nameste  - Kot   |23.07.2008 11:43:21
Dałeś kilka parafraz, ale nie mam (jeszcze) przekonania, że wyjaśniłeś sprawę
główną (a to: postulat zakorzenienia lewicowości w klasowej naturze
społeczeństwa), ani sprawę poboczną, która jakoś przemknęła niezauważona (a to:
czemu właściwie zestawiasz "lewicowość romantyczną" z "lewicowością
wychodzącą z konstatacji klasowej natury itd." w kontekście artykułu o
Strzeleckim).

Przywołując niegdysiejszą "klasową naturę społeczeństw"
(dobrze określoną, w odróżnieniu od dzisiejszej, płynnej i niejasnej), w
zasadzie odniosłeś się do *stanowej* natury społeczeństw (przednowoczesnych). A
więc chłopstwo, kler, mieszczaństwo, magnateria, grul itd. Przejście do mówienia
o klasach wymagało skonstruowania kryterium stratyfikującego, większość (jeśli
nie wszystkie) tego typu kryteriów odnosiła się do nierówności dostępu do
(ograniczonych) zasobów (władza, kapitał, środki produkcji, informacja itd.).
Rozumiem więc, że mówisz tyle: w społeczeństwie, w którym stosunki
społeczne/międzyludzkie podlegają ekonomizacji, naturalna ("systemowa")
jest tendencja do stratyfikacji dostępu do dóbr. Dawniejsze, binarne opozycje
(wyzyskiwani — wyzyskujący) zastąpiły mniej przejrzyste opisy, typu zasada Pareto
(20:80) itp.

Rozumiem dalej, że przeciwstawiając "romantyzm"
"klasowości", zwracasz w istocie uwagę na fakt, że romantyczne
"pochylanie się" nad losem jednostkowo pokrzywdzonych jest, wobec
systemowo obecnej nierówności, rodzajem straty energii, bo problemy systemowe
należy rozwiązywać systemowo.

Oddzielnym zagadnieniem jest dwukrotnie użyte
przez Ciebie sformułowanie "ponad miarę" (wynikającą z podziału pracy),
to sformułowanie ryzykowne, grożące nadinterpretacjami i nieporozumieniami. Ale
mniejsza z nim.

Jeśli zgodzisz się na powyższe (nieudolne i skrótowe)
podsumowanie, pozostaną dwa pytania. Czy sądzisz (i czemu), że współczesna
lewica jest wyzuta z owego "klasowego" (systemowego) punktu widzenia
spraw społecznych? To w sprawie diagnozy; wbrew temu, co piszesz, prawica stara
się ową systemowość zacierać, przeciwstawiając jej *naturalność* nierówności na
poziomie jednostek (wolnych kowali swego losu, którzy itd., a komu się nie
udało, sam sobie winien itd. itp.). Inaczej mówiąc, nie dlatego istnieje
nierówność w podziale dóbr, że stosunki społeczne są produktem władzy, kapitału,
monopolu itp., a dlatego, że niekórzy są mniej zdolni lub się lenią.

Z tym
wszystkim, w sformułowaniu postulatu "problemy systemowe należy rozwiązywać
systemowo" jest ukryte założenie, że *w ogóle* należy je rozwiązywać (tzn.
dążyć do jakichś przekształceń owych stosunków społecznych, głównie zazwyczaj
chodzi o ich aspekt ekonomiczny). Przyjęcie takiego założenia wiąże się z pewnym
wyborem aksjologicznym, wyborem, który wcale nie jest taki oczywisty. I tu
wracamy do idei (na przykład) "braterstwa", do "uznania w
solidarności międzyludzkiej jednej z naczelnych wartości" Strzeleckiego. Czy
zatem wolno/warto przeciwstawiać "romantyczną" lewicowość (wybor
aksjologiczny, czy też "odruch", o którym wspomniał Rylew)? Chyba o
tyle, o ile sam taki odruch to za mało, by rozwiązywać problemy; podobnym
odruchem można też karmić działalność charytatywną, do której wzywa współcześnie
prawicowy neocons i którą nawet niejednokrotnie uprawia.
kot   |23.07.2008 18:08:18
Wolałbym gdybyś mnie przycisnął do muru, odnosząc się konkretnie do tego co
nazwałeś frazami. Gdy napisałeś poprzednio, że to ,, jakieś mętne,,, to miało
dla mnie konstruktywny sens. Natomiast potraktowanie, że sformułowania,
których użyłem można traktować niezgodnie z tym jak zostały zapisane  jako
nie- jednoznaczne, jest dla mnie gorsze niż najostrzejsza i w sposób
najostrzejszy wyrażona krytyka.
Krytyka jest piękna, bo stanowi
wyzwanie. To co piszę nie nadaje się do szybkiego czytania, bo prawie każde
zdanie jest albo tezą albo argumentem- mimo formy niekiedy felietonowej.
Nie
przeciwstawiłem zakorzenienia MYŚLENIA lewicowego w naturze klasowej
społeczeństwa - postawie romantycznej. Napisałem że postawa romantyczna jest
nie wystarczającą.
Nie tępię postawy romantycznej. W Polsce jest teraz
niezbędna. Zdolni młodzi doktoranci nauk społecznych, wchodzący w życie
zawodowe i społeczne, których chętnie przejęłaby PO lub PIS, a których nie
dostrzegają lewicowe struktury establishmentu muszą wykazać dużo romantyzmu aby
uprawiać naukę ( jakby teraz bliższą lewicy) za marne pieniądze niż prawicowy
pijar -za duże.
Napisałem, że natura klasowa społeczeństwa jest pewną
obiektywną rzeczywistością.
Dlatego należy ja uwzględniać, tak jak uwzględniamy
grawitacje. Romantyzm jest motywem działania natomiast natura klasowa
społeczeństwa obiektywną rzeczywistością. Nie mogą to zatem być wykluczające się
pojęcia , bo są rozdzielne.
Upieram się, że beneficjenci są
,,praktykującymi marksistami,, że mają wysoko rozwiniętą świadomość klasową.
Lecz czy to ma znaczyć, że są gotowi określić się jako odrębna klasa społeczna
?! Wczuj się w ten pozorny paradoks. Weź te różne lewiatany, związki
pracodawców. Czy oni nie mają dobrze uświadomionego interesu klasowego?
Spróbuj coś powiedzieć o podwyższeniu podatków, o utrudnieniach zwalniania
pracowników! Będą twierdzić, nie ma żadnych klas społecznych tylko podział na
leni i pracowitych.
Swoje interesy przedstawiać jako interes całego
społeczeństwa- przy pomocy armii zatrudnionych w tym celu, wysoko płatnych:
polityków, dziennikarzy, prawników, historyków i ekonomistów i księży.
Podział
klasowy powstaje wtedy gdy wyłaniają się ze społeczeństwa beneficjenci, a nie
dopiero wtedy gdy powstaje świadoma swoich klasowych interesów klasa
wyzyskiwana. Przeciwnie, tak jak u Franka, tak jak w Solidarności klasa
wyzyskiwana często działa przeciwko swoim interesom. Zatem ci, którzy mają
świadomość zjawiska udają, że go nie ma, zaś ci, których to dotkliwie dotyczy z
reguły tej świadomości nie mają . Wskazane jest zatem aby świadomość natury
klasowej społeczeństwa mieli ludzie nauki i ludzie lewicy.
Mówiąc o
zakorzenieniu miałem na myśli wymóg postrzegania rzeczywistości w jej aspekcie
klasowym. Czy sugerujesz, że po roku dziewięćdziesiątym lewica i nauki
społeczne były tego świadome?
nameste  - Kot,   |24.07.2008 01:34:36
łatwiej mi przychodzi odnieść się do terminu "nauki społeczne" niż do
terminu "lewica" (w Polsce po ‘89). Jestem przekonany, że nauki
społeczne nie oderwały się od konstrukcji socjologicznych budowanych na pojęciu
klasy (czy ty, odmiennie, sugerujesz, że socjologia zwiędła w latach
90-tych?)

Co do "lewicy", desygnat jest rozmyty ;)
kot   |24.07.2008 05:05:21
Czy desygnat jest rozmyty, czy brak gotowości do redefinicji dotychczasowego
desygnatu?

-Ależ oczywiście, czy masz najmniejsze wątpliwości, że po roku
89 z pola widzenia polskich socjologów zostało wyparte pojęcie klas społecznych.
Czy mylę się, że dopiero Ost i Dunn spowodowali w Polsce zainteresowanie się
tymi desygnatami. Jeżeli jestem w błędzie proszę o kontrargumenty. Dla mnie,
przykładem ekstremalnym jest twórczość socjologiczna Jadwigi Staniszkis i jej
cielęce podążenie za politykami szukającymi winnego w uwłaszczeniu się
nomenklatury postkomunistycznej, a nie w tworzącym się od nowa podziale
klasowym. Zauważ, że Ost i Dunn w swoich ,, polskich,, książkach nie
wspominają nawet o nim. Zjawisko do odnotowania i tyle. Z punktu widzenia
nauk społecznych drugorzędne. Choć można by ciekawie poeksperymentować i
zgodnie z podana przeze mnie definicją klasy społecznej ująć okres polskiej
transformacji (aż do dnia dzisiejszego) jako starcie klasowe między miedzy
konkurującymi o dostęp do dóbr i przywilejów klasami politycznymi. A

Zapewne zorientowałeś się, że to o czym mówimy nie ma wiele wspólnego ze
stratyfikacją społeczną dokonywaną przez socjologów, choćby tą reprezentowaną
przez Henryka Domańskiego. Pozwolisz, że jeszcze raz przywołam i podeprę się
tym co zrobili Ost i Dunn. Jeżeli uznasz dalej, że to o czym mówię jest
rozmyte to zrozumiem . Rozmyte o tyle, że wymaga każdorazowego samookreślenia.
Ale we współczesnej fizyce i matematyce jest wiele takich desygnatów, które
mimo to nie przestają być realne. Uważam, że lewica nie może ignorować tego
sposobu myślenia o rzeczywistości społecznej.
kot   |24.07.2008 07:02:47
nameste, oczywiście , że aksjologii nie da pominąć.
Moim zdaniem, lewicowe
zasadza się na założeniu, że na dłuższą metę inwestowanie w kapitał ludzki nie
może się odbywać kosztem szeroko rozumianych inwestycji kapitałowych i jest
lepsze także z punktu widzenia gospodarki.(więcej Szwecji, mniej Ameryka).
Rylew  - Lewicowość romantyczna   |24.07.2008 09:23:23
Jeśli można zgodzić się na używanie określenia romantyczna lewicowość
to jednak
nigdy jako skrawek wyrażający ludzkie odruchy współczucia,
miłosierdzia,
wsparcia jałmużną. To błąd lub szczególny przekręt na potrzeby
dyskusji.

Gdybyśmy się na to zgodzili to wtedy beneficjentów panującego
systemu
i ich ideologów podsuwających ludziom i praktykującym zwodniczą ideę

miłosierdzia i jałmużny (zamiast sprawiedliwości), musielibyśmy także uznać

za romantycznych lewicowców.

Owszem lewicowość jest romantyczna bowiem
zawiera w sobie pierwiastki
buntu, protestu wobec krzywdy i niesprawiedliwości
oraz potrzebę wolności.

Nie mogę się także zgodzić na słowo odruch, które
nie pasuje do pewnego rodzaju mentalności jaką jest lewicowość. Używam słowa
instynkt, bo myślę, że większość
ludzi kieruje się swego rodzaju instynktem,
który podpowiada im np. że stosunki
społeczne ustanowione czy kultywowane
przez klasę panującą nie są ani sprawiedliwe,
ani ekonomicznie uzasadnione,
ani tym bardziej konieczne.
Ci ludzie to szeroko rozumiana lewica lub jej
bezpośrednie zaplecze.
Instynkt to znacznie więcej niż odruch, nie muszę tego
tłumaczyć.
Od instynktu do świadomości droga krótka i naturalna, ludzie ci mogą
stać się lewicą świadomą w ślad za wykształceniem i zrozumieniem porządku tego
świata
(natura klasowa społeczeństw i te inne:).
kot   |11.08.2008 09:24:39
To co pisze Rylew- piękne i przydatne. Idealistyczne zaangażowanie dodaje
mocy działaniu. Tyle, że nie wystarcza. I wypala się.
Lewicowa perspektywa ma
mocne podstawy, nie tylko wynikające z natury klasowej społeczeństw (o czym
pisałem). Ma jeszcze, powiedzmy, opokowe (od opoki) zakotwiczenie w
procesach gospodarczych.
2. Lepiej inwestować w kapitał ludzki niż w
finansowy ( jakby to zdanie nie wyglądało, wiadomo o co chodzi). Potwierdzeniem
jest rozwój na przestrzeni ostatnich dwóch tysięcy lat. Coraz większe populacje
z niebytu prymitywnej egzystencji są włączane w obieg społeczny i gospodarczy.

3. Konieczności, ba, przymusu zwiększania, a nie zmniejszania regulacji
innych niż rynkowe. W miarę rozwoju i komplikowatywności relacji
społecznych, gospodarczych, ekologicznych, politycznych, cywilizacyjnych, itd.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.07.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91468 Seconds