|
11 lipca 1988 roku w Warszawie po bandyckim napadzie zmarł socjolog,
eseista i doradca „Solidarności” Jan Strzelecki. W tym roku mija 20 lat
od jego śmierci.
Kiedy przed dwudziestu laty u wylotu ulicy Karowej w Warszawie
znaleziono ciężko pobitego Jana Strzeleckiego mało kto chciał uwierzyć,
że padł on ofiarą zwykłego bandytyzmu. Zakrawało na okrutną ironię
losu, że człowiek, do którego podstawowego słownika należały takie
słowa, jak „braterstwo” i „wspólnota”, o którym pisano „zawsze
spragniony ludzkiego ciepła i koleżeństwa, tak ochoczo ku ludziom
otwarty” (Jerzy Jedlicki), został śmiertelnie pobity przez dwóch
robotników z FSO, którzy po prostu chcieli go obrabować. Doszukiwano
się w tym zabójstwie znanego eseisty, socjologa związanego z
„Solidarnością” motywów politycznych, nie potwierdziły tego jednak ani
zeznania zabójców, ani żadne dokumenty.
On sam zawsze próbował w swoim doświadczeniu odnaleźć to, co typowe,
to, co mogło służyć spotkaniu z innymi i budowaniu wspólnoty, to, co
pokazywało, że niczyj życiorys nie jest zawieszony w próżni społecznej
i politycznej.
Działalność publiczną zaczął jeszcze na studiach na Uniwersytecie
Warszawskim tuż przed wybuchem II wojny światowej. Związany był z
tygodnikiem „Orka na Ugorze” wydawanym przez antysanacyjne i
antynacjonalistyczne Stronnictwo Demokratyczne. W czasie okupacji
działał w ruchu oporu, walczył w batalionie „Żywiciel” w Powstaniu
Warszawskim, a jednocześnie uczestniczył w budowaniu podziemnego ruchu
socjalistycznego. Brał udział w zjeździe Polskich Socjalistów w 1940,
był redaktorem naczelnym pisma organizacji
Wolność-Równość-Niepodległość - „Młodzież Socjalistyczna”.
Współpracował z Bundem i Żegotą, w swoim jednopokojowym mieszkaniu
przechowywał Żydów.
Jednak doświadczeniem, które w największym stopniu go ukształtowało,
było utworzenie w 1940 roku grupy, a w 1942 pisma „Płomienie”.
„Jesteśmy socjalistami” - deklarowali we wstępniaku do pierwszego
numeru dwudziestokilkulatkowie, zafascynowani Stanisławem Brzozowskim,
Andrzejem Strugiem i Hendrikiem de Manem, mieszkający głównie na
warszawskim Żoliborzu. Ich celem było stworzenie nie organizacji, ale
„ośrodka skupienia duchowego”, w którym „socjalizm, rozumiany jako
zespól wartości i postaw, poddawany byłby ciągłej refleksji,
dostosowującej jego kształt do potrzeb zmieniającego się życia” (Rodak,
s. 218). Stąd ich formy działania – poza uczestnictwem w akcjach
dywersyjnych i samopomocy, zajmowali się wydawaniem pisma i
samokształceniem. Strzelecki wraz z Karolem Lipińskim wymyślili i
prowadzili zajęcia dla Płomieniowców z historii socjalizmu od Rewolucji
Francuskiej do II wojny. Seminarium historyczne prowadził dla nich
działacz PPS-u, przewodniczący żoliborskiego stowarzyszenia „Szklane
Domy” - Adam Próchnik, spotykali się też potajemnie w mieszkaniach
swoich profesorów – Marii i Stanisława Ossowskich, uczęszczali na
podziemne zajęcia Tadeusza Kotarbińskiego i Bohdana Suchodolskiego.
Strzelecki wspominał: „Stawialiśmy przed sobą taki problem: jeżeli
jesteś socjalistą, co masz robić jako socjalista, pracujący w danym
zawodzie? Co to znaczy, że jesteś inżynierem-socjalistą,
ekonomistą-socjalistą czy lekarzem-socjalistą? Co to znaczy wychowanie
socjalistyczne? Pragnęliśmy bowiem wychować zespół fachowców ideowo
zaangażowanych, którzy będą umieli powiązać swoją pracę zawodową z
jakąś szerszą koncepcją urządzenia życia pod hasłami socjalistycznej
wartości” („Młodzież socjalistyczna podczas okupacji hitlerowskiej w
Polsce (Relacje i dokumenty)”, „Pokolenia” 1969, nr 2-3).
Doświadczenia wojenne były dla Strzeleckiego najważniejszym punktem
odniesienia w późniejszej twórczości i działalności. I chodziło tu nie
tyle o doświadczenie okupacji, ile o więzi między ludźmi. Strzelecki
opisał to doświadczenie w swojej być może najważniejszej, a w każdym
razie najpopularniejszej książce. Próby świadectwa (wydane w 1971 roku)
to polemika z tymi, którzy twierdzili, że druga wojna wyzuła ludzi z
wartości, że wyszli z niej upodleni, zniewoleni, puści, szukający
ukojenia w „wypełnieniu się obietnicami Nowej Wiary”. To spór np. ze
Zniewolonym umysłem Czesława Miłosza. Strzelecki twierdził, że Miłosz
wydobył z czasu okupacji „przede wszystkim to, co przyczyniało się do
destrukcji poczucia sensu ludzkich działań”. Strzelecki widział to
inaczej: „totalne zagrożenie zbiorowej tożsamości sprawiało, że
dokonywało się wzajemne przenikanie wartości, dotychczas rozdzielanych;
wartości społeczne sprzęgły się z narodowymi, świeckie z religijnymi,
witalne z sakralnymi […] intuicja ogniska wartości, wyrażona przez
pojęcie godności ludzkiej osoby, stawała się intuicją wspólną; i
treścią wspólnej nadziei stawał się obraz możliwego ładu, sprzyjającego
wielorakim wymogom godności człowieka”.
Wojna miała być może jedną pozytywną funkcję zdaniem autora Prób
świadectwa: „powszechne zaznanie sytuacji poniżenia społecznego w
warunkach narodowego ucisku wytworzyło szerokie poczucie łączności”,
wytworzyło wspólnotę, która zasypała podziały zrodzone przez
przedwojenną gospodarkę kapitalistyczną: „Świat społeczeństwa
rozdartego kategoriami z czasów kapitalizmu stawał się światem z
tamtego, przedwojennego brzegu”.
Na drugim brzegu jest wspólnota. Warunki wstępu do wspólnoty nie są
określane klasowo, nie zależą od opanowania „dobrych manier”. Wystarczy
podzielanie tych samych wartości i chęć współdziałania. Wspólnota ta
zostaje wyprowadzona z form życia, praktyk, a przede wszystkim z
doświadczeń okupacji, „wspólności losu i bezsłownej, międzyludzkiej
bliskości”. Strzelecki posługuje się językiem romantyków, pisze o
„poczuciu”, „doświadczaniu”, „przeżyciu”. W tekstach późniejszych
Strzelecki wielokrotnie podkreśla, że czas okupacji był dla jego
pokolenia okresem rehabilitacji uczuć wobec rozumu, odruchów serca
wobec kalkulacji planistów. To powrót do socjalizmu jako części
dziedzictwa romantyzmu. Wspólnota była również podstawowym motywem
manifestu „O socjalistycznym humanizmie”, który 27-letni Jan Strzelecki
opublikował w 1946 roku broszurze Związku Niezależnej Młodzieży
Socjalistycznej (tekst został wkrótce przedrukowany przez „Wiedzę i
Życie”). Była to pierwsza „próba świadectwa” wojennego czasu, ale
jednocześnie swoisty program polityczny, zarys alternatywnej Polski
Ludowej. Strzelecki, wówczas przewodniczący Komitetu Wykonawczego ZNMS,
pisze o wartościach, o „ludzkich dążnościach” i wyobrażeniach, o
„żywych ludziach”, przyjaciołach - „procesy gospodarcze spadają do roli
jednego, najważniejszego być może, z czynników, poprzez które kultura
nadaje człowiekowi jego ostateczny, historyczny kształt”, pisze o
różnych drogach, które prowadzą ludzi do socjalizmu, a socjalizm
definiuje nie tylko jako wyzwolenie proletariatu, „lecz wyzwalanie się
ludzi spod władzy bezosobowych, społeczno-gospodarczych kategorii.
[Socjalizm] staje się rozwojem ludzi, dojrzewaniem wspólnoty”.
Tego typu zdania sprowadziły na Strzeleckiego oskarżenia o bycie
„farbowanym listem”, na łamach prasy partyjnej humanizm socjalistyczny
był określany jako „upiór rewizjonizmu”, „antysocjalizm”, „agentura
kapitalistycznej reakcji”, „próba wbicia klina obcości między partie
robotnicze”. Strzeleckiemu zarzucano, że porzuca dialektykę i
materializm historyczny, a w dodatku odcina się od rewolucyjnej
przemocy, tymczasem, jak pisał Roman Werfel w „Nowych Drogach” „surowe
represje wobec tzw. humanistów były w istocie swej humanistyczne”.
Mimo że opublikowany w wydawnictwie młodzieżówki PPS, nie był to
dokument wewnątrzpartyjny. Spór o humanizm socjalistyczny przez dwa
lata gościł na łamach kilkunastu gazet. Wywołał dyskusję z udziałem
wielu ważnych postaci ówczesnego życia intelektualnego, głównie lewicy
(ale również np. środowiska „Tygodnika Powszechnego”) m.in. Adama
Schaffa, Juliana Hochfelda, Stanisława Ossowskiego, Oskara Langego.
Sam Strzelecki pisał wiele lat później: „To nie była tylko walka o
indywidualną odrębność, o miejsce dla jakiejś osobistej melodii: to
była walka o – ni mniej, ni więcej – duszę pokolenia”. We wrześniu 1948
roku podczas Rady Naczelnej PPS humanizm socjalistyczny został uznany
za antymarksistowski, a Strzeleckiego pozbawiono wszelkich funkcji.
W reaktywowanych na krótko „Płomieniach” Strzelecki opublikował jeszcze
kilka tekstów po czym zamilkł na kilka lat, prowadził jedynie prywatne
notatki, które zostały później wydane jako „Zapiski 1950-1953” oraz
„Popaździernikowe rozważania” i są świadectwem jego nieustannego
zmagania się z dziedzictwem socjalizmu, prób zbliżenia do innych
środowisk o mocnej tożsamości (głównie katolickich) oraz rozczarowania
ówczesną polską rzeczywistością. Od 1957 roku pracował w Instytucie
Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.
W 1958 roku Strzelecki otrzymał stypendium naukowe w Stanach
Zjednoczonych. Swoje doświadczenia z pobytu tam opisał w swej pierwszej
książce Niepokoje amerykańskie, rozważaniach nad spustoszeniem
amerykańskiego społeczeństwa przez kapitalizm w latach 50. XX wieku.
Przełożył na polski socjologiczny bestseller wszech czasów – Samotny
tłum Davida Riesmana.
Mimo że usunięto go z funkcji przewodniczącego ZNMS, mimo że jego
koncepcja socjalizmu humanistycznego została odrzucona, w 1948 roku
Strzelecki wstąpił do PZPR-u. Nie jest zupełnie jasne dlaczego i
dlaczego właśnie wtedy. Niechętnie o tym mówił, czasem tłumaczył, że
wierzył w zmianę partii od środka. Pozostał w PZPR aż do 1979 roku,
kiedy go wyrzucono za prowadzenie wykładów w ramach Towarzystwa Kursów
Naukowych. Zresztą z opozycją demokratyczną był związany zarówno
wcześniej, jak i później. Działał w Klubie Krzywego Koła (1956 roku był
jego prezesem), był członkiem Konwersatorium „Doświadczenie i
Przyszłość”, a w 1980 roku został jednym z ekspertów Międzyzakładowego
Komitetu Strajkowego. Kierował też polską częścią zespołu francuskiego
socjologa Alaina Touraine’a, który prowadził badania nad
„Solidarnością”. I to właśnie w wydarzeniach z 1980, w powstawaniu
samorządnych związków zawodowych i w 21 postulatach gdańskich widział
spełnianie się utopii socjalistycznej wspólnoty braci: „Jeśli tu, nad
Wisłą, pojęcie socjalizmu ma budzić w ludziach odruch afirmacji, to nie
możemy z tej drogi zejść”.
Można by się zastanawiać, co pisałby Strzelecki o przemianach w Polsce
po 1989 roku. Wiadomo, że nie zachłysnął się blichtrem amerykańskiego
kapitalizmu. Wiadomo, że w Polsce Ludowej widział system, który dawał
obietnice, ale ich nie spełniał. A na pytanie o rdzeń myśli
socjalistycznej odpowiadał w 1980 roku: jest nim „coś bardzo
lirycznego, a mianowicie uznanie w solidarności międzyludzkiej jednej z
naczelnych wartości. Socjalizm przejmował tradycję wielkich projektów
Oświecenia dotyczących społeczeństwa równych i wolnych. Jest to rodzaj
świeckiej, laickiej transcendencji, jedna z konfiguracji kulturowych
tradycji o wielkiej sile inspiracji. Można się odwoływać do tych idei,
krytykując każdą nie dość braterską, nie dość równościową rzeczywistość”.
—
Agata Szczęśniak - sekretarz redakcji „Krytyki Politycznej”, członkini zarządu Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...