|
Trzecie urodziny
najpoczytniejszego polskiego tabloidu „Fakt” zostały przez „Dziennik”
(28-29.10.2006) uczczone aż trzema okolicznościowymi artykułami. Peany na cześć
„Faktu” napisali Marcin Król, Agata Bielik-Robson i Cezary Michalski. Naczelny „Res Publiki Nowej” chwali sobie, iż jego teksty publikowane na łamach
springerowskiej bulwarówki mogą liczyć na szerszy krąg czytelniczy niż te
zamieszczane w innych pismach. Dla Agaty Bielik-Robson pierwszy kontakt z tabloidem (w Wielkiej Brytanii) był jak odkrycie
nowego, dotąd nieznanego jej świata. Odkryła ona (inteligentka, bywalczyni
salonów i uniwersyteckich murów), że istnieje odrębny świat zwykłych ludzi,
proletariuszy, których interesują inne sprawy niż uniwersyteckich, jajogłowych
przyjaciół Bielik-Robson. Ten świat ciekawi ją i fascynuje.
Cezary Michalski wskazuje z
kolei, że pojawienie się na prasowym rynku „Faktu” przełamało monopol
środowiska „Gazety Wyborczej”, do tej pory wyznaczającego rzekomo katalog i
hierarchię jedynie słusznych poglądów, idei i stojących za nimi autorytetów.
Rzeczywiście, to w dużej mierze „Gazeta Wyborcza” i związane z nią opiniotwórcze i polityczne środowiska
wyznaczyły kierunek ustrojowej transformacji i przez piętnaście lat pilnowały,
by nikt nie śmiał zboczyć z obranego kursu. Przekonali się o tym także ludzie
lewicy. Ponieważ podważali oni rzekomą
bezalternatywność planu Balcerowicza i tzw. kompromis z Kościołem, byli
coraz bardziej marginalizowani w debacie publicznej. W tym samym czasie Adam
Michnik „cywilizował” i legitymizował bezideowych postkomunistów, którzy w
zamian za rezygnację z jakichkolwiek wątpliwości co do kształtu transformacji
zostali dopuszczeni na salony III RP.
Problem w tym, że pojawienie się „Faktu” nie przełamuje ideowej hegemonii „Gazety Wyborczej” i wcale nie
sprzyja pluralistycznej formie dyskursu publicznego.
Michalski pisze: „«Fakt» jest
przeciwieństwem populizmu. Nie przetwarza ludzkiej krzywdy w ideologię.
Przeciwnie, pozwala poczucie krzywdy, poczucie oburzenia wypowiedzieć. Jeśli
Warszawa nie jest dzisiaj Budapesztem, to także, w jakiejś części, zasługa
«Faktu»”. Redaktor „Dziennika” dodaje, że zasługą „Faktu” jest to, że pomaga
wypowiedzieć niezadowolenie i jednocześnie je kanalizuje.
„Fakt” jest więc raczej
uzupełnieniem „Gazety Wyborczej” niż forum alternatywnych idei. Wszak
springerowski tabloid w żaden sposób nie podważa ekonomicznego i społecznego
status quo. Gdy opisuje jakiś ludzki dramat, to stara się ograniczyć opis tylko
do jednostkowego przypadku. Unika umieszczenia go w szerszym, społecznym
kontekście, bo to mogłoby podważać dogmaty o „zdrowym, wolnorynkowym
mechanizmie”. Rzeczywiście, rację ma Michalski, gdy pisze, że „Fakt” się
oburza, ale jednocześnie kanalizuje oburzenie swoich czytelników tak, aby nie przyszło
im do głowy upomnienie się o inny - bardziej egalitarny - model gospodarki czy
społeczeństwa. „Gazeta Wyborcza” swój przekaz kieruje raczej do inteligentów.
Do tzw. zwykłych ludzi, którzy nie zawsze rozumieją potrzebę wyrzeczeń na rzecz „koniecznych reform”, zwraca się tonem mentorskim. „Fakt” występuje w imieniu „zwykłych ludzi” i jednocześnie broni „systemu” przed ich gniewem. Większość
czytelników tego tabloidu wcześniej nie sięgało po „Wyborczą” (ani po żadna
inną gazetę codzienną), więc nie stanowi on bezpośredniej konkurencji dla
redaktorów z Czerskiej.
Liberalno-demokratyczna „Gazeta Wyborcza” wśród inteligentów i
konserwatywno-liberalny „Fakt” wśród tzw. ludu bronią ramię w ramię
neoliberalnego porządku społeczno-ekonomicznego. Wolno im. Ale niech nikt nam
nie wmawia, że stoją po skrajnie różnych stronach ideowego sporu.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...