Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Smoleński: Nie oddawać prawa do strajku! Drukuj
Jan Smoleński   
18.05.2008
jasiek_smolenski.jpgWydawać by się mogło, że w Polsce strajk jako sposób na walkę o godne warunki pracy – w tym godne płace – powinien mieć szczególne poważanie. A każdy zamach na prawo do strajku, nieważne pod jak zdroworozsądkowymi hasłami, powinien być traktowany bardzo podejrzliwie. Jednak nieubłagana logika neoliberalizmu, gotowa poświęcić wszystko w imię zysku, porywa się i na to, by prawo do strajku ograniczać. Nie dziwi więc, że eksperci Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” zaproponowali zmiany utrudniające związkom zawodowym strajki: chcą, by za zorganizowanie nielegalnego protestu okupacyjnego organizatorom groziły sankcje finansowe – firma miałaby wystawiać rachunek za poniesione straty związkowi lub związkom. Takie rozwiązanie ma zniechęcić do organizowania nielegalnych strajków i grożenia odejściem od pracy podczas negocjacji w trakcie sporu zbiorowego. „Lewiatan” proponuje też, by prawo do negocjacji z pracodawcą miały jedynie największe związki, zrzeszające minimum 33 procent pracowników. To rozwiązanie z kolei ma skończyć z sytuacjami, gdy w zakładzie jest kilkadziesiąt związków, a tylko jeden, niewielki nie zgadza się na podwyżki wynegocjowane przez pozostałe organizacje.
Można się było spodziewać, że związki – w końcu reprezentujące interesy pracowników - zaprotestują. A tu niespodzianka: te propozycje poparły dwa największe związki - „Solidarność” i OPZZ.
Pomysły „Lewiatana” są niebezpieczne z kilku powodów. Po pierwsze wprowadzą oligopol dwóch związków zawodowych, które zwykle prezentują postawę określoną przez prof. Juliusza Gardawskiego w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” jako „odpowiedzialną”. Tylko czyich właściwie interesów bronią? Centrale „Solidarności” i OPZZ-u, biurokratyczne, ale z dużym wsparciem politycznym, niechętnie rozpoczynają protesty. Zakładowe komisje czasami układają się z pracodawcami, ich władze zajmują wysokie stanowiska w zakładach i nie widzą powodu, by stanowczo reprezentować pracowników. Przykładem była sytuacja w „Budryku”, gdzie ani „S”, ani Związek Zawodowy Górników (OPZZ) nie poparli strajku. Szefowie „S” z Jastrzębskiej Spółki Węglowej („Budryk” miał być do niej włączony) byli prezesami klubów sportowych, którym JSW płaciła ciężkie pieniądze za powierzchnię reklamową. W Tesco „S” i filia OPZZ działały od lat, ale nie przeprowadziły żadnych stanowczych akcji.
Oczywiście w interesie „Solidarności” i OPZZ jest zamknięcie ust innym związkom: wtedy to dużym przybędzie członków, a co za tym - składek. Ale czy aby na pewno leży to w interesie pracowników?
Po drugie, proponowane rozwiązania uderzą w najgorzej zarabiających pracowników, tych na dole hierarchii, czyli najczęściej wyzyskiwanych. Zazwyczaj słabo znają oni swoje prawa i w obawie przed utratą pracy nie wstępują do związków. To im przede wszystkim należy się ochrona. (Być może zamiast ograniczać prawo do strajku należałoby wprowadzić obowiązek corocznego prowadzenia szkoleń z prawa pracy przez pracodawców?).
Po trzecie, ograniczenia te zagrażają przede wszystkim pracownikom prywatnych firm. Zwykle boją się oni zakładać związki, a jeśli się im to uda, to często są zwalniani dlatego, że „likwidowane jest stanowisko”. Stopień uzwiązkowienia w spółkach z udziałem skarbu państwa i kapitału prywatnego wynosi w Polsce – według badań CBOS z lutego 2008 roku – około 15 proc. a w firmach prywatnych poniżej 3 proc.! Związki nie mają tam szans na reprezentowanie 33 proc. załogi. Uzasadnianie projektu powołujące się na „związkokrację” w spółkach, których właścicielem jest skarb państwa (jedynie tam stopień uzwiązkowienia jest wyższy od proponowanego w projekcie – wynosi 35 proc.) jest hipokryzją. „Lewiatan” reprezentuje interesy pracodawców prywatnych!
Po czwarte, proponowane zmiany nie zniechęcą do organizowania nielegalnych strajków, ale do strajkowania w ogóle. Nikt, nie mając wcześniej pewności, że strajk zostanie uznany za legalny, pod protestem się nie podpisze.
Ale po co właściwie strajkować? Można przecież bez końca słać petycje, rozmawiać przy kawie lub przy winie albo liczyć, że pracodawca sprzeciwi się nieubłaganej kapitalistycznej logice zysku i z dobroci serca sprezentuje podwyżki. Można też więcej pracować, w końcu wiadomo, że im więcej się pracuje, tym więcej się zarabia. Pracodawca byłby wniebowzięty. I czy wszyscy nie byliby wtedy szczęśliwi? Tylko trzeba by zlikwidować ograniczenia czasu pracy – w końcu wszystkim nam zależy na elastycznym i nie ograniczonym gąszczem przepisów nieprzyjaznych biznesowi prawie. Ale po kolei, prawo do strajku idzie na pierwszy ogień.
Obarczanie związków kosztami strajku podważa samą zasadności tej formy walki o prawa pracownicze: bez groźby strat w przychodach pracownicy tracą jakikolwiek argument. Ograniczenie liczby związków, które mogą negocjować oznacza, że dwa największe związki zostają uznane za licencjonowanych przez pracodawców przedstawicieli pracowników. Pozostałe - zostają wyjęte spod prawa. Takie rozwiązanie to po prostu kryminalizacja walki o podwyżki.
Prawo do strajku musi być gwarantowane i chronione przez konstytucję każdego państwa, które chce się uważać za demokratyczne. Strajk jest właśnie tą formą sporu pracowników z pracodawcą, w której pracodawca traci swoją uprzywilejowaną pozycję, pozycję władzy. Przypomnijmy, że w tym kraju walka z autorytarnym reżimem odbywała się przy pomocy tego narzędzia.

Wkrótce zamieścimy głosy przedstawicieli związków zawodowych.
Komentarze
Dodaj nowy
Toto   |28.09.2008 08:16:33
Zastanawia mnie tylko fakt po co te strajki? Nie podoba Ci sie polityka
przedsiebiorstwa w ktorym pracujesz, atmosfera, warunki pracy,
wynagrodzenie…odchodzisz.Szukasz pracy w innej firmie, korzystniejszej z twego
punktu widzenia( np lepsze polityka personalna, elastyczny czas pracy, wyzsze
wynagrodzenie,perspektywy rozwoju).Przez to rynek pracy staje sie bardziej
elastyczny i mobilny a pracodawcy bardziej zabiegaja o swoich pracownikow,
wlasnie z obawy przed ich utrata, odplywem najzdolniejszego kapitalu ludzkiego
firmy.
To wlasnie stagnacja i kurczowe trzymanie sie jednej pracy powoduje
poczucie przewagi ze strony pracodawcy i pozwala im na wyzsza eksploatacje
pracownikow przy jak najnizszych poniesonych kosztach.
W koncu czlowkek nie
musi pracowac w jednym miejscu "od kolyski az po grob"
teston65  - po normalność   |23.03.2009 17:53:54
Toto, jesteś z dużego miasta, wykształcony, pewny siebie specjalista. Ja, przez
pewien czas pracowałem w małej firmie praktycznie w miejscu w którym ptaki
zawracają. Podwójna ewidencja czasu pracy, a o związkach nikt nie słyszał.
Ludzie zadowoleni z pracy za tysiąc złotych(dla najlepszych). Po parę lat na
umowach czasowych. Innej pracy w pobliżu nie ma. Wokół same upadłe pegeery,
nawet dojechać do innej pracy nie ma jak. Ale kiedyś zastrajkują. BEZ ZWIĄZKU,
NIELEGALNIE.
wojnier   |28.03.2009 15:11:05
Jest dość prosty sposób na wzmocnienie pozycji pracobiorców, jest to zwiększenie
liczby pracodawców. Energia z jaką lewica walczy o coś wręcz przeciwnego
świadczy, że tak naprawdę chodzi o rząd dusz a nie dolę pracowniczą.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.05.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90665 Seconds