Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Majmurek: Grające organy albo fałszywe tony polskiego konserwatyzmu |
|
|
Jakub Majmurek
|
|
13.11.2008 |
Co jakiś czas powraca spór o „dziedzictwo komunizmu” w przestrzeni publicznej, utrwalone w nazwach ulic, pomnikach, budowlach. Spór wybuchnie na nowo z powodu przygotowywanej właśnie przez Sejm (zgodnie popieranej przez PiS i PO) ustawy o miejscach pamięci narodowej. Ma ona umożliwiać rozbiórkę pomników „gloryfikujących komunizm, nazizm, czy zwalczających postawy patriotyczne” („Gazeta Wyborcza”). Politycy PiS zdążyli już wytypować pierwszy pomnik do rozbiórki. To rzeźba Władysława Hasiora, Grające organy, upamiętniająca „wiernych synów ojczyzny, poległych na Podhalu, w walce o utrwalenie władzy ludowej”.
Nie zamierzam wchodzić w rolę – w której chętnie obsadziłaby lewicę nasza prawica – obrońcy racji „dzielnych synów ojczyzny walczących o władzę ludową”. Nie będę też pisał o tym, w jaki sposób spór wokół pomników jest sporem fikcyjnym, wyjaławiającym polską demokrację, organizującym linie podziałów wokół sporów sprzed pół wieku. Sprawa Grających organów daje szansę dyskusji nad innym problemem.
Rzeźba Hasiora to nie tylko przykład PRL-owskiej propagandy, ale także wybitne dzieło sztuki. Jej autor był jednym z najważniejszych polskich rzeźbiarzy powojennych, czołowym przedstawicielem awangardy. Czy dysonans między nowatorską formą rzeźby a jej propagandowym przesłaniem nie pokazuje doskonale zawikłań epoki, w której powstała? Czy nie jest ona doskonałym komentarzem do sprzeczności polityki kulturalnej PRL (awangardowa rzeźba plus napis na przymocowanej do niej tablicy w „partyzancko-moczarowskim” stylu i treści?). Czy rzeźba ta nie mogłaby być punktem wyjścia do dyskusji nad problemem społecznego zaangażowania awangardy i jej co najmniej problematycznych politycznych uwikłań w XX stuleciu?
To symptomatyczne, że usunięcia rzeźby Hasiora domagają się politycy partii definiujących się jako konserwatywne. Na całym świecie konserwatyzm uważa się za sposób myślenia, którego podstawą jest „szacunek dla tego, co jest”, dla nawarstwionej pracy kolejnych pokoleń. Tymczasem w Polsce, dwadzieścia lat po upadku PRL, konserwatyzm wciąż ma w sobie pierwiastek nihilistycznego odrzucenia wszystkiego, co zostawiła po sobie tamta epoka. W sprawie rzeźby Hasiora doskonale widać tę sprzeczność polskiego konserwatyzmu. W miejsce Grających organów ma stanąć „papieski krzyż”. Który już? Który na Podhalu? Jak widać dla polityków prawicy polska kultura i historia ostatniego pół wieku zaczyna się i kończy na byłym papieżu.
Niezależnie od oceny PRL-owskiego mecenatu oraz ideologicznych celów, do których zaprzęgał sztukę, nie można ignorować tego, że w dziedzinie rzeźby plenerowej czy architektury, PRL pozostawił po sobie wiele wspaniałych, bezcennych dziś obiektów. Miały być wizerunkiem ideologii, a dziś są po prostu częścią naszego kulturowego dziedzictwa. Wymagają ochrony i troski tak samo, jak Wawel i Łazienki. Widząc w takich dziełach jak rzeźba Hasiora przede wszystkim wybitne dzieła sztuki, demokratyczna Polska mogłaby udowodnić, że wyszła z kręgu problemów narzuconych przez PRL. Tak samo jak – toute proportions gardèe – patrzymy na dzieła włoskich mistrzów, biorąc w nawias politykę terroru, trucizny i sztyletu, którą prowadzili zamawiający je mecenasi.
Zamiast rozbierać pomnik, czy nie lepiej przedstawić na drugiej tablicy całą jego historię, konteksty, w jakich funkcjonuje, prawdę na temat konfliktu, którego ofiary (tylko z jednej strony) upamiętnia, dając tym samym świadectwo sporom, które rozdzierały Polskę po II wojnie światowej, oddając cześć wszystkim ich ofiarom?
To byłby dowód, czy może skromniej – krok w kierunku – dojrzałości polskiej, demokratycznej wspólnoty, dowód zdolności do poradzenia sobie z własną historią, jej zakrętami i dawnymi krzywdami. Polowanie na „komunistyczne” czy „godzące w postawy patriotyczne” pomniki prowadzą nas w przeciwną stronę. A niszczenie wybitnych rzeźb jest po prostu barbarzyństwem.
Na podobny temat
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...