|
„Bieda nie została stworzona przez nędzarzy, tylko przez
system” - czytamy w jednym z komentarzy po przyznaniu pokojowej Nagrody Nobla
Muhammadowi Yunusowi, twórcy mikrokredytu. - „Ludzie chcą pracować i pracują
bardzo ciężko, ale zarabiają mało, bo ktoś inny zbiera owoce ich pracy. Dlatego
są biedni”. Nie wszystkie opinie były utrzymane w podobnym tonie. Zdarzały się
i takie: „To bank, w którym największe szanse na kredyt mają bezrolne
wieśniaczki, żebraczki i bezrobotne matki. Jego założyciel wyszedł z założenia,
że zdecydowanie lepiej jest pożyczać, a nie dawać”.
Obie wypowiedzi są pochwalne. Ale nie można się oprzeć
wrażeniu, że chwalą mikrokredyt z zupełnie przeciwnych pozycji.
Czym naprawdę jest mikrokredyt? Pomysłem ludzi, którzy
próbują odzyskać kontrolę nad warunkami własnej pracy czy środkiem wychowawczym,
służącym zbawieniu osób skażonych pierworodnym grzechem „postaw
roszczeniowych”? Formą oporu wobec
neoliberalnej globalizacji czy mechanizmem podporządkowującym kolejne obszary
życia logice rynku?
Ta rozbieżność komentarzy odzwierciedla nie tylko różne
pozycje polityczne, z których są one pisane. Odbija się w niej również
dwuznaczność, wpisana w instytucję mikrokredytu przez mechanizmy globalnej gospodarki.
Początkowo decyzje o tym, jakie problemy rozwiązują
mikrokredyty, należały do grupy osób, które brały pożyczki. Reguły ustalano
wspólnie, tak więc osoby korzystające z mikrokredytu - zwłaszcza kobiety -
uzyskiwały dzięki niemu autonomię i kontrolę nad tym, co robią. W tym duchu
nadal pracuje np. SEWA (Self-Employed Women Association) - indyjski związek zawodowy kobiet
samozatrudniających się. Kobiety zrzeszone w SEWA wypracowały własny system
przedsiębiorstw zorganizowanych na zasadach kobiecych spółdzielni oraz system
ubezpieczeń wzajemnych i emerytur.
W końcu lat 90. pomysł mikrokredytu podchwycił Bank
Światowy, przejmując selektywnie niektóre elementy opracowanego przez Yunusa
systemu i włączając je w ramy swojej polityki
makroekonomicznej. Głównym celem tej polityki jest „uzdrowienie”
finansów publicznych, ograniczanie wydatków socjalnych, a co za tym idzie -
jej głównym efektem jest redukcja zatrudnienia w sektorach publicznych i likwidacja miejsc pracy. Z
jednej strony liberalizacja handlu i usuwanie barier ograniczających przepływy
kapitału finansowego mają się przyczyniać do wzrostu gospodarczego, z drugiej strony
mikrokredyt wyłania się jako panaceum na problemy rosnącego ubóstwa, które neoliberalny model polityki społecznej i
ekonomicznej generuje.
W
1997 roku odbył się pierwszy globalny szczyt na temat mikrokredytu. Jego
głównym organizatorem nie był ONZ czy inne instytucje międzypaństwowe - ale
banki. Sponsorzy tacy jak Citicorp, Chase Manhattan i American Express
zobowiązali się, że do 2005 roku wyasygnują 21,6 miliarda dolarów na dotacje i
pożyczki przeznaczone na finansowanie programów mikrokredytowych dla 100
milionów najuboższych rodzin na świecie, szczególnie dla kobiet. Powab
mikrokredytu (obietnice rozwiązania problemów ubóstwa na koszt ubogich) i jego
sprawny marketing spowodowały, że mikrokredyt zastąpił inne programy polityki
społeczno-ekonomicznej adresowane do najuboższych grup społecznych.
Pomijając już fakt, że obietnice wielkich sum na programy
mikrokredytowe nie zostały spełnione, zglobalizowany mikrokredyt działa w inny
sposób niż jego pierwowzór. Kredyty są udzielane przez banki, które zlecają ich
obsługę organizacjom pośredniczącym. Organizacje te muszą się rozliczać zgodnie
z wymogami opłacalności. Kobiety stają się obiektem agresywnych dyscyplinarnych
taktyk, łączących mikrokredyt z ideologią narzuconej „samopomocy” i
indywidualnej odpowiedzialności. Racjonalnością nie jest już poprawa bytu i
sprawczości jednostki w ramach lokalnej
społeczności, ale jak najszybsze spłacenie kredytu. Udział w programach
mikrokredytowych sprzyja wytwarzaniu neoliberalnej podmiotowości, wiąże kobiety
i ich dążenie do poprawy swojej sytuacji z globalnym urynkowieniem. Wszystko
zostaje podporządkowane sprawnej cyrkulacji pieniądza.
Ten nowy mikrokredyt wytwarza kobiety na wzór homo
oeconomicus, re-organizując ich życie i relacje wokół ekonomicznej
racjonalności. Dyscyplinuje do kalkulacji, wytwarza racjonalne i rozsądne,
odpowiedzialne ekonomiczne kobiety. Ale jednocześnie daje środki na
przeżycie… Naszym celem, pisał dyrektor jednego z banków w Nepalu, jest
wytworzenie ekonomicznej świadomości. Mikrokredyt jest więc strategią wdrażania
„taniego państwa” i prywatyzacji odpowiedzialności społecznej.
Mikrokredyt może być sposobem uzyskiwania przez słabszych
kontroli nad swoim życiem. Lecz może być też narzędziem pozbawiania ich
autonomii. Zależy kto i w jaki sposób go używa. Znaczenie mikrokredytu nie jest
z góry określone. Wszystko zależy od tego, w jaki polityczny projekt jest wpisany.
Na podobny temat
|
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...
Teraz mięso jest bardzo zdrowe i jaje...