Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Graff: Seks, płeć, władza i wstyd Drukuj
Agnieszka Graff   
05.09.2008

Pamiętacie film W sieci? Ten z 1994 roku, z drapieżną, ambitną i pozbawioną skrupułów szefową (graną przez Demi Moore) i jej ofiarą - molestowanym pracownikiem firmy komputerowej (w tej roli niezawodny Michael Douglas). Bezwzględna i pożądliwa Moore nie tylko napastuje Douglasa, podobnie jak w Fatalnym zauroczeniu molestuje go Glenn Close, nie tylko używa seksu, by umocnić swoją pozycję w firmie, ale także mści się na swej ofierze za pomocą zarzutu o… molestowanie. Morał tej bajki jest prosty: feministki zafałszowały rzeczywistość, wprowadziły politycznie poprawną cenzurę, a tymczasem władza i pożądanie nie mają płci - obdarzona władzą ambitna kobieta zachowa się tak samo, jak mężczyzna w tej samej roli, albo jeszcze gorzej. W trosce, by widz przyswoił sobie te proste prawdy, twórcy filmu wyposażyli nawet swoje dzieło w motto: „Władza nie jest ani męska, ani kobieca.”

Film oraz powieść Michaela Crichtona, której był ekranizacją, to pierwsza i do dziś najbardziej znana popkulturowa reakcja na problem molestowania seksualnego. A właściwie nie na sam problem molestowania, lecz na fakt, że został nazwany - i to przez kobiety! - jako problem właśnie. Ruch kobiecy zdefiniował powszechnie akceptowany agresywny „flirt biurowy” w kategoriach męskiej władzy oraz dyskryminacji kobiet, po czym doprowadził do stworzenia sankcji prawnych. Odpowiedź głównego nurtu kultury jest mieszaniną pogróżki i szyderstwa: władza i płeć? Ależ tak, drogie panie, świetnie rozumiemy ten problem, i pięknie go wam zilustrujemy. Wniosek będzie dla wszystkich oczywisty: kobieta u władzy to seksualny potwór.

Można by na to machnąć ręką, gdyby nie rozpoznawalność backlashowego scenariusza z odwróceniem ról, a zarazem jego nośność i popularność. Opowieść o niebezpiecznych i władczych kobietach pojawia się zwykle jako przewrotny żart, odpowiedź na jakiś wyrazisty i poruszający przejaw myślenia feministycznego w przestrzeni publicznej. Klasyka gatunku to nasza rodzima Seksmisja - już sam tytuł, ironicznie rzucony przez mężczyznę, od ręki potrafi zdyscyplinować kobietę, która stawia się męskiej władzy. Mam też przykład backlashowej odwracanki sprzed kilku lat. Po pamiętnych plakatach o przemocy wobec kobiet „bo zupa była za słona” jakiś dowcipniś wydrukował serię pocztówek ze zdjęciem „pobitego” mężczyzny. Hasło, o ile dobrze pamiętam, brzmiało: „bo futro było za tanie”. Arcyzabawne, prawda?

Przekaz filmu W sieci - podobnie Seksmisji, Fatalnego zauroczenia oraz wszechobecnych w kulturze opowieści o kobietach-morderczyniach, niesłychanie okrutnych dziewczyńskich gangach, kobietach-terrorystkach itp. - jest podobny. Być może jednak w kategorii molestowania seksualnego jest coś szczególnie niepokojącego - coś, co narusza tradycyjny kontrakt płci, trafiając w jego czuły punkt? Zapisy prawne o molestowaniu to przerwanie milczenia, znak, że kobiety przestają się godzić na coś, na co przez dziesiątki, setki lat godziły się bez słowa. Film jest lękową, a zarazem agresywną reakcją na przemiany kulturowe, które odebrały mężczyźnie (w kontekście amerykańskim wypada dodać: białemu mężczyźnie) oczywiste dotąd prawo sygnalizowania atrakcyjnej kobiecie, że ma ochotę na seks. Tu i teraz.

Tradycyjny kontrakt płci mówi tak: twoje prawo nie chcieć, jego prawo nie słuchać twojej odmowy. On nastaje, ty, chichocząc, odwracasz jego uwagę, mizdrzysz się, robisz uniki. Nie stawiasz jasnych granic, nie odrzucasz go i nie upokarzasz. Oczywiście, istnieje bariera, za którą zaczyna się przemoc i gwałt, i wtedy dajesz w pysk oraz wołasz na ratunek innych mężczyzn. Słowo „gwałt” istniało przed pojawianiem się feminizmu, choć miało nieco inne znaczenie - było raczej zamachem na własność innego mężczyzny niż krzywdą wyrządzoną kobiecie. Powiedzmy jednak, że kategoria gwałtu jest stara i powszechnie zrozumiała. Z molestowaniem jest inaczej, bo molestowania przed feminizmem nie było. To znaczy było zjawisko, ale nie było nazwy, interpretacji. Męskocentryczna kultura nie tworzy języka, który nadałby sens powszechnemu doświadczeniu kobiet - wstrętu, wstydu i bezradności wobec inwazyjnych, roszczeniowych i nieznoszących sprzeciwu przejawów męskiej seksualności i władzy.

Twierdzenie, że „władza nie ma płci” i filmowe odwrócenie ról, to zmyłka, unik, pic na wodę. Jasne, że władza ma płeć: męską. Rzecz w tym, że nie wolno mówić o tym w tonie oskarżycielskim. Kobiety, które wiedzą, co i jak, potrafią męską władzę przyjąć do wiadomości jako fakt oczywisty, a następnie rozgrywać ją dla własnej korzyści. Poczytajcie pisma kobiece, a dowiecie się, jak należy mówić o płci i władzy, by nie wypaść z obiegu: równość równością, ale każda kobieta tak naprawdę pragnie twardziela. Władza nas kręci. Władza w męskim wydaniu, rzecz jasna. Nazywając rzecz molestowaniem, definiując ją w kategoriach niesprawiedliwości, warunków pracy, naruszenia ludzkiej godności, feministka popełnia gafę. Okazuje się źle zsocjalizowaną, nieatrakcyjną dziewczynką. Kwestionuje zasady gry.

Moim zdaniem, tylko z pozoru chodzi tu o seks. Napięcie erotyczne w pracy jest zjawiskiem częstym - ale molestowanie seksualne można od niego dość łatwo odróżnić. To seksualna agresja, której rzeczywistym celem jest dyscyplinowanie kobiet, uświadomienie nam, że w świecie pieniędzy, odpowiedzialności i władzy jesteśmy na cenzurowanym. Rytuał zwany popularnie nachalnym i obleśnym podrywem biurowym na linii szef-podwładna to forma znaczenia terytorium. Przekaz jest prosty: Zatrudniając się tu, weszłaś, laleczko, na mój teren. Ja wiem i ty wiesz, że nie masz ruchu, tutaj gramy na moich zasadach. Jeśli ostro stawiasz granice, a „flirt” nazywasz molestowaniem, to znaczy, że rościsz sobie pretensje do władzy. Upierasz się, że to także twoje terytorium. I najczęściej tracisz pracę.

Feministyczna analiza molestowania seksualnego polega na usytuowaniu tego zjawiska w szerszym kontekście męskiej dominacji, seksualizacji (męskiej) władzy oraz sieci zależności, kulturowych oczekiwań, przekonań dotyczących sfery seksualnej, ludzkiej godności itd. Tak rozumiane molestowanie to nie jest wyłom, błąd w systemie, nietaktowne zachowanie pana X wobec pani Y, ale pewien dość powszechny mechanizm, w którym krzyżują się władza, płeć i seksualność. Realna władza, którą konkretny mężczyzna sprawuje nad konkretną kobietą jako jej przełożony, jest wzmocniona przez wszechobecne w kulturze założenie, że mężczyznom się władza należy i że nieuchronnie ma ona wymiar seksualny. Pan X mieści się w kulturowej normie. Sprzeciw pani Y - nie bardzo.

Czy scenariusz odwrotny - molestowanie podwładnego przez szefową - jest niemożliwy? Albo kobiety przez kobietę? Czy mężczyzny przez mężczyznę? Oczywiście, że tak. Czy te zachowania są naganne? Jasne, że tak. Nie są to jednak scenariusze typowe ani symetryczne wobec klasyki gatunku, bo tylko heteroseksualna męskość jest w naszej kulturze nośnikiem useksualnionej władzy traktowanej jako oczywistość. Jak pisze Jane Gallop w świetnej książce „Feminist Accused of Sexual Harassment”: W społeczeństwie, które z góry zakłada, że męska seksualność jest agresywna, a kobieca - uległa, szef może molestować seksualnie swoją podwładną, posługując się zabójczą mieszanką różnego rodzaju form przymusu - ekonomicznego, psychologicznego, społecznego. Presja, jaką wywiera na podwładną, wzmocniona jest nie tylko przez jego realną władzę ekonomiczną czy umiejętność zastraszenia, ale także przez umowę społeczną, powszechne przekonanie, że tak właśnie powinny wyglądać relacje między kobietą a mężczyzną. (25)

Wprowadzając swoją seksualność do sfery publicznej - powiedzmy, do biura - mężczyzna swoją władzę umacnia. Kobieta, zachowując się analogicznie, stawia swój autorytet pod znakiem zapytania. Nie przypadkiem, wkraczając do biur i do krainy władzy politycznej, założyłyśmy masowo w spodnie. Żegnając się w podczas konwencji Demokratów w Denver z marzeniem o prezydenturze, Hillary Clinton złożyła spodniom hołd, żartobliwie wspominając o popierających ją kobietach jako o „Sisterhood of the Traveling Pantsuits.” Kiedy kilka miesięcy wcześniej próbowano jej kandydaturę zdyskredytować, pojawiły się wzmianki o jej rzekomo zbyt dużym dekolcie. Funkcją tych uwag - choć niekoniecznie świadomym celem - było zawstydzenie Hillary i popierających jej kobiet. Tu nie ma symetrii. Męski garnitur podkreśla męskość. Kobieca wersja garnituru jest próbą zneutralizowania kobiecości. Wzmianka o dekolcie to skierowanie uwagi na kobiecość jako coś w sferze władzy niestosownego, wstydliwego.

Zawstydzenie wydaje mi się w logice molestowania kategorią kluczową. Rzecz w tym, że kobietę niezmiernie łatwo zmieszać, zawstydzić wzmianką o seksie. Pojawia się rumieniec, zażenowanie. Stąd dwa kroki do upokorzenia, upodlenia, utraty poczucia własnej wartości. Do dziś pamiętam psychiczne cierpienie, jakie sprawił mi - jako 16-latce - kolega, zauważając, że spod bluzki wystaje mi ramiączko od stanika. Wstyd, potworny, piekący wstyd. I koniec znajomości.

Psychologia mówi o zawstydzaniu jako o formie przemocy psychicznej i wykluczenia i odróżnia wstyd od poczucia winy. Wina to poczucie, że zrobiło się coś złego. Wstyd to poczucie, że ty sama jesteś bez wartości. Wstyd to chęć zapadnięcia się pod ziemię. Chęć bycia nieobecną. Niewidzialną. Chęć nie bycia w ogóle. W opowieściach ofiar molestowania wstyd zajmuje miejsce szczególne. I to on powoduje, że najczęściej milczą, wycofują się, ustępują miejsca. Wycofują zarzuty.

Męska dominacja opiera się na przekonaniu, że męskość, władza i inicjatywa seksualna są zrośnięte, że jest to zestaw naturalny, dany od Boga lub natury (niepotrzebne skreślić, zależnie od światopoglądu). Oczywistość ta jest rytualnie przyklepywana w heteroseksualnej obyczajowości. Wiadomo, że to on dzwoni pierwszy, że to on się oświadcza, że jego rolą jest napierać - a jej, nawet, jeśli de facto ma ochotę na seks - stawiać opór. Kobieta nie musi godzić się na seks (na taki przymus kultura patriarchalna ma nazwę: to gwałt), ale nie zgodzić się na nachalny podryw, to tyle, co wypowiedzieć wojnę „naturze”. Za kwestionowanie oczywistości męskiej władzy grozi, jak wiadomo, kara: jesteś jędzą, sekutnicą, babochłopem, a do tego cnotką i pruderyjną pańcią.

I tu zaczyna się kłopot. Kiedy feminizm odmawia uczestnictwa w grze w oczywistość męskiej władzy w sferze seksualnej, gdy na agresywną męską seksualność zamiast wstydem reaguje gniewem, natychmiast zostaje oskarżony o nienawiść do seksu. Feministki nie mają poczucia humoru; feministki chcą zabronić ludziom flirtu - znamy te zarzuty doskonale. „Seks tak, seksizm nie” to chyba najsłabiej zrozumiałe z naszych haseł, a zarazem jedno z najważniejszych. Agresja, przemoc, władza i seks występują w naszej kulturze w pakiecie, który trudno rozpakować - ale rozpakować go trzeba.

Z kategorią molestowania seksualnego wiąże się dla feminizmu - i szerzej dla sprawy równości - wielka nadzieja, bo jest to kategoria uderzająca w samo serce męskiej kultury. Ale jest tu też pewne istotne niebezpieczeństwo: takie mianowicie, że radykalne żądanie równości i szacunku, wyzwanie rzucone z pozycji godności i słusznego gniewu, niepostrzeżenie przeobrazi się w prośbę o opiekę wniesioną z pozycji ofiary. W połowie lat 70. ruch kobiecy zdefiniował molestowanie w odniesieniu to etyki kobiecej godności i siły. Jednak wchodząc z nim stopniowo do sfery prawa i obyczaju, do głównego nurtu kultury, często bywał rozumiany zgoła inaczej. Bywało, że same aktywistki o tych źródłach zapominały, wchodząc w sojusze z prawicowymi obrońcami moralności. Ciążenie kulturowego wzorca p.t. „zagrożona cnota” jest ogromne. Istnieje zatem ryzyko, że zamiast walczyć z seksizmem - z wykluczeniem kobiet i męską władzą, która przybiera czasem formy seksualne - skupimy się na piętnowaniu seksu, zachowań „nieprzystojnych”.

Catharine MacKinnonn, feministyczna prawniczka, której teorie miały dla strategii feminizmu w tej sferze ogromne znacznie, pisze o tym tak:
Działając na styku obyczaju i prawa, musimy pamiętać, że prawomocność, którą dają naszym żądaniom sądy, te same sądy mogą im odebrać. (…) Molestowanie seksualne jako zarzut postawiony prawnie stanowi w istocie żądanie, by autorytet władzy państwowej stanął za kobietą, gdy ta odmawia dostępności seksualnej w pewnych sytuacjach, które dawniej stanowiły męską prerogatywę. Wszechobecny seksizm niesie jednak ryzyko, że nasze żądanie prawa do samostanowienia zostanie odczytane jako prośba o paternalistyczną ochronę, co zaowocuje wzmocnieniem, a nie osłabieniem męskiej władzy. („Feminism Unmodified”, 103)

Pamiętacie historię Ani z Gdańska? Na pewno pamiętacie, takich rzeczy się nie zapomina. To wtedy uświadomiłam sobie centralną - i przerażającą - rolę wstydu. Ania nie zabiła się dlatego, że kilku chłopców wykonało wobec niej, jak to określono w prasie, „ruchy kopulacyjne”. Zabiła się dlatego, że te „ruchy” - jeśli odbywają się przy świadkach - mają moc zawstydzenia, a rzecz działa się na oczach klasy. Co więcej, jeden z oprawców wydarzenie sfilmował - dziewczynce groziło zatem dalsze upokorzenie. Utrata twarzy. Wstyd. Kiedy przez polskie media przetoczyła się historia Ani, politycy i dziennikarze zgodnym chórem weszli w rolę autorytarnego, patriarchalnego ojca - uczynili z upokorzenia i samobójstwa dziewczynki pretekst do przedwyborczych deklaracji na temat obniżenia wieku odpowiedzialności karnej, konieczności skoszarowania „nieletnich bandytów” w szkołach pod specjalnym nadzorem, itp. Nikt nie mówił o potrzebie edukacji seksualnej, warsztatów równościowych czy szkoleń asertywności i samoobrony dla dziewcząt. Mówiono o hańbie i niewinności. Tak jakby w tej historii groźny był seks, a nie towarzysząca mu przemoc i pogarda.

Kluczem do sprawy wydaje się zatem nieoddzielanie molestowania seksualnego od kategorii władzy i dyskryminacji. Z perspektywy feministycznej problem z molestowaniem seksualnym nie polega na tym, że jest ono seksualne - nieprzyzwoite, niemoralne, urągające kobiecej niewinności. Jeśli skusimy się na myślenie w kategoriach zagrożonej cnoty - a pokusa jest znaczna, zwłaszcza w katolickim społeczeństwie, w którym seksualność obciążona jest piętnem - to przegrałyśmy bitwę. Nie będziemy już obywatelkami, które od państwa domagają się równości, ale skrzywdzonymi i zawstydzonymi kobietami, które traktują państwo jak opiekuna - ojca lub męża. Na taki sposób myślenia o molestowaniu z przyjemnością przystają zresztą tradycjonaliści - prawicowi politycy. Patriarchalny mężczyzna od tysiącleci wszak broni swoje córki i siostry przed „molestowaniem”. On wie, że najlepszą ochroną kobiecej niewinności przed męską agresją seksualną jest zamknięcie kobiet w domowym zaciszu. W tym ujęciu „molestowanie” to zawsze obecna groźba, która ma nas trzymać w roli ofiary, powstrzymać przed poszukiwaniem wolności, realizacją życiowych planów.

Kobiety nie są mniej seksualne od mężczyzn. Ani mniej ambitne. Jednak istnieje cały szereg zachęt dla mężczyzn, by wykorzystywali seks jako narzędzie władzy, jako sposób znaczenia przestrzeni publicznej jako męskiego terytorium. A to terytorium powinno być także nasze. Dziewczynek takich jak Ania z Gdańska. Pracownic ratusza w Olsztynie i innych urzędów. Anety Krawczyk. Każdej z nas. Ufam, że kiedyś istotnie władza nie będzie ani męska, ani kobieca. I pewnie powstanie na ten temat jakiś ciekawy, mądry film.

Tekst powstał w ramach projektu Gendermeria - równościowy monitoring. Projekt współfinansowany jest ze środków Unii Europejskiej (Program „Środki Przejściowe”).

Tekst ukazał się na witrynie Feminoteki .

  

Komentarze
Dodaj nowy
mojatytusicencja   |20.09.2008 17:28:33
Kupowanie i sprzedawanie pracy jest kryminalem samym w sobie. Spotkanie
pracodawcy i pracownika nie jest spotkaniem dwu rownorzednych osob. Przypomina
raczej relacje niewolnika i jego wlasciciela. Oczywiscie wladza "pana"
nie jest tak nieskonczona, jak bywala kiedys, ale nastroj wladzy jest tu
ewidentnie widoczny. Jesli tak jest (a nie powinno tak byc) to jest oczywiste,
ze kazdy czlowiek bedzie te sytuacje wladzy wykorzystywal w taki sposob, w jaki
wladza uruchamia w nim poczucie wszechmocy. Mezczyzna w stosunku do kobiety
bedzie w takiej sytuacji zawsze agresywny seksualnie. Kobieta nie bedzie robila
czegos identycznego. Zrobi raczej cos przeciwnego :) czyli bedzie zmierzala do
symbolicznego kastrowania mezczyzny. Tego problemu nie da sie rozwiazac
nakladajac opresje na seksualne zapedy mezczyzn. Mezczyzna zawsze pozostanie
mezczyzna i zawsze bedzie zainteresowany seksem z kobieta rozumianym w taki
sposob, ktory w kobiecej optyce moze zostac uznany za przedmiotowy. Tego sie nie
zmieni przez nakladanie temu mezczyznie kaganca na morde. Problem tkwi raczej w
samym uprzedmiotowieniu pracownika w stosunku do firmy. Takie slowa jak
"przelozony", "podwladny", "szef", "zarzad",
"karanie pracownika", "nagana" czy "zakres obowiazkow"
to jezyk wladzy. Jesli umowa o prace stanie sie ROWNORZEDNA umowa o wykonywanie
okreslonych czynnosci za okreslone pieniadze, problem molestowania w firmach
przez szefow zniknie.
Zulka   |22.09.2008 14:42:19
Zajrzałam tu dziś "przypadkiem" i na "dzień dobry" ten artykuł.
Historia Ani. "Przemoc i pogarda" - to dokładnie to, co czuję w związku
z tym zdarzeniem. To dlatego, kiedy słuchałam relacji w telewizji, czułam, że
NIE O TO CHODZI. Ustawianie ofiary molestowania w roli "biedulki", którą
trzeba się opiekować, pilnować jej, bo świat taki agresywny. A przecież
"świata" się "nie zmieni"… Mam ochotę wrzeszczeć.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.09.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.12587 Seconds