> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Dlaczego na kulturę nie da się zagłosować Drukuj
Michał Zadara   
07.10.2011

Mimo tego, że w krajowej kampanii wyborczej żaden z polityków nie opowiedział się za cięciem środków na kulturę (może dzięki presji wytworzonej przez Obywateli Kultury?) to na poziomie samorządów wciąż słyszymy o zamykanych domach kultury, o zmniejszanych budżetach dla publicznych instytucji kultury i o przeznaczaniu pieniędzy z budżetów kulturalnych na festyny lub wiece nie mające nic wspólnego z kulturą przez jakiekolwiek k.


Dlaczego ci, co układają budżety, tak bardzo zawsze chcą zmniejszać budżety kultury?  Przecież oszczędności są niewielkie: kultura w porównaniu z wojskiem, emeryturami czy stadionami jest niesłychanie tania. Za niecałe 0,4 procent budżetu można sfinansować wszystkie spektakle, teatry, koncerty muzyki poważnej, wszystkie muzea i nawet wszystkie festyny w całym kraju i to przez cały rok. Jak na sektor, który w sposób oczywisty i zdecydowany wpływa na jakość życia wielkiej liczby obywateli, jest to bardzo mało.  Dlaczego radni, posłowie i inni funkcjonariusze uważają, że kultura jest taka droga, i z taką przyjemnością tną na nią wydatki?


Odpowiedź w państwie totalitarnym byłaby oczywista: wolna kultura jest zagrożeniem dla każdego systemu, który próbuje całkowicie podporządkować człowieka jednej idei. Ale to nie odpowiada na pytanie, dlaczego także w państwach nietotalitarnych kultura jest spychana na margines. Reagan wprawdzie był złym człowiekiem i łamał prawo, ale jednak nie dążył do stworzenia państwa totalitarnego – dlaczego on także uważał kulturę za zagrożenie, likwidując cały system finansowania sztuki z budżetu państwowego, czyli NEA?


Odpowiedź jest chyba taka, że w utopii Reagana – która stała się w latach 90. utopią powszechną, i obowiązuje do dziś na całym świecie – człowiek jest po to, by wytwarzać dobrobyt. I o ile prawdą jest, że kultura jest gałęzią gospodarki, to jednak produkuje ona pieniądze tylko przy okazji.  Jej główną funkcją jest wytwarzanie sensu. Można by ją porównać z przedszkolami, na przykład, które też są gałęzią gospodarki, ale ich główna funkcja jest jednak inna niż wytwarzanie pieniędzy.


Produkcja sensu jest podejrzana dla każdego, kto widzi świat jako przedsiębiorstwo usługowe – ponieważ świat jako przedsiębiorstwo już ma swój sens – a jest nim wytwarzanie bogactwa.  Każdy inny sens jest wobec tego drugorzędny, i każde kwestionowanie tego sensu jest groźne, ponieważ kwestionuje wytwarzanie bogactwa.

  

Ci, co wierzą w mądrość wolnego rynku w każdej dziedzinie, chcą z obywateli zrobić sprzedawców i klientów. A kontakt ze sztuką obiecuje coś całkiem innego, mianowicie wspólnotę, rozumianą na różne sposoby. Glenn Gould uważał, że sztuka jest głęboką rozmową między dwojgiem ludzi  – wykonawcą i odbiorcą. Utopijne teatry z okresu zimnej wojny (Living Theatre, Open Theatre, Teatr Laboratorium) uważały, że teatr jest modelem nowego, lepszego społeczeństwa i wehikułem do wytwarzania wspólnoty. Oba te pojęcia brzmią dość utopijnie, ale prawda jest taka, że sztuka rzeczywiście buduje wspólnotę w każdych warunkach – kiedy oglądam obraz Matejki w Sukiennicach, i nawet jak słucham złego wykonania muzyki poważnej. Intensywność doświadczenia sztuki jest zależna tylko od wrażliwości wykonawcy i odbiorcy – milionerka ma wobec koncertu Zimmermanna czy obrazu Hockney’a dokładnie taką samą szansę na doświadczenie czegoś wyjątkowego, jak kierowca autobusu. W tym sensie sztuka jest radykalnie demokratyczna i egalitarna. Dlatego właśnie jest traktowana z taką nieufnością przez tych, co chcą ze świata zrobić supermarket, gdzie bogaty klient dostanie więcej od biednego klienta – co z kolei ma być motywacją dla tego biednego, by się dorobił.


Narodowa prawica – w naszym wypadku PiS – nie ma wprawdzie takiego zamiaru, ale jej propozycje dotyczące kultury są tak samo ograniczające. Zamiast z człowieka robić klienta, narodowa prawica chce zrobić z człowieka Polaka, i kultura staje się narzędziem w tej walce. Wolna kultura tak samo staje się zagrożeniem dla polityków, którzy dzielą obywateli (jak ostatnio Jarosław Kaczyński dzielił dziennikarzy) na Polaków i nie-Polaków. Ci politycy w przeszłości wprawdzie nie zmniejszali budżetów kultury, ale przeznaczali te sumy na remonty kościołów i cele ideologiczne słuszne, co sprowadza się w wymiarze kulturotwórczym do tego samego, co zmniejszanie budżetu.


Walka – nie tylko w tych wyborach, ale w całej kulturze – toczy się o obraz człowieka.  Pytanie, czy człowiek jest konsumentem i producentem –  i wtedy kultura jest mu potrzebna po tylko to, by lepiej produkował –  czy Polakiem – i wtedy kultura jest mu potrzebna tylko do tego, by się stawał Polakiem coraz bardziej polskim – czy człowiekiem właśnie, którego nie da się sprowadzić do jednego wymiaru.
I tej walki żadne wybory nie rozstrzygną, tę walkę trzeba toczyć codziennie, póki jeszcze mamy więcej niż jeden wymiar.

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
delvaske   |07.10.2011 21:58:58
Mamy ludzi, dla których kultura potrzebna jest, aby lepiej produkować. Mamy
ludzi, dla których kultura potrzebna jest, aby stać się lepszym Polakiem. Mamy
ludzi, dla których kultura potrzebna jest, aby poznać swoją
wielowymiarowość.

Czy autor rozumie pojęcie "wolna wola"?
Dlaczego
tylko trzecia droga jest słuszna?

PS. Czy lepiej produkujący Polak jest już
wielowymiarowy?
Kot w gołębniku   |08.10.2011 01:41:36
Nie wiem czy jest sens dyskusji z człowiekiem który określa się jako marksista,
ale jestem cierpliwy - spróbuję.
"człowiek jest po to, by wytwarzać
dobrobyt" - to nie jest sedno wolnego rynku, niektórzy tak to opacznie
rozumieją, ale punkt ciężkości jest gdzie indziej.
Wolny człowiek jest po to by
sam mógł decydować o tym na co wydać owoce swojej pracy. Wolny człowiek zarabia
pracą 20zł po czym decyduje czy wydać na bilet do kina, teatru, na koncert, do
muzeum, na mecz czy dajmy na to kupić paczkę papierosów. Wybór jest sednem.
Niewolnik ma inaczej. Jego 20zł jest mu zabrane, 5zł z tego pochłania pensja
urzędnika, który następnie decyduje autoratywnie, że niewolnik może iść tylko na
koncert, bo ten będzie dotowany. Więcej wolnych środków niewolnik nie ma, więc
pozostaje mu nie robić nic lub iść na koncert, którego może nie lubi. Zazwyczaj
nie zrobi nic.
Wolny wybór to jest właśnie to sedno. To jest rzecz której
kompletnie nie rozumiem dlaczego tak tępicie.
ściepan   |08.10.2011 13:23:32
Nie każdy koncert rząd, żeby się wyżywić. Jeżeli wolno-wyborni konsumenci nie
zbiorą się w odpowiedniej ilości, w odpowiednim miejscu i czasie, to nie będą
mieć do wyboru koncertu, tylko wspomniane wyżej papierosy. Czy wybór
uzależnienia jest nadal wolnym wyborem?
Spokojny  - @ Kot w gołębniku   |08.10.2011 15:18:33
Bo robotnik któremu złe państwo zabiera 15 złotych z 20 zgodził się pracować za
pięć złotych do ręki a pozostałych piętnastu on nie wlicza do rachunku w ogóle.
Rozmawia o sumie netto. W związku z tym jest oczywiste, że jak państwo nie
zabierze pracodawcy tych piętnastu złotych to oni się umówią nie na dwadzieścia,
tylko na te same pięć bo pracodawca ma zawsze przewagę. To zresztą można
obserwować na żywo obecnie. Wprowadzenie "elastyczności rynku pracy" nie
skutkuje wcale tym, że pracownicy dostają do ręki sumy większe, bo powiększone o
niezapłacony ZUS czy podatek. Dostają do ręki sumy te same które dostawali
wcześniej. Zaoszczędzone pieniądze trafiają do pracodawcy. Wolny wybór na rynku
pracy jest fikcją, bo uczestnicy rozmowy walczą o różne rzeczy. Pracodawca gra o
zysk i rozwój firmy. Będzie żył jak zatrudni i będzie żył jak zatrudni o jednego
mniej. Tymczasem pracownik gra o życie swoje i rodziny. Tu nie ma żadnej
równości a więc i żadnego wolnego wyboru. No i oczywiste jest, że w tej sytuacji
kiedy pieniądze nie wpłacone "urzędnikom" trafiają do pracodawcy od coś
za to kupi. Ale kupi coś innego niż by kupił jego pracownik. Kupi samolot, drogi
samochód.. dochody wcale nie wędrują w dół, co widać gołym okiem. Dlatego
redystrybucja niczego nie odbiera. Wyrównuje nierówność między pracodawcą a
pracownikiem i tyle.
Jorga  - Kultura przez małe "ka"   |08.10.2011 23:59:18
Dla wiejskich i małomiasteczkowych gmin, takie festyny to jedyna kultura
pomiędzy jabolem pod sklepem, a marazmem związanym z sześciodniowym tygodniem
pracy, a wypłatą na poziomie najniższej.
austriak   |11.10.2011 15:41:24
@ ściepan

Nieprawda, nie ma żadnej minimalnej liczby ludzi na widowni
potrzebnej np. do odegrania spektaklu. Równie dobrze można samemu zapłacić
milion dolarów za odegranie sztuki u siebie w pokoju i wyjść do kuchni.
Finansowanie kultury z pieniędzy podatników równa się przekazaniu urzędnikowi
prawa do decydowania o tym, że potrzeby jednego (papierosy) są mniej ważne od
potrzeb drugiego (teatr). Jest jeszcze druga strona, czyli tzw. ludzie kultury,
którzy narzekają, że państwo łoży za mało pieniędzy na kulturę. Otóż na moje
zachcianki np. składanie modeli z zapałek czy żonglerka papierową kulką, też
wcale nie dostaję pieniędzy i jest dobrze. Wolny wybór nie oznacza, że możesz
wszystko, ale masz prawo rozporządzania swoim mieniem w jaki sposób tylko
chcesz. Gdy państwo daje w drodze redystrybucji większy wybór jednemu, to
drugiemu go ogranicza. Stąd iluzja "większego wyboru".

@
Spokojny

Ale pracodawca nie patrzy na sumę netto, tylko na całkowite koszty
pracy. Tak samo jak klienta w sklepie mało interesuje czy produkt ma w sobie 23%
vat, czy 8. Liczy się cena z półki. Jeżeli już teraz ponosi wydatki 4000 zł na
pracownika (czyli sporo powyżej ustawowego minimum), to oznacza, że chyba chce
je ponosić, czyż nie? Przecież gdyby nie chciał, to mógłby zapłacić 1386 + ok.
75% tej kwoty. A jednak nie wszyscy dostają płacę minimalną. A jeżeli pracodawca
zaoszczędzi? To nie musi wcale wydawać tych pieniędzy na samoloty czy samochody,
tylko np. inwestować w rozwój firmy, czego konsekwencją może być zatrudnienie w
przyszłości większej liczby pracowników, bądź dostarczenie klientom towaru o
niższej cenie. A jeśli zechce je wydać - to kto produkuje te drogie samochody i
samoloty, które kupują bogaci? Inni ludzie, którzy dostają pracę w branży
lotniczej i samochodowej ze względu na zwiększony popyt. Jeżeli uznamy, że jest
jakaś przewaga pracodawcy nad pracownikiem, to chyba dlatego, że w tym kraju
bardzo trudno być przedsiębiorcą. Bezrobotnym i mieć wymagania - wręcz
przeciwnie.
Spokojny  - @ austriak   |12.10.2011 11:48:09
Pracodawca nie patrzy na sumę netto tylko na koszty pracy jasne, że tak.
Natomiast pracownik patrzy na sumę netto. Czyli oni targując się (choć w
przypadku pracy nie jest to takie samo targowanie jak w przypadku kupna dywanu,
bo jak wspomniałem relacja w przypadku pracy nie jest równa) rozmawiają o
różnych sumach. Nie dogadują się w żadnym punkcie przecięcia. Ten punkt może
wyglądać na miejsce przeciecia jedynie w dwuwymiarowej przestrzeni. W
trójwymiarowej nim nie jest. Co widać z twoich dalszych słów kiedy piszesz na
przykład tak:

"Jeżeli już teraz ponosi wydatki 4000 zł na
pracownika
(czyli sporo powyżej ustawowego minimum), to oznacza, że chyba chce
je ponosić,
czyż nie?"

nie :) To oznacza tylko tyle, że on nie chcąc tyle płacić (bo
nie chce płacić w ogóle niczego) jednocześnie jest zmuszony tyle płacić by
otrzymać pracę i co więcej płacąc tyle jednak wypracowuje zysk. Gdyby mógł
płacić tylko część netto na którą pracownik i tak się zgodził, to by płacić
tylko tę część netto. Bo pracownik by się zgodził co widać. A pracodawca miałby
po prostu większy zysk. Na końcu tej drogi jest własność niewolników, gdzie zysk
właściciela niewolników jest już bardzo bardzo duży, zaś niewolnicy otrzymują
jedynie pożywienie. I zysk wypracowany przez nich dla właściciela bynajmniej nie
trafia do nich w postaci lepszego pożywienia lub jego większej ilości. Mimo, że
właściciel za wypracowany zysk kupuje luksusowe dobra produkowane także przez
niewolników ci niewolnicy którzy te luksusowe dobra produkują także otrzymują w
zamian jedynie pożywienie, zaś zysk ze sprzedaży tych dóbr trafia do ich
właściciela. I to jest sytuacja do której zmierza brak trzeciego wymiaru który
proponujesz, czyli pozostawienie relacji jedynie dwupunktowej - oferujący
miejsce pracy i oferujący pracę w tym miejscu. Dzieje się tak, ponieważ
właściciel środka produkcji może przeżyć nie zatrudniając jednego pracownika
więcej, natomiast pracownik nie może przeżyć jeśli nie będzie gdzieś
zatrudniony. Są proste miary za pomocą których można tę asymetrię relacji
pokazać. Na przykład można zmierzyć poziom stresu stron na rozmowie o pracę.
Weźmy urządzenie techniczne - aparat do pomiaru reakcji galwanicznej skóry
(odpowiada poziomowi stresu, tak działa wykrywacz kłamstw) i załóżmy obu osobom
podczas interview. Pracodawcy i potencjalnemu pracownikowi. Sprawdźmy wskazania.
Która osoba stresuje się bardziej? Jeśli relacja jest symetryczna, to czemu jest
różnica we wskazaniach?
Spróbujmy sprawdzić mowę ciała. Niech dziesięciu
pracodawców wejdzie do pokoju gdzie pracują pracownicy i niech rozmawia z
pracownikami trzymając rękę na ich ramionach albo niech usiądą na biurku przy
którym pracownik pracuje. A teraz odwróćmy sytuację. Czy to możliwe? Jeśli
relacja jest symetryczna, jeśli to relacja handlowa jak każda inna, taka sama
jak przy kupnie dywanu na targu to czemu w jedną stronę można a w drugą nie
można? Jeśli nie można, to kto od kogo jest tutaj zależny?
Jeszcze co do
popytu o którym wspominasz. Popytu są dwa rodzaje. Pierwszy, to popyt
właścicieli niewolników. Jest to popyt na dobre samochody, zamorskie niewolnice
lub ich współczesne odpowiedniki, drogie jachty i wielkie domy. To jest drogie i
dla nielicznych i niewolnicy dostarczają tego od wieków w zamian za życie. Nic
prócz życia oni z tego nie mają, niemniej jest to popyt.
Drugi rodzaj popytu,
to popyt na dobra których mogą używać wszyscy. Prostsze samochody, niezłe, choć
nie luksusowe ubrania, mniejsze jedno lub dwupokojowe mieszkania, proste
dentystyczne usługi dla tysięcy ludzi, nie bardzo drogie ale jednak niezłe,
pizza na telefon.. To są rzeczy których właściciel niewolników zbyt wiele nie
kupi. Niewolnicy chętnie by je kupili, ale pod warunkiem, że będą mieli za co.
Jeśli ich relacja z pracodawcą będzie tylko dwustronna i nie będzie trzeciej
strony ani żadnej redystrybucji, to będzie to relacja skrajnie nierówna, będą
pracować za samo tylko jedzenie i nie kupią tego wszystkiego a więc nie stworzą
popytu. Nie będą zatem tego także produkować ponieważ ich pracodawca/właściciel
nie widząc na rynku popytu (no bo jak może byc popyt na proste dobre rzeczy
skoro rynek jest wolny i pracownicy tylko tyle na nim mają pieniędzy ile zdołali
od właścicieli uzyskać czyli mają tylko na jedzenie) przestawi się na
produkowanie jachtów. Które kupią od niego inni właściciele. Tak samo jak on
płacą pracownikom tylko tyle ile kosztuje jedzenie więc wypracowują duży zysk i
stać ich na jachty. No i większy luz na nabrzeżach odkąd uwolniono ceny
przewozów kolejowych i byle kto już nie przyjeżdża. Wreszcie stoją tam porządne
hotele a nie te śmieszne gierkowskie ośrodki dla plebsu. Plebs niech w domu
siedzi i popijając Warkę Na wspólnej ogląda póki ma jeszcze wolną co drugą
sobotę. Bo to już długo nie potrwa.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.82554 Seconds