> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wikileaks - (przeciw)władza bez rewolucji Drukuj
Michał Sutowski   
09.12.2010
„Wolność słowa – bezcenne. Za resztę zapłacisz kartą MasterCard”. Zdaniem brytyjskiego „Guardiana” to dowcip tygodnia. Bo oto bankowy potentat zablokował możliwość wpłaty datków na Wikileaks – nie ma za to problemów z donacją np. na różne odłamy Ku-Klux-Klanu. Nagonka na portal trwa, Julian Assange siedzi w areszcie, a komentatorzy głowią się, co o tym myśleć.

Zwłaszcza amerykańscy konserwatyści mają niezły zgryz. Lewak i anarcho-diabeł wcielony siedzi – to dobrze. Ale oni woleliby go zabić („Wanted Dead” – to propozycja z „Washington Times”). Może nie własnoręcznie, ale niechby go może jakiś patriota dźgnął na ulicy… Tak czy inaczej, dla prawicy sprawa jest prosta. Assange to hippisowski pomiot na usługach ben Ladena, co podniósł rękę na Imperium. Nieważne, czy agent czy tylko pożyteczny idiota. Tak czy inaczej – szkodnik i wróg. A co na to lewica? Sprawa jest – jakże by inaczej – skomplikowana.

Wygląda na to, że twórca Wikileaks to straszny buc, nieznośnie pewny siebie, głęboko przekonany że z możnymi tego świata walczy o jego emancypację. I do tego – gwałciciel czy nie – niemal na pewno samiec alfa, łączący misję wyzwolenia ludzkości z eksploatacją samic wokół stada (chyba właśnie na to wskazuje jego „sprawa” przed szwedzkim sądem). Ideologia, którą głosi jest tyleż efektowna, co pusta. Jego opowieść o walce o prawdę i powszechną przejrzystość, która przyniesie wszystkim wyzwolenie to raczej popłuczyny po New Age niż projekt polityczny. W sytuacji, kiedy coraz więcej władzy ma charakter abstrakcyjny i nieuchwytny, kiedy podmiotowość polityczna leży po stronie wielkich korporacji i anonimowych przepływów kapitału – destrukcja (choćby „spiskującego”) państwa przez mglistą „wielość” nie wydaje się najlepszym pomysłem.

Mimo to należy Assange’owi życzyć jak najlepiej – a już na pewno jego dziełu. Już choćby dlatego, że wiele z ujawnionych informacji, niekoniecznie „ściśle tajnych”, ma duże znaczenie z punktu widzenia demokracji i praw człowieka. Warto przypomnieć choćby te o koncernie Trafigura, który za najlepsze miejsce zrzutu toksycznych odpadów uznał ulice afrykańskiego Abidżanu – kosztem kilkunastu ofiar śmiertelnych. Albo „iracki” film, na którym amerykańska piechota strzela do wszystkiego, co się rusza, myląc reporterskie kamery z granatnikami – kilka milionów widzów przekonało się, jak wygląda „czysta”, „elektroniczna” i „precyzyjna” rzekomo wojna XXI wieku. A wygląda niemal jak stary Wietnam. A ostatnie depesze? Nawet informacje o birmańskiej juncie, co planowała kupić Manchester United, to coś więcej niż anegdota dla fanów klubu – trudno o bardziej groteskowe świadectwo nędzy dyktatury w spustoszonym przez cyklon kraju. A na naszym podwórku? I nam coś skapnęło - depesze przyniosły „odarcie ze złudzeń” naszego premiera w kwestii amerykańskiej instrumentalizacji Polski. To też jakiś mały sukces Assange’a.

Dzieło aresztowanego hakera z Australii dawno przerosło twórcę. Pomimo ataków z różnych stron, obławy Interpolu i blokady bankowych kont – mleko się rozlało. Ochotnicy z całego świata kopiują dane i upychają na własnych serwerach a rozsiane po świecie grupki freaków bronią witryny przed ingerencją speców z wywiadów kolejnych państw. I bardzo dobrze.

Wikileaks nie spowoduje rewolucji, nie zabije dyplomacji, nie wstrząśnie większym mocarstwem, pewnie nie obali nawet żadnej bananowej dyktatury. Ale oto społeczeństwo obywatelskie – to samo, które rządy próbują wtłoczyć w ciasne i bezpieczne ramy „organizacji pozarządowych” – zyskało niezły instrument kontroli. Zyskało choć trochę „przeciwwładzy”, która pozwoli zrównoważyć rosnącą (!) potęgę władzy wykonawczej i – być może – skierować ją na bardziej demokratyczne tory.

W ostatnich dziesięcioleciach państwo wcale nie osłabło – zmieniło tylko kierunek działania. Zaczęło coraz bardziej sprzyjać wielkim korporacjom i rynkom finansowym. Na tym też odcinku skupiła się moc jego władzy wykonawczej, coraz słabiej kontrolowanej przez parlamenty i w ogóle kogokolwiek. Ataki z 11 września i widmo terroryzmu za każdym rogiem sprawiły, że zaczęliśmy ten stan rzeczy akceptować – podobnie jak rosnącą inwigilację nas wszystkich. Baaardzo dużo wiedzy skupionej w… no właśnie, gdzie? Ośrodkach decyzyjnych – coraz bardziej anonimowych.

Gdyby nie było Wikileaksa, ktoś musiałby go wymyślić. Dla wszystkich tych ludzi z wojska, administracji czy pracowników korporacji, którzy widzą ich oszustwa, przekręty a czasem zbrodnie – a nie uśmiecha im się iść za swe odkrycia do więzienia bądź na zieloną trawkę. Gwarantujący anonimowość źródeł portal to niewielka przeciwwaga dla potężnych aparatów państwowych. Ale nie mamy dużo więcej okazji, żeby dowiedzieć się choć trochę o „tych tam, na górze”. I choćby już za to chwała Julianowi Assange’owi. No i może jeszcze za przekonanie naszych elit do pewnej szokującej tezy. Tej, że Ameryka ma interesy – bo przyjaciół już niekoniecznie.
Komentarze
Dodaj nowy
escobar  - wikileaks   |08.12.2010 12:04:20
zablokowanie kont bankowych, wypowiedzenie domeny w usa, blokowanie strony przez
hakerów itp. i to działania mające za wszelką cenę ukryć brudy i grzeszki
administracji usa, także korporacji finansowych… a niby usa jest wzorem
wolności gospodarczej, kapitalizmu i sukcesu jednostki, miejscem swobody
gospodarczej, gdzie prawie nie ma korupcji, są przejżyste zasady wolnego
runku!!! Dziwne z jaką szybkością nakręca się ta spirala, tak jakby naprawdę
światem rządził jakis układ - list gończy, blokowanie kont bankowych i domen,
ataki hakerów na strone wwww; porównywanie Assange do terrorysty, prawie żadanie
uśmiercenia go głoszone przez prawicowych publicystów i polityków! Tak bardzo
odraża nas rodzima klasa polityczna i ich dokonania, a tu okazuje się że prawie
cały świat tkwi w takim g…..
mito   |08.12.2010 18:32:05
Anonymous juz kontratakuja, mastercard.com lezy :)
Piter777  - USA   |08.12.2010 20:35:20
Stany Zjednoczone były kiedyś wzorem wolności gospodarczej, kapitalizmu i
sukcesu jednostki, miejscem swobody
gospodarczej. Na pewno w drugiej połowie
XIX wieku i jeszcze w pierwszych 10-20 latach XX wieku. Ale potem zaczęto
wprowadzać coraz więcej pomysłów socjalistycznych i zaczęły się kłopoty.
Wprowadzono podatek dochodowy, utworzono bank centralny, zaczęły się panoszyć
związki zawodowe, wprowadzono proporcjonalne opodatkowanie… To wszystko
przyniosło rozmaite kryzysy i sprawiło, że współcześnie USA nie są żadnym
wzorcem. Wzorcem są te USA sprzed 100, 120 lat. Wówczas była wolność i
kapitalizm. Po prostu tam, gdzie wprowadza się jakieś socjalistyczne pomysły,
tam pojawiają się kryzysy, kłopoty…
sloth  - do pitera777   |09.12.2010 09:34:14
He He - dobre. Analiza na poziomie. Dawno nikt tak błyskotliwie nie przedstawił
diagnozy i tak jednoznacznie nie wskazał na winnego. Zaledwie kilka zdań a jaka
wartość dla politologii i historii.
Gra_ce   |09.12.2010 10:56:07
Kapitalizm jak wiemy to taki systemowy fenomen, który "z definicji"
wchłania urodzonych na swym łonie buntowników. Tylko czekać, gdy skomercjalizuje
anonimowe przekazywanie tajnych rewelacji.

"The international"
(cytat za Tom Tykwer)
(Międzynarodówka…)
działa, bo chołduje naszym wypartym
instynktom. A z wypartymi elementami naszej osobowości trudno dyskutować ;-)
kot   |09.12.2010 12:22:34
@777 , a może bilion, bilion,bilion!
,,… zaczęły się panoszyć związki
zawodowe….,,
Co my tu mamy, szczyt:
głupoty, ignorancji,pijarowego
ogłupienia, samozakłamania.
Proponuje delikwenta przebadać. Bo to nadzwyczajne
zjawisko i ciekawe jaki jest jego zasięg.
Człowiek, który tęskni do świata, w
którym przy braku związków zawodowych
ludzie pracowali tak jak dzisiaj w
Bangladeszu.
Gdyby nie było związków zawodowych nie byłoby ośmiogodzinnego
dnia pracy kilku tygodniowych urlopów, warunki pracy byłyby jak tam gdzie
związków nigdy nie było, a płace takie jak w Polsce.

Jak myślisz skąd to i
więcej się wzięło!?

Zerknij do tych noweli Londona, który opisuje pracę w tej
Ameryce z przed stu lat.
kot   |09.12.2010 12:44:12
Musimy przyzwyczajać się do świata
coraz bardziej przezroczystego.

Czy to
będzie dobre, czy złe?

To jak zwykle będą dwa końce: dobry i zły
I w końcu od
nas będzie zależeć czy świat będzie lepszy czy gorszy.
kot   |09.12.2010 12:52:27
Komentarz do wywiadu Sutowskiego z Bronisławem Łagowskim.http://kot-blogkota.blogspot.com/
wtret  - tez do Pitera777   |09.12.2010 13:51:27
Panie Piotrze, doprawdy trudno lepiej trafic kula w plot, o okres o ktorym
piszesz, pozny wiek XIX i wczesny XX to akurat czas zdychajacej wolnosci
gospodarczej blokowanej przez panoszace sie monopole i kartele.

A
socjalistyczne pomysly pojawily sie po kryzysie 1929 i to wtedy dopiero
rozkwitly zwiazki zawodowe. Okres dosc silnych zwiazkow zawodowych, do 1973 roku
to czas bezprecedensowej prosperity. Przyszly kryzysy naftowe, to Reagan
zniszczyl zwiazki, ale rozwoj juz nie wrocil, a pojawila sie zamiast niego
narastajaca banka zadluzenia USA.
chatte botte   |09.12.2010 18:20:09
chatte do kota:

Panie kocie, w tym rzecz, że chyba musimy się przyzwyczaić do
świata nie bardziej przejrzystego, ale iluzyjnego. Nie widzi Pan, że to nasze
życie to są takie - jak mawiają dzieci - takie ‘mazy’?

Dobro, zło, no tak,
oczywiście, ale jak wyjaśnie Pan dobro w krajach, gdzie religijnych jest 30%,
‘innowierców’ (w cudzysłowiu) 25% a zupełnych ateistów całą reszta? Znów tylko
takie mazy. Jak jakimiś mazakami po szybie, przez którą jeszcze nawet 30 lat
temu, świat jako taki wyglądał ‘podobnie’.

Ale rację ma Pan na pewno z tym
jednym: tak czy siak, kij ma dwa końce i tak czy siak trzeba wybrać ten, który
jest bardziej umazany by pomazać jeszcze bardziej tę szybę.

piterowi z 3
siódemkami chodziło pewnie o to, że jak coś nie szło, to można było wyciągnąć
kolta po pradziadku, który zdobywał dziki Zachód i kogoś zastrzelić.
kot   |09.12.2010 22:20:01
Zgoda Chatte, tyle że mazy są już.
Świat wypełniają informacje o wszystkim. Weź
Googla- to niewyobrażalna rewolucja w informacji.
I co? Masz taki wpis jak
@Piotr777
Jakby się urodził. Byłem zbyt ostry jeżeli reprezentował siebie.
Ale takich Piotrów jest zbyt dużo! I gdzie ta informacja?
W nadmiarze informacji
można się pięknie pogubić. I w mazach ukryć to co się chce ukryć. Tym niemniej
świat będzie coraz bardziej przejrzysty. Mazy i przejrzystość. Ale w jednym i
drugim działać będą interesy, indywidualne i zbiorowe. I będą
zniekształcenia.
Chatte jeżeli mam być panem kotem , a nie kotem to już wole
formę kocie w butach. Buty noszę.
kot   |09.12.2010 22:27:26
Mówiąc o dobrym i złym końcu nie miałem na myśli dobra i zła. Nie bardzo pojmuję
te terminy. Mówiłem o lepszej lub gorszej reakcji wobec nowej sytuacji.
kot   |10.12.2010 10:25:21
Natomiast wiem…. i szanuję dobroć.
Spokojny   |10.12.2010 11:34:50
A dla tych, którzy by chcieli przeczytać więcej na temat faktów dotyczących
oskarżenia, polecam dwa linki:
http://przegladnikczemny.blogspot.com/2010
/12/szczegoy-oskarzenia-juliana-assange-to.html



http://szygiel.salon24.pl/257327,za-co-siedzi-jul
ian-assange-historia-peknietej-prezerwatywy
Piter777  - Związki zawodowe   |10.12.2010 16:47:21
USA nigdy nie zawdzięczały rozwoju związkom zawodowym. Zawsze zawdzięczały
rozwój przedsiębiorczym i pracowitym ludziom, innowacjom, przełomowym
pomysłom.

Ludzie, zrozumcie, że przedsiębiorcy nie potrzebują do niczego tej
związkowej zgrai nierobów. Związki zawodowe zawsze utrudniają rozwój
przedsiębiorczości.

Z tą pracą jak w Bangladeszu to dobry dowcip. Ludzie
pracowaliby tak, jak ustaliliby w umowie. Żaden pracodawca nikomu się nie
narzuca i łańcuchem do podłogi nikogo nie przykuwa. Nie podoba ci się treść
umowy, to jej nie zawieraj. Naucz się być konkurencyjny na rynku. Zresztą samemu
też można być pracodawcą - nie jest to zabronione.
warszawiANKA  - re: Związki zawodowe   |11.12.2010 00:19:12
[quote=Piter777]USA nigdy nie zawdzięczały rozwoju związkom zawodowym. Zawsze
zawdzięczały rozwój przedsiębiorczym i pracowitym ludziom, innowacjom,
przełomowym pomysłom.

-rozumiem, że autor tego stwierdzenia uważa że wszędzie
na świecie ludzie są głupsi, mniej pracowici i przedsiębiorczy niż w USA -
gratuluję bystrości umysłu!
chatte botte   |11.12.2010 03:49:21
@ kot
Dobrze, to niech będzie kot, buty to mam ja, takie 7-milowe.

Ale
wracając do tematu:
nie wiem, gdzie pan widzi tę przejrzystość. Bo moim zdaniem
nie to, że ona ‘jest’ czy ze jej ‘nie ma’ - dziś. W tej chwili myślę, że w ogóle
nie o to chodzi. No cóż, nowożytność się dokonała. No bo jak pan weźmie
Facebooka no to popatrzy pan na - przyjmijmy - upragnioną osobę, no i co pan
zobaczy?
W tym rzecz, że wiele pan zobaczy a nic pan nie zobaczy. Skończyła się
epoka zobaczania czegokolwiek. Takie jest moje zdanie, aczkolwiek może to wina
miasta w którym mieszkam?

Interesy?
Wirtualne pieniądze, wirtualny świat,
wirtualne fabryki… Nie słyszałeś kocie o tym amerykanskim cwaniaku, co w
komórce miał olejarkę (czy jak się to tam nazywało), założył firmę, która w
czasie kryzysu roponośnego zarobiła miliony? A komórka była z desek do
przechowywania łopat.

Już panu mówiłam: niech pan rozwinie tego swojego bloga
i pozwoli tam ludziom pisać, zapewniam pana, że tego potrzebują, a w końcu
napisze pan albo ktoś taki artykuł, że to będzie bomba.
Jak w Wall Street II.

 —  —  —  —  —  —  —  — 
Do Pana Pitera.
Naprawdę Pan w to wierzy?
‘USA nigdy nie
zawdzięczały rozwoju związkom zawodowym. Zawsze zawdzięczały
rozwój
przedsiębiorczym i pracowitym ludziom, innowacjom, przełomowym
pomysłom.’.
No to
powiem panu coś, co pewnie pana zadziwi: nie znam dziś bardziej ‘robotnych’
ludzi, niż Polacy. Na Zachodzie są skromni, robotni, pomysłowi, chce im się, jak
żadnej nacji. Umieją się oddawać pracy. Umieją oszczędzać. Wysyłać rodzinom
pieniądze. Amerykanów biją w tym o głowę, podejrzewam, że tych sprzed 100 lat
także. Mało tego, skoro z pana taki dowcipas powiem, że Polacy w USA nie tylko
by dobrze pracowali, nawet te 100 lat wstecz, ale pewnie by - jako naród
ciemiężony - Indian nie wybili… Wie pan, który Polak pomagał pisać ich
konstytucję? (na uniwerku w USA powiadają, że jest w Europie kraj na P., który
tworzyli wielcy pionierzy, ale że im nie pozwolono tworzyć, przyjechali do
Ameryki i tam stworzyli to i owo).
Tak więc, jak widziałam Polaków jak pracują,
jak umieją, jak dbają o bliskich, a gdy jestem w Polsce widzę, jak chcą i nie
mogą, a w końcu to już może nawet i nie chcą, nie w tym rzecz, to mi się krew w
żyłach burzy. I jedyne z czego mogę się cieszyć, to że jest taki portal KP,
gdzie mogę wyrazić takie słowa.
Proszę to przemyśleć. Trochę innego prezydenta,
póki czas, trochę mniejszego cwaniaczka niż Tusk i 80% polityków każdego
sektora, i Polska będzie innym krajem.
Myślę, że powinni pojawić się ludzie,
nie ważne z jakiej partii, którzy będą mocny nacisk kłaść na rozwój świadomości
(bo tego w PL nie ma, proszę to zauważyć), robić pracę od podstaw, jeździć po
wsiach, i może coś się zmieni. Ale kto im zapłaci? Skąd takich brać? Oto jest
pytanie.
Pozdrawiam,
chatte
kot   |13.12.2010 13:49:13
Moja Chatte!
Przestraszyłaś się tego co może kryć anonimowość internetu,
gdy pozwoliłaś sobie na mówienie o pokazywaniu kocich pazurków.
I przechyliłaś się w przeciwną stronę z tym panem jednym i drugim.
Jesteśmy w przestrzeni wirtualnej i internetowej, która rządzi się swoimi
prawami,  o których dowiadujemy się w miarę upływu czasu. 
Więc tu
można, a nawet należy. W realu nie koniecznie. Ale tym się w końcu różnią.
Bo tu króluje skrót, skrót, oszczędność słów (z Twojego ostatniego
wpisu wyżej powinnaś wykreślić połowę słów nie tylko ,,pana,, bez szkody
dla tego co chciałaś powiedzieć).
Tu liczy się bezpośredniość i jak
najszybsze docieranie do sedna. Wszystko co temu przeszkadza, zobaczysz,
będzie eliminowane. 
No może więcej, jeśli będzie, na
http://kot-blogkota.blogspot.com
kot  - re:   |14.12.2010 13:48:29
Piterowi siódemkowemu.( u Dextera był to trójkowy)
Pierwszą zasadą logiki
jest:
operacja odróżnienia.
Złamałeś tę zasadę. Dlatego nie rozumiesz w czym
rzecz.

Więc, wyobraź sobie, ze zgadzam się z tym co napisałeś, że
kapitalizmowi, i,
do rozwoju, nie przydają się związki zawodowe. Wręcz
przeszkadzają.
Trzeba
odróżnić: coś co w skrócie nazywasz rozwojem, od rozkładu
korzyści z niego
płynących.
Związki zawodowe są potrzebne po to aby wypracowany
dochód narodowy
nie lądował wyłącznie w kieszeniach nielicznych, a korzyści z
rozwoju stawały
się udziałem licznej, a nie nielicznej części
społeczeństwa.
Akapit drugi, że
biedacy z Bangladeszu maja wybór.
Mówisz jak
Maria Antonina, która na uwagę,
że biedni nie maja chleba odpowiedziała: niech
jedzą ciastka.
Wiesz ciekawy
jestem Twojego statusu materialnego, bo albo jesteś
jak Maria Antonina, albo
jesteś zatrudniony aby pisać to co piszesz, i wtedy
rozumiem racjonalność
twojego zachowania, albo jeżeli nic z tych rzeczy, to
dałeś sobie wmówić coś co
jest sprzeczne z twoim interesem, wypadek opisany
przez Franka.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97022 Seconds