> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Śmielej, Donald, śmielej! Drukuj
Michał Sutowski   
09.03.2011

„Wolę przegrać wybory…”, „warto zapłacić każdą cenę” – a przecież zapowiadał premier na początku konferencji, że nie będzie patosu. Patos był, była też poza na męża stanu, co to się krytyki nie boi, były (delikatne) złośliwości wobec chóru niezadowolonych ze zmian w systemie emerytalnym. Czyżby na platformie bez zmian? Niezupełnie – brakowało swady i pewności siebie. Za to sensu jakby trochę więcej.


Trudno nie zgodzić się z diagnozą Jadwigą Staniszkis, co do przyczyn niedawnych ataków na premiera: odebranie części środków OFE poważnie naruszyło interesy kilku potężnych graczy. A pośrednio, związanych z nimi finansowo mediów. Warto dodać, że naruszyło również kilka ideologicznych dogmatów – oczywistych oczywistości, którymi prano mózgi społeczeństwa przez ostatnich dwadzieścia lat. Premier wyborów przez to raczej nie przegra (chyba, że z frakcją Schetyny), ale po głowie dostanie. Za „populizm” (bo woli zabrać OFE niż rencistom), za „kradzież” (!) pieniędzy Polaków (bo ZUS to marnotrawny moloch, a Fundusze przecież tak skutecznie mnożą nasze składki…), za „nieodpowiedzialność” (bo odważne cięcia zasiłków dziś doskonale rozbudziłyby naszą przedsiębiorczość jutro).
Czy Donald Tusk przechrzcił się na etatyzm? Zamienił Friedmana na Keynesa w roli ekonomicznego guru? A może postanowił „przestawić wajchę” i postawić wreszcie państwo w roli podmiotu modernizacji – zamiast demontować je w imię „obiektywnej” logiki wolnego rynku? Wszystko to wielce wątpliwe – Jacek Żakowski słusznie wskazuje, że w cieniu sporów o składki emerytalne pozostają np. ustawy zdrowotne, oparte na logice zysku prywatnych podmiotów. Planowane zmiany w szkolnictwie wyższym zmierzają w podobnym kierunku – więcej elastyczności, więcej racjonalności rynkowej, więcej finansowania ze źródeł pozapublicznych. Nie zmienia to faktu, że walka Donalda Tuska, Jolanty Fedak i Jana Krzysztofa Bieleckiego z OFE, Leszkiem Balcerowiczem i całą dywizją „niezależnych ekspertów” toczy się na serio.


Wielkości naszych emerytur spór ten dotyczy w niewielkim stopniu. Eksperci obu stron przerzucają się liczbami, próbując wykazać o ile to procent mniejsze (większe) będą (byłyby) nasze świadczenia, jeśli OFE dostaną 2,3 proc., 3,5 proc. a może 7 proc. składki. Problem w tym, że i tak na końcu chodzi o niepewną (bo modele obu stron są zawodne) różnicę kilku procent planowanej „stopy zastąpienia”, czyli wielkości naszej emerytury w stosunku do naszej pensji. A ta, jak wiadomo, może wynieść poniżej 40 procent. Jeśli za podstawę wyliczeń przyjmiemy średnią krajową wyjdzie na to, że wynik wojny Tuska z Balcerowiczem może (ewentualnie) zmienić nasze przyszłe świadczenia o kilkadziesiąt złotych. Starczy (albo nie) na plastry i paczkę wenflonów, za które chory emeryt będzie pewnie musiał płacić w skomercjalizowanej służbie zdrowia. 
Chodzi tu jednak o coś więcej niż o dług publiczny, koszty jego obsługi i stabilność wypłacanych dziś emerytur – choć zmniejszenie potrzeb pożyczkowych państwa o 190 miliardów przez 10 lat ma znaczenie ogromne. Po raz pierwszy od wielu lat przedstawiciele rządzącego establishmentu, z premierem na czele, powiedzieli głośno coś, co wielu ekonomistów, ekspertów od polityki społecznej i zwykłych ludzi nie otumanionych mantrami „rynku”, „reformy” i „prywatyzacji” wiedziało od dawna. Że są takie sfery, w których państwo działa nie gorzej – a czasem lepiej – niż prywatne podmioty nastawione na zysk. Że „administracyjny moloch” bywa wydajniejszy od batalionów „ekspertów ds. inwestycji”, którzy powierzone im pieniądze i tak lokują w państwowych (!) obligacjach. Że gros kosztów OFE to nie pensje speców od „agresywnego inwestowania” tylko marketing. Że państwo i jego budżet to nie gorszy gwarant bezpieczeństwa pieniędzy niż prywatny fundusz. A przy okazji – że od samego „szoku i przerażenia”, względnie bólu terapii – jeszcze żaden pacjent się nie wyleczył, za to kilku zmarło.


Niczym towarzysze pewnego sekretarza z dawnej epoki, mam ochotę zawołać: „śmielej Donald, śmielej!” Uwolnienie progów inwestycji giełdowych zmienia niewiele – dla emerytów jest ryzykowne, a poza tym OFE i tak wolą kupować obligacje. Prawdziwa rewolucja nastąpiłaby wówczas, gdyby Polacy mogli wybrać: czy swoje składki przekazać do OFE czy raczej do ZUS. „Wolny wybór” powinien zatem dotyczyć kwestii, czy cała reforma z roku 1999 miała w ogóle sens. Ale taka dawka wolności – to chyba za dużo nawet dla profesora Balcerowicza.

Felieton ukazał się na witrynie portalu Wirtualna Polska.

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
cookie   |09.03.2011 18:23:00
Michał, nadużywasz słowa "logika", poza tym wszystko ok :)
Józef  - Dyskusja ciągle zastępcza   |09.03.2011 19:29:26
Kłótnia jest ciągle nie o to co najważniejsze , czyli o poziom płac , dlaczego
płaca jest w Polsce na poziomie 1/4 płacy niemieckiej i to ma być dobrze dla
Polaków , a gdyby była na poziomie 1/2 to byłoby źle ? Gdyby płace w Polsce
podnosić stopniowo wg wskaźnika Płaca minimalna 60 % płacy średniej , to dziura
budżetowa sama by się zmniejszała . A po wtóre dlaczego nie działa instytut
optymalizacji płac dla maksymalnej sprawności rynku , przecież te dwie wielkości
mają gdzieś w przestrzeni najlepszą wzajemną relację , przy przyzwoitym zarobku
przedsiębiorcy .
Apps  - Pytanie o katedrę   |09.03.2011 23:30:28
A czego też profesorem jest ekspert przytoczony w końcu felietonu? Czy to może
tytuł honorowy, jak "Jestem Magister, dla przyjaciół Meggi"?
A poza
złośliwościami (przepraszam) podpisuję się pod opinią powyżej. Opinia, że
wydajność pracy jest u nas czterokrotnie niższa niż w Niemczech, wydaje się
fałszywa.
rgap  - re: Dyskusja ciągle zastępcza   |10.03.2011 00:24:03
Józef napisa?:
Gdyby płace w Polsce podnosić stopniowo wg wskaźnika Płaca minimalna 60 %
płacy średniej , to dziura budżetowa sama by się zmniejszała .


Co to jest "dziura budżetowa" i dlaczego by się zmniejszała po
podwyższeniu płacy minimalnej?

Czy proponowany wzór na
płacę minimalną nie jest odwołaniem cyklicznym? W jaki sposób go
zapisać w ustawie / rozporządzeniu by można go było stosować?
tls   |10.03.2011 18:30:08
Ad. "dziura budżetowa". O ile dobrze rozumiem chodzi o deficyt budżetowy
czyli nadwyżkę wydatków nad dochodami. Miałby on szanse się zmniejszyć gdyby
ludzie zarabiali więcej i wyższe z tego tytułu podatki płacili.

Ad.
"wzró". Tak jest to próba złapania się za własny ogon. Wbrew pozorom
sztuka wykonalna tyle, że od drugiej strony, poprzez zmainę rozkładu dochodów w
społeczeństwie, w szczególności zaś zwinięcie prawego "ogona" (wysokich
zarobków) nieco "pod siebie".

IMHO takie dekretowanie nie koniecznie
będzie skuteczne, bo nie każdy decydujący o zarobkach pracowników (zwłaszcza, że
decyduje w obrębie tylko jednej firmy) zrozumie, że jak obniży, kadrze
kierowniczej to nie będzie musiał w przyszłym roku podnosić sprzątaczkom.

Swoją
drogą, czemu wszyscy tak się zapatrzyli w "średnią", która w przypadku
zarobków nie mówi nic? Czemu nikt nie wymusi na Głównym urzędzie statystycznym
podawania mediany i kwartyli rozkładu?
Zamorano   |12.03.2011 02:41:00
100% racji panie redaktorze Sutowski!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.78732 Seconds