> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Rewolucji nie było |
|
|
Michał Sutowski
|
|
30.07.2011 |
|
Rewolucji nie było. Bananowa republika jest. Mowa oczywiście o raporcie ministra Millera w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Konferencja prasowa robiła dobre wrażenie, rekonstrukcja wydarzeń brzmi wiarygodnie – to znaczy miażdżąco dla polskiego państwa. Prawicowe poszukiwania „dwóch wstrząsów”, względnie „sztucznej mgły” albo „niekonwencjonalnych środków militarnych” – na pytanie dziennikarza „Gazety Polskiej” o miękkość brzozy i twardość lotniczych skrzydeł spuścmy zasłonę miłosierdzia – wydają się o tyle groteskowe, że złożona w jeden dokument opowieść o serii rażących zaniedbań po polskiej stronie jest bardziej przerażająca niż jakakolwiek teoria spiskowa.
Na rosyjskim lotnisku panował nieopisany wprost bałagan, o czym polskie służby i polscy piloci powinni wiedzieć, bo na Smoleńsku Północnym lądowali wcześniej wielokrotnie – nie da się wykluczyć, że tylko dobrej pogodzie 7 kwietnia zawdzięczamy fakt, że na Wawelu nie leży dziś Donald Tusk. Poziomu degradacji infrastruktury nikt z Dowództwa Sił Powietrznych ani 36. specpułku nie weryfikował – uznano za wystarczającą deklarację Rosjan, że lotnisko będzie miało status „czynnego” w sytuacji, gdy nie używano go od miesięcy.
Samolot (niejedyny) poleciał w miejsce, gdzie można lądować tylko „nieprecyzyjnie” bez tzw. lidera – choć załoga oprócz dowódcy nie znała języka, którym posługiwał się kontroler. Piloci używali nie tego wysokościomierza co trzeba; nie wiedzieli, że komenda odejścia na autopilocie nie może zadziałać akurat na tym lotnisku. Zlekceważono sygnał PULL UP, choć wzlot po jego usłyszeniu powinien być automatyczną reakcją. Nawigator był zmęczony, dowódca samolotu wykonywał kilka czynności naraz, dowódca Sił Powietrznych nie wiadomo po co stał w kokpicie… Instrukcje postępowania w sytuacjach awaryjnych były niekompletne, koordynacja załogi słaba, trening niedostateczny. Poza mechanikiem pokładowym nikt z załogi nie miał de facto uprawnień do tego lotu. A to wszystko miało miejsce 27 miesięcy po innej katastrofie lotniczej.
Pomyłki rosyjskiego kontrolera lotu były rażące – ale bez błędów naszej strony tej katastrofy by nie było. Pierwotne podejrzenia o „bezpośredniej presji” na lądowanie nie potwierdziły się, podobnie jak historia kłótni gen. Błasika z kpt. Protasiukiem. Co to oznacza? Że źródła tragedii leżą nie w personalnej patologii, lecz w normie. Norma oznacza tu procedury postępowania (w wielu wypadkach – ich brak) i całkowitą wobec nich dezynwolturę. Gdyby stan 36. pułku, poziom przygotowań do tego i wielu innych lotów z udziałem władz, wreszcie jakość procesów decyzyjnych w MON i zdolność reagowania na dostrzeżone (np. po wypadku CASY) błędy potraktować jako pars pro toto stanu naszego kraju – to należałoby czym prędzej zwijać się na Nową Zelandię albo w inne odległe miejsce.
Jeśli przeanalizować szczegóły raportu, zbyt wiele nowego się w nim nie pojawiło. Złożone w całość rodzą jednak podejrzenie, że polskie państwo niespecjalnie zasługuje na swoją nazwę. Gdybym był np. „zmęczonym liberałem”, sprawa byłaby prosta – napisałbym felieton z prośbą do Komisji Europejskiej o objęcie nad Polską zarządu komisarycznego. Ponieważ czuję się lewicowym etatystą, mam już tylko ochotę płakać.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 30.07.2011 )
|
|
Felietony Michała Sutowskiego
|
|
Myślę, że kulturalna. Ludzie którzy z...
Kulturalna czy kulturowa? ;-)