> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Babski wkurz rewolucyjny Drukuj
Agnieszka Graff   
20.07.2011

Ostrzegam: to nie jest felieton dla mężczyzn. Jeśli jesteś mężczyzną, to albo to jest jakaś prawda o tobie i ta prawda cię zirytuje, albo jej tu nie ma i cała rzecz cię nie dotyczy. Tak czy owak, nic tu po tobie. To jest felieton dla wkurzonych kobiet.

Raz po raz kobiety piszą do mnie maile. Młode i stare, znajome, trochę znajome i całkiem nieznajome - a wszystkie pełne słusznego gniewu na mężczyzn w swoim życiu. Że znikają. Nagle lub stopniowo, jak kot z Alicji w krainie czarów. Że nie ma ich nawet wtedy, gdy niby są. Że obiecują i nawalają. Mniejsza, że kobietom, ale oni obiecują dzieciom. Ono czeka, on nie przychodzi, ona zostaje z rozpaczą i złością zawiedzionego malucha. Oni są bezkarni, a wy, drogie Wkurzone - bezradne i coraz bardziej wściekłe.

Skarżą mi się głównie dzieciate, bo one mają mniejsze pole manewru. Skarżą się na byłych, co nie płacą alimentów i jeszcze domagają się współczucia, że tacy są bez grosza i tak im głupio, że nie płacą. I na takich, którzy trwają w związku, ale wirtualnie. Jak już się w domu pojawią, to wkładają ogromny wysiłek w to, by w ten dom i ten związek nie włożyć żadnego wysiłku. Albo taki egzemplarz: wieloletni związek, kobieca obsługa, kilkoro dorosłych dzieci, i nagle: „Od lat mam inną, rozwód w przyszły czwartek”. Wkurzona (l. 62) pisze, że przez lata była dla niego „gadającym mopem”.

Wiadomo: Polska jest krajem, w którym „chłopaki nie płacą”. Wiadomo: kobiety wykonują 80 procent prac domowych. Nie tylko u nas, to jest globalne zjawisko. ONZ szacuje roczną wartość bezpłatnej pracy kobiet na 11 trylionów USD. Ale co innego statystyki, a co innego babski wkurz w mojej skrzynce mailowej. „Jak mi w niedzielę z dumą oznajmił, że umył małemu głowę i wręcz domagał się, by go pochwalić, to myślałam, że rzucę w niego jakimś ciężkim przedmiotem. Mnie nikt nigdy nie pochwalił za umycie głowy, tyłka czy obcięcie paznokci dziecku, nawet jeśli robiłam to pierwszy raz! Ja mam mieć to wdrukowane w mózg, bo jestem kobietą, a facet to odkrywa jakąś obcą planetę!”.

Autorka maila ma trzyletniego synka, którego nie ma z kim zostawiać, bo nie stać jej na przedszkole, a nie stać jej, bo ma trzyletniego synka, którego nie ma z kim zostawić, żeby iść do pracy. Prawda systemowa ma kształt błędnego koła, a prywatna to jakby cichy szantaż. Facet, który domaga się pochwały, jest panem sytuacji. Domaga się, bo może się domagać. Bo wie, że ona wie, że jak nie będzie odpowiednio chwalony, to może sobie pójść. A po pierwsze, to on tu trzyma kasę. Po drugie zaś, to dziecko go kocha. I Wkurzona w sumie też.

Moja znajoma wie, że tu nie chodzi o różnicę płci: „Tu nie trzeba emocji, żądzy opieki nad kimś, tylko precyzji - ubrać nie za lekko i nie za mocno, nakarmić tak, żeby nie przekarmić, ale i żeby głodne nie zostało, czy nalać wody nie za ciepłej, nie za chłodnej, włożyć do wanny, namydlić, spłukać, wytrzeć. Co to jest ta męska niemoc? Wyuczona bezradność?”.

Raczej strategia. Celem jest wymuszenie na kobiecie, by wzięła na siebie całą pracę związaną z domem. Jej wkład ma być oczywisty, jego wkład ma podlegać logice prośby, pochwały i wdzięczności. Strategii jest kilka. Całkiem nieźle działa „to takie trudne, ty to zrobisz lepiej”, ale godne polecenia są też: „to takie łatwe, po co mam zaprzątać sobie tym głowę”; „będę to zmywał dwie godziny, a pod koniec skaleczę się w duży palec” i „twoje standardy czystości i opieki są mi obce, jak chcesz je realizować, rób to sama”.

Od gniewu poszczególnych kobiet powinna się zacząć rewolucja - tak jest w książkach. Jak się spotkają, jak sobie ten gniew i tę bezradność przegadają, to im wyjdzie, że coś większego jest na rzeczy niż niedobór sensownych facetów. To coś się nazywa patriarchat i należy go - śrubka po śrubce - rozmontować. No tak, ale to nie nastąpi zaraz. Na razie jest parę pilniejszych rzeczy do zrobienia. Trzeba dziecko ubrać (nie za lekko i nie za mocno), nakarmić (tak, żeby nie przekarmić, ale i żeby głodne nie zostało), nalać wody (nie za ciepłej, nie za chłodnej), włożyć do wanny (namydlić, spłukać) i wytrzeć. I wykonać tysiąc osiemset innych czynności, które są dla mężczyzn zbyt łatwe, zbyt żmudne, zbyt trudne (niepotrzebne skreślić). Męska strategia unikania prac domowych i opiekuńczych ma sens. Póki się nie zabiorą do roboty, nici z rewolucji.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Dziecko”.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
eurypides77   |21.07.2011 01:22:02
"Autorka maila ma trzyletniego synka, którego nie ma z kim zostawiać, bo nie
stać jej na przedszkole, a nie stać jej, bo ma trzyletniego synka, którego nie
ma z kim zostawić, żeby iść do pracy."

Jakiś czas temu skończyłem szkołę,
ale o ile dobrze pamiętam, to dzieci nie przynosi bocian ani nie znajduje się
ich w kapuście. Potrzeba do tego kilku mniej lub bardziej świadomych decyzji i
wyborów podjętych przez wszystkich zainteresowanych. Tak więc w powyższym
dylemacie mówimy o głupocie, lekkomyślności czy innego rodzaju błędzie
rozumowania, bo nie jestem pewien czy zrozumiałem?

Niewątpliwie mężczyznom jest
w życiu lepiej bo nie mają macic, ale to chyba nie zwalnia z myślenia?
chatte botte   |21.07.2011 03:33:22
Pani Agnieszko, jako kobieta do kobiety: proszę dobrze wychować swojego syna.
Wówczas w przyszłości kobiety odbierające maile nie będą pisać na niego, gdy już
będzie mężem, to, co dziś kobiety piszą na maila do Pani, na Pani
rówieśników-mężów…
Skoro stać Panią na rozsądek rozumu i napisanie takiego
felietonu, to zapewne siłą własnej inteligencji stać Panią będzie i na to, żeby
syna wychować dobrze, mimo tego, że… matki źle wychowują swoich synów, bo na
cholernych nierobów i obiboków. A później 11 trylionów idzie się kąpać.

Poza
tym Pani ma naprawdę pecha, albo sama już nie wiem co? Mój mąż był inny, mężowie
koleżanek i znajomych także wcale tak nie unikali ‘prac’ z dziećmi, mimo że -
tak to bywa - żon unikali czasem nadmiernie. No ale to inna sprawa, nie o tym tu
mowa.

Gdyby admin. po raz kolejny nie zechciał umieścić mojego komentarza pod
Pani felietonem, pozostaje mi pozdrowić i życzyć wszystkiego dobrego na drodze w
robieniu rewolucji.
kot   |21.07.2011 04:02:13
Okazuje się,że aby zrobić się znakomitą
felietonistką (stą) trzeba spełnić dwa
warunki mniejszy umieć pisać, większy wkurzyć się. Oba spełnia A.Graf.
Dobrze
jest mieć niemowlę na stanie.
Pomaga "dostać w kość".
Świetnie wbrew
obawom autorki ją rozumiem, pewnie dlatego,ze mogę być jednocześnie kotem i
kotką.
setisun   |21.07.2011 15:24:21
@eurypides77 - myślę, że w ‘powyższym dylemacie’ nie mówimy o głupocie,
etc., tylko o oczywistym zjawisku polegającym na tym, że mężczyzna może swoje
dziecko opuścić, a kobieta jest z nim związana trochę chyba atawistycznie - i to
zjawisko przenika się z drugim zjawiskiem, czyli nieobecnymi partnerami i ojcami
dzieci.

@chatte botte - kąśliwy komentarz ad personam jest zbędny. Czy zna
Pani Panią Agnieszkę, żeby - jak kobieta do kobiety - sugerować, że ma pecha?
Czy w felietonie Pani Graff opisuje swoje życiowe doświadczenia z mężczyznami?
gosposia_samosia  - jak zaszkodzić feministkom - opieka jako lenistwo   |21.07.2011 19:56:38
Najpierw Agnieszka Graff wzywa nas do zawstydzenia posłanek (bez posłów) (listem
protestacyjnym), ponieważ nie odrzuciły projektu ustawy kryminalizującej
aborcję, a teraz funduje nam referat o zirytowanych i przeproacownych kobietach
… i tu uwaga - z powodu swoich lewniwych mężczyzn. To by sie chyba mogło zwać
‘neoliberal-matrix’, gdzie nie ma instytucji opiekunczych i represyjnego
aparatu państwa, i rynków, tylko dwoje hetero-ludzi z których jedno nie wykonuje
czynnosci domowych (co wiecej, choc nie wyrazone wprost w felietonie, nie
wykonuje z premedytacją)
w felietonie walka o prawa kobiet zamienia sie w walke
z męzczyznami (!) - czy o to chodzi? bynajmniej nie lewicowym feministkom.
Podkręcanie gniewu sfrustrowanych matek i kanalizowanie go w strone swoich
niesubordynowanych i leniwych partnerów odzwierciedla głównonurtową bajkę o
indywidualizacji pozycji w gospodarstwie domowym, co z kolei oddaje brak
świadomości autorki, która nie potrafi połączyć poroblemów kobiet w ramach prac
opiekunczych i gospodarstwa domowego np. z reformami podwyżek żlobków,
obniżek/zamrażania płac/braku pracy i braku miejsc w przedszkolach. ‘rodzina’
jest oderwanym uniwersum, a opieka sprowadzona jest do osobistych obowiązków
które powinny byc rozdzielone po równo (kobietom i mężczyznom). autorka nigdzie
sie nie zastanwaia skąd dochód kobiet (tu intuicyjnie od mężczyzn), i czy dochod
zwiazany jest z jakos ich bólem i frustracją, która przejawia sie w myśleniu o
pracy domowej…
brak refleksji nad kontekstem frustracji czyni ten felieton
szkodliwym dla emancypcji kobiet, szuka i sytuuje wroga w jednym punkcie i
odwraca uwagę od istotnych proceców, w wyniku których kobiety tracą prawa. nic
dziwnego że właśnie teraz mamy projekt kryminalizacji aborcji w sejmie, w
momentach kryzysu (np. gospodarczego) kobiety najszybciej traca wywalczone
prawa. gdyby te historie ktore graff dostaje na skrzynke włożyła w rzeczywiste i
obecne wymiary opresji to mogłoby miec to silę argumentiu politycznego. a tak
mamy instrumantralizacje glosu tych kobiet, ktore - myśląc o graff jako
walczacej feministce - pisza do niej byc moze w nadziei ze odpisze im dobre
słowo albo im jakos pomoze.
oprocz upłciowionych kalpek które mamy na oczach
musimy tez zdjąć te klasowe klapki
Kontycypacy   |21.07.2011 20:12:49
Czy męzczyzna ma prawo nie mieć pieniędzy na zapłacenie alimentów? To chyba
zależy od tego, kim akurat będzie. Bo jeśli będzie uciśnionym przedstawicielem
klasy pracującej skazanym na smieciowe umowy i pozbawionym perspektyw to
pieniędzy nie mieć nie tylko może, ale i musi. No bo na neoliberalnym rynku nie
ma przecież szans na zmianę sytuacji. Wówczas także nie ma możliwości, by jego
dochody były realnie wyższe niż oficjanie zgłoszone, bowiem jedynie korporacje
unikają ogłaszania swoich prawdziwych zysków i płacenia podatków, natomiast
klasa pracująca zarabia tyle ile ma w umowie i podatki płaci uczciwie.
Co
innego gdybyśmy dla odmiany zobaczyli w nim mężczyznę. Wtedy pieniędzy na
alimenty nie mieć nie może, a jego tłumaczenia o braku pieniędzy/regularnej
wypłaty/możliwosci znalezienia lepszej pracy etc. są jedynie wykrętami,
złośliwością lub przejawami lenistwa i olewactwa życiowego oraz braku
odpowiedzialności. W rzeczywistości zarabia znacznie więcej niż ma zgłoszone
oficjalnie, podatków nie płaci od tych prawdziwych dochodów i kasę bierze pod
stołem a ze średniej krajowej smieje się w kułak. A nawet gdyby realnie zarabiał
za mało to też nie dlatego, że neoliberalny rynek i smieciowe umowy i brak
perspektyw, tylko dlatego, że mu sie nie chce. Jakby chciał i był odpowiedzialny
to by znalazł lepszą robotę.
Tak to widząc go lewym okiem i prawym na przemian
wkrótce zaczniemy go widziec w 3D.
chatte botte   |21.07.2011 21:50:55
@ setisum.
Proszę powiedzieć, o co Pani chodzi, bo nie do końca rozumiem.
Poza tym, co to za sugestie? - Czy znam, czy nie znam, nie Pani to sprawa. To po
pierwsze, i właściwie po tym mogłabym zamknąć odpowiedź i zignorować Pani
pytanie, a przede wszystkim niezadowolenie. Owszem, bo Pani jest niezadowolona w
tym momencie, że ktokolwiek śmiał napisać coś od siebie. Niech Pani nie będzie,
takie prawa świata.
Jako że Agnieszka Graff pisze, i pisze dla ludzi (po co
miałaby inaczej to robić?), ludzie czasem Jej odpowiadają - tak, jak dyktuje im
ich poczucie rzeczywistości (zderzonej z wizją p. Graff). To wszystko, czy
wymaga Pani jeszcze lepszych wyjaśnień?
Poza tym, skoro p. Agnieszka ma taką
wizję, jaką ma, a komentarze pewnie czyta, może gdy od innej kobiety
(komentatorów) usłyszy, że jej wizja może (jednak może) nie przystawać do innych
wizji, może gdzieś się spotkamy? W połowie? Czy ja wiem? Z dogadywania się rodzi
się zadowolenie, z monologowania, oraz z ciszy na łączach, raczej nie. Ja
wyciągnę wnioski - AGraff także, zawsze to jakieś saldo in plus. Prawda?

Poza
tym, jak czasem nie zgadzam się z Eurypidesem, tym razem ma on rację, zaś Pani
jego wypowiedź przekrzywia na swoją korzyść. Być może sam Pani napisze, o co
chodzi, ja chcę tu powiedzieć tylko tyle, że nie muszę się w każdej kwestii
zgadzać z rozmówcą, żeby się zgadzać w innej, a w jeszcze innej nie, i że mimo
to mogę spokojnie żyć. Poza tym, last bat not list, znam kobiety, które opuściły
swoje dzieci, Pani Agnieszka Graff ma szczęście, i Pani pewnie też, że
mieszkacie w tradycyjnie rzeczywistość oglądającej, Polsce.

I na koniec: ja
sugerowałam, zdroworozsądkowo, że dobrze jest zacząć od siebie, bo inna
rewolucja nie jest i tak możliwa, a Pani niech lepiej się zastanowi, w jaki
sposób przeinacza wypowiedzi innych.
kot   |21.07.2011 21:54:35
Może trochę mniej zadęcia. To tylko dowcipny felieton i trafny ale nie ma
zbawić świata.
chatte botte   |21.07.2011 22:04:03
@gosposia_samosia

Więcej dobrego Pani tym komentarzem dała, więcej
powiedziała i wyjaśniła, niż p. Agnieszka w swoim felietonie. I żałuję, że
więcej kobiet jak Pani, z tak zaprawdę zdrowym podejściem do rzeczywistości, nie
komentuje tych felietonów tutaj. Może kobiety z maili do p. Agnieszki także by
sobie to przeczytały, trochę inaczej poukładały i stanęły w innym świetle, nie
wiecznie opresywnym, ale i z inną wizją kobiecej rzeczywistości.

Z całą
przyjacielską serdecznością pozdrawiam.
chatte

P. S. A Pani wypowiedź nasuwa mi
jeszcze przypuszczenie, że o wiele za małej liczbie kobiet - ‘normalnych’, nie
tylko niezadowolonych feministek, które kręcą swoje a i tak zwykłym, zarobionym,
kobietom nie pomagają a wręcz je frustrują - daje się prawo do pisania takich
felietonów. Może KP, albo p. Agnieszka, zrobi nowy dział w KP, np. ‘Rewolucja
jest kobietą’, i da szanse pisać i innym kobietom felietony, niekoniecznie z
imienia i nazwiska, a z nicku, po prostu? Przecież macie Państwo dofinansowania,
a tym samym możliwość pomocy kobietom, które mogłyby pisać? Słowo stałoby się w
końcu ciałem. Pani Agnieszko - zuch z Pani i bardzo Panią lubię, niech no Pani
zadziała tam po drugiej stronie i zrobi w końcu coś, bo z biadolenia i wyzywania
od nierobów innych nic się nie urodzi.
chatte botte   |21.07.2011 22:36:34
@kot

Ty kocie nie pouczaj, bo oprócz wypisywani komentarzy ogólnych i
neutralnych do bólu, niczego nie zbawisz, zapewne nigdy. Mnie właśnie na
polskich kobietach bardzo zależy i chciałabym, by było im - tym zwyczajnym, nie
tylko feministkom na uczelniach - po prostu lepiej i lżej. To jest zbawianie?
Jak komentuję p. Agnieszkę, to także wierzę, że coś się zbawić da, tak samo jak
odpowiadam innym, bo wierzę, że porozumienie jest możliwe mimo różnic.
viking   |21.07.2011 23:01:56
Feminizm nie jest w stanie powiedzieć absolutnie niczego nowego i odkrywczego na
temat stosunków między płciami, ponieważ kręci się wokół własnych dogmatycznych
założeń.
Np. takiego, że winna jest zawsze socalizacja oraz takiego, że
kobieta jest permanentną ofiarą. I tu pojawia się problem, ponieważ z tej
pozycji można dostrzec tylko pół prawdy. Czyli fakt, iż chłopców wychowuje się
na leni, przez co stając się mężczyznami, zaczynają zrzucać część obowiązków na
kobiety.
Nie da się natomiast dostrzec faktu, iż dziewczynki wychowuje się na
księżniczki, które chcą by mężczyzna się nimi opiekował, także finansowo. Z
czego wynika, że ten, faktycznie może nie mieć czasu na to, żeby opiekować się
jeszcze dzieckiem.

Tego problemu pani Agnieszka nie dostrzega, przeciwnie:
aktywnie wpisuje się w ten model socjalizacji. Nie rozumie np., że mężczyzna
faktycznie może nie mieć kasy na alimenty. To nota bene dość
"neoliberalne" podejście. Na lewicy spodziewałbym się większego szacunku
dla czyjegoś braku pieniędzy. Ale cóż. Kobieta po prostu MA DOSTAĆ alimenty. I
tyle.
I MA otrzymywać taką pomoc w domu, jakiej chce a gdy napisze o tym maila
do pani Graff, to nie trzeba jej już pytać, ile czasu jej mężczyzna spędza
zarabiając na dom, ile ma jeszcze siły, żeby dzielić się obowiązkami.
MA
POMAGAĆ. MA DAWAĆ ALIMENTY. I tyle.
A na prawicy są takie panie, które uważają,
że pomagać w domu nie musi, ale za to MA UTRZYMYWAĆ RODZINĘ. Czy ktoś mi może
powiedzieć, czym to się różni, poza tym, że pani Graff ma trochę inną definicję
tego, co mężczyzna MUSI niż pani Kępa ? Obie uważają, że coś od mężczyzn dostać
MUSZĄ i nie ma zmiłuj się … .

Natomiast mówiąc całkiem serio, powtórzę to
co kiedyś tu napisałem. Zgadzam się z Agatą Bielik-Robson i jej twierdzeniem, iż
jeśli coś jest w stanie przynieść emancypację jednostki, to tylko jakaś
reaktywacja tradycyjnego liberalizmu, jako szacunku do jednostki.
Gdyby w tym
kierunku kształtowała się socjalizacja i gdyby uwzględniała także potrzeby
komunikacji, to te panie z felietonu, zamiast wysyłać lamentacyjne maile do pani
Graff, po prostu zdobyłyby się na poważną rozmowę ze swoimi facetami. Tyle
tylko, że w realnym życiu takie rozmowy wymagają kompromisów a kompromisy zmian.
Czasem, jak się chce większego zaangażowania mężczyzn w domu, to trzeba z czegoś
zrezygnować. Pojechać na gorsze wakacje, zmniejszyć wydatki. Pisząc maile do
wzruszonej kobiecym duchem rewolucyjnym pani Graff, można natomiast, pozrzędzić
na samca zachowując status quo. Nie wątpię, więc, że skrzynka autorki jest pełna
… .
rosa   |22.07.2011 01:34:28
Rzeczywistosc wyglada roznie. Systemowe rozwiazania bardzo ulatwily kobietom
zycie np. we Francji. Ale czy pozostac tylko przy nich? Czy solidarnosc
miedzyludzka nie obowiazuje? Dlaczego tylko jedna osoba ma byc obarczana
dbaloscia o rodzine? Dbac o swoje dziecko znaczy sprzatac w domu, by nie
potknelo sie o smiecia przy stawianiu pierwszych krokow. Dbac o dziecko znaczy
planowac i przygotowywac jego posilki. To znaczy planowac swoje zycie tak, by
uwzgledniac potrzeby dziecka (i partnera, przynajmniej tam gdzie te potrzeby sa
ze soba zgodne). Dlaczego mezczyzni maja byc wylaczeni z tych obowiazkow?

Proponuje zacisnac zeby i pozwolic mu ubrac za lekko. Albo za cieplo. Robic
bledy. To trudne. Alech chyba jedyna droga. Zaden facet nie bedzie walczyl o
wycieranie pupki i przygotowywanie posilkow. Raczej da dziecku nowy smoczek i
pokolysze. rezygnacja z odpowiedzialnosci bedzie bolalo. Ale moze warto zacisnac
zeby i sprobowac? Wynik jest nieznany. I moze po to sa potrzebne spotkania
wkurzonych mam. By podnosic sie na duchu.
chatte botte   |22.07.2011 10:35:35
Pani Agnieszka pisze co widzi i czuje, i ja to rozumiem, ale…
Ale gdyby
wiedziała na przykład więcej o tym, że kobiety także na przykład piją wódkę,
może naprawdę by nie wyrażała tak jednostronnych opinii. Że biją swoje dzieci,
że nie dbają ani o dzieci, ani o mężów, i że - czasem tak właśnie jest, ale
takie argumenty także są konieczne, by była jakaś sprawiedliwość - ci mężowie
czasem są zbawieniem i jedynymi opiekunami, żon i dzieci.
To trudne nie być
fundamentalistą, bo tak jak viking z dozą ironii powiedział, trzeba z czegoś
zrezygnować na korzyść (?) bliźniego. Przecież przestrzeń polityki jest
przestrzenią dyskusji, polityka praw kobiecych i równouprawnienia także, nie ma
co z drugiej zatem strony czekać na rewolucję, bo innej nie będzie, jak tylko
rewolucja codzienności.
No ale tutaj nie można czekać na ‘ten’ moment, bo nie
nadejdzie żaden ‘ten’ moment, tylko - jak świat światem - syna wychowywać
staranniej, córką się zająć, pogadać z mężem na poważnie, skoro takie z niego
ladaco. I już otwiera się inna przestrzeń.

Jak kiedyś ktoś gdzieś - może na KP
- powiedział, że p. Agnieszka mogłaby być prezydentem/tką Polaków, to
struchlałam. Dopiero by się zaczęło dziać. Na szczęście prędzej zostanie nią
Henryka Krzywonos. Ta to dopiero dostała w kość od życia, a i historia jej
poprawiła w dodatku. Nie ma gorszej rzeczy, jak dostać i od życia i od historii
za jednego życia. A jednak przyszedł czas i p. Henryka może coś niecoś
powiedzieć, i to w dużej mierze dzięki Krytyce Politycznej, a i wprost pewne
rzeczy pewnym ‘onym’ także oznajmić, i nadal traktuje się ją poważnie. To jest
postawa! (I raczej w tym świecie inna, boczkami, po łatwiźnie, nie przejdzie).
kot   |22.07.2011 11:58:07
@chatte botte dzięki za krytykę, bo zawsze mi się przydaje do
rozróżniania:
co ciemne, a co już jasne.
Krytyka dość ogólnikowa, wolę
bardziej konkretnie adresowaną,
ale nie ma co grymasić,
też dobra.
Dalej nahttp://kot-blogkota.blogspot.com -Co do felietonu Agnieszki agrafki, to bez przesady, nie każdy felieton ma
mieścić w sobie propozycje zbawienia świata.
Gdy jest tak świetnie i
dowcipnie i z celnymi obserwacjami napisany, to też dobry powód przez
moment zbawienia świata.
Czy pouczam?
viking   |22.07.2011 12:45:52
@ chatte

Bardzo doceniam Twoją próbę przemówienia pani Agnieszce Graff do
rozsądku oraz przekonania jej, iż straszliwie upraszcza.
Ale obawiam się, że to
niestety nic nie da. Żeby wierzyć w to w co wierzy pani Graff trzeba sobie
zbudować kilka pięter różnych założeń. Trzeba wierzyć, że: 1.każda kobieta chce
pracować, tylko niektóre są ograniczane przez mężczyzn/ patriarchat
2. kobiety
nie dbające o rodzinę są taką rzadkością, że można je pominąć
3. mężczyźni nigdy
nie pracują zarobkowo o wiele więcej niż kobiety i zawsze mają tyle samo czasu
na opiekę nad dzieckiem
4. te kobiety, które piszą do pani Graff
a.) są
reprezentatywne dla kobiet w ogóle
b.) zawsze przedstawiają swą rzeczywistość
obiektywnie.

Tych tez i dogmatów jest jeszcze więcej, ale już mi się nie
chciało ich wypisywać. Jak ktoś sobie zbuduje tyle pięter to niechętnie schodzi
do parteru, niechętnie też kwestionuje cokolwiek co sobie "zbudował" po
drodze.
Tym bardziej, że taka konstrukcja daje dwie możliwości, z których nie
rezygnuje się łatwo. Po pierwsze odpowiada niejako "automatycznie",
prymitywnie prosto na pytania, jakie przygotowuje nam skomplikowany świat. Czy
wiesz jaki to musi być komfort psychiczny, gdy na wszystkie kwestie związane ze
stosunkami rodzinnymi, miłosnymi itp. ma się jedną banalną odpowiedź ? Ja pani
Agnieszce zazdroszczę.
Po drugie, konstrukcja ta nie jest budowana bez celu. A
cel wynika (nie mogę się oprzeć temu wrażeniu) z jakiejś psychologicznej
potrzeby solidarności, wspólnego doświadczenia w ramach własnej płci. Ja też tak
mam, jak się z kolegami umówię na piwo, bądź na oglądanie nowości w
MediaMarkcie. Skoro męskie gadanie jest przyjemne, to pewnie babskie też. Szkoda
tylko, że się je tutaj upolitycznia i nadaje mu rolę jakiejś analizy
społecznej.
Bo to jednak, intelektualnie jest najwyżej poziom TVNStyle … .
kot  - Czy to nie może przejść?   |22.07.2011 13:34:07
-chatte,dzięki za krytykę, bo zawsze mi się przydaje do rozróżniania:
co
ciemne, a co już jasne.
Krytyka dość ogólnikowa, wolę
bardziej konkretnie adresowaną. Dalejhttp://kot-blogkota.blogspot.com.
-Agnieszka agrafka napisała dowcipny felieton i dała kilka celnych
obserwacji
i tyle.
ubik   |22.07.2011 14:08:28
Mężczyźni w pewnym sensie są także ofiarami patriarchatu, a no w takim, że przez
matki zostali wychowani na panów i władców i nie potrafią inaczej. Jednak moim
zdaniem w tym zakresie nastąpiły już ogromne zmiany i jest naprawdę wielu ojców,
którzy funkcjonują w związku partnerskim, a nie patriarchalnym.
chatte botte   |22.07.2011 18:57:22
@viking:

No to mamy trochę różne pojmowanie rzeczywistości. Gdybyś tutaj
nie pisał, ja nie pisała, i kilkoro innych - każde jakoś inaczej ale i podobnie
- może nic by to i dla p. Agnieszki nie znaczyło. W sensie: mogło nie znaczyć.
Ale nie martw się, znaczy, jeśli p. Agnieszka czyta w ogóle komentarze, to
znaczy, bo z pewnością wie, że jej perspektywa nie jest jedyna i niezastąpiona.
I co sobie chce, może sobie chcieć, ale jednak ta wielość perspektyw jakoś
zachodzi na jej perspektywę, tak jak Twoja na moją a moja jakoś na Twoją, skoro
rozmawiamy. Nawet kot coś tam skrobnął na swoim blogu, a więc z tymi
perspektywami nie jest tak spolegliwie, i wyłącznie: jak księżniczka Agnieszka
sobie życzy. Ja to widzę w ten sposób, jako rodzaj, hm, fatalizmu i
konieczności, a nie ‘chceniasobie’, w sensie, że bierze się tylko to, co się
chce z życia i świata. Na tym też i rewolucje polegały i polegają - to także ad
ostatniej wypowiedzi - że nie ma tak, że jest tylko ‘chceniesobie’, ale trzeba
się godzić na różną rzeczywistość, i przyjąć choćby do wiadomości, że kobiety
piją, nie chcą pracować a posiadanie dzieci jest dla nich jedynym wyjściem
(czasem koniecznym, czasem nie) od niepracowania, bo oprócz tego, jak
zauważyłeś, że są kobiety ‘księżniczki’, są też i straszliwe obiboki, a i są
księżniczki i obiboki nawet (rzuć okiem na dzisiejsze pokolenia młodych matek,
wychowanych w latach 90tych, niezłego boomu gospodarczego w Polsce, i sporych
pieniędzy u prawie każdego - o Jezusie!) co nie wróży nic dobrego ani dla
dzieci, ani dla rodziny.
Dla mnie problem z Panią Agnieszką nie polega na
przekonywaniu jej do tego czy siego, bo jeszcze nikt nikogo nie przekonał, to
polega trochę na rodzaju ‘wejścia w wiarę’ (gdy się chce coś zmienić), ale na
jej wizji świata, który pod jej piórem jest trochę landrynkowy i śmieszny, w
sensie - że nijak się ma do rzeczywistości. Jak po raz kolejny czytasz te
dyrdymały, my - dobre, oni -źli, to trudno traktować to w końcu poważnie. Co to
w ogóle znaczy?, to my - dobre, oni - źli. Przecież to puste i nie na poziom p.
Agnieszki.
Patrzy w to swoje narcystyczne lustro, zarabia pieniądze, owszem,
jej felietony dobitnie świadczą, że jej nie brak a nawet mogłaby się i
podzielić, no i piesze o tych kobietach co do niej piszą, a przecież nie napisze
do niej taka, co ma w nosie dzieci, że zostawiła trójkę i we Włoszech żyje z
alfonsem, a dzieci z mężem pasą krowy jak w XIX wieku. No bo to by już nie był
fundamentalizm, tu ma być gładko i prosto, i bez żadnych zgrzytów. Niestety,
napisanie historii w stylu ‘poznałam rodzinę, której matka wyjechała i zostawiła
męża, rolnika, z trójką dzieci, i dzieci ogłupiałe i bezbronne nie wiedzą co się
dzieje…’ wywołałoby falę innych maili, w sensie - innego rodzaju maili, no ale
Pani Agnieszka woli ekran komputera i feministyczne teorie, niż wyjść trochę za
ogrodzenie osiedla i przyglądnięcie się rzeczywistości.
Bo z drugiej strony
trudno mi uwierzyć, że to jedynie licentia poetica pani Agnieszki, i że pisze
tak, bo tak jej pasuje.

Z drugiej strony cieszy każde spotkanie z ludźmi tutaj
i wyrażenie jakiejś opinii o otoczeniu choćby, bo to wiele daje i wiele uczy.
Dlatego właśnie przestrzeń polityczności określam sobie praktycznie - mianem
przestrzeni dyskusji no i nie życia samemu tylko ze swoim lusterkiem, ale wobec.
chatte botte   |22.07.2011 19:03:56
@kocie,

doceniam, naprawdę doceniam i cieszy mnie choćby myśl nad tym, że
Tobie się w ogóle chce bloga prowadzić, że masz na to czas i w ogóle wszystko.

Jako się rzekło mój drogi - Rewolucja jest kobietą - i jednak pozostanę ze
swoją wiarą, że każdą wypowiedzią dodaje się coś do zbawienia świata, choćby to
był tylko Raj zwykłej codzienności i równości, mnie o żaden inny zresztą nie
chodzi.

Pozdrawiam Cię i nie bocz się.
kot   |23.07.2011 05:12:04
Chce mi się, bo albo mam coś do powiedzenia czego inni nie mówią( i to
dodaje..") albo znajduje perełki u innych i je przenoszę do bloga, w celu
budowania i upowszechniania języka, który wg. mnie najlepiej opisuje
rzeczywistość.
Co motywuje -to, że codziennie mam publiczność mieszczącą się w
klasie szkolnej , a czasami w nabitej sali jak w tej na Nowym Świecie. A
przemyślne statystki bloggera mówią wiele o tym kto
skąd i czym się interesuje.

nie boczę się, lubię krytykę.
"Masz wkurz" i łapiesz
oryginalny styl więc też pisz tu czy tam.
pozdrawiam k.
chatte botte   |23.07.2011 22:10:50
no.
i nawet mnie pozdrowił.

świat się zmienia, dziewczęta, dziewczyny,
kobietki, kobiety…

Rewolucja jest kobieta.
anna67   |25.07.2011 14:18:15
felieton tendencyjny
kobieta  - patrzcie trochę dalej niż czubek waszego nosa   |02.08.2011 18:01:24
pani Agnieszko, do rewolucji potrzebne jest świadome społeczeństwo[w tym wypadku
kobiety]najbardziej podobała mi się wypowiedż kobiety, która ma męża, który jej
pomaga i ma koleżanki, które też mają takich mężów - i to jej zdaniem jest dowód
na to, że problemu nie ma, jakiś facet pisze, że facet może nie mieć
pieniędzy[ale kobieta z dzieckiem musi mieć, bo jak nie da dziecku jeść to
będzie wyrodną matką]ludzie nauczcie się patrzeć dalej
k.brosz  - skutki dyskursu   |04.08.2011 10:21:23
Gdybym był cyniczny to mógłbym (zresztą w ramach eksperymentu robię to poniżej)
napisać, trawestując słowa obrończyń prawa człowieka do aborcji: wasz brzuch -
wasza sprawa, wasz bachor - wasza sprawa.

Nie mają znaczenia moje osobiste
doświadczenia. Korzystając jednak z argumentów "dyskursu
feministycznego" chcę pokazać, że same, drogie panie, dajecie pseudofacetom
oręż do ręki. Jeśli traktujecie mężczyzn wybiórczo w trakcie płodzenia i ciąży
(bo przecież my nie jesteśmy w stanie zrozumieć co się intymnego dzieje w głowie
kobiety kiedy heroicznie decyduje się swojego dziecka nie zabijać tylko je
urodzić), to nie dziwcie się, że części z nas przychodzi na myśl wybiórczo
potraktować proces wychowania.

Ja chcecie dzielić odpowiedzialność to róbcie to
od początku i na poważnie. Zakładam się o pieniądze, że takie postępowanie
wyeliminuje pseudomężczyzn z dużo większą skutecznością i na etapie odpowiednio
wczesnym - zwyczajnie się przestraszą.
ovejanegra   |15.08.2011 13:43:51
Kontycypacy napisa?:
Czy męzczyzna ma prawo nie mieć pieniędzy na zapłacenie alimentów?

A czy kobieta ma prawo nie dać dziecku jeść?
Spokojny  - @ ovejanegra   |15.08.2011 15:14:32
Cytujesz jedno zdanie, ale chyba ignorujesz resztę wywodu, przez co powstaje
wrażenie, że dyskutujesz z jakimś innym poglądem niż wygłaszany w cytowanym
przez ciebie tekście. Tam zdaje się chodziło o to, że wiarygnodność i zasadność
pewnych wytłumaczeń zależy od tego, jak na daną osobę spojrzymy. Jeśli na
mężczyznę spojrzymy jako na przedstawiciela upośledzonej klasy społecznej,
krzywdzonego przez rynek pracy pozbawiony zabezpieczeń itd. to bez problemu
uznamy, że zarabia tyle ile oficjalnie podaje a więcej zarobić nie jest w
stanie, bo mu to ten rynek pracy uniemożliwia. Jesli jednak tego samego
człowieka ujmiemy jako "mężczyznę nie płacącego alimentów" to cała
rzeczywistość "rynku pracy" dla nas znika i uznajemy, że facet jednak
zarabia dużo więcej niż zgłasza a jeśli nie, to z pewnością więcej zarobić by
mógł gdyby się tylko postarał. Czyli mowa tu o względności patrzenia, a nie o
prawie do niepłacenia.
sfrustrowana  - bardzo na czasie   |29.08.2011 23:04:44
Artykuł spadł mi z nieba - myślałam, że tylko ja "miałam pecha" w życiu.
Od kilku miesięcy męczę się z partnerem o partycypowanie obowiązków domowych.
Jestem także wkurwiona i zmęczona. Nie daje to jednak mojemu wybrankowi nic do
myślenia. Domaga się pochwał za tak banalne rzeczy, że ręce mi opadają. A
najzwyklejsze prace w domu muszę z nim omawiać kilka dni wcześniej, aby mógł się
do tej wizji przyzwyczaić. Rozumiem frustracje i czekam na rewolucję!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.00782 Seconds