|
Zarzuty wobec Jana Grossa są dobrze znane i przy okazji Złotych żniw napisanych wspólnie z Ireną Grudzińską-Gross pojawiają się znowu z nudzącą przewidywalnością. Książka to kłamstwa, powtarzanie wcześniej powszechnie dostępnych informacji, antypolskość i zamach na warsztat historyczny. Oprócz tego zdarzają się także zagadkowe konstrukcje jak na przykład głos na jednym z forów internetowych: „Gross wyssał antypolskość z mlekiem matki. Ciekawe ile mu za to płacą?”. Można by sądzić, że kolejne książki znikają w młynie rytualnego chaosu, ale to mylne wrażenie.
Nawet jeśli dyskusje te są głupie i powtarzają się w nich te same argumenty, to prawda zawarta w Sąsiadach, Strachu a teraz w Złotych żniwach zmienia sposób mówienia o II wojnie światowej i relacjach polsko-żydowskich. Do oficjalnej debaty przebijają się historie Żydów, którzy znaleźli się w matni. Mogło ich złapać gestapo, mogli ich wytropić granatowi policjanci, szmalcownik mógł dostrzec „smutek w oczach” i odstawić ofiarę na policję, a chłopi mogli ich zabić dla pary butów i płaszcza. Jeśli ktoś czyta te historie i wciąż interesuje się przede wszystkim tym, czy Polacy zabili 100, 50 czy 30 tysięcy Żydów to tylko publicznie daje świadectwo, że jego sumienie jest z kamienia.
W Złotych żniwach oprócz wstrząsających historii autorzy stawiają ważne tezy dotyczące relacji polsko-żydowskich w czasie Holokaustu. Zbrodni nie dokonywali ludzie z marginesu, ale szanowani obywatele przy milczącej asyście reszty społeczności. To pozwala Grossom inaczej spojrzeć na problem zbrodni na Żydach i pytać nie o liczbę ofiar, lecz o liczbę zabójców i osób, które dawały zbrodniom milczące przyzwolenie. Poza tym Żydzi nie byli tylko wydawani policji, ale często torturowani, masakrowani, a Żydówki dodatkowo wcześniej gwałcone, aby wydobyć z nich informacje na temat domniemanych skarbów. Zbrodnie te zostawiły swój ślad i przez piętno w pamięci zbiorowej utrudniają zmierzenie się Polaków z prawdą Holokaustu.
Książka Grossów jest tym ważniejsza, że jak na razie Polacy oficjalnie deklarują, że relacje polsko-żydowskie w czasach okupacji były więcej niż poprawne. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Pentor na zlecenie Muzeum II Wojny Światowej w 2009 roku aż 81,5 % respondentów deklaruje, że Polacy pomagali Żydom podczas wojny bardzo często i raczej często. 75,8% respondentów mówi też, że Polacy rzadko lub bardzo rzadko wydawali Żydów okupantowi*. Złote żniwa mają szansę i powinny wydobyć to, co teraz jest skrzętnie zakrywane.
Znając kontekst, w jakim pojawia się książka, i poziom debaty, który jej towarzyszy, czuję się nieco niezręcznie, chcąc częściowo krytykować Grossów, ale prawdziwe uznanie można też wyrażać przez krytykę. Mój opór budzi teza, która przy pewnym uproszczeniu może być uznana za przesłanie autorów, że Polacy uśmiercali Żydów po to, żeby się wzbogacić. Nawet jeśli Polacy napędzani byli irracjonalnym mitem o „żydowskim złocie”, to nie znajdując złota, brali, co się da: buty, ubrania, meble, zegarki i poduszki. W normalnych warunkach powstrzymywało ich od tego państwo polskie, ale ciche przyzwolenie władz hitlerowskich uwolniło w nich dziką chciwość. Polacy nie byli w tym zresztą odosobnieni, bo podobny scenariusz realizował się, jak piszą Grossowie w całej Europie, a poza tym w Rwandzie i Jugosławii, gdy w tych krajach dokonywało się ludobójstwo.
Chociaż Holokaust miał u swoich korzeni złożone przyczyny historyczne i ideologiczne – chrześcijaństwo, rasizm, darwinizm społeczny, itd. – to zbrodnie dokonywane na jego obrzeżach kierują się motywem ekonomicznym. Grossowie komentując „negocjacje” Polaków z Żydami piszą tak: Przytoczone powyżej fragmenty rozmów uderzają nas założoną jako przesłanka wyjściowa inwersją podstawowych zasad regulujących życie ludzkiej wspólnoty. Mówiąc dokładniej: przekaz wypowiedzi adresowanych do żydowskiego rozmówcy - że powinien oddać swoją własność Polakowi - osadzony jest na zupełnie przeciwstawnym do normalnie przyjętego pojmowania czym jest prywatna własność (…) (Złote żniwa, s. 127) Zło okazuje się banalnie materialne a barbarzyństwo wdziera się jako niepohamowane pragnienie zagarnięcia butów bliźniego.
Jak wyjaśnić zatem mordy opisywane w książce, ale nieprzynoszące oprawcom żadnych materialnych korzyści? Czym wyjaśnić bezinteresowne okrzyki „Żydek, Żydek”, jakimi na ulicy witali ukrywających się po aryjskiej stronie przedwojenni znajomi? Czytając niektóre przykłady znęcania się nad żydowskimi ofiarami, łatwo też wyczuć nadmiarowość przemocy, która dalece wykracza poza rozmiary konieczne przy przejmowaniu mienia od zastraszonych i wyjętych spod prawa ludzi. Źle by się stało, gdyby interpretacja Złotych żniw poszła w kierunku swoiście uspokajającego obrazu Polaków, którzy z biedy lub chciwości skorzystali z okazji, jaką stworzyli im hitlerowscy okupanci.
Przyglądając się źródłom, jakie cytują Grossowie w książce, można mówić o trzech typach związków między własnością a zbrodnią. Handel kwitnący wokół obozów zagłady podczas wojny, sprzedawanie ludziom czekającym w transportach śmierci wody po zawyżonych cenach czy grupy kopaczy przeszukujące popioły można uznać za przejawy chęci wzbogacenia się przy sprzyjającej okazji. Tu zyski brały górę nad etycznymi skrupułami. W drugim przypadku własność jest tylko pretekstem do zadawania cierpienia. W wyduszaniu informacji o miejscu ukrycia złota bardziej chodzi o wyduszanie niż o złoto. Dzięki temu można puścić w ruch maszynerię upokarzania, gwałtów i tortur, które nie wynikają z chęci zysku, ale wiążą się wyobrażeniem Żyda jako zagrożenia dla wspólnoty narodowej. Istnieje jednak jeszcze trzeci typ relacji, który łatwo przeoczyć. W Złotych żniwach pojawia się przy okazji cytowanej opowieści o poduszce zabranej żydowskim znajomym przez gospodynię z niemieckiego miasteczka. W tym wypadku zagarnięcie części mienia jest sposobem radzenia sobie z bezradnością wobec zbrodni i własną niemocą. Przywłaszczenie sobie małej rzeczy pozwala zorganizować wyrzuty sumienia wokół skromnej winy i uniknąć dylematów związanych z dziejącą się zbrodnią. Tu skrupuły mają pierwszeństwo przed zyskami, które służą tylko jako oportunistyczne rozwiązanie etycznych dylematów.
Kwestia związków między własnością i zbrodnią w czasie Holocaustu musi zostać naświetlona i dobrze, że Grossowie zaczęli to robić. Własność nie jest tu jednak kluczem do zagadki, ale jej częścią, która też domaga się wyjaśnienia.
* Badania analizuje Lech M. Nijakowski w tekście Pamięć o II wojnie światowej a relacje Polaków z innymi narodami z książki Między codziennością a wielką historią, Scholar, Warszawa 2010.
Zapraszamy na dyskusję o książce Złote żniwa!
Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat, 17 III 2011, godz. 19.00
Goście: Jan Tomasz Gross, Irena Grudzińska-Gross, Kinga Dunin
Prowadzenie: Sławomir Sierakowski
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...