> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Krwawe żniwa Drukuj
Maciej Gdula   
17.03.2011

Zarzuty wobec Jana Grossa są dobrze znane i przy okazji Złotych żniw napisanych wspólnie z Ireną Grudzińską-Gross pojawiają się znowu z nudzącą przewidywalnością. Książka to kłamstwa, powtarzanie wcześniej powszechnie dostępnych informacji, antypolskość i zamach na warsztat historyczny. Oprócz tego zdarzają się także zagadkowe konstrukcje jak na przykład głos na jednym z forów internetowych: „Gross wyssał antypolskość z mlekiem matki. Ciekawe ile mu za to płacą?”. Można by sądzić, że kolejne książki znikają w młynie rytualnego chaosu, ale to mylne wrażenie.

Nawet jeśli dyskusje te są głupie i powtarzają się w nich te same argumenty, to prawda zawarta w Sąsiadach, Strachu a teraz w Złotych żniwach zmienia sposób mówienia o II wojnie światowej i relacjach polsko-żydowskich. Do oficjalnej debaty przebijają się historie Żydów, którzy znaleźli się w matni. Mogło ich złapać gestapo, mogli ich wytropić granatowi policjanci, szmalcownik mógł dostrzec „smutek w oczach” i odstawić ofiarę na policję, a chłopi mogli ich zabić dla pary butów i płaszcza. Jeśli ktoś czyta te historie i wciąż interesuje się przede wszystkim tym, czy Polacy zabili 100, 50 czy 30 tysięcy Żydów to tylko publicznie daje świadectwo, że jego sumienie jest z kamienia.


W Złotych żniwach oprócz wstrząsających historii autorzy stawiają ważne tezy dotyczące relacji polsko-żydowskich w czasie Holokaustu. Zbrodni nie dokonywali ludzie z marginesu, ale szanowani obywatele przy milczącej asyście reszty społeczności. To pozwala Grossom inaczej spojrzeć na problem zbrodni na Żydach i pytać nie o liczbę ofiar, lecz o liczbę zabójców i osób, które dawały zbrodniom milczące przyzwolenie. Poza tym Żydzi nie byli tylko wydawani policji, ale często torturowani, masakrowani, a Żydówki dodatkowo wcześniej gwałcone, aby wydobyć z nich informacje na temat domniemanych skarbów. Zbrodnie te zostawiły swój ślad i przez piętno w pamięci zbiorowej utrudniają zmierzenie się Polaków z prawdą Holokaustu.


Książka Grossów jest tym ważniejsza, że jak na razie Polacy oficjalnie deklarują, że relacje polsko-żydowskie w czasach okupacji były więcej niż poprawne. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Pentor na zlecenie Muzeum II Wojny Światowej w 2009 roku aż 81,5 % respondentów deklaruje, że Polacy pomagali Żydom podczas wojny bardzo często i raczej często. 75,8% respondentów mówi też, że Polacy rzadko lub bardzo rzadko wydawali Żydów okupantowi*. Złote żniwa mają szansę i powinny wydobyć to, co teraz jest skrzętnie zakrywane.


Znając kontekst, w jakim pojawia się książka, i poziom debaty, który jej towarzyszy, czuję się nieco niezręcznie, chcąc częściowo krytykować Grossów, ale prawdziwe uznanie można też wyrażać przez krytykę. Mój opór budzi teza, która przy pewnym uproszczeniu może być uznana za przesłanie autorów, że Polacy uśmiercali Żydów po to, żeby się wzbogacić. Nawet jeśli Polacy napędzani byli irracjonalnym mitem o „żydowskim złocie”, to nie znajdując złota, brali, co się da: buty, ubrania, meble, zegarki i poduszki. W normalnych warunkach powstrzymywało ich od tego państwo polskie, ale ciche przyzwolenie władz hitlerowskich uwolniło w nich dziką chciwość. Polacy nie byli w tym zresztą odosobnieni, bo podobny scenariusz realizował się, jak piszą Grossowie w całej Europie, a poza tym w Rwandzie i Jugosławii, gdy w tych krajach dokonywało się ludobójstwo.


Chociaż Holokaust miał u swoich korzeni złożone przyczyny historyczne i ideologiczne – chrześcijaństwo, rasizm, darwinizm społeczny, itd. – to zbrodnie dokonywane na jego obrzeżach kierują się motywem ekonomicznym. Grossowie komentując „negocjacje” Polaków z Żydami piszą tak: Przytoczone powyżej fragmenty rozmów uderzają nas założoną jako przesłanka wyjściowa inwersją podstawowych zasad regulujących życie ludzkiej wspólnoty. Mówiąc dokładniej: przekaz wypowiedzi adresowanych do żydowskiego rozmówcy - że powinien oddać swoją własność Polakowi - osadzony jest na zupełnie przeciwstawnym do normalnie przyjętego pojmowania czym jest prywatna własność (…) (Złote żniwa, s. 127) Zło okazuje się banalnie materialne a barbarzyństwo wdziera się jako niepohamowane pragnienie zagarnięcia butów bliźniego.


Jak wyjaśnić zatem mordy opisywane w książce, ale nieprzynoszące oprawcom żadnych materialnych korzyści? Czym wyjaśnić bezinteresowne okrzyki „Żydek, Żydek”, jakimi na ulicy witali ukrywających się po aryjskiej stronie przedwojenni znajomi? Czytając niektóre przykłady znęcania się nad żydowskimi ofiarami, łatwo też wyczuć nadmiarowość przemocy, która dalece wykracza poza rozmiary konieczne przy przejmowaniu mienia od zastraszonych i wyjętych spod prawa ludzi. Źle by się stało, gdyby interpretacja Złotych żniw poszła w kierunku swoiście uspokajającego obrazu Polaków, którzy z biedy lub chciwości skorzystali z okazji, jaką stworzyli im hitlerowscy okupanci.


Przyglądając się źródłom, jakie cytują Grossowie w książce, można mówić o trzech typach związków między własnością a zbrodnią. Handel kwitnący wokół obozów zagłady podczas wojny, sprzedawanie ludziom czekającym w transportach śmierci wody po zawyżonych cenach czy grupy kopaczy przeszukujące popioły można uznać za przejawy chęci wzbogacenia się przy sprzyjającej okazji. Tu zyski brały górę nad etycznymi skrupułami. W drugim przypadku własność jest tylko pretekstem do zadawania cierpienia. W wyduszaniu informacji o miejscu ukrycia złota bardziej chodzi o wyduszanie niż o złoto. Dzięki temu można puścić w ruch maszynerię upokarzania, gwałtów i tortur, które nie wynikają z chęci zysku, ale wiążą się wyobrażeniem Żyda jako zagrożenia dla wspólnoty narodowej. Istnieje jednak jeszcze trzeci typ relacji, który łatwo przeoczyć. W Złotych żniwach pojawia się przy okazji cytowanej opowieści o poduszce zabranej żydowskim znajomym przez gospodynię z niemieckiego miasteczka. W tym wypadku zagarnięcie części mienia jest sposobem radzenia sobie z bezradnością wobec zbrodni i własną niemocą. Przywłaszczenie sobie małej rzeczy pozwala zorganizować wyrzuty sumienia wokół skromnej winy i uniknąć dylematów związanych z dziejącą się zbrodnią. Tu skrupuły mają pierwszeństwo przed zyskami, które służą tylko jako oportunistyczne rozwiązanie etycznych dylematów.


Kwestia związków między własnością i zbrodnią w czasie Holocaustu musi zostać naświetlona i dobrze, że Grossowie zaczęli to robić. Własność nie jest tu jednak kluczem do zagadki, ale jej częścią, która też domaga się wyjaśnienia.

* Badania analizuje Lech M. Nijakowski w tekście Pamięć o II wojnie światowej a relacje Polaków z innymi narodami z książki Między codziennością a wielką historią, Scholar, Warszawa 2010.

  

  

Zapraszamy na dyskusję o książce Złote żniwa!

Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat, 17 III 2011, godz. 19.00

Goście: Jan Tomasz Gross, Irena Grudzińska-Gross, Kinga Dunin

Prowadzenie: Sławomir Sierakowski

  

Komentarze
Dodaj nowy
K.  - Złote żniwa?   |17.03.2011 13:25:33
Nie można uogólniać, Gross niestety uogólnia. Nie było jednego motywu, ale
główny według mnie jest inny, pozaekonomiczny - Żydów wyrwano najpierw ze
wspólnoty, już przed wojną byli traktowani jako wrogowie narodu - przez Kościół
i endecję, propaganda hitlerowska dodatkowo wzmocniła ten obraz. Polska
obojętność wobec Zagłady brała się z tego, że Żydzi ze sztetli byli obcy, żyli w
społeczeństwie równoległym, w oderwaniu od polskiego społeczeństwa. Żydom
spolonizowanym, wtopionym w polskie środowisko łatwiej było przetrwać - pokazuje
to przykład Warszawy, gdzie wielu Żydów przetrwało okupację (ok. 17.000).
Wątek
ekonomiczny oczywiście istniał - chłopi stali z wozami pod murami getta,
czekając aż Niemcy "zakończą sprawę", ale nie był to główny powód
polskiej obojętności i polskich zbrodni.
Na pewno inaczej też wyglądało to na
Kresach, czy w okolicach Łomży, gdzie mieszkańcy doświadczyli okupacji
sowieckiej i w ich pamięci musiał zapisać się obraz kolaboracji części Żydów z
Sowietami.
Anonimowy   |17.03.2011 13:26:05
Nazizm, tak samo jak komunizm, nie miał z chrześcijaństwem nic wspólnego. Począł
się z ideałów ateistycznych, był formą necacji fundamentalnych chrześcijańskich
wartości, więc przestańcie, jebane postmodernistyczne mendy, obarczać
chrześcijan odpowiedzialnością za coś, z czym nie mieli nic wspólnego.
sugadaddy  - sumienie?   |17.03.2011 15:39:06
Spotkałem sie pare razy z wypowiedziami ludzi(?) kwestionujacymi liczbę ofiar
holokaustu. Tak jakby, zmniejszenie jej o połowe, czy nawet zejście do miliona,
zmieniałoby postać rzeczy. W przypadku takich indywiduów, trudno mówić o
sumieniu - to raczej, jakaś patologiczna wrecz głupota karze im wierzyć, że im
mniejsza liczba ofiar, tym mniejsza wina mordujacych. Według takich ludzi, to za
zabicie jednego człowieka, w ogóle nie powinno się odpowiadać - tragiczne.
monty  - pozwolę sobie nie zgodzić się z autorem   |17.03.2011 15:40:40
Ja jednak wolę aptekarskie podejście do historii, liczby i konkrety są
najważniejsze. Dopiero dzięki nim możemy później budować pełny obraz
historii, przy użyciu pozostałych nauk humanistycznych. Z Grossem jest
inaczej - na kilku faktach ,których podważyć nie można, buduje ogólne
teorie, które mogą budzić uprawniony sprzeciw. Nie ma lewicowej bądź
prawicowej wersji historii, muszą być pewne punkty styczne, których nie
powinniśmy podważać, tymczasem odbiór książek Grossa zupełnie
inaczej rezonuje w środowiskach lewicowych i prawicowych. Odnoszę
wrażenie że tutaj chwali się Grossa za sam fakt wywołania debaty
publicznej, tymczasem jest wielu historyków którzy piszą o tych
wydarzeniach w bardziej wyważony sposób, nie budując niechęci
i głębokich, niepotrzebnych podziałów
( perspektywa prawicy/lewicy
czy polska bądź żydowska). Przecież pytanie nie brzmi już: czy niektórzy
Polacy zabijali Żydów w czasie wojny? tylko ilu i z jakich powodów? Potępienie całego narodu jest niedorzeczne moim
zdaniem i wcale nie doprowadzi do rachunku sumienia.
Anus Dei   |18.03.2011 03:18:25
"Jeśli ktoś czyta te historie i wciąż interesuje się przede wszystkim tym,
czy Polacy zabili 100, 50 czy 30 tysięcy Żydów to tylko publicznie daje
świadectwo, że jego sumienie jest z kamienia."

Szantaż moralny i
demagogia. To jasne, że żal każdego Żyda, który zginął podczas wojny za to, że
był Żydem - nieważne z czyich rąk - esesmanów, granatowych policjantów, chłopów
polskich czy swoich gorliwych rodaków. To nie zmienia faktu, że rozmawiając o
winie zbiorowej, narodowej - a to stanowi, chcemy czy nie chcemy, sedno tej
debaty, jakkolwiek byśmy problematyzowali kategorię narodu - takie rzeczy jak
skala jakiejś haniebnej działalności, wyrażona w liczbach, ma fundamentalne
znaczenie.

Żeby było jasne. Takie książki są potrzebne i trzeba odkłamywać
historię, wybudzać Polaków z tego snu o własnej nieskazitelności. Jednak należy
to robić rzetelnie. Mylenie się o rzędy wielkości w kwestii liczby ofiar jest
kompromitujące i przeciwskuteczne. Próby usprawiedliwiania tych pomyłek poprzez
dezawuowanie kontrargumentów bez polemiki z nimi, wyłącznie konstatując, iż
pojawiają się "z nudzącą przewidywalnością", nie jest poważne.
Przygodny  - Zmiana taktyki?   |18.03.2011 13:46:25
W przypadku "Sąsiadów" Gross upierał się przy wyjściowej liczbie 1600
zabitych (efektowna teza: pół miasteczka zabiło drugie pół). Szybko wykazano, że
liczba wzięta jest z kapelusza. Teraz więc Gross lekceważy liczby (bez problemu
zszedł łatwym targiem z kilkuset tysięcy na kilkadziesiąt), aptekarskie
podejście do historii itp. Zapomina przy tym, że Zagłada to właśnie wielkie
liczby a nie samo bestialstwo. Bestialstwo mamy codziennie (typu "skatował
przechodnia dla 20 złotych", "gwałcili ją zbiorowo przez dwa dni"
itp.) i nie ono czyni z Zagłady coś wyjątkowego.
druknepf   |18.03.2011 23:27:28
Po przeczytaniu
Apps  - Fakty, fakty   |21.03.2011 17:01:52
@Anonimowy: Antysemityzm jest dzieckiem chrześcijaństwa, czy to się
komuś podoba, czy nie. Hitler miał znakomicie przygotowany grunt, a
na pasach, niezależnie od starogermańskiego picu wotanowskiego,
świeciło Gott mit uns.

Zaskakuje mnie obrona przed "winą narodową". Nie widzę tu w
ogóle kwestii. Winni są konkretni ludzie - jeden był
bezpośrednim wykonawcą, drugi go podbechtywał, trzeci głosił z ambony,
że Żydzi są winni wszystkiemu, czwarty redagował szmatławiec antysemicki.
Faktu, że ci ludzie byli Polakami, nie odbieram jako obciążającego lub
obrażającego mnie - odpowiadam za swoje czyny i słowa, nie ich. Mogę
najwyżej z przerażeniem skonstatować, jak wielu ludzi wokół mnie
przestaje bywać ludźmi w niekorzystnych okolicznościach.
zzorro  - Własnośc   |23.03.2011 13:37:10
Pobrzmiewa mi tu refren komunistyczny brak własności=brak nieszczęść z tym
związanych. A to niestety niezbyt wykonalne np.moja szczoteczka do zębów itp.
j  - ;(   |25.03.2011 10:06:50
Polecam inną literaturę faktu omawiającą ten smutny okres. Przecież Hanna Krall,
Zofia Nałkowska i Adina Blady-Szwajger pokazują różne postawy i Polaków, i
Niemców i nawet Żydów - wobec Żydów…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.85960 Seconds