|
Maciej Gdula
|
|
03.04.2009 |
We wtorek weszła w życie ustawa o upadłości konsumenckiej. Jednostkom, które inwestują w edukację, oferują pracę na rynku, zarządzają swoją karierą, dodano jeszcze jedną możliwość: gdy nie są w stanie spłacić swoich zobowiązań, mogą ogłosić upadłość.
Choć poszerzają nam się obszary wolności, to wciąż trwają jeszcze resztki starego porządku. Na pierwszej stronie wtorkowej „Gazety Wyborczej” redaktorzy z Czerskiej donoszą o przywilejach pracowników państwowych firm. Górnicy, hutnicy i energetycy zorganizowani są w związki zawodowe i doją pieniądze ze swoich firm, a w ostatniej instancji z naszych kieszeni. Równanie jest dość jasne: związki zawodowe + państwowe firmy = wyciąganie pieniędzy od pojedynczych podatników.
Neoliberałowie przekonują nas, że nie możemy być do końca wolni, jeśli wciąż na zdrowym organizmie społeczeństwa składającego się z jednostek pasożytują kolektywne dziwolągi w postaci związków zawodowych. Jakoś nie czuję się przekonany. Jeśli mam do wyboru związki zawodowe walczące o moje dochody i neoliberałów oferujących wolność do bankructwa wybieram to pierwsze.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...