|
„Rzeźbiarz to jest ten, który walnie pomnik, a najlepiej jeszcze papieża albo z tysiąc papieży. Mamy już sławnych rzeźbiarzy od papieża, mamy rzeźbiarzy od powstańców” – mówi Paweł Hajncel. Lubelski Mieczysław walnął powstańca Tadeusza. I to jak dawno temu, w powstańcach to mamy długą tradycję. W papieżach to Nowa Tradycja, Nowa Tradycja – takie imię. No i znalazł się rzeźbiarz który walnął papieża, na razie tylko jednego walnął. Pomnik stanął, a w zasadzie usiadł na Placu, u stóp Tadeusza z bijącym sercem. Artur Malewski tym sławnym rzeźbiarzem jest. Ale z papieżami to nie zawsze tak było, jak teraz. We Wrocławiu na przykład jest papież pomyłka. Znaczy pomyłka, bo nie Nasz. Znaczy nie JPII, a Jan XXIII, to nie koniec pomyłek bo kasę i imprimatur na nie naszego papieża dała komuna, myląc się i myśląc że Jan XXIII z będzie walczył z imperialistyczno-amerykańskimi zbrojeniami i co najmniej zapisze się do Włoskiej Partia Komunistycznej. I teraz Jan XXIII może nas podrapać po głowie, jeśli ktoś jest wzrostu odpowiedniego (pomnik ma ponad pięć metrów), pogrozić, lub jak chce ortodoksja pobłogosławić. Przyznam, że jak dowiedziałem się o tym papieżu, który na Placu ma być, to po raz kolejny doceniłem głębię sentencji – „jestem za, a nawet przeciw”. Kompletnie nie wiedziałem, co z tym zrobić. Będąc zupełnie zdezorientowany, podjąłem jedynie słuszną decyzję: „pożyjemy, zobaczymy”. No i patrzyłem. Pomnik przedstawia siedzącego Karola Wojtyłę, jest biały. Biała postać trzyma w dłoniach gołębia. Gołąb ma na głowie przebarwienia, czubek gołębia jest w gołębim kolorze. Postać człowieka i gołębia są naturalnych rozmiarów. Ławka, na której zamontowany jest pomnik, obejmuje murek placowy, tak jakby była jego częścią, jakby postać siedziała na murku. Rzeźba jest skrajnie realistyczna, werystyczna, i jest to Wojtyła z ostatnich miesięcy życia. Na ławce-cokole cytat: „Rzeczywiście, stanowi to różnicę, w jakim celu się kłamie: czy się tym zachowuje, czy burzy”. Sami odkryjcie z… czego.
No więc papież siedzi, gołąb siedzi, ja patrzę. Pierwsze reakcje przechodniów to mieszanina zaskoczenia i niedowierzania w to, co widzą. W końcu nie często cud się zdarza i papież, no może bardziej jego duch, ot tak, na murku w centrum Łodzi przysiada. Wielu wyciąga komóry i robi zdjęcia, pewnie je też od razu wysyła znajomym. Wieść o cudzie rozchodzi się lotem komóry. Ludzi przybywa. Jest w Łodzi pomnik Tuwima – ławeczka Tuwima. Tuwim siedzi na ławeczce i można się do niego dosiąść. Jest też zwyczaj głaskania i chwytania Tuwima za nos. Tuwim ma nos wygłaskany na złoto, resztę Tuwima pokrywa patyna. Przybywają na Plac rodziny i grupy znajomych, pewnie ośmieleni Tuwimowym przykładem przysiadają obok papieża, główka gołębia, w gołębim kolorze jest jakby już wygłaskana. Co śmielsi, pewnie ośmieleni Tuwimowym przykładem, głaszczą gołębia po głowie, ci najbardziej odważni, o zgrozo, głaszczą też po głowie papieża. Wszyscy robią zdjęcia. Jest już późne popołudnie, mniej ludzi, bardziej kameralnie, przy papieżu siedzi starsza kobieta, między palcami przesuwa różaniec, siedzi dość długo. Po kobiecie na ławeczce przysiada lekko zlumpiały trzydziestoparolatek z puszką piwa, kilkudniowy zarost, podarte dżinsy, błogi uśmiech lekko podchmielonego, bądź przyćpanego, młodzieńca. Wygląda jak słodki św. Sebastian , siedzi w pozie Chrystusa frasobliwego. Jedną ręką podpiera brodę, w drugiej tkwi puszka piwa, błogo się uśmiecha. Zachęca tym pozowaniem, pewnie nawet chce być sławny, niech to nawet będzie sława zimnego pośmiertnego marmuru, odbita w czyjejś chwale. Ludzie robią zdjęcia. Jest już wieczór, prawie ciemno, pod pomnik podjeżdża pchany przez dwie osoby wózek inwalidzki. Kobieta, siedząca na wózku obejmuje dłonie papieża, siedzą tak ze czterdzieści minut. Ciemno, pusto, zamykam „Dętkę”. Minął pierwszy dzień cudu na Placu. Ciekaw jestem jak papież przeżył noc. Przeżyć przeżył, ale został lekko skopany, lewe ramię ma pęknięte i wyraźny odcisk buta, czyli wszystko w normie. Na podwórku zaczepiają mnie znajome dziewczynki: - A wie pan, u nas na Placu jest papież, taki pomnik, szkoda że tylko dziesięć dni, Matka Boska z Częstochowy była dłużej. Ciekawe do jakiego miasta pojedzie później? Nie wiem. Idę na Plac podpatrzeć i podsłuchać. Dwie kumoszki trzymają się pod ramię i obchodzą papieża z każdej możliwej strony. - Popatrz, pani, jaki podobny, jak żywy, kto go tu postawił? Ksiądz msze tu odprawić może, chyba odprawi. Jaki podobny, taki jak w telewizji.Spotykam znajomego machogera. - Jak tam papież? - Trochę w nocy go skopali, pękło mu ramię. - No tak, to gówniarstwo spod pomnika to niczego nie uszanuje, żadnej świętości!Słowo wyjaśnienia: pod Tadeuszem wieczorem i w nocy spotyka się młodzież w celach niecnych.Machoger, takie przezwisko mu nadałem, dlatego że znajomy jest managerem w dużej korporacji, jest też silnym mężczyzną, taki macho. Podwładnych traktuje jak pionki i trybiki, identycznie traktuje rodzinę. Rodzina to tylko trochę mniejsza korporacja. Myślałem, że dla niego nie ma żadnej świętości, a jednak. Na ławeczce siedzi młoda dziewczyna. Głowa odchylona, oczy przymknięte, ręce luźno wzdłuż ciała; istna ekstaza św. Teresy. Mam trochę dość tego odpustu, tak jeszcze kram z odpustami tu postawić. Sam bym kupił z pięćset lat, może za to pisanie by wystarczyło. Jak znajomi po przeprowadzce do Łodzi pytali mnie dlaczego zostawiłem Wrocław dla Miasta Łodzi, odpowiadałem impertynencko, że tu więcej gotyku. No to mam, wreszcie pełne średniowiecze. Rację mieli ikonoklaści i Tomek Piątek. Gałęzie na drzewie się skrzyżują – cud. Dach dziurawy, na ścianie Matka Boska się wymalowała – cud. Dowolnego bałwana nam postawić, na kolana! Wieczór, przysiadam i ja koło papieża. Ciemno, część lamp nie świeci, może się popsuła, może wyłączyli. Plac oświetla blada poświata księżyca. Pierwszy raz zauważam księżyc nad Placem, jest pełnia. Zaraz, zaraz, czy ja już kiedyś na tej ławeczce nie siedziałem? Matka moja umarła w Wielkanocny Poniedziałek 29 marca, pogrzeb był 2 kwietnia. Wieczorem usiłowałem odpocząć, cały ten najdłuższy dzień, „D-Day”, jak film przesuwał mi się przed oczami. Nagle usłyszałem dzwony, wyszedłem na balkon. W całym Wrocławiu biły dzwony.Wiedziałem dlaczego. Tak, jeśli to, co Matka obstawiała z takim bólem i rozdarciem przez całe życie okazało się prawdą, właśnie spotkała się z Karolem Wojtyłą. Taki Pascal mojej Matki. Nic nie znacząca Zofia i Karol, który został papieżem. Dystynkcję ateistyczną posiadł, bo przecież nie odziedziczył, Bourdieu się znalazł, jaki ze mnie palant. Siedzę tak obok tego pomnika, myślę o Matce, o jeszcze jednym „D-Day”, który przede mną. Przyjdzie, przyjdzie, nie ma zmiłuj. Siedzieć obok papieża i myśleć o śmierci to nie grzech i – jak na razie – chyba nie przestępstwo. Tak. To może Sztuka tak mnie nastroiła, w końcu to jej zadanie, może Religia, której nie potrafię strząsnąć z siebie, może to ten księżyc. Kończy się kolejny dzień cudu na Placu. Trochę spokojniej patrzę na ludzi przy pomniku, mniej napastliwie. W końcu niczym się zasadniczo nie różnię, też siedziałem. Zastanawiam się, co by się działo, gdyby ustawić tu Lorda Vadera. Pewnie zainteresowanie byłoby mniejsze, w końcu nic szczególnego. Za to Lucas całe stado papug by przysłał (papuga w slangu kryminalnym to adwokat) i krzyczeliby: „kasy, kasy, więcej kasy, bez kasy nie ma Lorda, My Lord, My God, In God We Trust” (obejrzyjcie napisy na rewersie jednodolarówki). Ta księża korporacja ułomna jest, tyle kasy za wizerunek jej ucieka. Zastanawiam się co tych ludzi przyciąga do tego pomnika? Obok bloku, w którym mieszkam, też jest pomnik papieża, ale poza oficjalnym odsłonięciem z biskupem i prezydentem miasta nigdy tam nikogo nie widziałem. On nawet nie błogosławi, to jakieś Ave Cezar albo inne Sieg jest. Zresztą to totem plemienny, żeby nie było wątpliwości podpis mówi o tym dobitnie, zobaczcie sami. Co powoduje że do tego pomnika przychodzą, a przy tamtym żywego ducha? Z podsłuchu wnioskuję że chodzi o bezpośredni wymiar. Można usiąść obok, gołąbka oskubać, po głowie pogłaskać. Któż to widział papieżowi ręce na głowę kłaść. To wielki zaszczyt i wyróżnienie niebywałe być pogłaskanym, o przepraszam – pobłogosławionym przez papieża. Szafażem bierzmowania jest biskup. On ręce na głowie kładzie i policzek wymierza. A tu na odwrót, głaszczemy po głowie biskupa Rzymu. „Taki skulony, zgarbiony w sobie”, to podsłuchałem. No właśnie nie grozi, karzącą ręką w ziemię nie wciska. To pomnik, a bracia w biskupstwie? Ci żywi, realni? Na jakie pomniki wejdą i jakie pomniki nam poświęcą? Jak te owieczki spod pomnika widzą swoich pasterzy, a pasterze co na taką anarchię artystyczno-religijną by powiedzieli? Cześć niepoświęconej figurze oddawać? Teraz to nawet samochody się święci, i pewnie dlatego niektórzy się do nich modlą. Dziesiąty dzień już dziś. Śpieszmy się głaskać papieża, tak szybko kanonizują. Postanowiłem zrobić zdjęcia pomnika, chciałem zrobić z ludźmi, ale jakoś nie umiałem wchodzić w tę intymność, nie odróżniałem też do końca ludyczności od intymności, no i prawa do wizerunku.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...