Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Gdzie jest nasze Mleko? |
|
|
Krzysztof Tomasik
|
|
25.01.2009 |
W piątek na polskie ekrany wszedł „Obywatel Milk” Gusa Van Santa, opowieść o ostatnich latach z życia Harveya Milka, amerykańskiego polityka, który jako pierwszy, nie ukrywając swojego homoseksualizmu został wybrany na urząd publiczny, a następnie zastrzelony przez konserwatywnego konkurenta. Film podtrzymuje legendę Milka jako gejowskiego Martina Luthera Kinga, pokazując go w okresie politycznej działalności, kiedy zdecydował się kandydować w kolejnych wyborach, podporządkowując wszystko celowi zostania radnym San Francisco.
Z marketingowego punktu widzenia trudno chyba o lepszy moment na wprowadzenie filmu do kin, tuż przed polską premierą ogłoszono bowiem nominacje do Oscarów, a „Milk” okazał się jednym z faworytów z ośmioma szansami na statuetkę, także w najbardziej prestiżowych kategoriach: najlepszy film, reżyser, scenariusz, aktor pierwszo- i drugoplanowy. Zadziwiać muszą jednak pozytywne oceny, a właściwie entuzjazm najważniejszych dzienników towarzyszący premierze „Obywatela Milka”. Od kiedy polskie media zachwycają się filmami zrobionymi z emancypacyjnej perspektywy, zachęcającymi do odkrywania swojego homoseksualizmu i politycznego działania w celu walki z homofobią i wszelkimi innymi formami wykluczenia? Odpowiedź jest prosta: od kiedy można udawać, że nie ma to żadnego związku z Polską. Nawet „Rzeczpospolita” dała „Milkowi” 4 gwiazdki (na 5 możliwych), a Barbara Hollender zaczęła swoją recenzję słowami: „Dziś w Europie burmistrz Berlina i mer Paryża to politycy, którzy otwarcie deklarują swój homoseksualizm. Ale w latach 70. w purytańskiej Ameryce przyznanie się do innych upodobań seksualnych groziło wyrzuceniem z pracy, a policja urządzała naloty na gejowskie bary. Dlatego wybór Harveya Milka na radnego San Francisco stał się wydarzeniem. To był początek normalności, powiew wolności i tolerancji”.
No właśnie, ten wstęp z recenzji w „Rzeczpospolitej”, gdzie dowiadujemy się, jak jest w Paryżu czy Berlinie, jak było w „purytańskiej Ameryce”, a jak powinno być, żeby można mówić o „normalności, wolności i tolerancji” to dobry początek do pytania, jak jest w Polsce. Z odpowiedzią, jak dotąd się nie spotkałem, więc muszę jej udzielić sobie sam. „Obywatel Milk” to bowiem film jakby specjalnie zrobiony na polskie ekrany. My także jesteśmy ciągle na etapie, gdzie polityka kojarzy się źle, pomysł politycznej działalności jeszcze gorzej, a najlepszym „sposobem” na walkę z wszelkimi formami fobii (w tym homofobią) pozostaje emigracja. Pomysły przeciwników Milka w rodzaju zabronienia osobom homoseksualnym wykonywania zawodu nauczyciela czy tłumaczenia, że „trzeba uszanować poglądy zwykłych ludzi” też są dobrze znane. Dostając to wszystko niemal na tacy, recenzenci wolą debatować, na ile „Obywatel Milk” to antycypacja zwycięstwa Obamy. Od razu widać, że amerykańska koszula bliższa ciału.
Pojawiły się wątpliwości, czy nadanie w Polsce filmowi tytułu „Obywatel Milk” to najlepszy pomysł, tytuł oryginalny brzmi po prostu „Milk”. Tomasz Basiuk, goszcząc w radiu w TOK Fm przedstawił ciekawą interpretację takiej nazwy: Milk to nazwisko głównego bohatera, ale także mleko, a więc produkt codziennego użytku znajdujący się w prawie każdym gospodarstwie domowym, rodzinie, wszędzie, zupełnie jak… homoseksualizm. Film polecam jednak nie tylko gejom i lesbijkom czy osobom zainteresowanym rozwojem ruchu LGBT, to po prostu świetnie zrealizowana, wciągająca i… optymistyczna historia. Chyba właśnie za to należą się realizatorom największe brawa. Choć tytułowy bohater na końcu umiera, nie oznacza to jego porażki, właściwie wręcz przeciwnie. Sean Penn jest rewelacyjny jako Milk, całkowicie przekonujący w każdej minucie filmu, kocim wdziękiem uwodzący nie tylko swoich wyborców, ale i kolejnych facetów. Mistrzowsko zaprezentował się także Gus Van Sant, który porzucił na chwilę zapędy do eksperymentowania i wykorzystując strategie asymilacyjne ruchu gejowsko-lesbijskiego (a więc także strategię samego Milka) opowiedział opartą na faktach, ale jednak bajkę, która dodatkowo wciąga i zmusza do utożsamienia się z postulatami głównego bohatera. Wszystko jest jeszcze bardziej wiarygodne przez znakomicie wykorzystane materiały dokumentujące historię ruchu gejowsko-lesbijskiego w Ameryce lat 70. A główny przekaz płynący z filmu musi być czytelny i zrozumiały wszędzie: wystarczy chcieć, dużo pracować i być przekonanym do tego co się robi, a wszystko jest możliwe. Tylko gdzieś w tle dowiadujemy się, że zwycięstwo wyborcze Milka było możliwe nie tylko dzięki wytrwałości, ale też zmienionej ordynacji wyborczej…
Harvey Milk jest w Stanach na tyle legendarną postacią, że fabuła o nim musiała powstać prędzej czy później. Tym bardziej po ogromnym sukcesie, jaki odniósł dokument „The Times od Harvey Milk” Roba Epsteina, który swego czasu otrzymał nawet Oscara. Czy w Polsce mógłby powstać taki film? Oczywiście nie, z wielu powodów. Najważniejszy jest chyba taki, że my jesteśmy na etapie, kiedy swojego Harveya Milka nawet nie odkryliśmy.
„Obywatel Milk”, USA 2008, reż. Gus Van Sant, scen. Dustin Lance Black, wyst: Sean Penn, James Franco, Josh Brolin, Emile Hirsch, Diego Luna. Dystrybucja: Best Film. Premiera: 23 stycznia 2009 r.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.01.2009 )
|
|
Felietony Krzysztofa Tomasika
-
Putrament ' 83 czyli dyskusje literatów
-
Tatarkiewicz '75, czyli święty samochód
-
Kijowski '73 czyli Kościół jak monarchia
-
Osiecka '93, czyli Niebieski
-
Pasek '91, czyli kłótnia o Mazowieckiego
-
Ania '73, czyli w szkole
-
Giedroyc '94, czyli zachłanny i bezwzględny
-
Szczęsna i Bikont '06, czyli śmierć wodza
-
Filler '91, czyli Villas w aptece
-
Głowiński '92, czyli obowiązująca nowomowa
-
Antkowiak '93, czyli Rejtanem przed Gronkiewicz-Waltz
-
Kijowski '72 czyli popierany przez Herberta
-
Stanek '94, czyli odebrane święto
-
Putrament '78, czyli Cyrankiewicz we Włoszech
-
Stokrotka '84, czyli list nadzieja na szczęśliwe życie
-
Andrycz '04, czyli przystojna Dunin
-
Janion '94, czyli piętno inteligencji
-
Kijowski '76 czyli na kościelnej ławie
-
Strzelecki '07, czyli wyborcze hasło to podstawa
-
Nasierowski '02, czyli głosowanie
-
Kobiety z Bochni '90, czyli niemoralny Dekalog
-
Ziemkiewicz '87, czyli inni mają lepiej
-
Kijowski '75, czyli spacer z pogodynkiem
-
Świetlicki '94, czyli za stary na bunt
-
Toeplitz '87, czyli Gombrowicz jak Mickiewicz
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...