|
Agata Kondzińska, Wyborcza.pl: Na kogo pan zagłosuje?
Sławomir Sierakowski, Krytyka Polityczna: Skreślę wszystkich kandydatów. Wygodne.
Wygodniej jest chyba skreślić jednego. Najlepiej z przekonaniem. Ale ja odmawiam wyboru z oferty, którą daje nam polska scena polityczna. Jest sztucznie zamknięta i definiowana przez dziwaczny konflikt polityczny.
Ale taki mamy system partyjny.
Możemy starać się to zmienić. Wolę angażować się w tworzenie warunków pod bardziej cywilizowany kształt polityki w Polsce, niż dawać się wciągać w to, co jest. Nawet jeśli to długie, żmudne i trudne. To jest to, co my - Krytyka Polityczna - wybraliśmy. Ta strużka, która może kiedyś zamieni się w większą, a dziś drąży kamień. W tych wyborach realny wybór polityczny jest między dwoma kandydatami prawicy, którzy sami przedstawiają się jako konserwatyści. To jest nie do wytłumaczenia za granicą. Nie ma sensu rozmowa o pluralizmie politycznym w takiej sytuacji. A ja czuję się zwolniony z obowiązku wybierania między tymi kandydatami.
[…] Polska polityka każe nam się najpierw ekscytować tym, czy będzie konserwatysta Sikorski, czy konserwatysta Komorowski. A teraz czy konserwatysta Komorowski czy konserwatysta Kaczyński. Jestem socjaldemokratą. Gdybym dał się wciągnąć w ten spór, to byłbym śmieszny.
Niech pani zobaczy jak to działa na przykładzie SLD. Jak SLD zagłosuje razem z PO, to będzie, że jest przystawką PO, jak zagłosuje przeciw, to będzie że jest przystawką PiS. To smutne, że Polacy jeszcze kilka dekad temu inspirowali cały świat ideowym nastawianiem do polityki, poważnym traktowaniem ludzi, dziś dorobili się tak bardzo postideowej klasy politycznej. Można byłoby się z tym łatwiej pogodzić, gdyby na przykład Donald Tusk postawił sprawę jasno i konsewkentnie: nie jesteśmy przywiązani do żadnych idei, traktujemy je instrumentalnie, nazywamy to ładnie „pragmatyzmem, dialogiem i miłością”, w ten sposób kupujemy sobie szerokie poparcie społeczne, co umożliwia nam załatwienie wielu konkretnych spraw. Ale lata mijają i wciąż nie wiadomo po co cała ta gimnastyka.
Najpierw myśleliśmy, że dlatego że Donald Tusk chce zostać prezydentem. Potem z tego zrezygnował.
PO tłumaczy: Lech Kaczyński nas hamował.
To słaby argument. Polityka to też walenie głową w mur, aż się go przebije. Tak wprowadzano na całym świecie najważniejsze reformy. Ileś razy trzeba było przegrać, by w końcu wygrać. Także po to, by je popularyzować w społeczeństwie. Polscy politycy walczą dziś o rozpoznawalność nie projektów reform, idei, ale samych siebie. Po to tworzą komisje śledcze, startują w wyborach prezydenckich. Polityka to przekonywanie do jakiegoś programu. Także w trakcie kampanii. Ale nie w kampanii „mordo ty moja” czy „sadzę dęby”, tylko kiedy pokazuję jakiś projekt reformy i próbuję go wcielić w życie.
PO chciała np. skomercjalizować służbę zdrowa i Lech Kaczyński to powstrzymał.
I to ich cały wysiłek?
Teraz argumentują, że jak prezydentem zostanie Komorowski, ustawa przejdzie.
Wielkiej determinacji w reformowaniu państwa nie odnotowaliśmy w przypadku PO. Prezydent nie miał specjalnie czego hamować. Ten spór rozgrywał się gdzieś po bokach. Raczej to był spór dwóch poezji politycznych, niż dwóch projektów modernizacji.
[…] może trzeba się włączyć aktywnie w politykę?
Trzeba zdać sobie sprawę, że PO i PiS dostają ponad 40 mln zł plus procenty od pensji tysięcy obsadzonych przez siebie urzędników za nic. To jest model, który wyklucza innych. To nie tylko jest niedemokratyczne, ale pozwala czterem parlamentarnym partiom obniżać dowolnie poziom sporu, bo nie czują żadnego zagrożenia konkurencją. Mogą się czuć bezkarnie. Nawet gdy partie się trochę zawstydziły i postanowiły się ograniczyć w trakcie globalnego kryzysu finansowego, uchwalona ustawa nie weszła w życie i słuch o niej zaginął.
Jedna z nich jest lewicowa, z kandydatem. To źle, że Napieralski wystartował?
Porzucony przez sojuszników z własnej partii Napieralski, który stara się jak może, wywołuje u mnie sympatię. Natomiast zdumiewa mnie zachowanie znacznie bardziej doświadczonych polityków parlamentarnej lewicy, którzy zapomnieli, że od powtarzania, że „Trzeba przede wszystkim zatrzymać Kaczyńskiego” prawie cały ich elektorat przeszedł do PO.
Ale pana Napieralski nie przekonał.
Mnie nie przekonuje cały ten skartelizowany model polskiej polityki. Nie popadam w eskapizm, ale też nie będę udawał przed samym sobą, że to akceptuje. Pamiętam taki niedawny przecież okres w historii Polski, gdy tylko 3 tysiące ludzi wierzyło w sens starań na rzecz głębokiej zmiany i udało im się. Nie tylko zmienić ustrój, ale żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami. Nie porównuje obecnej Polski do PRL. Ale sytuacja socjaldemokraty w kraju opanowanym przez prawicę, oznacza bycie w głębokiej opozycji, która jeśli ma mieć sens musi dopuszczać kompromis z realiami, ale gdy pojawia się szansa na realną zmianę. Te wybory takiej szansy nie stwarzają. Ale nie mamy wielkich dylematów w KP, bo świetnie rozwijamy się w sferze metapolitycznej, której znaczenie dla codziennej polityki jest dziś niewielkie, ale dla przyszłej polityki może być już bardzo poważne.
Jednak ludzie głosują, ci lewicowi też.
To się dopiero okaże, jak zobaczymy frekwencję. Nigdy nie słyszałem tylu ludzi, którzy nie odnajdują się w ogóle w obecnym spektrum politycznym. Rolą takich instytucji jak „Krytyka Polityczna” jest to, żeby jak największą część z nich przekonać, alby wybrali zaangażowanie zamiast bierności.
Czytaj cały wywiad na wyborcza.pl
KOMENTARZE I ROZMOWY PRZEDWYBORCZE
Kazimiera Szczuka: Wygra myśliwy. Niestety
Paweł Huelle: Wygrać z trumiennym upiorem
Kinga Dunin: Byle nie na Kaczyńskiego i Komorowskiego
Jacek Żakowski: Polska najważniejsza, Polacy się nie liczą
Grzegorz Laszuk: Policzmy tych, którzy nie mają na kogo głosować
Magdalena Środa: O władzę się nie prosi
Michał Syska: Patriotyzm genetyczny „Gazety Wyborczej”
Michał Syska: Czy chodzi pan do kościoła, panie kandydacie?
Na podobny temat
|
Gdy Chrystus umierał na krzyżu raze...
Zupełnie jakbym słyszał pana Gadomski...