> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: List otwarty do partii Drukuj
Sławomir Sierakowski   
18.06.2011

Demokracja liberalna, partia polityczna a nawet rynek albo prawa człowieka nie są ani święte ani wieczne. Człowiek je stworzył i człowiek je potrafi zniszczyć. Są instytucjami społecznymi, które często podnosimy do rangi zasad uniwersalnych albo po prostu oczywistych. Dlatego mogą trwać, nawet gdy ulatuje z nich duch.

 

sejm.jpg

Gdybym nie zobaczył na własne oczy tysięcy Hiszpanów, którzy wyszli na ulice konstruktywnie domagając się zreformowania prawa organizującego życie polityczne, może zabrakłoby mi pewności, żeby napisać, że oto obserwujemy koniec systemów partyjnych w postaci, w jakiej trwają obecnie.

Hiszpański protest potwierdza powtarzane przez „Krytykę Polityczną” od lat, a dziś już niemal przez wszystkich, diagnozy o braku rzeczywistego wyboru, o zaniku różnic między partiami w sprawach gospodarki, co podsyca sztucznie „wojnę kulturową”. Żadna rządząca lewica, czy chce czy nie chce, nie zdecyduje się na socjaldemokratyczne reformy, bo wywołane przez globalizację (kapitału a nie demokracji) zjawiska takie jak konkurencja o najniższe podatki między państwami, sprawiają, że lewicowa polityka gospodarcza w jednym kraju jest praktycznie niemożliwa. Bo zwiększyłaby deficyt, obniżyła reiting, wypędziłaby kapitał do sąsiada, tworząc zagrożenie dla całej krajowej gospodarki. Lewica w takiej sytuacji musi albo złamać sobie kark, albo kręgosłup, upodobniając do prawicy w sprawach gospodarczych i odbierając ludziom wybór polityki gospodarczej. Przed takim właśnie dylematem stanął Zapatero.

Wykluczonych społecznie od bezradnej lewicy przejmują populiści, napędzając sztucznie pozostałe konflikty społeczne (od aborcji po imigrantów), albo organizując zupełnie nowe jak polskie spory o układ czy Smoleńsk. Można dzięki temu udawać, że różnice, a zatem pluralizm wciąż istnieją, ale to tylko kłótnie, które nie prowadzą do rozwiązania żadnych problemów społecznych i same stają się problemem społecznym, który ściąga całą uwagę mediów a za nimi wyborców. Dzięki temu kartel może trwać u władzy i udawać, że prowadzi demokratyczny spór o prawdziwe stawki, a różnice nie tylko nie zniknęły, ale są wręcz cywilizacyjne!

Ile w tym prawdy, widać, gdy najpierw wszyscy się kłócą ku zgorszeniu mediów, a na pół roku przed wyborami przytulają do wodza albo transferują do partii rządzącej przy powszechnej ekscytacji tych samych mediów. Dochodzi do takich absurdów, że jedna partia prawicowa przejmuje polityczkę z drugiej partii prawicowej, motywowana zatrzymaniem odpływu elektoratu do… partii lewicowej. Jeśli cztery partie wprowadziły dekadę temu prawo, które dało im już miliard złotych z budżetu państwa, nie mówiąc o masowym pobieraniu kilku procent z pensji dziesiątek tysięcy partyjnych urzędników na wszystkich szczeblach administracji publicznej, to nie ma szans na uczciwe konkurowanie z nimi.

Próby takie podejmują jedynie ci, którzy godzą się na cyniczną grę z kartelem. Ale ani kamienice Piskorskiego ani nagle wzbogacający się studenci i emeryci nagle lewicowego Palikota, ani drużyna zwolnionych spin-doktorów Kaczyńskiego, nie potrafią przebić się przez mur. Wewnątrz kartelu, który nie czuje zagrożenia konkurencją z zewnątrz, poziom rywalizacji może się bezkarnie obniżać. W państwie, w którym ten sam kartel czterech partii biernie obserwuje dramatyczny spadek czytelnictwa Polaków, i boom edukacyjny, w którym jakość zamieniono w ilość, nie dziwi, że same partie nie piszą już programów, nie podejmują żadnej pracy intelektualnej albo społecznej, a jedynie wgapione w sondaże, szykują reklamówki wyborcze i patrzą, którego celebrytę z reality show lub wrogiej partii podebrać.

Do kiedy jeszcze będziemy udawać, że to jest demokracja? Że Polacy naprawdę mają w czym wybierać? Czy plebiscyt między „dwiema Polskami” to ma być ten pluralizm, o który chodziło po 1989 roku?

Bez wątpienia pomaga nam utrzymywać się w tych iluzjach fakt, że podobną alienację sceny politycznej obserwujemy niemal wszędzie w rozwiniętym świecie. Niemal wszędzie przeciwieństwa w polityce wchłaniają się nawzajem, partie kostnieją, nowe nie powstają, system się zamyka. A ponieważ godzić się z tym potrafią raczej konformiści niż nonkonformiści, w polityce rośnie liczba tych pierwszych. Berlusconi, Sarkozy, Merkel, a nawet Obama i Zapatero, a także Tusk budują z nich kalejdoskopowe formacje, w których public relations starcza za cały program działania, liczy się nade wszystko rozpoznawalność, jakby chodziło o dobrze obsadzoną i niekończącą się telenowelę o władzy, a nie realizację jakiegoś politycznego celu. W ten sposób wytwarza się nowa nomenklatura partyjna polityków niewymienialnych, do której co najwyżej można zostać dokooptowanym, a do sukcesu wystarczy rozpoznawalność zdobyta dowolnymi metodami. Zawsze odnajdą się w tej lub innej partii, z dużą ilością telewizyjnego mejkapu, tanich bon-motów w ustach, bez poglądów i honoru.

Wygląda to tak, jakby próbowano zawrzeć pakt ze społeczeństwem, a raczej z masową publicznością, której się mówi: wykonamy każde salto dla zdobycia władzy, dlatego zrzucamy w tym celu balast jakiejkolwiek idei politycznej, ale za to poradzimy sobie z kryzysem, autostradami, elektrowniami atomowymi, deficytem i innymi problemami administracyjnymi. Tylko, że prawie wszędzie taka ucieczka od polityki okazuje się skuteczna w dojściu do władzy i mało skuteczna w spożytkowaniu jej. Zachodnie gospodarki wpadły w kryzys, Unia Europejska tkwi w marazmie.

Gdyby taki pakt był wykonalny, może należałoby go uznać, ale wystarcza on jedynie na stworzenie kordonu sanitarnego przeciw populistom, dla których jest w równym stopniu barierą, co źródłem napędzania popularności. Duch, który ulatuje obecnie ze współczesnych demokracji liberalnych, polegał na rywalizacji różnych pomysłów politycznych, aby wygrał najlepszy. Bardzo często dochodziło do kompromisów, ale kompromis między ideami czy programami, to coś innego niż oportunistyczne ewolucje wizerunku. Systemy partyjne ogłupiają dziś ludzi w równym stopniu jak telewizja. Zwyciężają ci, którzy najszybciej pozbyli się jakiejkolwiek misji. W mediach może mieć to przynajmniej sens ekonomiczny, ale w polityce?

Sfera polityczna, przynajmniej w dłuższym okresie, odzwierciedla to, co dzieje się w sferze społecznej, w której urynkowienie kolejnych sfer życia doprowadziło do rozpuszczenia się społeczeństwa na konkurujące ze sobą na każdym polu jednostki. Wspólnoty polityczne stopniowo zamieniają się w coś, co można by nazwać zmodernizowanym stanem naturalnym, w którym na powrót człowiek człowiekowi wilkiem. A więc może kończy się nie tylko system partyjny, demokracja liberalna, ale nawet społeczeństwo?

W odczarowanym świecie, między ludźmi zanika więź społeczna. Bronią się jeszcze wyspy, w których nie umarł Bóg i tradycja. Ale świat odczarowuje się dalej. Jednym z najwnikliwszych obserwatorów tego procesu był tegoroczny jubilat Czesław Miłosz, którego warto odważnie przeczytać we współczesnych realiach. Nawet najbardziej politologiczny jego esej „Zniewolony umysł” nie jest wyłącznie zamkniętą rozprawą z ideologią komunistyczną, ale demaskacją systemu, w którym wrażenie bezalternatywności jest w stanie zniewolić nawet najświatlejsze umysły. Nie z represją przecież wiąże Miłosz główne zagrożenie dla podmiotowości człowieka i demokracji, ale właśnie z przytłaczającą siłą ideologii. Każdej, która wymusza podporządkowanie przez wykluczenie alternatywy. A więc nie tylko totalitarnych ideologii XX wieku, o których pisał Raymond Aron w równie słynnym dziele „Koniec ideologii”, a którą Miłosz na prośbę Giedroycia przetłumaczył. Przypomnijmy, że tego przekładu nie chciał podpisać. Bo jak tłumaczył w liście do Andrzeja Walickiego: „postawa liberalnego i melancholijnego sceptyka wydaje mi się wyjątkowo niepłodna i już kilka lat temu, kiedy w Polsce zaczytywano się Aronem, do »odpływu ideologii « odnosiłem się sceptycznie”. Wcale nie dlatego, żeby odpływu tego nie potwierdzał.

Sceptycyzm Miłosza wobec diagnozy „końca wieku ideologii” jest tożsamy nie z przekonaniem, że jakaś ideologia na podobieństwo komunistycznej może znów zniewolić człowieka, ale że to zniewolenie dokonuje się właśnie na jego oczach w coraz bardziej wszechobecnej dominacji życia sprowadzonego do fizjologii - „życia krowiego”, które w „Roku myśliwego” nazywał także: „papu, kaku i lulu”. Takiego, jakie dominuje we współczesnym kapitalizmie konsumpcyjnym, o czym Miłosz pisał już u samych jego początków, proroczo przewidując w „Wizjach znad Zatoki San Fransisco” paradoksalne konsekwencje postępującej indywidualizacji.

Posłuchajmy, co wieszcz mówił o rodzącym się wówczas systemie: „Najbardziej skrajne zalecenia obezwładniają się, znoszą się wzajemnie, zmieniając się natychmiast w tzw. kulturę. Techniczny aparat produkujący mowę, mówioną, pisaną i obrazkową, przechwytuje i przyswaja na swój użytek każdy bunt, również bunt przeciwko niemu”. W tym sensie „wszystkie są równouprawnione i zaspokajają potrzeby rynku”. Odruchowa reakcja każe się z tym pogodzić, jak z naturalną potrzebą człowieka. W końcu „człowiek jako przedmiot ekonomii zachowuje się tak, a nie inaczej nie dlatego, że w głowie jego powstają filozoficzne uogólnienia, ale dlatego, że musi zaspokoić swoje potrzeby, natomiast zaspokoić je może tylko podporządkowując się prawom niezależnym od jego woli”. Ale Miłosz uznaje tę przesłankę naszego działania, jako „wątpliwą, skoro środki masowego przekazu, tj. język, są napędem ekonomii wytwarzając ciągle nowe potrzeby przy pomocy reklamy”. Co robić?

Równo cztery dekady temu opublikowano, a w tym roku wznowiono książkę „Rodowody niepokornych”, w której Bohdan Cywiński przypomniał, że inteligenta, który potrafił występować w obronie zniewolonego społeczeństwa, definiuje nie tylko wykształcenie albo wolny zawód, ale krytyczne myślenie, gotowość do poświęcenia, zgoda na ryzyko obustronnego niezrozumienia (ze strony elit jak i mas), a także „aktywny stosunek do ideologii”, czyli opuszczenie pozycji neutralnych. W dzisiejszej fazie zobojętnienia starzy mistrzowie muszą przypominać, na czym polega inteligenckie zaangażowanie, nawet środowiskom określanym jako „młode i ideowe”. W jednej z nielicznych dyskusji na temat „Rodowodów niepokornych” Paweł Śpiewak jako jedyny w otoczeniu swoich uczniów bronił aktualności inteligenckich zasad sformułowanych w tej „zbójeckiej książce”. W starej szkole nie myliło się pasywności z liberalizmem i wszystkożerności z kulturą. Stara szkoła mogłaby jeszcze pomóc zrozumieć swoim uczniom, że nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla dzisiejszej politycznej anemii nieprzeżyta eschatologiczna psychoza XX wieku.

Jaki skutek ma straszenie dwudziestowiecznymi ekstremizmami, skoro zarówno lewicowe jak i prawicowe radykalizmy są mało prawdopodobne w świecie zdominowanym przez liberalne ironistki, a tacy jesteśmy prawie wszyscy? Pomijając „obrońców krzyża”, wszyscy mamy dystans do roli. Wstyd przed zaangażowaniem jest powszechny. Ustanowiona przez rządy cynicznego rozumu „cela śmiechu” okazuje się równie odstraszającym narzędziem podporządkowania, co trzy lata wyroku w prawdziwej celi.

Stoimy zatem przed dylematem: czy to samo, co jest gwarantem, że nie powtórzą się zbrodnie XX wieku jest jednocześnie barierą przed samoorganizacją społeczną?

W ostatnim napisanym przez Dostojewskiego opowiadaniu „Sen śmiesznego człowieka” bohater uważa, że życie jest ważniejsze niż sens życia. Odwrotnie niż bohaterowie „Biesów”, w których Kiryłow przedkłada swoją teorię nad życie czy Szigałow, twierdzący, że teoria ważniejsza jest niż milion żyć. Czy współczesny „kontrakt postpolityczny” nam się opłaca? Czy warto rezygnować z demokracji, za gwarancje uniknięcia przemocy fizycznej. Czy warto oddać podmiotowość za bezpieczeństwo?

Miłosz całe życie desperacko poszukiwał odpowiedzi na pytanie, jak odnaleźć sens życia w „odczarowanym świecie”. Szukał jej nie tylko w polskiej i rosyjskiej literaturze XIX wieku, ale także u Blake’a i Swedenborga, w manichejskich sektach wczesnochrześcijańskich i u rosyjskich filozofów religijnych. Wszędzie, gdzie nie handluje się podmiotowością człowieka, nawet za obietnicę zamieszkania w „pałacu kryształowym”.

Czy będziemy w stanie wyciągnąć praktyczne wnioski z przykładu despotycznej modernizacji Chin? Dziś dostrzegamy wyraźnie, że utylitaryzm wcale nie kłóci się z autorytaryzmem, nawet jeśli zapomnieliśmy, że Jeremy Bentham zbudował swój panoptykon w Sewastopolu na zaproszenie caratu.

Czy rzeczywiście największym zagrożeniem dla demokracji jest populizm, czy paraliżujący wszelkie działanie na lewo od skrajnej prawicy wirus cynizmu? Ludzie nie wykorzystują dziś posiadanej wiedzy do zmiany świata na lepsze, tylko uczą się dzięki niej akceptować istniejące niedoskonałości. Peter Sloterdijk zauważył to przejście między klasyczną oświeceniową krytyką ideologii, w której zło społeczne wyjaśniano fałszywym wyobrażeniem rzeczywistości, do współczesnej świadomej rezygnacji. Nie jest już tak, że ludzie „robią to, ale o tym nie wiedzą”, tylko „bardzo dobrze wiedzą, co robią, a mimo to nadal to robią”, a nawet „wiedzą, że w tym, co robią, kierują się iluzją, a mimo to nadal to robią” (to już Żiżek - ten postrach rodziców). Dziś dla nikogo nie jest odkryciem, że żyjemy w społeczeństwie spektaklu. Odkryciem może być odpowiedź na pytanie, jak nas podnieść, wygodnie przed nim usadzonych. Spektakl z transferami jest doskonałym przykładem sytuacji, w której wszyscy - od premiera po dziennikarzy i telewidzów - doskonale wiedzą, że chodzi wyłącznie o żądzę kariery, a nie żadnych wykluczonych, albo o dobro wspólne, a rozmawiają o tym, jakby chodziło o jakąś politykę.

Więc co robić? Skoro mamy do czynienia raczej ze zniewoleniem działania, a nie zniewoleniem umysłów, podstawą jest aktywna niezgoda na kontynuowanie działania, o którym wiemy, że opiera się na nieprawdzie. Warunkiem koniecznym jest odbudowa więzi między ludzkich, najpierw w ramach zaangażowanej grupy, a później ruchu społecznego. Dobrze wiemy, że w Polsce ledwie trzy dekady temu powstał największy zorganizowany ruch społeczny w dziejach świata, a zachowujemy się, jakby partie, o których doskonale wiemy, że są wyprane z idei i pełne „ludzi bez właściwości” nam wystarczały. „Świat uderza w nas jako wcielony nierozum, jako twór jakiegoś gigantycznego obłąkanego mózgu. Czy można przyjąć ten cały ładunek i zgodzić się, że co jest, po prostu jest, i koniec?” - pytał Miłosz. Odpowiedź brzmi: „Można, ale tylko przeżuwając jak krowa, w stanie kontemplacji zwierzęcej. Jeżeli jesteśmy zdolni do współczucia i zarazem bezsilni, żyjemy w desperackim rozdrażnieniu”.

Przestaliśmy w tym kraju myśleć czy współczuć?

List otwarty do partii ukazał się w świątecznym wydaniu „Gazety Wyborczej”” z 18-19 czerwca 2011.


 — 

W tym samym numerze „Gazety Wyborczej” wywiad Joanny Warszy i Artura Żmijewskiego z Janem Tomaszem Grossem.

 

Byli tacy, co mówili: „Żydzi na Madagaskar”. I byli inni, co wołali: „Żydzi do Palestyny”. Nie będę więc chodził, krzycząc: „Żydzi do Polski”. Ale w sensie symbolicznego zaproszenia, to z rozkoszą.

 

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |18.06.2011 21:56:33
Słusznie. Do tego……
-Jest tendencja do niedoceniania lewicowości Zapatero,
który wśród zachodniej lewicy lat ostatnich jest najbardziej lewicowy (bez
cynizmu).
Rzecz w tym, że chciał połączyć projekt lewicowy z neoliberalnym
otoczeniem.
I nie udało się.
-Obama znowu inny casus. Też lewicowy autentycznie
(mimo zastrzeżeń)-(bez cynizmu). Lecz obecnie USA to wspaniały, nowoczesny
okręt bez steru.
Obama myślał, że zostając prezydentem znajdzie się w sterowni.
Zdumiony musiał stwierdzić,ze czegoś takiego ma.
No cóż od kilkudziesięciu lat
żyjemy w świecie ludzi, którzy oddali rynkowi swój los.
Odzyskanie sterowności -
to główne zadanie pokolenia.
Pomoże w tym zbliżające się nieuchronnie ryzyko
ekologiczne i socjalne.
Tylko solidny kryzys uczy ludzi rozumu.

I u obu
doszło do przegranej.
kot   |18.06.2011 22:23:46
W sposób nieco zmodyfikowany na http://kot-blogkota.blogspot.com
kot   |19.06.2011 12:05:00
Sławek Sierakowski upatruje naprawę systemu demokratycznego po przez naprawę
systemu partyjnego. Na pewno trzeba by nad tym pogłówkować i na pewno coś by
się dało zrobić. Np. gdyby obniżyć pensje parlamentarzystów do średniej
krajowej, żeby bardziej poczuli się średnimi. Gdyby zabrać dotację partiom i
jednocześnie ustanowić restrykcje zabraniające dotowaniu partii. Wtedy szanse
nowych powinny się podnieść.
Bez obaw!? To tylko takie pierwsze z brzega,
rzucone propozycje.
kot   |19.06.2011 12:10:54
-A Zapatero chyba potknął się na podatkach, bo przy całej swej autentycznej
lewicowości, zamiast podwyższać podatki biznesowe obniżył je jak nakazywała
ówczesna moda.
gosc   |19.06.2011 20:19:05
Prezes Kaczyński też twierdzi, że w Polsce nie ma demokracji
;)

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,802
71,9811176,_W_Polsce_nie_ma_demokracji____prezes_p rezentuje_zaktualizowany.html
noone   |19.06.2011 20:34:53
smutne, że nawet Sier zapadł na syndrom "me, myself and I"…
Nikt   |19.06.2011 22:39:58
Piękny tekst, ale jaki smutny…
Pamiętam atmosferę lat 80-81., na pewno
wyidealizowaną w oczach óczesnego nastolatka. Potem rok 89, te nadzieje, plany,
oczywiście i błędy, ten być może naiwny idealizm: młodzieńczy, żywiołowy,
szczery. Co się z nami stało od tamtych lat? Co się dzieje z Europą? Ze światem?
Kiedy zdążyliśmy tak paskudnie przehandlować swoje ideały, młodość i
przyzwoitość? I za co? Za ułudę pozycji, kariery, "bezpieczeństwa",
spokoju? Za 30 kanałów telewizyjnej sieczki? Za nowe gacie i komórkę? Parawany,
za którymi ukrywamy własną nijakość… Kiedy "przestaliśmy myśleć i
współczuć"..?
Panie Sierakowski, leje Pan miód na moje serce, choć to miód
okropnie gorzki.
Dziękuję za lekturę. Niestety, wątpię aby politycy cokolwiek z
niej zrozumieli.
Nick  - Fuj   |20.06.2011 02:56:07
1) Niech Pan wyjmie tego peta z ust. Fuj.
Co Pan chce w ten sposob osiagnąc,
zblizenie z kopcącym proletariatem?
2) Zadaniem lewicy na dzis jest odkatolenie
narodu (do czego sama sie przyłozyła w PL). To własnie zaczał Zapatero. Jesli
lewica tego nie rozumie to jak PiS, juz nigdy nie dojdzie władzy.
marek  - re: Fuj   |20.06.2011 11:47:46
Nick napisa?:
1) Niech Pan wyjmie tego peta z ust. Fuj.
Co Pan chce w ten sposob
osiagnąc, zblizenie z kopcącym proletariatem?
2) Zadaniem lewicy na dzis
jest odkatolenie narodu (do czego sama sie przyłozyła w PL). To
własnie zaczał Zapatero. Jesli lewica tego nie rozumie to jak PiS, juz
nigdy nie dojdzie władzy.


Istnieje pewien rodzaj ,,lewicowego kiczu", który wyjątkowo ciężko
komentować. Fuj, robisz to w całej krasie.
Czym by miało być i jak w
ogóle wyglądać to mityczne ,,odkatolenie"?
Łysy   |20.06.2011 12:08:42
diagnoza doskonała ale jakie leczenie?
mark  - re:   |20.06.2011 12:19:02
Łysy napisa?:
diagnoza doskonała ale jakie leczenie?


Recepta w tekście:
"W odczarowanym świecie, między ludźmi zanika więź
społeczna. Bronią się jeszcze wyspy, w których nie umarł Bóg
i tradycja"
cezar  - a tak pisza w sieci   |20.06.2011 12:38:59
http://wsieci.rp.pl/opinie/za-burta/Slawomir-Siera
kowski-w-obronie-demokracji-na-lamach-Gazety-Wybor czej-
Las Nuevas Periferias  - polecamy   |20.06.2011 13:34:08
http://nowe-peryferie.pl/index.php/2011/06/oburzon
e-poludniowe-peryferie-miesiac-protestow-w-hiszpan ii/
Anonimowy  - re: re:   |20.06.2011 13:35:39
mark napisa?:
Łysy napisa?:
diagnoza doskonała ale jakie leczenie?


Recepta w tekście:
"W odczarowanym świecie, między ludźmi zanika więź
społeczna. Bronią się jeszcze wyspy, w których nie umarł Bóg
i tradycja"


Bo może Sierak, jak Brzozowski,"Zafascynowany Marksem
przyjął materialistyczny sposób widzenia rzeczywistości, od początku
jednak wyciągając z niego oryginalne, często odmienne od marksistowskich
wnioski, np. nie podzielał marksistowskiej krytyki Kościoła. Z jego
trwałości i siły wnioskując, że jego nauka i struktura wyrażają istotną
prawdę człowieczeństwa" (za Wikipedią)
Nowe Peryferie  - rewolucja hiszpańska z Grenady   |20.06.2011 13:39:50
a tak wyglądała rewolucja hiszpańska w
Granadzie
http://nowe-peryferie.pl/index.php/2011/
06/oburzone-poludniowe-peryferie-miesiac-protestow -w-hiszpanii/
weganek   |20.06.2011 14:41:59
cnota rzecz piekna, byle nie za dlugo prosze pana, bo zaczynaja sie smiechy.
pozniej sa kompromisy, pozniej cynizm, a na koncu farsa pod tytulem "idealy
mlodosci, gdziez one?" i do trumny. takie to jest kolo i kola nie ma co
wymyslac na nowo.
lilijka   |20.06.2011 15:00:34
obserwatorow konca bylo juz wielu, jednak obserwatorzy ci predzej byli
obserwowani jako konczacy sie niz ich obiekty obserwowane.

zeby wykazac ze
brak alternatywy nie jest iluzja, warto by ja pokazac, a tu bezsilnosc i listy
jak skargi do mamy i taty, zeby zrobili inaczej, bo rzeczywistosc jest izluzja,
choc nie wiadomo jaki ma byc real.
pulkownik Jord   |20.06.2011 15:13:35
gdyby papieros mial byc w buzi z checi zblizenia sie do robotnika, bylby
umieszczony raczej w kaciku, przepraszam kacie ust. mysle ze jest w to zdjecie
pokazujace wyjatkowy dystans do siebie, bo z takim scisnietym dziubkiem i
dziubkowatym noskiem, wydluzac sie jeszcze papierosem, to trzeba duzo dystansu
wizerunkowego, bo wyglada sie jak kurka.
z archiwum x   |20.06.2011 15:37:46
"Stoimy zatem przed dylematem: czy to samo, co jest gwarantem, że nie
powtórzą się zbrodnie XX wieku jest jednocześnie barierą przed samoorganizacją
społeczną?"

ale wlasciwie co pana boli w tym, ze ludzie "papu, kaku i
lulu"? lepiej jakby sie zabijali, lub odgrywali jakies rytualy sadmo-macho?
serio wtedy jest bardziej podmiotowo? w tloku jest raczej bardziej demonicznie.
milosc i podmiotowosc jest miedzy jednostkami, a nie tlumie. cos czuje ze tym
tekstem szykuje sie grunt pod spolkowanie z pisem
czy sie zakocham tego lata?   |20.06.2011 15:57:21
panie anonimowy, a jaka to niby byla ta marksistowska krytyka kosciola? bylo cos
o opium i to chyba wszystko. ale nic nie bylo o walce z dilerka, tylko walce z
powodami brania sie za cpanie. nie bylo zadnej obsesji walki z religia tylko z
kapitalista. dla marksa walka z religia bylaby jak polityka obamy wzgledem
otylych. karanie rodzicow za to ze dzieci maja nadwage, przy calkowitej
nietykalnosci tuczacego przemyslu zywieniowego.
viking   |20.06.2011 18:00:23
Sierakowski mówi tutaj wiele mądrego.
Poraża mnie jednak taki pogląd, iż spory
"obyczajowe" są sztucznym ekwiwalentem sporu ekonomicznego.
Przecież to
jest mniej więcej to, co od lat w tym kraju mówią konserwatyści. Za każdym
razem, kiedy podnoszono kwestię aborcji czy związków partnerskich; gdy
dyskutowano o eutanazji albo wychowaniu seksualnym w szkołach, okazywało się, że
są to "tematy zastępcze".
Pewien użytkownik tego forum, który dawno tu
nic nie pisał, mawiał, iż lewica traktuje niektóre poglądy i tożsamości jak
kostiumy. Ten właśnie błąd, popełnia teraz Sierakowski. "Poważnie"
traktuje tylko obrońców krzyża. A biskupi ? A Gowin, Jurek ? A publicyści Rzepy
i podobnych jej wydawnictw ?
Ja mam niestety wrażenie, iż oni biorą to, co
mówią bardzo serio i to od początku transformacji. Wówczas liberałowie i
socjaldemokraci (z przekonań, niekoniecznie z przynależności do SLD) uznali, że
cały ten konserwatywny dyskurs, jest takim właśnie nieszkodliwym kostiumem,
który nikomu nie zagraża i, że jedyne co się liczy to transformacja ustrojowa i
wzrost gospodarczy. 20 lat później dyskurs ten, jak słusznie mówi Graff, rozlał
się jak magma.
Sierakowski w swoim entuzjazmie dla wydarzeń z Madrytu, zaczyna
być na dobrej drodze ku popełnieniu tego samego błędu, który już raz popełniono.
Szkoda.
Nick  - Dystans   |20.06.2011 22:11:27
Byc moze z tym papierosem w pysku Sierakowski chce pokazac dystans, chce byc
cool. Ale ktos musi mu uswiadomic, ze takie zdjecie moze jest dobre na Polske
czy inne kraje bylego demoludu. Dla zachodu gosc z petem w ustach to relikt z
lat 50-tych. Zaden polityk by sobie na to nie pozwolil, bo wygladalby na
smierdziela i prostaczka. Tak sa pokazywani w zachodniej TV Polacy: z petem w
ustach. A reakcja jest o rany, ale sredniowiecze (no powiedzmy lata 1950-65).
Socjalistka   |20.06.2011 23:22:06
Co do jednej wypowiedzi o cnocie. Z cnoty nie ma śmiechów, co najwyżej może być
dla niej podziw. Bo przecież nie ma nic piękniejszego niż wierność idei i
spojrzenie bez wstydu dla siebie w lustro…
A ja dziękuję za ten tekst, bo
dodaje wiary, że najbardziej egalitarny i uniwersalny projekt społeczny może się
w końcu udanie ziścić:-)
marek   |20.06.2011 23:32:22
Wydaje mi się, że jest to jeden z najważniejszych tekstów dla polskiej
lewicy(docelowo nie był pisany tylko do lewicy), bez przemyślenia tego o czym
Sierakowski pisze(zresztą nie tylko on bo kwestia ewolucji-degeneracji
demokracji przedstawicielskiej pojawia się w tekstach wielu publicystów
lewicowych) będziemy niezdolni do jakiegokolwiek działania.
Zgadzam się z
Żiżkiem mówiącym, że to co musimy teraz zrobić to przystać i pomyśleć -zbyt dużo
robiliśmy. Z drugiej jednak strony boję się, że jeżeli będziemy zbyt długo
,,stać i myśleć" to będzie za pózno.
Brakuje mi trochę w tym tekście
położenia jednak większego akcentu na bazę. Myślę, że obecny ,,kryzys
demokracji" jest spowodowany przekształceniami strukturalnymi: przejściem od
społeczeństwa przemysłowego do poprzemyslowego(czy postprzemysłowego), nowymi
formami akumulacji kapitały- globalizacją kapitalizmu a nie demokracji(o tym
Sierakowski powiedział), tego co mówi Bauman, że historia polega na rozwoju od
plemion do narodu i z powrotem(o tym w sumie tez wspomniał mówią co jakiejś
wersji ,,zmodernizowanego stanu naturalnego"-jednym słowem wizja
barbarzyńskich ras ze Star Wars walczących najnowoczęniejszą bronią wcale nie
jest być może taka odległa)
ubik   |20.06.2011 23:33:40
Reakcją na to co się dzieje powinno być oburzenie i wściekłość. I Polacy są
oburzeni i wściekli, ale każdy z osobna i za dobrze nie wiedzą przeciwko komu
skierować swój gniew. Wyborcza sufluje: przeciwko Kaczyńskiemu, Rzepa: przeciwko
Tuskowi, a w rzeczywistości wart Pac Pałaca, a Pałac Paca.
Roger  - święte słowa   |21.06.2011 01:23:04
Skoro mamy do czynienia raczej ze zniewoleniem działania, a nie zniewoleniem
umysłów, podstawą jest aktywna niezgoda na kontynuowanie działania, o którym
wiemy, że opiera się na nieprawdzie.
chce ci sie ryczec?   |21.06.2011 01:27:13
pani socjalistko. cnota ma to do siebie ze nie dmucha. jak zacznie dmuchac, to
przestaje byc cnota. wiernosc idei jest dobra w kosciele a nie w polityce. to sa
jakies gorzkie zale ze pan sierakowski nie ma rzadu dusz i to rzadu swiatowego,
co wyluszcza w jednym z pierwszych akapitow.

nie bardzo rozumiem gdzie
znajdujecie w tym tekscie projekt ktory moze sie ziscic, czy ta wazkosc dla
wspolczesnej lewicy. ja tu tylko widze zwalanie odpowiedzialnosci na innych za
wlasna niemoc.
Anka   |21.06.2011 11:01:42
Niektóre komentarze pokazują, że nie tylko biernie i leniwie godzimy się na
iluzję demokracji, lecz wręcz aktywnie walczymy z dysonansem poznawczym o wiarę
w nią. Walka jest do tego stopnia rozpaczliwa, że - z braku argumentów? - ucieka
się do osobistych wycieczek pod adresem autora.
Bardziej niż ‘od kiedy’
interesujące zdaje się pytanie, dlaczego wierzymy w tę iluzję i dlaczego chcemy
w nią wierzyć.
walenty   |21.06.2011 11:16:02
pani anko. z demokracja to jest tak, ze zawsze ten kto ma wladze krzyczy ze ona
jest, a ten kto jej nie ma, ze jej brakuje. krzyczy pan autor, krzyczy i pan
prezes. z oczywistych wzgledow kazdy jeden wladzy miec nie bedzie, wiec zawsze
ktos bedzie krzyczal o jej iluzorycznosci. czy pan autor ma propozycje? wrecz
przeciwnie, sam pisze dlaczego lewica niewiele moze zrobic. krytyka tiny sie
slizga, z argumentami typu ze skoro ludzie stworzyli to i ludzie moga zmienic,
tylko nie ma pomyslu co nalezaloby zmienic.
walenty   |21.06.2011 11:36:14
nie no przepraszam. jest propozycja : wyjdzmy do siebie, zrobmy ruch spoleczny.
tylko w jakim celu? z powodow empati do drugiego czlowieka? ludzie sie
organizuja w organizacjach pomocowych, fundacjach, paczkach przyjacielkich, a
nawet zakladaja rodziny. a moze biorac pod uwage jakies wrzuty autora o
irracjonalnym strachem przed totalitaryzmem, w celu jakies rewolucji? ja prosze
pani wierze, ze wolnosc i demokraja to jest wtedy jak jest odwilz totalitaryzmu.
bo jak sie chce manifestowac przez rewolucje, to nowe porzadki zaczynaja od
zniewalania ludzi. chocby tylko mentalnego. w stadzie wszyscy mysla tak samo, a
jak mysla tak samo to nikt nie mysli zbyt wiele. ten straszny rozpad wiezi w
kapitalizmie, to prosze pani szansa do tego zeby jednostka znalazla troche
przestrzeni. jakos teraz geje podnosza glowy a nie w prl-u.
Maciek   |21.06.2011 12:07:49
No,ale zaraz, czytamy przeciez, że pakt waszyngtonski się nie sprawdził, że
zadłużenie i deficyty usa wpedza je do grobu, że rozwarstwienie okazuje się nie
tylko niesprawiedliwe, ale i nieefektywne ekonomicznie, etc. Temu wszystkiemu
przeciwstawiana jest gospodarka mądrze zarządzana i Jednak kontrolowana, z
redystrybucja, ponoć efektywniejsza… a tu autor skazuje ją na wyborczą porażkę
w przedbiegach z agresywnym neoliberalizmem.

To jak to jest?
Anonimowy  - re:   |21.06.2011 15:20:50
Walenty

"w stadzie wszyscy mysla tak samo, a jak mysla tak samo to nikt
nie mysli zbyt wiele. ten straszny rozpad wiezi w kapitalizmie, to prosze pani
szansa do tego zeby jednostka znalazla troche przestrzeni. jakos teraz geje
podnosza glowy a nie w prl-u.[/quote

Paradoksalnie jest dokładnie odwrotnie,
im bardziej jestesmy zatomizowani, tym mniej indywidualnie myslimy. Co chyba
zauważył y Gasset albo szkoła frankfurcka. Mniejsza.

A propos tekstu
Sierakowskiego. Wydaje mi się, że trochę za duży nacisk Żiżek (za Sloterdijkiem
jak mniemam), kładzie na ‘rozum cyniczny’, bo ludzie są wciąż najzwyczajniej w
swiecie bardzo zbałamuceni. Wystarczy zadać im pytanie, czy globalne ocieplenie
to sciema, albo czy spadek podatków oznacza wzrost gospodarczy.

Kurcze,
jeżeli rzeczywiscie lewicowe reformy są niemożliwe na poziomie jednego państwa,
a nie tylko bardzo trudne, to lewicę czeka nie lada zadanie, a KP może do końca
pozostać w undergroundzie. Trudno spodziewać się szerszej ponadnarodowej
solidarnosci, gdy widać jak Niemcy zrzymają się na Greków.
walenty   |21.06.2011 19:09:12
nie wiem czego miala dotyczyc ta mysl, ale dobor nazwisk wskazywalby krytyke
spoleczenstwa masowego. ale masowosc jest wlasnie elementem wiazacym a nie
atomizujacym. odgornie tworzy sie spoleczne tozsamosci ujednolicajace ludzi. i
chyba tylko taka wiez moze zaproponowac polityk, odgornie narzucac wizje narodu
czy co tam sobie uroi. zywa wiez miedzy ludzka tworzy sie bezposrednio miedzy
ludzmi samoistnie. ja jednak bede nalezal do tych ktorzy doceniaja rozpad wiezi
i tego ze przestaje rzadzic tradycja.
Mefistofeles  - re: Dystans   |22.06.2011 03:06:32
Nick napisa?:
Byc moze z tym papierosem w pysku Sierakowski chce pokazac dystans, chce
byc cool. Ale ktos musi mu uswiadomic, ze takie zdjecie moze jest dobre
na Polske czy inne kraje bylego demoludu. Dla zachodu gosc z petem w
ustach to relikt z lat 50-tych. Zaden polityk by sobie na to nie pozwolil,
bo wygladalby na smierdziela i prostaczka. Tak sa pokazywani w
zachodniej TV Polacy: z petem w ustach. A reakcja jest o rany, ale
sredniowiecze (no powiedzmy lata 1950-65).


Twoja wypowiedź to idealne poparcie artykułu Sierakowskiego. Dla Ludu ma
znaczenie, że polityk pali, ubiera brzydkie krawaty itd bo wszystko
co ma miejsce to tylko spektakl polityczny. Dla mnie palenie nie ma
znaczenia u polityka, ważne jest co dobrego chce zrobić dla kraju.
kot   |02.07.2011 07:11:11
Widzę, ze Sierakowski nie docenia tego co robi Krytyka! Jeszcze w latach
sześćdziesiątych w USA była segregacja. Palenie rzucamy coraz częściej mimo
wpływowego bogatego lobby.
Zmiana nadejdzie i to szybciej niż nam się zdaje.
Musi nadejść! bo popatrzmy na to co się dzieje z umysłami ludzi globalnego już
świata. Porównajmy: to co teraz i to co dziesięć lat temu.
Różnica jest? Teraz,
rozprzestrzenianie się idei może przebiegać z szybkością zapalonego lontu.
Tektonika socjalna i ekologiczna będą coraz mocniej dawać o sobie znać, to
pobudzi myślenie, a rzeczywistość będzie taka jaką sobie wymyślimy pośród
zagrożeń.
Jak ich zdołamy uniknąć. Jak pożeglujemy między między Scyllą
nieuświadomionego i Charybdą zagrożonego.
barnaba   |02.08.2011 01:20:11
Przecież to co jest, to jest totalitaryzm, tylko innego typu. władzy nad
człowiekiem nie trzyma jakiś koleś z wąsami tylko nie widzialna ręka rynku…
el   |09.08.2011 11:00:03
Sierakowski uważa, że w Polsce jest rządzi prawica?????????
o mój BOŻE.
PROUT   |15.08.2011 00:53:11
Mamy globalizację ekonomiczną a nam jest potrzebna ekonomiczna demokracja. Oto
przepis:
1. zdecentralizowanie pieniędzy i pozostawienie decyzji finansowych na
szczeblu regionalnym (poza kluczowym dla gospodarki kraju przemysłem np.
energia, transport etc.)
2. maksymalizacja samowystarczalności kraju pod
względem podstawowych potrzeb ludzkich, co zniweluje skutki globalnych kryzysów

3. uregulowanie kwestii nieograniczonego gromadzenia majątku przez
jednostki

Dopóki mamy do czynienia z przeciwieństwem tych punktów, dopóty
korporacje i pieniądze będą decydować za ludzi.
kacmoralny   |18.08.2011 12:43:44
"Więc co robić? Skoro mamy do czynienia raczej ze zniewoleniem działania, a
nie zniewoleniem umysłów, podstawą jest aktywna niezgoda na kontynuowanie
działania, o którym wiemy, że opiera się na nieprawdzie. Warunkiem koniecznym
jest odbudowa więzi między ludzkich, najpierw w ramach zaangażowanej grupy, a
później ruchu społecznego."

ql, zacznijcie od zaoferowania kelnerom w NWŚ
czegoś więcej niż 3miesięczna umowa, 12h dzień pracy i 8PLN brutto za godzinę
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.06.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91770 Seconds