|
—
Tramwajem do domu dziecka. Rozmowa z Henryką Krzywonos poświęcona „Solidarności”.
Gdy tylko jakieś wydarzenie się zakończy, widoczny pozostaje zaledwie jego kontur, niczym pancerze kraba wymytego przez morze. Także historia „Solidarności”, której właściwie nigdy nie napisano, ale zawsze wykorzystywano politycznie, stawała się coraz bardziej powierzchowna, sztywna i odpychająca. Przedrukowana tutaj rozmowa z Henryką Krzywonos przywraca wydarzeniu choć trochę z jego żywotności. Pomaga nam oddzielić „Solidarność”, pokojową rewolucję lat 1980-89 od dzisiejszej Polski, i tym samym obie lepiej zrozumieć.
Henryka Krzywonos postacią historyczną stała się dzięki temu, co uczyniła w roku 1980 i potem. Jako tramwajarka postanowiła zatrzymać swój tramwaj przed Operą Gdańską po to, żeby zablokować całą komunikację. Pasażerowie jej przyklasnęli. Gdyby tego nie zrobiła, też nikt by się nie poskarżył. To był moment osobistego wyboru, wyboru pomimo lęku, w historycznie krytycznym momencie. Poprzez swą decyzję, Henryka Krzywonos tworzyła historię: rozpoczęła strajk komunikacji miejskiej, który stanowił decydujący krok na drodze do przemiany strajku stoczniowców w wydarzenie o charakterze narodowym.
Henryka Krzywonos to typowe dziecko klasy robotniczej. Strajk w stoczni im. Lenina w sierpniu 1980 roku zbliżył ją z intelektualistami, takimi jak Bogdan Borusewicz czy Jacek Kuroń. Jej opis Wałęsy nie heroizuje go, ale przedstawia jako człowieka zdolnego mobilizować ludzi i angażować ich do konkretnych celów. Jej charakterystyka brzmi prawdziwie i umieszcza Wałęsę tam, gdzie jego miejsce: na pewno w środku, ale niekoniecznie na szczycie wydarzeń. Grupa ludzi, o której opowiada przypomina nam, że nie każdy, kto wówczas odegrał rolę, gra ją i dziś. Jedni umarli, o innych zapomniano.
Jej życiorys łączy straszliwe represje pod niemiecką, a potem sowiecką okupacją Polski z teraźniejszością, nie za pomocą wyrafinowanych teorii, ale poprzez doświadczenie rodzinne. Jej dzieciństwo, tak jak milionów Polaków, naznaczone było piętnem cierpienia rodziców, cierpienia, którego nigdy do końca nie wyrazili, a które ich dzieci pojęły dopiero po latach. Ta właśnie patologia (jak sama to określa) wytworzyła silne więzy lojalności i (przynajmniej w jej wypadku) – wstręt do przemocy. „Solidarność” była między innymi próbą zmiany bez przemocy systemu na przemocy opartego. To jest oczywiście tylko negatywna definicja. Miękkim, żywotnym jądrem ruchu, ową jego częścią, którą najtrudniej uchwycić i opisać, był ludzki impuls solidarności: gotowość do wzajemnego uznania i wola, by nawzajem sobie pomóc. W tym sensie życie Henryki Krzywonos polega na solidarności, tak dziś, jak i kiedyś.
Timothy Snyder
przeł. Michał Sutowski.
Tekst ukazał sięw czasopiśmie „Transit: Europäische Revue”, nr. 37/2009 jako wstęp do wywiadu.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...