Nowość w sklepie KP

kepel72dpi_maly.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Czarnacka: Wielka feministyczna ści
 -step (12 komentarzy)
Władcy dziennikarskich marionetek
 -maciej (3 komentarze)
Felieton bezmyślny
 -zlyidziki (1 komentarz)

CYTAT DNIA

Integrować to nie znaczy wymagać od imigrantów, by dostosowali się do pierwotnie obowiązujących zasad społeczeństwa przyjmującego, integrować to znaczy współpracować nad powszechnym ustanowieniem na nowo zasad rządzących całym społeczeństwem.
Daniel Cohn-Bendit
Advertisement
Sutowski: Serwilizm wobec amerykańskiego Wielkiego Brata Drukuj
Michał Sutowski
Michał Sutowski
  
08.09.2009
Artykuł profesora Zbigniewa Lewickiego zatytułowany „Policzki wymierzone Amerykanom” nadaje się na test uwagi dla wszystkich pracujących w gazetach redaktorów. Do tego stopnia idzie pod prąd powszechnym odczuciom, że aż się prosi, żeby odruchowo odwrócić w nim wektory. Bo że narobiliśmy błędów w polityce zagranicznej wobec USA, to zorientował się już nawet redaktor Bartosz Węglarczyk z „Gazety Wyborczej”. Ale teza prof. Lewickiego, że pomyłki polegają nie na przesadnej uległości, ale wręcz przeciwnie – niedostatecznej, to doprawdy spektakularny rozłam w obozie polskich neokonserwatystów. Świadectwem ostatnich złudzeń (albo złudzeń ostatnich) są w polskiej tradycji adresy wiernopoddańcze.

Wiernopoddańczy adres

Swój prof. Lewicki zaczyna tezą, że dość upokarzający dla nas gest administracji Baracka Obamy („żenujący – i nieprzypadkowy – spektakl odkładania decyzji o składzie delegacji amerykańskiej na rocznicowe obchody na Westerplatte”) to efekt „niefortunnych gestów Polski pod adresem Ameryki”. Wśród nich autor wymienia „jednostronną” decyzję o wycofaniu polskich wojsk z Iraku, pretensje premiera Donalda Tuska w sprawie systemu Patriot wyrażone „akurat w dniu amerykańskiego święta narodowego,” wreszcie list otwarty środkowoeuropejskich polityków i intelektualistów do prezydenta Obamy, w którym apelowali oni o większą stanowczość nowej administracji względem Rosji i podtrzymanie amerykańskiego zainteresowania Europą Środkową.

Tymczasem, twierdzi profesor Lewicki, „jeżeli zależy nam na bliskiej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, musimy zachowywać się jak spolegliwi sojusznicy” – nie należy Amerykanom manifestować swej wyższości, a gdy poproszą o pomoc, nie pytać, co w zamian, tylko długo i konsekwentnie „budować obraz kraju gotowego do działań sojuszniczych na swoją skalę”.

Na USA zaś nam zależy, gdyż „Stany Zjednoczone są jedynym państwem zdolnym do realnego wsparcia naszego bezpieczeństwa – i jeszcze do niedawna skłonnym, by dać temu wyraz w postaci stałej obecności wojskowej w Polsce. W wypadku zagrożenia ze Wschodu nie możemy liczyć na aktywność Niemiec czy Francji, czego dowodem jest ich całkowity brak zainteresowania kwestią naszego bezpieczeństwa energetycznego”. Trudno oprzeć się analogii powyższych tez do propozycji takich ideologów „instynktu państwowego”, jak choćby Bolesław Piasecki, którzy służalczość wobec wielkich braci uzasadniali politycznym realizmem.

Irracjonalne żądania?

Przez ostatnie dwie dekady, a zwłaszcza w okresie rządów George’a W. Busha, Polska – jako pierwsza w Europie – zawsze okazywała lojalność wobec USA. W imię tej lojalności Polska zakupiła amerykańskie myśliwce, żeby dać się upokorzyć przez sposób, w jaki Amerykanie „wywiązali” się z umowy offsetowej. Następnie na przekór większości krajów Europy (i własnej opinii publicznej) wysłała wojska do Iraku na wojnę prowadzoną w imię fałszywych przesłanek (Saddam Husajn nie współpracował z al Kaidą ani nie miał broni masowego rażenia); zahamowała rozwój wspólnej europejskiej polityki zagranicznej, ochoczo przewodząc Rumsfeldowskiej „nowej Europie”.

„Czy domaganie się, aby nie tylko amerykańskie koncerny otrzymały irackie kontrakty jest irracjonalne?” A potem zakwestionowała sens europejskiej polityki bezpieczeństwa, godząc się na instalację tzw. tarczy antyrakietowej, która chroni USA przed Iranem, Koreą czy pojedynczymi szaleńcami, ale nie Europę przed Rosją. W roku 2007 nasz kolejny rząd (ten sam, który prof. Lewicki oskarża o „policzki wymierzane Amerykanom”) bez żadnej debaty publicznej wysłał polskich żołnierzy na co najmniej dwuznaczną wojnę, przeznaczając ich do zadań, na które nie zgodziło się wiele potężniejszych od nas państw.

Czy trzeba więcej? Krytykowany przez profesora apel do Obamy nie był „grupową przyganą”, ale pisany był nieomal na kolanach – w konwencji prośby do Wielkiego Brata, aby tylko o nas nie zapomniał i nie zaufał nazbyt Putinowskiej Rosji, kolejnemu wcieleniu imperium. Z kolei wojska z Iraku wycofaliśmy dopiero wtedy, gdy sytuacja w tym kraju względnie się ustabilizowała, a i to tylko po to, aby wysiłek wojenny skoncentrować na kolejnym pustynnym froncie – w Afganistanie.

Premier Tusk „w dniu narodowego święta” Amerykanów nieśmiało przypomniał, że patrioty jako systemy przeciwlotniczych antyrakiet faktycznie by się nam przydały – mają charakter czysto defensywny, skutecznie bronią miast, a ich instalacja nie stanowi sygnału wrogiego wobec któregokolwiek z sąsiadów. Pod warunkiem oczywiście, że będzie ich więcej niż jedna nieuzbrojona bateria. Dla profesora Lewickiego jednak był to wyraz nadmiernej buty polskich megalomanów.

Podobnie jak „irracjonalne” żądanie zapłaty za udział w wojnie w Iraku. Domaganie się finansowych korzyści za wsparcie amerykańskiej inwazji faktycznie było niegodziwe – ale wobec narodu irackiego, któremu po rujnującej wojnie zaaplikowano prawdziwą „terapię szokową” i rabunkową eksploatację gospodarki. Czy domaganie się od Amerykanów, aby nie tylko Halliburton i inne amerykańskie koncerny otrzymały irackie kontrakty to żądania irracjonalne? Na pewno nie na gruncie realizmu politycznego, na który powołuje się Zbigniew Lewicki.

Realizm chybiony

Postawie typu Realpolitik zarzucać można wiele, przede wszystkim cynizm i uznanie prawa silniejszego. Jeszcze gorszy od niej jest jednak realizm chybiony, który oznacza politykę brutalną, cyniczną, a jednocześnie nieskuteczną i upokarzającą. Podstawowe przesłanki myślenia Zbigniewa Lewickiego to: wyrażone explicite zagrożenie ze Wschodu oraz brak zaufania do sojuszników europejskich; implicite dochodzi jeszcze uzależnienie amerykańskiej polityki od gestów prezentowanych przez partnerów.

Po pierwsze – Rosja faktycznie ma ambicje mocarstwowe, ale realizuje je (zwłaszcza na odcinku zachodnim) poprzez dywizje „energetyczne”, a nie pancerne. Chodzi oczywiście o Gazprom czy Łukoil, wielkie koncerny sterowane przez państwo, których ekspansja zagraniczna (sprzedaż surowców, ale także – przejmowanie sieci dystrybucji) ma być instrumentem budowy potęgi gospodarczej i w konsekwencji politycznej Rosji. Czołgi są dobre na Gruzję albo Inguszetię, na ekspansję w Europie potrzeba raczej rur.

Po drugie – nie potrzeba nam zatem amerykańskich baz ani tarczy antyrakietowej, która antagonizuje nie tylko Rosję, ale też opinię publiczną wielu państw UE, tylko wspólnej europejskiej polityki energetycznej. Francję i Niemcy przed dwustronnymi układami energetycznymi z Rosją powstrzymać może tylko głębsza integracja polityczno-gospodarcza Europy, którą „amerykanizacja” Europy Środkowej raczej zahamuje.

Po trzecie – ocieplenie stosunków USA z Rosją i rezygnacja z budowy tarczy nie wynikają z niedostatecznie głębokich ukłonów naszych dyplomatów w Waszyngtonie, tylko ze zmiany priorytetów polityki Białego Domu. Ameryka potrzebuje dywersyfikacji źródeł energii, do czego Rosja (choćby dzięki złożom gazu pod Morzem Barentsa) jest naturalnym partnerem. Administracja Obamy zrozumiała bowiem to, czego Bushowscy ideolodzy neokonserwatyzmu pojąć nie mogli – że Bliski Wschód nie będzie łatwym polem dla ekspansji wolności, demokracji, podatku liniowego i teksańskich szybów naftowych.

Dobrym sojusznikiem USA może być tylko silna i zjednoczona Europa, swą jednością zmuszająca Rosję do ucywilizowania polityki zagranicznej. I tylko w takim układzie – wielobiegunowym, Polska i Europa Środkowa mają szansę na podmiotowość. A także na to, że prezydent USA zapamięta nasze położenie na mapie.

Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 8 września 2009 r.

Na podobny temat




  Komentarze (5)
 1 Dodane przez dobrze_jest, w dniu - 09.09.2009 07:03
Sutowski pisze: „spektakularny rozłam w obozie polskich neokonserwatystów”. A kto niby zalicza się do tych naszych neocons? Po co te etykietki? Żeby ośmieszyć przeciwnika? Zabłysnąć bogatym zasobem słów? Czekam, aż red. Sutowski zacznie komentować plamy na słońcu, bo, jak widać, zna się na wszystkim. Te plamy to też na pewno skutek niecnych knowań neokonserwatystów i neoliberałów…
 2 Re
Dodane przez daktyl, w dniu - 09.09.2009 13:00
Lewicki sympatyzuje z amerykańskimi neokonserwatystami, to nie jest żadna tajemnica.  
Poza tym, taki apel do poprzednika, że jeśli nie zrozumiało się tekstu należy go przeczytać tyle razy żeby zrozumieć. W przeciwnym wychodzą właśnie takie kwiatki.
 3 Bezpieczeństwo kraju.
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć website, w dniu - 09.09.2009 13:21
Przede wszystkim, po jawnych już oznakach wycofywania się Amerykanów ze spraw europejskich, należy naprawić stosunki z Rosją. Łukaszenko co prawda nie lubi Putina, ale nie zasłoni nas własną piersią, przed gniewem władców Kremla. Za bardzo nasi zwolennicy i uczniowie George’a Sorosa, piastujący wysokie stanowiska państwowe, zaleźli mu za skórę. Zaś Juszczenko może w styczniu stracić władzę, na rzecz promoskiewskiego Janukowicza. 
Nie pomogą nam też sojusznicy z NATO i UE - zwłaszcza Niemcy, którzy dogadują się przecież z Rosją nie tylko ponad naszymi głowami, ale również ponad głowami instytucji europejskich. I właśnie w tych dniach, kierując się wyrokiem swojego trybunału konstytucyjnego, zapewniają sobie od tych instytucji niezależność decyzyjną (czas, abyśmy zrobili u siebie coś podobnego), wyrastając na jakichś „Nadeuropejczyków”. Z tego powodu nie powstanie silna i zjednoczona Europa, tylko twór geopolityczny przypominający ZSRR, w którym rolę dominanta pełnił będzie „największy płatnik netto w UE” (kto płaci, ten i wymaga), czyli Bundesrepublika. 
Zaś sojusz z USA nic nam nie przyniósł: ani zniesienia wiz, ani nowoczesnego uzbrojenia, ani konwersji zadłużenia zagranicznego - dosłownie nic!!! I nie jesteśmy bardziej bezpieczni, niż przed wstąpieniem do NATO.
 4 Głos fachowca
Dodane przez maciej, w dniu - 09.09.2009 20:33
09.09.2009  
Longin Pastusiak politolog, amerykanista 
Mamy do czynienia ze spadkiem zaufania do USA 
Sceptycyzm Polaków wobec USA nasilił się w ostatnim czasie, zwłaszcza po zwlekaniu z decyzją ws. tarczy antyrakietowej.  
W ciągu ostatnich lat, zwłaszcza w czasie prezydentury Georga Busha na świecie, nie tylko w Polsce, nastąpił spadek zaufania do Stanów Zjednoczonych. Potwierdzają to badania. Z sondażu opublikowanego przez German Marshall Fund wynika, że Polacy są coraz bardziej sceptyczni wobec USA.  
W Polsce to zjawisko nasiliło się dopiero w ostatnim czasie, zwłaszcza po tym, jak Amerykanie zwlekali z ostateczną decyzją dotyczącą tarczy antyrakietowej. Duży wpływ miał także brak zdecydowania dotyczącego reprezentacji Stanów Zjednoczonych na obchodach z okazji 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej.  
W Polsce jest zjawisko, które określam mianem mitologii amerykańskiej, co jest skrzyżowaniem fascynacji Stanami Zjednoczonymi oraz ignorancji o realiach amerykańskich, życia w Stanach Zjednoczonych i ignorancji o interesach i polityce amerykańskiej. Polska rzeczywiście ma opinię amerykańskiego konia trojańskiego co bierze się ze względów historycznych. Wczesnych kontaktów polsko  amerykańskich, udziału Polaków w amerykańskiej wojnie o niepodległość, wkładu prezydenta Wilsona w odzyskanie przez Polskę niepodległości po I wojnie światowej, programów pomocy amerykańskiej dla Polski w okresie międzywojennym i po II wojnie światowej, także pomocy Stanów Zjednoczonych dla opozycji w okresie PRL-u. To wszystko są czynniki sentymentalne, które umacniały tę mitologię. A obecność Polonii była zjawiskiem sprzyjającym temu.  
My za mało myślimy o interesach w stosunkach polsko  amerykańskich. Amerykanie w swojej polityce kierują się interesami politycznymi, gospodarczymi, militarnymi. Stany zjednoczone nie doceniają Polski jako partnera ekonomicznego. Są na 17 miejscu wśród naszych partnerów. Uważają jednocześnie, że Polska będąc w UE i w NATO jest krajem bezpiecznym i wszelkie nasze pokrzykiwania o tym, że zagraża nam wschodni sąsiad, nie spotykają się ze zrozumieniem. To powoduje również pewną irytację w polityce amerykańskiej w stosunkach z Polską. Podobnie, jak naleganie Polski by miała nadzwyczajne gwarancje bezpieczeństwa. Każdy kto rozumie politykę amerykańską wie, że nie udzielają oni dodatkowych gwarancji żadnemu państwu członkowskiemu NATO. Uważają bowiem, że wszyscy członkowie NATO muszą mieć równe gwarancje bezpieczeństwa i Amerykanie nikogo nie wyróżniają. A my chcemy by Polska w stosunkach z USA była uprzywilejowana.  
zródło :http://www.tvp.info/opinie/komentarze
 5 Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć , w dniu - 10.09.2009 10:13
Polityka zagraniczna prowadzona w stosunku do USA to niestety żenada. Uprawiamy tę polityke niestety służalczo i na kolanach w ogóle nie uwzględniając interesu Polski. Nasz kraj to mały kraj nad Wisłą, który powinien sobie dobrze ułozyc stosunki z bliskimi sąsiadami, a nie wybierać się na wojenkę z koeljnym Wielkim Bratem do Iraku czy tez teraz do Afganistanu. A najbardziej smieszna jest rpogramowa antyrosyjskość naszych elit, i wielka fascynacją Ukrainą.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

Aktualizacja    ( 16.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »