Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.

Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
Advertisement
Sutowski: Serwilizm wobec amerykańskiego Wielkiego Brata Drukuj
Michał Sutowski   
08.09.2009
Artykuł profesora Zbigniewa Lewickiego zatytułowany „Policzki wymierzone Amerykanom” nadaje się na test uwagi dla wszystkich pracujących w gazetach redaktorów. Do tego stopnia idzie pod prąd powszechnym odczuciom, że aż się prosi, żeby odruchowo odwrócić w nim wektory. Bo że narobiliśmy błędów w polityce zagranicznej wobec USA, to zorientował się już nawet redaktor Bartosz Węglarczyk z „Gazety Wyborczej”. Ale teza prof. Lewickiego, że pomyłki polegają nie na przesadnej uległości, ale wręcz przeciwnie – niedostatecznej, to doprawdy spektakularny rozłam w obozie polskich neokonserwatystów. Świadectwem ostatnich złudzeń (albo złudzeń ostatnich) są w polskiej tradycji adresy wiernopoddańcze.

Wiernopoddańczy adres

Swój prof. Lewicki zaczyna tezą, że dość upokarzający dla nas gest administracji Baracka Obamy („żenujący – i nieprzypadkowy – spektakl odkładania decyzji o składzie delegacji amerykańskiej na rocznicowe obchody na Westerplatte”) to efekt „niefortunnych gestów Polski pod adresem Ameryki”. Wśród nich autor wymienia „jednostronną” decyzję o wycofaniu polskich wojsk z Iraku, pretensje premiera Donalda Tuska w sprawie systemu Patriot wyrażone „akurat w dniu amerykańskiego święta narodowego,” wreszcie list otwarty środkowoeuropejskich polityków i intelektualistów do prezydenta Obamy, w którym apelowali oni o większą stanowczość nowej administracji względem Rosji i podtrzymanie amerykańskiego zainteresowania Europą Środkową.

Tymczasem, twierdzi profesor Lewicki, „jeżeli zależy nam na bliskiej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, musimy zachowywać się jak spolegliwi sojusznicy” – nie należy Amerykanom manifestować swej wyższości, a gdy poproszą o pomoc, nie pytać, co w zamian, tylko długo i konsekwentnie „budować obraz kraju gotowego do działań sojuszniczych na swoją skalę”.

Na USA zaś nam zależy, gdyż „Stany Zjednoczone są jedynym państwem zdolnym do realnego wsparcia naszego bezpieczeństwa – i jeszcze do niedawna skłonnym, by dać temu wyraz w postaci stałej obecności wojskowej w Polsce. W wypadku zagrożenia ze Wschodu nie możemy liczyć na aktywność Niemiec czy Francji, czego dowodem jest ich całkowity brak zainteresowania kwestią naszego bezpieczeństwa energetycznego”. Trudno oprzeć się analogii powyższych tez do propozycji takich ideologów „instynktu państwowego”, jak choćby Bolesław Piasecki, którzy służalczość wobec wielkich braci uzasadniali politycznym realizmem.

Irracjonalne żądania?

Przez ostatnie dwie dekady, a zwłaszcza w okresie rządów George’a W. Busha, Polska – jako pierwsza w Europie – zawsze okazywała lojalność wobec USA. W imię tej lojalności Polska zakupiła amerykańskie myśliwce, żeby dać się upokorzyć przez sposób, w jaki Amerykanie „wywiązali” się z umowy offsetowej. Następnie na przekór większości krajów Europy (i własnej opinii publicznej) wysłała wojska do Iraku na wojnę prowadzoną w imię fałszywych przesłanek (Saddam Husajn nie współpracował z al Kaidą ani nie miał broni masowego rażenia); zahamowała rozwój wspólnej europejskiej polityki zagranicznej, ochoczo przewodząc Rumsfeldowskiej „nowej Europie”.

„Czy domaganie się, aby nie tylko amerykańskie koncerny otrzymały irackie kontrakty jest irracjonalne?” A potem zakwestionowała sens europejskiej polityki bezpieczeństwa, godząc się na instalację tzw. tarczy antyrakietowej, która chroni USA przed Iranem, Koreą czy pojedynczymi szaleńcami, ale nie Europę przed Rosją. W roku 2007 nasz kolejny rząd (ten sam, który prof. Lewicki oskarża o „policzki wymierzane Amerykanom”) bez żadnej debaty publicznej wysłał polskich żołnierzy na co najmniej dwuznaczną wojnę, przeznaczając ich do zadań, na które nie zgodziło się wiele potężniejszych od nas państw.

Czy trzeba więcej? Krytykowany przez profesora apel do Obamy nie był „grupową przyganą”, ale pisany był nieomal na kolanach – w konwencji prośby do Wielkiego Brata, aby tylko o nas nie zapomniał i nie zaufał nazbyt Putinowskiej Rosji, kolejnemu wcieleniu imperium. Z kolei wojska z Iraku wycofaliśmy dopiero wtedy, gdy sytuacja w tym kraju względnie się ustabilizowała, a i to tylko po to, aby wysiłek wojenny skoncentrować na kolejnym pustynnym froncie – w Afganistanie.

Premier Tusk „w dniu narodowego święta” Amerykanów nieśmiało przypomniał, że patrioty jako systemy przeciwlotniczych antyrakiet faktycznie by się nam przydały – mają charakter czysto defensywny, skutecznie bronią miast, a ich instalacja nie stanowi sygnału wrogiego wobec któregokolwiek z sąsiadów. Pod warunkiem oczywiście, że będzie ich więcej niż jedna nieuzbrojona bateria. Dla profesora Lewickiego jednak był to wyraz nadmiernej buty polskich megalomanów.

Podobnie jak „irracjonalne” żądanie zapłaty za udział w wojnie w Iraku. Domaganie się finansowych korzyści za wsparcie amerykańskiej inwazji faktycznie było niegodziwe – ale wobec narodu irackiego, któremu po rujnującej wojnie zaaplikowano prawdziwą „terapię szokową” i rabunkową eksploatację gospodarki. Czy domaganie się od Amerykanów, aby nie tylko Halliburton i inne amerykańskie koncerny otrzymały irackie kontrakty to żądania irracjonalne? Na pewno nie na gruncie realizmu politycznego, na który powołuje się Zbigniew Lewicki.

Realizm chybiony

Postawie typu Realpolitik zarzucać można wiele, przede wszystkim cynizm i uznanie prawa silniejszego. Jeszcze gorszy od niej jest jednak realizm chybiony, który oznacza politykę brutalną, cyniczną, a jednocześnie nieskuteczną i upokarzającą. Podstawowe przesłanki myślenia Zbigniewa Lewickiego to: wyrażone explicite zagrożenie ze Wschodu oraz brak zaufania do sojuszników europejskich; implicite dochodzi jeszcze uzależnienie amerykańskiej polityki od gestów prezentowanych przez partnerów.

Po pierwsze – Rosja faktycznie ma ambicje mocarstwowe, ale realizuje je (zwłaszcza na odcinku zachodnim) poprzez dywizje „energetyczne”, a nie pancerne. Chodzi oczywiście o Gazprom czy Łukoil, wielkie koncerny sterowane przez państwo, których ekspansja zagraniczna (sprzedaż surowców, ale także – przejmowanie sieci dystrybucji) ma być instrumentem budowy potęgi gospodarczej i w konsekwencji politycznej Rosji. Czołgi są dobre na Gruzję albo Inguszetię, na ekspansję w Europie potrzeba raczej rur.

Po drugie – nie potrzeba nam zatem amerykańskich baz ani tarczy antyrakietowej, która antagonizuje nie tylko Rosję, ale też opinię publiczną wielu państw UE, tylko wspólnej europejskiej polityki energetycznej. Francję i Niemcy przed dwustronnymi układami energetycznymi z Rosją powstrzymać może tylko głębsza integracja polityczno-gospodarcza Europy, którą „amerykanizacja” Europy Środkowej raczej zahamuje.

Po trzecie – ocieplenie stosunków USA z Rosją i rezygnacja z budowy tarczy nie wynikają z niedostatecznie głębokich ukłonów naszych dyplomatów w Waszyngtonie, tylko ze zmiany priorytetów polityki Białego Domu. Ameryka potrzebuje dywersyfikacji źródeł energii, do czego Rosja (choćby dzięki złożom gazu pod Morzem Barentsa) jest naturalnym partnerem. Administracja Obamy zrozumiała bowiem to, czego Bushowscy ideolodzy neokonserwatyzmu pojąć nie mogli – że Bliski Wschód nie będzie łatwym polem dla ekspansji wolności, demokracji, podatku liniowego i teksańskich szybów naftowych.

Dobrym sojusznikiem USA może być tylko silna i zjednoczona Europa, swą jednością zmuszająca Rosję do ucywilizowania polityki zagranicznej. I tylko w takim układzie – wielobiegunowym, Polska i Europa Środkowa mają szansę na podmiotowość. A także na to, że prezydent USA zapamięta nasze położenie na mapie.

Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 8 września 2009 r.
Komentarze
dobrze_jest   |08.09.2009 23:03:46
Sutowski pisze: "spektakularny rozłam w obozie polskich
neokonserwatystów". A kto niby zalicza się do tych naszych neocons? Po co te
etykietki? Żeby ośmieszyć przeciwnika? Zabłysnąć bogatym zasobem słów? Czekam,
aż red. Sutowski zacznie komentować plamy na słońcu, bo, jak widać, zna się na
wszystkim. Te plamy to też na pewno skutek niecnych knowań neokonserwatystów i
neoliberałów…
daktyl  - Re   |09.09.2009 05:00:32
Lewicki sympatyzuje z amerykańskimi neokonserwatystami, to nie jest żadna
tajemnica.
Poza tym, taki apel do poprzednika, że jeśli nie zrozumiało się
tekstu należy go przeczytać tyle razy żeby zrozumieć. W przeciwnym wychodzą
właśnie takie kwiatki.
neoconstantine  - Bezpieczeństwo kraju.   |09.09.2009 05:21:25
Przede wszystkim, po jawnych już oznakach wycofywania się Amerykanów ze spraw
europejskich, należy naprawić stosunki z Rosją. Łukaszenko co prawda nie lubi
Putina, ale nie zasłoni nas własną piersią, przed gniewem władców Kremla. Za
bardzo nasi zwolennicy i uczniowie George’a Sorosa, piastujący wysokie
stanowiska państwowe, zaleźli mu za skórę. Zaś Juszczenko może w styczniu
stracić władzę, na rzecz promoskiewskiego Janukowicza.
Nie pomogą nam też
sojusznicy z NATO i UE - zwłaszcza Niemcy, którzy dogadują się przecież z Rosją
nie tylko ponad naszymi głowami, ale również ponad głowami instytucji
europejskich. I właśnie w tych dniach, kierując się wyrokiem swojego trybunału
konstytucyjnego, zapewniają sobie od tych instytucji niezależność decyzyjną
(czas, abyśmy zrobili u siebie coś podobnego), wyrastając na jakichś
"Nadeuropejczyków". Z tego powodu nie powstanie silna i zjednoczona
Europa, tylko twór geopolityczny przypominający ZSRR, w którym rolę dominanta
pełnił będzie "największy płatnik netto w UE" (kto płaci, ten i wymaga),
czyli Bundesrepublika.
Zaś sojusz z USA nic nam nie przyniósł: ani zniesienia
wiz, ani nowoczesnego uzbrojenia, ani konwersji zadłużenia zagranicznego -
dosłownie nic!!! I nie jesteśmy bardziej bezpieczni, niż przed wstąpieniem do
NATO.
maciej  - Głos fachowca   |09.09.2009 12:33:25
09.09.2009
Longin Pastusiak politolog, amerykanista
Mamy do czynienia ze
spadkiem zaufania do USA
Sceptycyzm Polaków wobec USA nasilił się w ostatnim
czasie, zwłaszcza po zwlekaniu z decyzją ws. tarczy antyrakietowej.
W ciągu
ostatnich lat, zwłaszcza w czasie prezydentury Georga Busha na świecie, nie
tylko w Polsce, nastąpił spadek zaufania do Stanów Zjednoczonych. Potwierdzają
to badania. Z sondażu opublikowanego przez German Marshall Fund wynika, że
Polacy są coraz bardziej sceptyczni wobec USA.
W Polsce to zjawisko nasiliło
się dopiero w ostatnim czasie, zwłaszcza po tym, jak Amerykanie zwlekali z
ostateczną decyzją dotyczącą tarczy antyrakietowej. Duży wpływ miał także brak
zdecydowania dotyczącego reprezentacji Stanów Zjednoczonych na obchodach z
okazji 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej.
W Polsce jest zjawisko, które
określam mianem mitologii amerykańskiej, co jest skrzyżowaniem fascynacji
Stanami Zjednoczonymi oraz ignorancji o realiach amerykańskich, życia w Stanach
Zjednoczonych i ignorancji o interesach i polityce amerykańskiej. Polska
rzeczywiście ma opinię amerykańskiego konia trojańskiego co bierze się ze
względów historycznych. Wczesnych kontaktów polsko  amerykańskich, udziału
Polaków w amerykańskiej wojnie o niepodległość, wkładu prezydenta Wilsona w
odzyskanie przez Polskę niepodległości po I wojnie światowej, programów pomocy
amerykańskiej dla Polski w okresie międzywojennym i po II wojnie światowej,
także pomocy Stanów Zjednoczonych dla opozycji w okresie PRL-u. To wszystko są
czynniki sentymentalne, które umacniały tę mitologię. A obecność Polonii była
zjawiskiem sprzyjającym temu.
My za mało myślimy o interesach w stosunkach
polsko  amerykańskich. Amerykanie w swojej polityce kierują się interesami
politycznymi, gospodarczymi, militarnymi. Stany zjednoczone nie doceniają Polski
jako partnera ekonomicznego. Są na 17 miejscu wśród naszych partnerów. Uważają
jednocześnie, że Polska będąc w UE i w NATO jest krajem bezpiecznym i wszelkie
nasze pokrzykiwania o tym, że zagraża nam wschodni sąsiad, nie spotykają się ze
zrozumieniem. To powoduje również pewną irytację w polityce amerykańskiej w
stosunkach z Polską. Podobnie, jak naleganie Polski by miała nadzwyczajne
gwarancje bezpieczeństwa. Każdy kto rozumie politykę amerykańską wie, że nie
udzielają oni dodatkowych gwarancji żadnemu państwu członkowskiemu NATO. Uważają
bowiem, że wszyscy członkowie NATO muszą mieć równe gwarancje bezpieczeństwa i
Amerykanie nikogo nie wyróżniają. A my chcemy by Polska w stosunkach z USA była
uprzywilejowana.
zródło :http://www.tvp.info/opinie/komentarze
marrak   |10.09.2009 02:13:34
Polityka zagraniczna prowadzona w stosunku do USA to niestety żenada. Uprawiamy
tę polityke niestety służalczo i na kolanach w ogóle nie uwzględniając interesu
Polski. Nasz kraj to mały kraj nad Wisłą, który powinien sobie dobrze ułozyc
stosunki z bliskimi sąsiadami, a nie wybierać się na wojenkę z koeljnym Wielkim
Bratem do Iraku czy tez teraz do Afganistanu. A najbardziej smieszna jest
rpogramowa antyrosyjskość naszych elit, i wielka fascynacją Ukrainą.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 15.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »