Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Do radykalnie bezradnych Drukuj
Sławomir Sierakowski   
05.07.2009
Że polityka czasem prowadzi do kompromisów, to wie każdy. Warto jednak uświadomić sobie, że polityka w ogóle zaczyna się od kompromisu. Dlatego każdy radykał zawsze znajdzie kogoś radykalniejszego od siebie. Wymiar etyczny działania politycznego polega na podjęciu nieusuwalnego ryzyka wyznaczenia granicy między działaniem zgodnym z ideałami a sprzeniewierzeniem się im dla osiągnięcia realnych efektów. Nie ryzykują tylko ci, którzy nie podejmują gry. A kiedy trzeba ocenić jej rezultaty, czasem niewiele dzieli przeciwników od pryncypialnych sojuszników. Już tylko z tego powodu polityczne oceny należy formułować ostrożnie, zwracając uwagę na kontekst i warunki możliwości. Bo w polityce Sowa Minerwy zawsze wylatuje o zmierzchu. Sensowność doboru metod wobec założonego celu weryfikuje się dopiero przez rezultaty.

Agnieszka Mrozik i Piotr Szumlewicz (Kongres Kobiet: stracona szansa, „Gazeta Wyborcza” z 4-5 lipca 2009) wysuwają szereg zarzutów wobec organizacji Kongresu Kobiet Polskich, które właściwie można sprowadzić do tego, że był to właśnie Kongres Kobiet, a powinien być Kongres Feministek. Tymczasem nie było takiego wyboru. Można było wybierać miedzy Kongresem Kobiet Polskich a brakiem jakiegokolwiek działania, w każdym razie działania na taką skalę. Zresztą, czy feminizm nie polega właśnie na walce o prawa kobiet, a nie jedynie feministek? Prawdziwa lewica wspiera działania emancypacyjne także wtedy, gdy służą one emancypacji ludzi o poglądach od nas odmiennych. Sprawiedliwa reprezentacja obu płci w polityce powinna być dla lewicy wartością samą w sobie, a nie jedynie instrumentalnie traktowanym dodatkiem do innych poglądów.

Poglądy niefeministycznej części organizatorek mogą w ogóle nie obchodzić Mrozik i Szumlewicza, ale są faktem społecznym, a faktem politycznym jest to, że kobiety te – podobnie jak feministki – zdecydowały się na kompromis. W efekcie Sala Kongresowa wypełniona po brzegi przez różnobarwny tłum kobiet stała się zupełnie innym miejscem, niż to samo miejsce wypełnione mężczyznami w garniturach. A każdemu nieuprzedzonemu obserwatorowi musiała uświadomić, jak bardzo brakuje kobiecej reprezentacji w życiu społecznym i politycznym. Przede wszystkim jednak uświadomiła to zebranym tam kobietom. Tak jak romantyczne początki Partii Kobiet, tak Kongres pokazał tkwiący w kobietach potencjał publicznego zaangażowania i aktywności. Można taki potencjał wspierać albo próbować go osłabić - czym postanowili zająć się Mrozik z Szumlewiczem.

Oczywiście Mrozik i Szumlewicz, wiedzieliby jak to lepiej przygotować, ale „Ogólnemu zaproszeniu do «włączania się» nie towarzyszyła realna propozycja współpracy”. Drodzy „działacze”, nie bądźcie śmieszni. Albo się robi, albo się tylko gada. Do tych, do których trzeba przychodzić ze specjalnym zaproszeniem, nie warto przychodzić w ogóle. Bo nic nie zrobią,  a jeszcze nawybrzydzają. Historia ruchów społecznych doskonale zna przypadki takich bezproduktywnych „trzeb”, które własną bezradność rekompensują sobie protekcjonalnymi wypowiedziami zaczynającymi się od „trzeba…”. I Kongres Kobiet też trzeba było zrobić tak, żeby wszystkie uczestniczki miały słuszne poglądy i bez wparcia żadnych bizneswomen. Tyle że gdyby można było zrobić taki kongres, to nie trzeba byłoby go w ogóle organizować, bo nie byłoby już powodu.

Tymczasem bez względu na to, czy mówiły feministki, czy ktoś inny, pewne tematy budziły szczególnie żywą reakcję sali: parytet, prawo do planowania rodziny, in vitro, ograniczenie wpływów Kościoła. To wystąpienie Agnieszki Graff spotkało się z kilkuminutową owacją na stojąco. Okazało się, że język, którym mówią polskie feministki, jest sexy, poruszający, zrozumiały. Wbrew temu, co się powtarza, że nie potrafią one trafić do zwykłych kobiet, to ich język – odbiegający od sztampy, nawet tej najsłuszniejszej – okazał się nośny. Bez względu na to, ile go było, to ten język zdominował Kongres i określił jego atmosferę.

Inauguracyjne wystąpienie Marii Janion było pokazaniem głębokich strukturalnych przyczyn kulturowych nierówności kobiet. Czy Szumlewicz i Mrozik nie potrafią tego docenić, czy zrozumieć? Walcząc o prawa kobiet wobec kulturowej dyskryminacji, która przekłada się na ekonomiczną, wymiaru tego nie sposób pominąć!

Gdyby dla Mrozik i Szumlewicza ważne było nie tylko to, „co”, „kto” i „jak długo mówi” oraz „za czyje pieniądze”, ale też „z jakim skutkiem”, dostrzegliby, że właśnie głos feministek zyskał największy aplauz, to one zaproponowały wizję najbardziej poruszającą słuchaczki. Jakie będą owoce kongresu, pokaże przyszłość, jednak Mrozik i Szumlewicz już z góry wiedzą, że żadne.

Gdyby nawet feministki „przegrały” ten Kongres, to wolę ich przegraną od moralnej wygranej Szumlewicza i Mrozik. Wiele wskazuje jednak na to, że Kongres Kobiet będzie kontynuował swoja działalność, a w imieniu „Krytyki Politycznej” deklaruje pełne wsparcie dla działań na rzecz wprowadzenia parytetu i ustanowienia skutecznego urzędu stojącego na straży równości płci.

To postulaty w polskich warunkach całkiem ambitne, ale wyobrażalne, a przede wszystkim mogące zmobilizować do wspólnego skutecznego działania. Maksymalizm Mrozik i Szumlewicza, który sprawia, że nie doceniając konkluzji Kongresu, w istocie służy temu, aby zamknąć drogę do realizacji jakichkolwiek innych postulatów. Dopóki bowiem nie zostaną zapewnione podstawowe warunki równego udziału kobiet w decydowaniu i równość płci nie stanie się stałym elementem polityki państwa każdy inny postulat feministyczny będzie miał dużo mniejsze warunki możliwości realizacji.

Mrozik i Szumlewicz wzywają: „Za Nałkowską chciejmy więc «całego życia»: nie jednej czwartej, nie połowy, lecz wszystkiego. I nie czekajmy z tym do jutra”. Chcą wszystkiego, ale nie potrafią sami zrobić nic.

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 4-5 lipca 2009.
Komentarze
Dodaj nowy
krzysia  - dobra riposta   |06.07.2009 01:53:58
To jest bardzo dobra odpowiedź na tekst Mrozik i Szumlewicza.
Dwa głowne
postulaty KKP są niezwykle istotne dla realizacji zamierzeń Polek w celu
wyrównania statusu kobiet.
I świetnie, ze również red. naczelny KP deklaruje
pełne ich poparcie.
rebelle  - @   |06.07.2009 05:54:27
Dużo dobrych argumentów, ale niepotrzebny ten kopniak na koniec :/
blaise   |06.07.2009 11:20:26
Tutaj jest kolejne stanowisko krytyczne wobec Kongresu Kobiet.

http://www.lewica.pl/?id=19546

http://www.lew ica.pl/?id=19549

Tak się
jakoś złożyło, że nikt nie miał ochoty na to odpowiedzieć. Jest jednak problem:
Ewy Charkiewicz za "radykalnie bezradną" uznać się nie da.
Swoją drogą
- ciekawe co miałaby do powiedzenia Henryka Bochniarz kasjerkom, które
strajkowały w Tesco w Tychach, gdyby je jakimś cudem zaproszono?
anuszka   |06.07.2009 12:09:08
Powtórzę to, co napisałam na forum gazeta.pl:

Feministki mają dobre chęci,
ale chcą leczyć zapalenie wyrostka apapem.

To nie jest tak, że my kobiety
jesteśmy świetnie przygotowane do uczestniczenia we władzy, tylko źli mężczyźni
nam nie pozwalają. Feministki starannie pomijają
fakt, że większość kobiet jest
tak wychowana przez szkołę i własne matki, że nie chcą władzy. Nawet gdy
wprowadzi się parytet na listy wyborcze, to wejdą tam niezainteresowane władzą
paprotki.

Leczyć trzeba przyczyny, a nie skutki. Zdumiewa mnie, że niedawny
Kongres Kobiet ani słóweczka nie poświęcił problemowi wychowania dziewcząt.
Temu, że współczesny system szkolny, zdominowany - paradoksalnie! - przez
kobiety,
wypuszcza kobiety niezainteresowane władzą i niezdolne do podjęcia
jej.

To szkoła - 12 lat życia dziecka - wpaja takie a nie inne nawyki
społeczne. Panie w szkole oczekują od dziewcząt uległości, grzeczności,
perfekcjonizmu.
Jaką naiwnością jest sądzić, że wprowadzenie parytetu na
listach wyborczych odkręci te 12 lat prania mózgu! Wychowywanie dorosłych ludzi
nigdy się nie udaje. Feministki niech zajmą się reformą szkoły, a nie
głupstwami, które je w
efekcie skompromitują.
krzysia  - szkoła i stereotypy   |06.07.2009 12:40:49
Właśnie taki panel był na KKP i zgromadził tak wiele kobiet, ze odbywał sie w
Sali Kongresowej. Sądzę, ze dobrze byłoby wczesniej sprawdzić fakty, zanim
zaczniesz się wypowiadać , anuszko :) A poza tym, projekcja, niekoniecznie jest
dobrym wytłumaczeniem…
anuszka  - @Krzysia   |06.07.2009 15:11:01
Dzięki za informację. Owszem, próbowałam sprawdzić przed napisaniem, jakie były
panele na kongresie, ale… na stronie www kongresu NIE MA w ogóle informacji o
jego programie!

A media też nic nie pisały o tym panelu. I nie winię tu
mediów - organizatorki same wiedzą, które tematy są ważne i warte reklamy.
Sprawę parytetu nadmuchały do rozmiarów groteskowych. Natomiast o sprawach
wychowania - ani dudu.

Tak was widzą, jak was piszą. Ja po efektach widzę, że
wpływowe organizatorki kongresu interesuje nieporównanie bardziej głupi
parytet, niż wychowanie dziewcząt. To, że na panelu były tłumy, świadczy, że
zwykłe kobiety zachowały rozsądek. Tym bardziej - skoro były tłumy, dlaczego
organizatorki nie reklamują w mediach materiałów z tego spotkania???
krzysia  - do anuszki   |06.07.2009 15:50:08
Otóż na stronie Kongresu JEST informacja o programie, w tym wszystkich panelach,
podaję Ci link http://www.kongreskobiet.pl/downloads/program_www_ ost_.pdf
A
przy okazji - zanim zaczniesz tak piętnować parytety dla kobiet, zapoznaj się
również bardziej z tą tematyką…
tiphareth  - Kilka pytań   |06.07.2009 17:36:15
Jestem zwolennikiem parytetów, feministą (nie tylko dlatego, że chodzę na
Manify) i nieheteroseksualnym mężczyzną, w wyborach do PE głosowałem na kobietę
z lewicy - piszę to dlatego, ponieważ zdarzają się tutaj komentarze, w których
próbuje się udowodnić rozmówcy kim jest, a kim nie jest (ignorując jego własne
identyfikacje).

Ad rem - mam kilka pytań:

1 - Czy uważacie, że
wprowadzenie parytetów jest obecnie najważniejszym problemem kobiet w Polsce?

2 - Czy uważacie, że równa ilość kobiet i mężczyzn na listach wyborczych
wpłynie dodatnio na reprezentację kobiet w parlamencie?
3 - Czy uważacie, że
większa ilość kobiet w parlamencie, komisjach sejmowych, ministerstwach etc.
wpłynie pozytywnie na poprawę sytuacji życiowej (większości) kobiet, które w
parlamencie nie zasiadają?
4 - Czy Agnieszka Graff jako ewentualna minister
ds. równego statusu będzie tak samo skuteczna (bądź skuteczniejsza) od Magdaleny
Środy? [tak - to jest ironia]
5 - Czy nie zauważacie, że najsilniejszym
przekazem z Kongresu Kobiet były de facto rewelacje jakimi uraczyła nas posłanka
Rokita w rozmowie z Moniką Olejnik?
6 - Czy nie uważacie, że argument na rzecz
parytetów (których - podkreślam - jestem zwolennikiem) - "bo kobiet jest
więcej" - jest głupi?
7 - Czy zdanie "Sprawiedliwa reprezentacja obu
płci w polityce powinna być dla lewicy wartością samą w sobie" jest
argumentem za parytetami, czy za sprawiedliwą reprezentacją?
Co to jest
sprawiedliwa reprezentacja w systemie demokratycznym?
I czemu zawężamy
spektrum działań tylko do kategorii dwóch płci biologicznych?
8 -
"Sensowność doboru metod wobec założonego celu weryfikuje się dopiero przez
rezultaty" - czy z tej metodyki czasami nie korzysta od kilku kampanii
wyborczych najbardziej sfeminizowana partia w Polsce - Zieloni 2004?
- Czy
wierzycie w to, że "różnobarwny tłum kobiet" w postaci pań Bochniarz,
Graff, Kwaśniewskiej, Rokity, Krzywonos i Rostkowskiej jest tą zbiorowością,
która da odpowiedź (tudzież rozwiąże problemy) ekonomicznej i symbolicznej
dyskryminacji kobiet spowodowanej tak uwarunkowaniami kapitalizmu jaki i
hegemonią patriarchatu?

Na koniec powtórzę, jestem zwolennikiem parytetów,
ale nie z powodów, które wymienia Sławomir Sierakowski, czy chociażby Kinga
Dunin.

Proponuję wczytać się uważniej w swojego ulubionego filozofa
(mojego też).
Zizek ma więcej do powiedzenia na temat feminizmu niż cały
Kongres Kobiet, dziennikarze go chwalący i dziennikarze go krytykujący razem
wzieci.
bedzie_dobrze   |06.07.2009 17:49:47
>współczesny system szkolny, zdominowany - >paradoksalnie! - przez kobiety,

>wypuszcza kobiety niezainteresowane władzą >i niezdolne do podjęcia jej.

>To szkoła - 12 lat życia dziecka - wpaja >takie a nie inne nawyki
społeczne

czyli zauwazasz, ze kobiety sa niezainteresowane wladza i niezdolne
do podjecia jej, a jednoczesnie twierdzisz, ze to jest kwestia szkoly. Ze szkola
to robi tym kobietom. Z pierwsza czescia (ze sa niezainteresowane) ja sie
zgadzam. Ciekawy jednak jestem czesci drugiej. Czyli twojego wyjasnienia
przyczyny. Na czym opierasz swoje przekonanie, ze przyczyny sa takie a nie inne?
Bo piszesz jak o fakcie. Masz jakies dowody?
anuszka  - @Krzysia   |07.07.2009 02:16:16
> Otóż na stronie Kongresu JEST
> informacja o programie, w tym
> wszystkich
panelach, podaję Ci link

Tego linka nie ma na stronie Kongresu. W ten sposób
organizatorki implicite pokazują, że rzetelne rozreklamowanie tego, co było
ważne na kongresie, w gruncie rzeczy ich nie interesuje. Bardzo
nieprofesjonalne.

Organizowałam w życiu dobrych parę konferencji naukowych i
uczestniczyłam w sporej ich liczbie. Nigdzie jeszcze nie widziałam, żeby
organizatorzy konferencji po jej zakończeniu nie dali na stronie www linka do
programu. Niepokazywanie takich informacji jest antyreklamą dla imprezy.

Nie
oceniam organizatorek Kongresu po dobrych chęciach, lecz po efektach. A efekty
są takie, że z informacji o obradach w świadomości społecznej krąży tylko sprawa
parytetu. Reszta - ani w mediach, ani nawet na stronie www samego kongresu nie
istnieje. Efekty pracy kongresu wskazują na to, że został zorganizowany
nieprofesjonalnie.

I to niestety przywodzi mi na myśl smutne stereotypy.
Polacy w ogóle nie są narodem ceniącym profesjonalizm. Ale jest też taki
stereotyp, który tutaj znajduje potwierdzenie - że kobiety nie umieją pracować
tak profesjonalnie, jak mężczyźni. Szkoda. Sama pracuję w zawodzie, który wymaga
bardzo dużego profesjonalizmu i niebylejakości. Dlatego zasmuca mnie, gdy ktoś
pracuje na złe mniemanie o zdolnościach kobiet do profesjonalizmu, bo
niewykluczone, że ono uderzy później we mnie.
anuszka  - @tiphareth   |07.07.2009 02:36:20
W jakim celu zadałeś swoje pytania? Ja je odbieram jako retoryczne,
przedstawiające twoje poglądy raczej, niż próbujące wysondować poglądy
innych. Ale i tak na nie odpowiem.

1 - Czy uważacie, że wprowadzenie parytetów jest obecnie najważniejszym
problemem kobiet w Polsce?


Nie.

2 - Czy uważacie, że równa ilość kobiet i mężczyzn na listach wyborczych
wpłynie dodatnio na reprezentację kobiet w parlamencie?


Nie.

3 - Czy uważacie, że większa ilość kobiet w parlamencie, komisjach
sejmowych, ministerstwach etc. wpłynie pozytywnie na poprawę
sytuacji życiowej (większości) kobiet, które w parlamencie nie
zasiadają?


Jest szansa, ale nie jest to pewne. Im więcej kobiet, tym szansa na
poprawę większa. Jednak mężczyźni u władz również nie poprawiają
sytuacji życiowej WSZYSTKIM mężczyznom. Sądzę, że podobnie może być z
kobietami.

Dziś dowiedziałam się z radia, że jedna pani minister
wywaliła z pracy drugą panią minister, korzystając z tego, że
tamta była na macierzyńskim… (Chodzi o minister Fedak, która
wykopsała wiceminister Chłoń-Domińczyk. Przy czym ta pierwsza nie jest
uważana za osobę tak kompetentną, jak ta druga, choć jest
bardziej medialna. Natomiast wiceminister robiła dobrą robotę i
pracowała - również występowała w Sejmie, co wywołało pewną sensację - w
zaawansowanej ciąży. Ma troje dzieci. Szefowa zwolniła ją
pod pretekstem, że ta pani ma troje dzieci, więc ma się czym zajmować
w domu… LINK)

4 - Czy Agnieszka Graff jako ewentualna minister ds. równego statusu będzie
tak samo skuteczna (bądź skuteczniejsza) od Magdaleny Środy? [tak - to
jest ironia]


A co zrobiła Magdalena Środa?

5 - Czy nie zauważacie, że najsilniejszym przekazem z Kongresu Kobiet były
de facto rewelacje jakimi uraczyła nas posłanka Rokita w rozmowie z
Moniką Olejnik?


Nie zauważam, bo nie oglądam tv.

6 - Czy nie uważacie, że argument na rzecz parytetów (których - podkreślam
- jestem zwolennikiem) - bo kobiet jest więcej - jest głupi?


Uważam.

7 - Czy zdanie Sprawiedliwa reprezentacja obu płci w polityce powinna być
dla lewicy wartością samą w sobie jest argumentem za parytetami,
czy za sprawiedliwą reprezentacją?


Jedno z retorycznych pytań, w których nie interesuje cię zdanie
rozmówcy, lecz przedstawienie własnego zdania. Ale tak, zgadzam się
tutaj, że parytet nie jest sprawiedliwą reprezentacją.

Co to jest sprawiedliwa reprezentacja w systemie demokratycznym?
I czemu
zawężamy spektrum działań tylko do kategorii dwóch płci biologicznych?


Sprawiedliwa reprezentacja w systemie demokratycznym jest to
reprezentacja grup interesów. "Wszystkie kobiety" nie jest
to obecnie grupa interesów, bo wśród wszystkich kobiet występują
interesy rozbieżne. Ktoś może na obecnym etapie najwyżej przekonać
wszystkie kobiety, że mają jakiś wspólny interes. Nie jest to łatwe.
Obecnie, jak rozumiem, próbą taką jest przekonanie wszystkich kobiet, że
parytet jest w interesie ich wszystkich. I okazuje się, że
nie wszystkie kobiety dają się o tym przekonać.

8 - Sensowność doboru metod wobec założonego celu weryfikuje się dopiero
przez rezultaty - czy z tej metodyki czasami nie korzysta od
kilku kampanii wyborczych najbardziej sfeminizowana partia w Polsce -
Zieloni 2004?


Bardzo dobre to zdanie o rezultatach. Niestety jednak nie znam partii
Zielonych, ponieważ osiąga ona zbyt nieistotne rezultaty w swojej pracy,
abym tę partię zauważyła.

- Czy wierzycie w to, że różnobarwny tłum kobiet w postaci pań Bochniarz,
Graff, Kwaśniewskiej, Rokity, Krzywonos i Rostkowskiej jest
tą zbiorowością, która da odpowiedź (tudzież rozwiąże problemy)
ekonomicznej i symbolicznej dyskryminacji kobiet spowodowanej
tak uwarunkowaniami kapitalizmu jaki i hegemonią patriarchatu?


Tłumy są kiepskie w rozwiązywaniu jakichkolwiek problemów. Choćby nawet
były różnobarwne.
anuszka  - @bedzie_dobrze   |07.07.2009 02:46:44
czyli zauwazasz, ze kobiety sa niezainteresowane wladza i niezdolne do
podjecia jej, a jednoczesnie twierdzisz, ze to jest kwestia szkoly. Ze
szkola to robi tym kobietom. Z pierwsza czescia (ze
sa niezainteresowane) ja sie zgadzam. Ciekawy jednak jestem czesci
drugiej. Czyli twojego wyjasnienia przyczyny. Na czym opierasz swoje
przekonanie, ze przyczyny sa takie a nie inne? Bo piszesz jak
o fakcie. Masz jakies dowody?


Z tego co wiem, nie przeprowadzano w Polsce badań socjologicznych pod
tym kątem. Wnioskuję z obserwacji forów internetowych o wychowaniu
(forum gazeta.pl to kopalnia pomysłów dla socjologa), oraz z własnych
doświadczeń szkolnych. Współczesna szkoła premiuje wady
stereotypowo "kobiece": uległość, dłubanie się w nieistotnych
szczegółach, brak chęci przywódczych, brak chęci do walki. Jednocześnie
szkoła bardziej przykrawa dziewczynki do tych cech.
Chłopcom nauczycielki bardziej wybaczają niedopasowanie do tych cech,
które wymieniłam powyżej - "bo to przecież chłopcy".

Przyczyna
tkwi w tym, że szkoła jest sfeminizowana, ale nie przez feministki,
lecz przez tradycyjne, konserwatywne kobiety, które znalazły tam sobie
wygodną przystań. Zauważcie, że zawód nauczyciela w Polsce jest taki,
że nie przyciąga osób zainteresowanych awansem, władzą, prestiżem, wysokimi
zarobkami. Tak się składa, że pasują do niego głównie konserwatywne
kobiety. I one później przekazują dzieciom w szkole SWÓJ system wartości.
bedzie_dobrze   |07.07.2009 03:14:10
Anuszko, ja rozumiem, ze szkola prezentuje jakies wzorce i je probuje wciskac
dzieciom, ale ale to nie jest odpowiedz na moje pytanie. Szkola probuje robic z
dziecmi mnostwo rzeczy. Probuje zmusic dzieci zeby nie biegaly na przerwach a
biegaja. Zeby nie sciagaly na klasowkach, a sciagaja. Zeby sie uczyly, a sie nie
ucza. Zeby nie pily wódy i nie rzygaly z okien na klasowych wycieczkach, a pija
i rzygaja. Zeby nie obsciskiwaly sie na tychze wycieczkach po kątach, a sie
obsciskuja. Zeby nie gadaly na lekcjach, a gadaja. Zeby nie miec tatuazy i
kolczykow w pepku, a maja. Zeby nie popalac trawki, a popalaja. Zeby nie palic w
kiblu, a nie tylko, ze pala, ale jeszcze potrafia co niektorzy zrobic
"jeża" (nie pytaj czym jest jeż, to trzeba zobaczyc po prostu). Czyli to
naprawde nie jest tak, ze jak dzieciakom cos zasugerujesz, to one liniowo to
wszystko kupia. Tak wiec to, ze nauczycielki zarabiajace 1200 brutto maja faceta
ktory zarabia na ich zycie i swoje i nie wyobrazaja sobie jak by moglo byc
inaczej to niekoniecznie jest tak, ze od razu te dziewczynki to od nich kupia
bezkrytycznie. Ty zauwazasz, ze dziewczynki sa mniej od chlopcow zainteresowane
wladza, albo tego nie zauwazasz. W kazdym razie ktos to zauwazyl bo ja do tego
spostrzezenia poczatkowo odnioslem sie w dyskusji, a ty to potwierdzasz
posrednio piszac o tym, ze szkola cos takiego przekazuje. No wiec mozemy sie
umowic, ze mamy taki fakt - one sa mniej zainteresowane niz oni. To jest pewien
fakt. Teraz o jego przyczynie. Ty mowisz, ze przyczyna jest szkola. A ja pytam
jakie masz na to dowody. Ze wlasnie szkola, a nie cos kompletnie innego. Bo
przeciez rownie dobrze mozna by powiedziec, ze dziewczynki to robia wlasnie mimo
szkoly. Mimo tego, ze jest koedukacyjna, mimo tego, ze sa uczone tego samego
materialu, mimo tego, ze sa oceniane wedle tej samej skali itd. Ale nie chce o
szkole. Chcialbym o tych dowodach. Jakie masz dowody, ze to wina szkoly, a nie
czegos kompletnie innego. O to mi chodzi.
Ewa Charkiewicz   |07.07.2009 04:50:02
Jak wynika z tekstu Slawka Sierakowskiego krytyka radykalna jest zbedna i
niepotrzebna poniewaz nieefektywna. Ten argument w ustach Slawkach jak i
szczerosc w tej mierze, jest dosc zabawny, bo efektywnosc jako miara polityki to
zalozenie neoliberalizmu (polityka jako rynek, a rynek w neoliberalnym wydaniu
to efektywna alokacja rzadkich zasobow - po co marnowac polityczne energie na
radykalne glosy, skoro sa one nieefektywne….). Czuc tu takze niezbyt mily
powiew post-postpolitycznosci - konflikty sa nieistotne i dawno przezwyciezone,
wszyscy mamy mowic w tych samych ramach…. Odslania sie tu cala sprzecznosc
projektu Krytyki Politycznej.

Budzi takze duza polityczna watpliwosc
odwolanie do prof Janion, matki chrzestnej dworkowego feminizmu. Panienkom w
dworkach zawsze bylo wolno zajmowac sie literatura, pisac wiersze i studiowac
obce jezyki. Wspolczesny dworkowy feminizm od Janion zamkniety w tych ramach z
XIX wieku, co ma niewiele wspolnego z przeobrazeniami dyskursu i
materialnoscia zycia kobiet we wspolczesnym swiecie. Taki feminizm jest
politycznie dozwwlony i wygodny, bo nie dostrzega i nie podwaza ani
neoliberalizmu ani modernizacji patriachatu.

Z ktoregokolwiek z roznych
feministycznych punktow widzenia by nie patrzec Kongres KObiet Polskich to
polityczny bubel na ktorym wygrywa Lewiatan. Polecam lekture ponad 100
postulatow (roboczy dokument, zestaw postulatow wszystkich sesji) na stronie
www.kongreskobiet.pl

Uderza - ze postalatow z panelu o zwiazkach zawodowych
nie ma.

Za to mnostwo postulatow Lewiatana, w tym na przyklad, zeby odebrac
kobietom prawa emerytalne jakie teraz posiadaja - maja pracowac dluzej…

W
tym roboczym tekscie wychodza ciekawe sprzecznosci,np. neoliberalki postuluja
urzad ds rownegos tatusu oraz neoliberalna legislacja na wzor UE, inne ktosie
(ciekawe kto) chca za to urzedu ds kobiet i rownosci - to sa rozne polityczne
stawki i dyskursy.

O ubostwie dwa razy, za kazdym razem w duchu Lewiatana,
raz propozycja zeby pracownicy sami sie ubezpieczali od bezrobocia, to ich
ryzyko, ich sprawa; i drugi raz aby zmniejszac podatki przedsiebiorcom, ktorzy
zatrudniaja kobiety - obydwa postulaty z neoliberalnego repertuaru.

Wracajac
do tekstu Slawka Sierakowskiego, co poparcia dla parytetu, to szczegolnie
zachecam do rozpoczecia od siebie i od Redakcji Krytyki Politycznej…. wtedy
takie poparcie bedzie brzmialo wiarygodniej.
Rylew   |07.07.2009 05:44:06
Im więcej dowiaduję się o ostatnim KKP, tym bardziej utwierdzam się w
przekonaniu, ze ten rodzaj feminizmu pod patronatem Henryki Bochniarz, duchowym
kierownictwem M. Środy i H.G.W. w tle, nie jest moim feminizmem, a raczej jego
negacją.
Zastanawiam się jak Sierakowski dał się na to nabrać.
blaise   |07.07.2009 05:55:04
To wszystko jest bardzo ciekawe i świetnie, że "kwestia kobieca"
motywuje do dyskusji… Szkoda tylko, że w tle pojawiają się dość niesympatyczne
złośliwości: a to że jedni tylko krytykują i nic nie robią, a to, że inni głoszą
hasła, których sami nie stosują… Wszyscy jakoś tam lewicowi a na zewnątrz
wygląda to zupełnie jak Olejniczak z Napieralskim okładający się na ringu, ale
przecież w imię tej samej, słusznej sprawy :) Tylko czekajmy aż prawiczki to
podchwycą i z niekrytą satysfakcją oznajmią światu jak to młoda polska lewica
wewnętrznie sobie dogryza :)
blaise   |07.07.2009 06:07:25
O wilku mowa.. Dobrze, że Ewa Charkiewicz jednak tu bywa. Nie rozumiem jak ktoś
z KP może firmować wiec poparcia dla Lewiatana i Henryki Bochniarz, to mi się po
prostu nie mieści w głowie. Organizacja ta chętnie zgłasza propozycje odbierania
praw kobietom - pracownicom, by ulżyć kobietom, które są pracodawcami,
przedsiębiorczyniami (prof. Sroda poparła tego typu propozycje). Wydaje się
więc, że podział klasowy jest tu silniejszy niż kobieca solidarność. Dlatego
bezkrytyczne poparcie dla tego typu spotkań jest mniej więcej czymś takim jak
pójście na wiec organizacji, która przyznała nagrodę Palikotowi i stanowi
akceptacje dla postpolityki.
blaise   |07.07.2009 06:11:49
Chwileczkę.
Komentarz nr 16 nie jest mojego autorstwa. Ja napisałem posta nr 17. Bałagan.
krzysia  - krytyka przed i po kongresie   |07.07.2009 06:29:41
Ewa Charkiewicz, zanim w ogóle zaczął się KKP, już go skrytykowała, obecnie
czyni to samo - i tak jak wcześniej, nie zobaczywszy go.
Tak, oczywiscie, warto
analizować teksty, zdarzenia - ale mysle, ze warto również formułując swe sądy,
osobiscie przyglądnąć się znaczącym wydarzeniom odbywającym sie po raz pierwszy.
tiphareth  - ad Anuszka   |07.07.2009 08:18:20
Oczywiście moje pytania w jakimś stopniu odzwierciedlają moje poglądy, ale
naprawdę jestem ciekaw, co na temat tej mantry o parytet sądzą osoby
odwiedzające tę stronę (i dlaczego uważają tak, jak uważają).
Tym bardziej
interesuje mnie, dlaczego Sierakowski przyłącza się do tego mantrycznego chórku,
nie zauważywszy, że jego argumentacja (tak w sprawie parytetów, jak i w obronie
KKP) jest zwyczajnie słaba.
Dlatego wolałbym już zgodzić się z taką oto wersją,
że Sławek nie broni głupiej argumentacji za parytetami ani wątpliwej
formy/treści KKP, tylko broni osobistego (środowiskowego?) sukcesu swojej
redakcyjnej koleżanki (i że taka sama jest motywacja "parytetowych
apologetów").
Proponowałbym lewicowym uczestnikom i zwolennikom KPP
przejrzeć się bliżej historii pani Krzywonos i zadać sobie pytanie:
Który
rodzaj dyskryminacji dotknął ją najbardziej - ta ze względu na płeć, czy ta
ogólnoludzka generowana przez nierówności ekonomiczne?

Tak więc wszystkim
parytetowym feministom i feministkom proponowałbym rozważyć jeszcze raz,
zwycięstwo w której walce będzie miało kluczowy wpływ na poszerzenie przestrzeni
Wolności dla kobiet i kto jest naszym sojusznikiem w tej walce.
Bo może się
okazać w przyszłości, że walka o parytety została wygrana, ale zwycięstwo to
okazało się być celem samym w sobie (polecam dla lepszego zrozumienia problemu
lekturę artykułów pani Delick).
anuszka  - @bedzie_dobrze   |07.07.2009 11:28:25
Zgaduję, że po to upierasz się, by wycisnąć ze mnie, co jest przyczyną, że
dziewczynki nie garną się do władzy, aby pokazać mi, że to nie szkoła, a
rodzice. A rodziców trzeba wychować. Czyli zapewnić im parytety. Czy dobrze
zgaduję?

Mnie naprawdę nie interesuje, co jest tą najpierwszą przyczyną, co
było pierwsze: jajko czy kura? Ja myślę pragmatycznie: kogoś trzeba wychować
(zgadzasz się ze mną w tym punkcie, jak sądzę). I twierdzę: wychować dorosłych
się nie da. Albo w znacznie mniejszym zakresie, niż da się wychować
dzieci.

Rodzice wpływają na dzieci, bo tak zostali wychowani. Nauczycielki
wpływają na dzieci, bo tak zostały wychowane. Jest sens szukać nie pierwszych
przyczyn, lecz najsilniejszych źródeł wpływów. I ja twierdzę, że takim źródłem
jest szkoła.

Mówisz: dzieci biegają, gadają, biją się pomimo szkoły. Ha! Ale
dziewczynki mniej biegają, gadają i biją się. Szkoła ma na nie większy
wpływ.

Nawet jeśli nie uwierzysz mi na słowo - nie, nie mam dowodów - to
spróbuj przynajmniej zastanowić się nad tym:

Czy dzieci umieją matematykę
dzięki szkole, czy pomimo szkoły? Czy dziewczynki umieją matematykę gorzej od
chłopców - dzięki szkole, czy pomimo szkoły? Tu akurat różne badania istnieją i
sugerują, że to szkoła zniechęca dziewczynki do matematyki.

I teraz mój
argument jest taki: Nikt nie oczekuje od rodziców, że za szkołę nauczą dzieci
matmy czy fizyki. Dlaczego więc oczekiwać od rodziców, że za szkołę nauczą córki
garnąć się do rządzenia krajem?

Idea szkoły zawsze jest taka, że szkoła ma
być trochę mądrzejsza od rodziców. I niezależnie od tego, jak rodzice wychowują
dzieci, szkoła ma wyrównywać szanse, korygować to, co rodzice we własnym
zakresie robią nie najlepiej.

Zauważ, że patrząc od tej strony, nie ma tu
sensu rozważać "co jest przyczyną", że dziewczynki zachowują się tak a
nie inaczej.

Po prostu szkoła ma na ludzi tak silny wpływ, że to ona powinna
się zająć wpajaniem zasad równości, również równości kobiet.

Ale kto w
szkole ma to robić, skoro same nauczycielki póki co w większości tego nie czują?
To tak, jak ksiądz uczący wychowania seksualnego.
bedzie_dobrze   |08.07.2009 03:53:48
>Zgaduję, że po to upierasz się, by wycisnąć ze mnie, >co jest przyczyną, że
dziewczynki nie garną się do >władzy, aby pokazać mi, że to nie szkoła, a
rodzice.

w zadnym wypadku :) dzieci ucza sie zachowan typowych dla swojej
plci od rodzicow, to fakt. Ale uwazniejsi badacze dawno zauwazyli, ze kopiuja
one zachowania typowe dla swojej plci nawet od przedstawiciela plci odmiennej.
Czyli znow - robia to mimo rodzicow. Wyniki badan nad dziecmi z deformacjami
narzadow plciowych wychowywanych na przedstawicieli plci przeciwnej pokazuja to
samo - dzieci odnajduja identyfikacje plciowa wlasciwa dla swojej konstrukcji
mozgu mimo wychowania przeciwnego tej identyfikacji. O roli plciowej decyduje
biologia. Szkola moze byc z tym zgodna lub niezgodna, ale to niewiele zmieni.


>dziewczynki mniej biegają, gadają i biją się.

oczywiscie. A dzieje sie
tak z powodu ich biologii. I pozniej ten sam mechanizm sprawia, ze sprawnie
administruja firmami pamietajac wszystko co i kiedy trzeba zalatwic i sa dobrze
wyksztalcone, maja wszystkie mozliwe kursy i papiery, a pracuja w firmach
bedacych wlasnoscia mezczyzn. Ktorzy nie sa zdyscyplinowani, a w szkole biegali
i gadali. To biologia.

>nie ma tu sensu rozważać co jest przyczyną, że
dziewczynki zachowują się tak a nie inaczej.

jesli cokolwiek w tej dyskusji
ma sens, to wlasnie zastanawianie sie nad przyczyna. Jak sie nie zastanawiasz
nad przyczyna i jednoczesnie mowisz "to szkola, to szkole trzeba
zmienic" to prowadzisz do zawracania wisly kijkiem. Rownie dobrze mozna
ludzi oduczac masturbacji za pomoca programow edukacyjnych. Taki sam sens i taka
sama skutecznosc.
Rylew  - anuszka   |08.07.2009 04:12:50
A czy nie zastanawiałaś się nad tym czy może istnieją jakieś predyspozycje
naturalne, atawizmy, wynikające z ewolucji, z samego wyboru natury kto ma rodzić
dzieci, które różnicują zainteresowania dziewczynek i chłopców ?
Jak było w
prehistorii, mężczyzna silny zręczny zostaje myśliwym i wojownikiem, kobieta
rodzi dzieci, karmi, pilnuje ich. To są początki naszej kultury.
Dzisiaj dzieci
np. roczne, gdy dostaną do wyboru, na ogół wybierają zabawki zgodne z ich
naturą. Może to nie przypadek ? Wpływu szkoły jeszcze nie ma, rodziców chyba
jeszcze nie.
Dziewczynki wolą bawić się lalkami, będą matkami. To determinuje w
decydujący sposób ich przyszłe losy. Naturalnie po okresie macierzyństwa mogą
jeszcze szukać spełnienia w dziedzinach, które są dla nich atrakcyjne, ale i tak
są już upośledzone jeśli chodzi o start w wielu dziedzinach życia.

Czy
możemy uwolnić kobiety od przeznaczenia jakie im wybrała natura ? Jaki to ma
sens ?
Czy władza leży w naturze kobiety ?

*Gdyby jajko miało inną formę,
życie kury byłoby potworne*
m_v_m   |08.07.2009 05:25:13
Wolałabym nie tłumaczyć moich szans życiowych determinizmem biologicznym. Co to
za sformułowanie: czy można uwolnić kobiety od przeznaczenia jakie wybrała im
natura??? Jakoś do tej pory nie poczułam tego przeznaczenia a zewsząd dookoła
różne siły próbują mi wmówić, że jeśli nie jestem matką to nie jestem kobietą,
albo jestem kobietą niepełną, niezrealizowaną. Czy rozwój ludzkości nie oznacza,
że potrafimy docenić inne wartości poza tymi czysto biologicznymi? I nie
wywyższać znaczenia jednych nad drugimi? Nigdy nie pogodzę się z
zaszufladkowaniem mnie w pewne role z powodu płci.
Nie wspominając o samym
"przeznaczeniu"… :) Wolałabym sama wybierać pigułkę w tym
Matrixie.

Co do początkowego tematu debaty. Nigdy nie dopatrzyłam się w
żadnym z tekstów sygnowanych przez KP uwielbienia dla Henryki Bochniarz…
Sugerowanie, że poprzez poparcie KKP środowisko Krytyki rezygnuje z postulatów
lewicowych jest trochę za daleko posunięte. Zupełnie jak zarzut, że przez
zapraszanie prawicowych publicystów debata nie ma czysto lewicowego
przesłania.

Nie uważam, że kobiet powinno być we władzy więcej tylko dlatego,
że w ogóle jest ich więcej i dlatego, że ze względu na swoją biologię (znowu!
:)) lepiej czują. Ale popieram postulat parytetu i sam KKP, bo lepsze to niż
nic. Bo lepsza jakakolwiek próba przełamania niż status quo.
Rylew   |08.07.2009 07:09:08
> Wolałabym nie tłumaczyć moich szans życiowych determinizmem
> biologicznym.

Więc co, lepiej schować głowę w piasek i myśleć, że go nie ma?

> Co to za
sformułowanie: czy można uwolnić kobiety od
> przeznaczenia jakie wybrała im
natura???
Czy chcemy mówić o formie wypowiedzi czy o istocie problemu
?

Naturalnie, w naszej kulturze w czasach *płynnej nowoczesności*, jak je
nazwał Z. Bauman, masz prawo wyboru swojej drogi życiowej i własnego sposobu
poszukiwania sensu życia, a porad i namawiań *różnych sił* nie musisz słuchać.
Nie musisz też słuchać głosu natury.
Masz wolną wolę, przynajmniej
teoretycznie, bowiem jeszcze dokładnie nie wiemy co stoi za ową wolą. Warto się
nad tym zastanowić.

Właśnie przed chwilą oglądałem reportaż naukowca
niemieckigo, który bada od 60 lat plemiona ludzi o prymitywnym stopniu
rozwoju
w Afryce. Ciekawe zdjęcia, filmy. Jedno z nagrań pokazuje młodą kobietę
z dzieckiem na ręku. To całe jej szczęście, ale jakie!!!. Szczęście emanowało z
twarzy tej kobiety z nadzwyczajną siłą wyrazu. Siedzi w błocie, po twarzy jej
chodzą muchy, a ona szczęśliwa, że ma swoje dziecko i może je przytulić.
Innego
szczęścia nie zna. Nie wie jeszcze, że można robić coś innego, ciekawszego,
lżejszego, bardziej frapującego. Nie wie, że dziecko może ją cofnąć w rozwoju,
w spełnieniu jej planów itd.

Społeczeństwa współczesne odchodzą od natury,
korzystając z oferty jaką stwarza modernizacja, ale czy to jest właściwy
kierunek, trudno jednoznacznie osądzić.


Co do KKP i KP to coraz bardziej
widać, że Lewiatan pożera naiwne feministki, skonsumował ze smakiem A.Graff , a
wygląda na to, że i Sierakowski ma ochotę posilić potwora :).
Podobno kobiety
zarabiają ok 15% mniej od mężczyzn. Pani Bochniarz może u swoich pracodawców
załatwić, żeby mężczyźni zarabiali tyle samo co kobiety, 15% mniej:).

Ruch
kobiet na rzecz poprawy ich sytuacji nie jest zły. Jest tyle do zrobienia. Jeśli
popatrzeć na przykład na kobiety wiejskie, czy ze środowisk
robotniczych.
Natomiast ruch kobiet jako trampolina dla najbardziej zaradnych
to nie z moich marzeń.
anuszka   |08.07.2009 09:03:28
To biologia.

Taa… I to, że w teście ELSA z matematyki różnica między dziewczynkami
i chłopcami w Niemczech była większa niż w Polsce, to też biologia…
Te prawdziwie męskie, germańskie geny… ;-) :-P
anuszka  - @bedzie_dobrze   |08.07.2009 09:03:51
To biologia.

Taa… I to, że w teście ELSA z matematyki różnica między dziewczynkami
i chłopcami w Niemczech była większa niż w Polsce, to też biologia…
Te prawdziwie męskie, germańskie geny… ;-) :-P
dcio  - to nie byl kongres kobiet   |08.07.2009 12:54:50
To byl kongres pan kwasniewskiej i srody.

Dostaly z budzetu panstwa 500 tys
zl.
Juz wyslalem do ministerstwa ktore dalo im te pieniadze zadanie z
zapoznaniem sie z dokumentami z ktorych wynika, ze dwie osoby moga sobie wziac
500 tys zl.

Jakas paranoja. Jak kobiety chca sobie pogadac to niech same za
to placa.

Juz wystarcza , ze musze placic na partie polityczne ktore wcale mi
sie nie podobaja.
Ewa Charkiewicz   |08.07.2009 15:17:15
Ludwik XIV kazal wykuc na armatach napis: ostatnia bron krola… ostatnia bron
imc ‘dcio’ to donosik… Jakie to znajome, niestety.

A Lewiatana i
Bochniarz (niewatpliwie wspolautorka Kongresu, obok Srody i Bochniarz) to juz
do donosu imc ‘dcio’ nie dolacza? Obawa przed klapsem w pupe od ‘panujacej
wladzy? Autorytetow sie nie szarga, bo za to mozna dostac w pupe, ale
‘szarganie’ kogolwiek kogo uwaza sie za lewice - to juz przyzwolone, mozna
szargac bez obaw o klapsy, bo z tego rozgrzeszenie i dobra cenzurka w nowej
szkole starego posluszenstwa. Jakiz posluszny chlopiec/dziewczynka z tego
‘dcio’…
Ewa Charkiewicz  - skoro jestem zalogowana   |08.07.2009 15:40:03
to jeszcze do Slawka Sierakowskiego, ktory napisal: "Warto jednak uświadomić
sobie, że polityka w ogóle zaczyna się od kompromisu."

Otoz jesli do
polityki wchodzi sie zaczynajac od kompromisu, to od razu wchodzi sie ze
straconej pozycji…(chyba ze celem nie sa zmiany ale uznanie). Aby wejsc do
polityki z szansa na jej transformacje trzeba najpierw wypracowac analizy tego
co sie dzieje i wlasne stanowisko. (Jako alternatywny dobry przyklad polecam
teksty w Nowym Tygodniku Popularnym gdzie konkretne analizy tego co tu i teraz
w Polsce, a nie tylko marketing Zizka czy Butler bez zadnych zastosowan do
analiz polskiej sytuacji). Przymilanie sie do Dzienika et al i krytyka jako to
co opublikuje Dziennik czy GW to droga na skroty do nikad.
bala  - dyskusja wokół KKP   |09.07.2009 04:33:56
Cała dyskusja wokół KKP wydaje mi się dyskusją obok. Mam wrażenie, że nie chodzi
w niej o zderzenie poglądów  feministycznych lub nie, ale o interesy różnych
środowisk. Bardzo ostry ton artykułu Sierakowskiego, w stylu mołczet sobaki,
da się zrozumieć jeżeli jest to element środowiskowej rozgrywki (o której nic
nie wiem), ale trudny jest do przyjęcia jako adekwatna odpowiedź na zarzuty
Mrozik i Szumlewicza.
Zgadzam się ze Sławomirem Sierakowskim kiedy mówi, że
feministki nie przegrały kongresu. I myślę, że zgodzą się z nim wszyscy, którzy
znają feministyczne postulaty. Bo przecież żądania wysunięte przez KKP są
postulatami stricte feministycznymi; choć w formie są bardzo ostrożne, do
strawienia dla wszystkich to w treści są czysto feministyczne. Nie są też
polskim patentem  zostały wypracowane przez ruch kobiet w latach 70, 80. i do
tej pory, z dobrym skutkiem wypróbowane przez wiele rządów krajów rozwiniętych.
Rola polskiego feminizmu polegała na wprowadzenia ich na polski grunt i
konsekwentnym dążeniu do ich oswojenia, zaakceptowania jako niezbędny element
funkcjonowania demokratycznego państwa prawa. KKP dokonał aktu ostatecznego
mainstreamingu, wpisał w główny nurt polityki feministyczne postulaty i jest
to wielka, niezaprzeczalna zasługa Kongresu. Czy mógł osiągnąć więcej? Zawsze
można chcieć więcej i trzeba zastanawiać się jak to soiągnąć. I dlaczego nie
rozumiem dlaczego KKP nie powinien być krytykowany  chyba o to chodzi, żeby
rozmawiać, czy się mylę?
Nie wiem co Sierakowski ma na myśli kiedy mówi:
Dopóki bowiem nie zostaną zapewnione podstawowe warunki równego udziału kobiet
w decydowaniu i równość płci nie stanie się stałym elementem polityki państwa
każdy inny postulat feministyczny będzie miał dużo mniejsze warunki możliwości
realizacji. Równy udział w decydowaniu i dobra polityka równościowa to bardzo
szerokie, dalekosiężne cele feminizmu. Nie można czekać na ich osiągnięcie zanim
podejmie się inne feministyczne działania i zgłosi inne postulaty. Wprost
przeciwnie, jeżeli nie będzie szerokiego spectrum działań i postulatów, również
bardzo radykalnych, wypracowanie odpowiadającego wszystkim consensusu będzie
niemożliwe. Wystarczy popatrzeć na jakiej zasadzie kompromisem, w stosunku do
postulatów czysto fundamentalistycznych, nazywana jest ustawa anty-aborcyjna
czy ustawa Gowina.
m_v_m  - "feminizm salonowy"   |09.07.2009 06:22:50
Kolejny głos do debaty na temat KPP w dzisiejszej Rzepie:
http://www.rp.pl/artykul/2,331205_Bilska__Feminizm _salonowy.html
krzysia  - spotkanie dwóch "feminizmów"   |09.07.2009 06:43:04
Tak, ten artykuł w Rzeczpospolitej wyraźnie wskazuje, ze zawiązał sie sojusz
między skrajnymi skrzydłami feministek - prawicowymi i lewicowymi …
Czy
rzeczywiscie ?
V.C.   |09.07.2009 07:21:01
Sławek zbyt ostro atakuje autorów tekstu. W stosunku do różnego autoramentu
prawicowców tego nie czyni. Atakuje na tyle ostro, że zachodzi uzasadnione
podejrzenie, iż nie chodzi tu jedynie o różnicę zdań, lecz o animozje osobiste.
O ile mi dobrze wiadomo, Piotr Szumlewicz był kiedyś członkiem REDakcji KP.
Dlaczego przestał? Został wyrzucony? Z jakiego powodu?
Felek   |09.07.2009 08:56:59
V.C., odpowiedź jest prosta. Chodzi o wycinanie wszystkiego, co na lewo od KP.
Na prawo jak słusznie zauważyłeś S.S. tak nie szarżuje. Bo osławiony
"konflikt", "antagonizm" nie jest z prawicą, tylko z lewicą.
Zazwyczaj się do niej zreszta nie przyczepia, tylko ostentacyjnie nie zauważa:
czy widziałeś kogoś z lewicy innej niż KP na spotkaniach KP? Zawsze natomiast
mnóstwo prawicy. A że A.Graff ma identyczną jak S.S. strategię wobec feminizmu w
Polsce, to swoją drogą. Tylko niech nikt nie mówi, że ta strategia jest
skuteczna, pragmatyczna, etc - bo nie jest. Chyba że chodzi o indywidualny lans
"na lewicę" (feminizm). Ale nie utożsamiajmy może ponowocześnie lewicy
(feminizmu) z lansem, ok?
Felek   |09.07.2009 08:57:17
V.C., odpowiedź jest prosta. Chodzi o wycinanie wszystkiego, co na lewo od KP.
Na prawo jak słusznie zauważyłeś S.S. tak nie szarżuje. Bo osławiony
"konflikt", "antagonizm" nie jest z prawicą, tylko z lewicą.
Zazwyczaj się do niej zreszta nie przyczepia, tylko ostentacyjnie nie zauważa:
czy widziałeś kogoś z lewicy innej niż KP na spotkaniach KP? Zawsze natomiast
mnóstwo prawicy. A że A.Graff ma identyczną jak S.S. strategię wobec feminizmu w
Polsce, to swoją drogą. Tylko niech nikt nie mówi, że ta strategia jest
skuteczna, pragmatyczna, etc - bo nie jest. Chyba że chodzi o indywidualny lans
"na lewicę" (feminizm). Ale nie utożsamiajmy może ponowocześnie lewicy
(feminizmu) z lansem, ok?
bedzie_dobrze   |09.07.2009 22:54:53
>w Niemczech była większa niż w Polsce

no i pewnie wiele innych podobnych
przykladow mozna pokazac. Chocby taki, ze w wielu krajach nawet w tescie
czytania i pisania bylyby roznice, bo dziewczynki tego sa tam byle jak uczone.
To oczywiscie pokazuje, ze sposob podejscia do ucznia wplywa na jego wyniki ale
tez ja tego nie kwestionuje. Tyle, ze to absolutnie nie jest dowod, ze w
uzdolnieniach miedzy kobietami i mezczyznami nie ma roznic. Pokazuje to tylko,
ze moze tu dzialac wiecej niz jeden czynnik. Jesli juz mowimy o zdolnosciach (ja
mowilem raczej o potrzebach niz o zdolnosciach, ty przeszlas na kwestie
zdolnosci) i roznicy w nich, nie ma w ogole czegos takiego jak "zdolnosci
matematyczne" po prostu. Czyms innym jest obracanie figur w wyobrazni w
przestrzeni, czyms innym wykonywanie obliczen w pamieci, jeszcze czyms innym
pamieciowa zdolnosc przyswajania procedur rozwiazywania zadan okreslonych typow
w ktorych rozwiazanie juz istnieje i trzeba je odnalezc (edukacja matematyczna
glownie na tym obecnie w szkolach srednich polega, ze sie uczy takich procedur),
czyms innym jest umiejetnosc syntezy posiadanej wiedzy tak, zeby wymyslec
procedure rozwiazania zadania nieznanego typu w ktorym nie ma jednego mozliwego
rozwiazania, a jeszcze czyms innym umiejetnosc operowania abstrakcjami i
tworzenia _nowych_jakosci, czyli taka, mozna powiedziec "dzielnosc
poznawcza" ktora sie przydaje przy tworzeniu nowych teorii. Odrebna kwestia
jest pilnosc uczniowska, czyli sklonnosc do odrabiania wszystkiego tego, co bylo
zadane. Bycie przygotowanym :) Roznice w obracaniu figur sa ewidentne. Wiadomo
tez, ze testosteron wprost sie na to przeklada, bo daje sie manipulowac tym
wynikiem za pomoca zastrzykow testosteronu. Prawdopodobnie wyobraznia
przestrzenna jest wiec jakas pochodna zdolnosci i sklonnosci do fizycznej walki,
ktora z punktu widzenia OUN nie jest przeciez niczym innym niz wlasnie
rozwiazywanym szybko zadaniem na dynamiczne przeliczanie pozycji obiektow,
ciezarow i balansow w przestrzeni. Problem z osiagnieciami kobiet i mezczyzn nie
dotyczy jednak zdolnosci. Autorami miazdzacej wiekszosci teorii matematycznych
sa mezczyzni, takze jesli chodzi o wspolczesne teorie. Przypuszczam jednak, ze
gdyby mezczyzni mieli duzo nizsze zdolnosci np. do obracania figur w wyobrazni,
wymysliliby maszyny, ktore by im pomagaly jesli by to tylko moglo decydowac o
pozycji spolecznej. Bo istota tkwi wlasnie w tym. Mezczyzni bardziej niz kobiety
pragna miec wladze, chca miec wlasne teorie a nie replikowac cudze, chca byc
autorytetami a nie miec autorytety i wola bronic wlasnego zdania, niz na
przyklad czuc wdziecznosc. I to jest wlasnie biologia. I dlatego chodza na mecze
i biegaja w szkole. Dlatego tez czesciej sa sprawcami przestepstw, dlatego
wywoluja wojny i dlatego miedzy innymi zakladaja partie polityczne, czy formacje
takie jak KP. Nie ma takiego gatunku zwierzat na Ziemi, w ktorym zachowania
samcow i samic nie roznilyby sie. I generelnie regula jest jedna - samce daza do
zbudowania pozycji w hierarchii za pomoca takich srodkow, jakie akurat w danym
srodowisku moga do tego sluzyc. Jesli najlepszym sposobem zdobycia pozycji w
hierarchii bedzie opanowanie feministycznego i lewicowego dyskursu, samce homo
sapiens to zrobia i beda w tym nawet lepsze od samic :)
m_v_m   |10.07.2009 02:31:32
Tak, tak i dlatego - sorry - ale nie wierzę w szczerość żadnego z
"samców", którzy podpisali Manifest Feministów :)
Wszystko jest
polityką.
Nie zamierzam kwestionować wszystkich argumentów biologicznych.
Uważam jednak, że chowaniem głowy w piasek jest właśnie tłumaczenie przez
mężczyzn wszystkiego biologią. Tak trudno jest się Wam pogodzić z tym, że mimo
biologii :) część kobiet zamarzyła o władzy, zakładaniu partii politycznych i
ułożenia sobie życia według schematu innego niż K(inder)K(irche)K(ueche) :)?
bedzie_dobrze   |10.07.2009 03:46:11
Dziwny bug w tym forum: jestem anuszka, a zalogowało mnie z loginem
bedzie_dobrze… Naprawdę.
bedzie_dobrze   |10.07.2009 03:51:44
Jesli naprawde jakas znaczaca czesc kobiet zamarzylaby o wladzy i pozycji,
feminizm nie mialby czym sie zajmowac, bo te kobiety po prostu zrobilyby to, co
dzis robia mezczyzni, czyli zalozylyby wlasne partie, wlasne firmy, koncerny,
wlasne pomysly na restauracje jakichs tam "wolnych śląsków" czy
"niepodległych kaszub" by wykoncypowaly zeby tam samowładzie rządzić i w
nich by sobie rzadzily. I by feminizm przestal byc potrzebny komukolwiek. Poki
co jest potrzebny, bo jest zbiorowa identyfikacja projekcyjna - to nie jest tak,
ze my czegos nie robimy, tylko to jest tak, ze wy nam na cos nie pozwalacie. Czy
mi to przeszkadza, ze czesc kobiet to feministki? Niespecjalnie. Tak czy siak
feministki sa bardziej interesujacymi rozmowczyniami niz na przyklad katoliczki.
anuszka  - @bedzie_dobrze   |10.07.2009 03:57:12
Bedzie_dobrze, ale jak tłumaczysz fakt, że jakiś procent kobiet jednak jest
zainteresowanych władzą, naukami ścisłymi itp? Jeśli wg ciebie to wszystko
biologia, to znaczy, że wielu kobietom biologia pozwala zajmować się z sukcesem
władzą i naukami ścisłymi. Zgadzasz się z tym?
anuszka   |10.07.2009 03:58:08
Po pierwsze - dlaczego jestem podpisany jako anuszka? Przecież jestem piotrp…
Czyżby łapki feminizmu dotarły aż tak daleko:)

Tezy stawiane przez Mrozik i
Szumlewicz są tak bardzo radykalne, że nawet radykalna lewica KP nie jest w
stanie się pod nimi podpisać. Zamykanie się we własnym kręgu doktrynerskich
feministek jest niebezpieczne, ponieważ z góry zakłada dyskryminację osób o
innych poglądach, a takie właśnie kobiety znalazły się podczas kongresu kobiet.
Różnorodność światopoglądowa jest szczęściem i demonizowanie organizatorów, że
kongres nie przerodził się w spotkanie feministek jest nie na miejscu.
Paradygmat feminizmu, jako czynnik udziału w kongresie, jest nietolerancyjny. Z
drugiej jednak strony, jak słusznie zauważa Sierakowski, język Agnieszki Graff
spotkał się z ciepłym, jak nie z gorącym przyjęciem. Daje to nadzieję na
ewolucję polskiej mentalności.
Dla jasności - piotrp
wodnamałpa  - biologia? :)   |10.07.2009 05:54:39
Cytat:
A czy nie zastanawiałaś się nad tym czy może istnieją jakieś predyspozycje
naturalne, atawizmy, wynikające z ewolucji, z samego wyboru natury
kto ma rodzić dzieci, które różnicują zainteresowania dziewczynek i
chłopców ?
Jak było w prehistorii, mężczyzna silny zręczny zostaje
myśliwym i wojownikiem, kobieta rodzi dzieci, karmi, pilnuje ich. To
są początki naszej kultury.
Dzisiaj dzieci np. roczne, gdy dostaną do
wyboru, na ogół wybierają zabawki zgodne z ich naturą. Może to
nie przypadek ? Wpływu szkoły jeszcze nie ma, rodziców chyba jeszcze
nie.
Dziewczynki wolą bawić się lalkami, będą matkami. To determinuje w
decydujący sposób ich przyszłe losy. Naturalnie po
okresie macierzyństwa mogą jeszcze szukać spełnienia w dziedzinach,
które są dla nich atrakcyjne, ale i tak są już upośledzone jeśli chodzi o
start w wielu dziedzinach życia.

Czy możemy uwolnić kobiety od
przeznaczenia jakie im wybrała natura ? Jaki to ma sens ?
Czy władza
leży w naturze kobiety ?



Litości&
Raymond Dart, autor hipotezy Man-the-Hunter, nie żyje od 20
lat, a od co najmniej 40 wiadomo, że Man-the-hunter jest mitem, bo
myśliwy tyle dokłada do wyżywienia rodziny, ile dzisiaj wędkarz. Poza tym,
że hipoteza jest fałszywa, to nic nie wyjaśnia, ani nie usprawiedliwia
dyskryminacji kobiet.

Sformułowanie wybór natury kto ma rodzić
dzieci jest zabawne. Są organizmy, które mają aparat rozrodczy i się
rozmnażają (samice) i organizmy, które go nie mają i przewożą się
na gapę (samce), u ssaków ta różnica jest bardziej zaakcentowana ze
względu na wewnętrzny etap rozwoju organizmu potomnego. Nie wynika z tego,
że mężczyźni nie powinni mieć praw  a tym bardziej nie wynika z tego,
że kobiety nie powinny mieć władzy.

Pytanie nie brzmi czy władza leży
w naturze kobiety, tylko czy natura usprawiedliwia ograbianie kobiet
z władzy. A jeśli usprawiedliwia, to co z tego? Natura usprawiedliwia
kradzież i zabijanie, to nie powód, żeby ludzie usprawiedliwiali.

Jeśi
chodzi o odważną tezę wiec poparcia dla Lewiatana to można ją
postawić wyłącznie jeśli się nie było na tym kongresie, albo się na nim
było z opaską na oczach i stoperami w uszach.

Krytyka z
pozycji radykalnych jest potrzebna. Ciekawa byłabym pokongresowej
rewizji przedkongresowych zarzutów Ewy Charkiewicz na przykład. Ale na
razie nie widze nic nowego, tylko zapiekanie się w nieprawdach
(aborcji nie było, wykluczenia nie było, & itd. a otóż były)

No i
warto pamiętać, że lewica już nie raz w historii posłużyła
się kobietami instrumentalnie. Kobiety muszą jej patrzeć na ręce, nie
ma wyjścia. [/QUOTE]
wodnamałpa  - interpunkcja   |10.07.2009 05:57:21
sorry, ale cos szwankuje a to z logowaniem, a to z interpunkcją :(
i
przepraszam, że przydługo
bedzie_dobrze   |10.07.2009 06:36:50
Narzekacie na buga, a ja dopiero teraz odkrylem przycisk "nastepna" w
prawym dolnym rogu. Strach pomyslec ilu dyskusji moglem przez to nie dokonczyc
:)

>Bedzie_dobrze, ale jak tłumaczysz fakt, że jakiś >procent kobiet jednak
jest zainteresowanych władzą, >naukami ścisłymi itp?

:)
a jak ty go
tlumaczysz? Skoro wszystkie kobiety wychowuja sie w tym samym patriarchalnym
spoleczenstwie, to dlaczego na George Sand ten caly patriarchalny system nie
zadzialal? Odpowiedz latwo znalezc obserwujac inne przyklady osob, na ktore
socjalizacja zgodna z zamierzona plcia nie zadzialala. Takimi przykladami sa
transseksualisci i chlopcy urodzeni z uszkodzeniami narzadow plciowych, ktorym
te uszkodzone narzady amputowano w dziecinstwie i probowano ich wychowywac na
dziewczynki. Mozg sie buntuje przeciw roli predzej czy pozniej. Osoba ma
poczucie sprzecznosci miedzy tym w co sie ja probuje wtloczyc a tym co
wewnetrznie czuje jako wlasne. Bo ma inna plec mozgu niz sie od niej wymaga.
Czyli plec mozgu istnieje. Gdyby nie istniala, transseksualizm nie moglby sie
pojawic. Podobnie zreszta jak feminizm. Gdyby o naszych zgodnych lub niezgodnych
z plcia zachowaniach decydowala szkola, zadnych wyjatkow by nie bylo. Oddzielna
kwestia to powszechne ostatnio zjawisko nadodpowiedzialnych kobiet z syndromem
leku przed utrata kontroli i kompetencji. W pierwszym pokoleniu masz rodzine
ktora albo jest niepelna, albo ojciec jest kontestowany przez matke. W efekcie
dziewczynka nie ma zadnego poczucia bezpieczenstwa i probuje wszystko zrobic
sama. Byc niezalezna, kontrolowac wszystkie impulsy (stad anoreksja na
przyklad), miec wysoka pozycje zawodowa.. No i dochodzi do tego kosztem
gigantycznego wysilku emocjonalnego. Zwiazku zadnego z mezczyzna miec nie moze,
bo boi sie panicznie jakiejkolwiek zaleznosci, wlasnych potrzeb, pokazania
slabosci itp. No wiec leci na psychotropach, dietach i kolejnych terapiach
kobiecej swiadomosci "biegnacej z huskimi" itd. I jest sama. To juz
wtedy nie jest biologia.
Zeby bylo wszystko jasne - ja nie mowie, ze kobiety
nie sa w stanie kierowac firma czy byc naukowczyniami scislymi. Oczywiscie, ze
sa w stanie. Problem w tym, ze tego nie chca, bo nasza biologia i psychika na
niej oparta sa nakierowane na bycie w zwiazkach. Mysle, ze ani kobiety nie sa
zainteresowane byciem z mezczyznami nad ktorymi by mogly dominowac, ani
mezczyzni nie chca z takimi kobietami byc. I na tym sie cala rownosciowa
koncepcja wyklada.
bedzie_dobrze   |10.07.2009 06:50:48
>autor hipotezy Man-the-Hunter, nie żyje od 20 lat, a od co najmniej 40 wiadomo,
że Man-the-hunter jest mitem, bo myśliwy tyle dokłada do wyżywienia rodziny, ile
dzisiaj wędkarz

mysliwy nie jest ceniony za to ze jest pozyteczny, tylko za
to, ze jest odwazny. To ryzyko, przygoda, nieprzewidywalnosc i sprawnosc sa
wartosciami, a nie "wartosci odzywcze". Mysliwi sa cenieni z tego samego
powodu co wojownicy - bo maja ciekawe zajecie ktore fascynuje obserwatorow. Po
drugie nie zawsze ludzie zyli w rejonach obfitujacych w roslinnosc. Istnieja tez
eskimosi, jest tajga, sa polskie zimy, istniala pora lodowcowa itd. Wyjdz w
grudniu do lasu i ci zycze powodzenia jak uzbierasz obiad.
Po trzecie wreszcie
masa pokarmu to jedno, a jego wartosc to drugie. Mieso to aminokwasy egzogenne,
ktorych nie uzbierasz z korzonkow. Po czwarte mysliwy nie tylko poluje na mieso.
On moze takze bronic przed napascia zwierzecia lub innego czlowieka przy uzyciu
prawie tych samych umiejetnosci. Kult mysliwych jest powszechny, bo ludzie maja
w sobie pierwiastek destrukcji, ktory musi sie jakos realizowac. Samymi
wycieczkami na grzyby tego nie zalatwisz :)

>Pytanie nie brzmi czy władza
leży w naturze kobiety>, tylko czy natura usprawiedliwia ograbianie kobiet >z
władzy

jesli wladza rzeczywiscie nie lezy w naturze kobiet, to cala gadanina
o ograbianiu ich z wladzy jest nic nie wartym belkotem
m_v_m  - @będzie _dobrze   |10.07.2009 07:09:28
Sugerujesz, że jestem transseksualistką tylko o tym nie wiem? Mam mózg faceta i
o tym nie wiem? Mój ojciec nie był kontestowany przez matkę, nie mam anoreksji i
problemów z angażowaniem się w związki :) I nie mam ochoty na pełnienie typowo
służalczych funkcji przez całe życie.
O płci mózgu wiemy mniej więcej tyle ile
o istnieniu innych cywilizacji, zdecydowanej szkodliwości antykoncepcji dla
zdrowia czy kodu DNA. Nie możemy zakładać, że coś jest na 100% pewne, bo tak
chyba jednak nie jest.
Kobiety i chcą i są w stanie. Większość z nich o tym
nie wie, z wielu przyczyn. Cywilizacyjno- kulturowych, nie biologicznych. Poza
tym, tego że mężczyźni sprawują władzę nie tłumaczyłabym biologią. Są tacy,
którzy owszem się do tego nadają, ale są też safanduły i dupy, które nie mają
pojęcia o sprawowaniu władzy czy zarządzaniu. Generalnie nie powinniśmy
generalizować :)i wrzucać wszystkie kobiety i wszystkich mężczyzn do jednego
worka. Wiem, że kult jednostki odchodzi do lamusa i nadchodzi czy też wraca
"czas plemion", ale…
wodnamałpa  - odwaga mysłiwych   |10.07.2009 07:28:47
tak, myśliwi są cenieni za odwagę, czyli nieprawidłową ocenę pradopodobieństwa
uszkodzenia ciała.
Organizm, który jest - pardon za terminologię z teorii
systemów - zasobem krytycznym dla procesu rozmnażania, nie może być za taki
uszczerbek intelektualny nagradzany, bo jest zbyt cenny. Zbyt "odważne"
matki, zwłaszcza ssaków, szybko wyginęły.

To nie jest powód, żeby mężczyźni
sprawowali władzę w sposób wyłączny, tylko wręcz przeciwnie.
tiphareth  - tytułem wtrącenia …   |10.07.2009 10:38:00
Śledzę całkiem ciekawą dyskusję komentatorek z będzie_dobrze i - stojąc na stanowisku, że ilość kobiet sprawujących władzę w organach
państwa jest za niska, co istotnie (w negatywny sposób) wpływa
na kształt polityki - odnoszę wrażenie, że polemistki będzie_dobrze nie zauważają zasadniczej różnicy pomiędzy stanowiskiem:

a)
ewolucja biologiczna i kulturowa sprawia, że kobiety w mniejszym
stopniu odczuwają potrzebę/wolę sprawowania władzy (dodałbym - w
wersji twardej)

b) kobiety nie potrafią (w wersji skrajniej -
nie powinny/nie mogą) sprawować władzy, ze względu na swoją biologię i
miejsce w porządku symbolicznym 

O ile stanowisko a (które utożsamiam
z będzie_dobrze - czy słusznie?) jest ciekawym punktem wyjścia do dyskusji pozwalającym na
dojście do różnych wniosków, o tyle stanowisko b wydaje mi się
być interpretacją tezy będzie_dobrze, którą polemistki próbują przypisać jej autorowi (zapewne chcąc ustawić go
w pozycji antyfeministy). Jeżeli jestem w błędzie, proszę mnie z niego
wyprowadzić :)

Tak od siebie dorzucę jeszcze, że obydwie strony
zapominają chyba o pewnym kluczowym ograniczeniu dla dyskusji o roli
kobiety/kobiet w strukturach władzy - nie istnieje żadna Kobieta,
wystrzegajmy się więc esencjonalizmu.
Rylew  - wodnamałpo,   |10.07.2009 12:44:39
dzięki za zainteresowanie jednym z moich wcześniejszych postów, bo za refleksję
nad tym co napisałem to juz raczej nie.
Nic dziwnego, że nie podjęłaś próby
odpowiedzi na zadane pytania,
wypadłoby niezręcznie wobec tez
feministycznych.

Dyskusja na temat co jest ważniejsze i pożyteczniejsze kogut
czy kura nie posunie nas ani o krok naprzód, każde z tych zwierząt z wyroku
natury robi swoje. U naczelnych jest podobnie chociaż zdolność do
myślenia i
doznawania uczuć umożliwia zadawanie pytania:
dlaczego właśnie tak, a może by
inaczej ?
Co z tego wyjdzie nie wiadomo. Ja w tej kwestii jestem
sceptyczny.

> Pytanie nie brzmi czy władza leży w naturze kobiety
> ,
tylko czy natura usprawiedliwia ograbianie kobiet z władzy .
Coś Ci się
pomyliło ? Zastanów się.
Ograbić kogoś można z tego co on ma. Na dzień
dzisiejszy władza jest w większości w rękach mężczyzn i większość elit to
mężczyźni.
Pretensje o to proszę kierować do Pana Boga lub do ewolucji
(niepotrzebne skreślić).
Teoretycznie zatem to właśnie tylko kobiety mogą
*ograbić* mężczyzn z władzy, (jeśli wolno wyrażać się Twoim językiem)
to chyba
jasne. Tak samo jasne jak to, że Wam feministkom walczącym (o władzę ) nie brak
tupetu.

Natura niczego nie usprawiedliwia, natura stanowi.
Zgodne z naturą,
będzie wzięcie władzy przez osobniki
mające do władzy predyspozycje,
zainteresowanie, chęci itd.
Proszę to uczynić, udowodniajac swoją wyższość, w
sposób właściwy dla wszystkich, zamiast, grymasić i lamentować, spodziewając się
podania przedmiotu pożądania jak bombonierki czy bukiet kwiatów na
imieniny.

Ja nie twierdzę, że feministki (przynajmniej te które mają uczciwe
zamiary:) popierają Lewiatana, to ten ostatni je pożera instrumentalizując, z
czego nawet mogą sobie nie zdawać sprawy.

> No i warto pamiętać, że lewica
już nie raz w historii posłużyła się
> kobietami instrumentalnie.
No
właśnie, pani Bochniarz lewica solą w oku, dobrze że chociaż
A. Graff to
zauważyła mówiąc:
* Transformacja ma wiele twarzy. Kobiety, którym się
powiodło, mają zobowiązania wobec tych, które zostały zepchnięte na margines.
Henryka Bochniarz wspominała wczoraj, że nie wie, na czym we współczesnej Polsce
miałaby polegać lewicowość. Otóż właśnie na tym, by dostrzec nierówności - także
te między kobietami. I zająć się ich niwelowaniem *

Otóż to, lewicowość
potrzebna, a właśnie to Lewiatanowi trzeba lepiej patrzeć na łapy :).
bedzie_dobrze   |10.07.2009 13:00:15
>O ile stanowisko a (które utożsamiam z będzie_dobrze - czy słusznie?) jest
ciekawym punktem wyjścia do dyskusji pozwalającym na dojście do różnych
wniosków, o tyle stanowisko b wydaje mi się być interpretacją tezy
będzie_dobrze, którą polemistki próbują przypisać jej autorowi (zapewne chcąc
ustawić go w pozycji antyfeministy). Jeżeli jestem w błędzie, proszę mnie z
niego wyprowadzić :)

nie jestes w bledzie. Ja nie mam nic przeciwko
kobietom przy wladzy. Wiecej nawet - uwazam, ze w swiecie, w ktorym nie byloby
wladzy (bo gdyby sprawowaly ja kobiety, ktore legalnie do tego doszly, to moim
zdaniem nie bylaby to juz wladza tylko administracja) mogloby sie calkiem niezle
zyc. Klopot w tym, ze to sie nie da zrobic, bo to jest niezgodne z biologia.
Kobiety nie kreci facet, ktory sie pyta co ma robic. A wladza nie jest czyms, co
sie "nalezy". Wladza to jest sytuacja, w ktorej posiadajacy ja mowi, a
reszta robi. Nie dlatego, ze "tak jest sprawiedliwie" albo "bo sie
nalezy zeby teraz Asia miala wladze bo dotad mial tylko Jasio" tylko
dlatego, ze nie maja innego wyjscia. Zeby do takiej sytuacji doprowadzic, trzeba
miec sklonnosc do rywalizacji, a nie kultywowac poczucie skrzywdzenia. Faceci z
pierwszej piecsetki najbogatszych nie doszli do kasy przez to, ze domagali sie
"prawa do bycia bogatym" tylko po prostu zrobili pieniadze.
Ze
sprawowaniem wladzy jest w ogole troszke tak, ze kobiety i mezczyzni jakos
inaczej to przezywaja. Dla kobiety dojscie do jakiegos stanowiska, sama
perspektywa oznaczac moze, ze ona wlasnie "otworzyla sie na przezywanie
siebie jako osoby obdarzonej znaczeniem", ze "realizuje swoj
potencjal" albo ze "pozbyla sie zaleznosci". Czyli generalnie to sie
przeklada na cos wewnatrz niej. Mezczyzna tymczasem chce byc po prostu
wazniejszy. I juz. Cel jest na zewnatrz - w konkretnych ludziach ktorym bedzie
mozna mowic co maja robic, w konkretnych kobietach z ktorymi bedzie latwiej sie
spotykac i w konkretnym keszu ktory sie zdobedzie i za ktory sie kupi samochod.
bedzie_dobrze   |10.07.2009 13:43:17
>tak, myśliwi są cenieni za odwagę, czyli nieprawidłową ocenę pradopodobieństwa
uszkodzenia ciała.

dokladnie tak. Mezczyzni podejmuja fizyczne ryzyko.
Przeszedlem sie przed chwila po osiedlu. Wystarczylo 500 metrow zeby zobaczyc
chlopakow wariujacych na rowerach do skokow, na deskorolkach po pochylni itp. No
i dziewczyne oparta o murek i dwu facetow odwroconych do niej przodem i
zagadujacych ija. I grupe mezczyzn naprawiajacych stary samochod. Mezczyzni
podejmuja ryzykowne dzialania, poniewaz to lubia i potrzebuja tego. Z tego
miedzy innymi powodu zdobywaja wladze i pieniadze i z tego powodu robia
odkrycia. Nie przez wyzsza inteligencje, tylko przez niegrzecznosc.
Sprzeciwianie sie. Potrzebe posiadania swojej wersji i przekonania do niej
innych. Ryzyko.

>Organizm, który jest - pardon za terminologię z teorii
systemów - zasobem krytycznym dla procesu rozmnażania, nie może być za taki
uszczerbek intelektualny nagradzany, bo jest zbyt cenny. Zbyt odważne matki,
zwłaszcza ssaków, szybko wyginęły.

oczywiscie. Dlatego kobiety sie chroni i
dlatego one tez sa ostrozniejsze. I dlatego nie daza tez do wladzy, nie
rywalizuja i nie sa autorkami epokowych odkryc tak czesto jak mezczyzni.

>To
nie jest powód, żeby mężczyźni sprawowali władzę w sposób wyłączny, tylko wręcz
przeciwnie

w tym argumencie jestes bardzo chrzescijanska. To jest zreszta od
2 tysiecy lat tak tutaj, ze my zwalczamy nature wprowadzajac do niej fikcyjna
postac jakiegos Innego - takiego Wielkiego Regulatora, ktory nagrodzi tych, co
nadstawiaja drugi policzek, brzydzi sie seksem, ktory jest wulgarny i kaze
majacych dusze bliznich traktowac tak, jakby byli tylko cialami, pocieszy
strapionych, a ostatnio da "prawo do sprawowania wladzy" tym, co po nia
sami nie siegaja, ale ktorym by sie ona nalezala "bo to sprawiedliwe".
Aha - i ktory zagwarantuje, ze bedziemy sie mogli stwarzac z samych tylko mysli
bez wzgledu na to, co mowi cialo. To jest ta inna jakosc niz po prostu przyroda
i w niej siedzacy diabel. Taka ludzka swiadoma jakosc ktora bedzie decydowac
odgornie o tym, kto bedzie mial wladze. Komu sie ona nalezy na mocy
sprawiedliwosci i zasad fair play. Czyste chrzescijanstwo.
m_v_m  - @Tiphareth   |11.07.2009 01:35:49
Nie, zdecydowanie nie mam zamiaru wmawiać komukolwiek, że jest antyfeministą.
Czytając jednak wypowiedzi tu odnoszę wrażenie, że uzasadniając swoje poglądy z
punktu a) poprzez argumentację głównie biologiczną wychodzi punkt b). No ale
może jestem przewrażliwiona ;)
Każda dyskusja z ewolucjonizmem w tle jest
wielowątkowa i bardzo ciekawa. Nie rozumiem tylko dlaczego tak kurczowo
trzymacie się tej biologii. Sądzę, że żadna z kobiet czy feministek nie
kwestionuje biologii. Ale żeby używać jej jako głównego argumentu i wracać wciąż
do czasów myśliwych? :)
Zaciekawiło mnie też stwierdzenie, że gdyby kobiety
sprawowały władzę, to nie byłaby to już władza tylko administracja. Rozumiem, że
to komplement ;)
Ale tak na serio, przecież nikomu z nas nie chodzi o to, żeby
kobiety przejęły władzę od mężczyzn tylko o to, żeby wyrównać szanse. Które są
mniejsze. bo - patrz pkt a) kobiety w mniejszym stopniu odczuwają potrzebę/wolę
sprawowania władzy przez uwarunkowania ewolucji, biologii i kultury . A w toku
ewolucji niektórzy mężczyźni dojrzeli do tego, żeby te szanse kobietom dać :)
bedzie_dobrze   |11.07.2009 01:47:54
>Sugerujesz, że jestem transseksualistką tylko o tym nie wiem? Mam mózg faceta i
o tym nie wiem?

nie mam pojecia jak jest z toba i niespecjalnie widze zwiazek
tego z tematem rozmowy. Jesli chcesz o sobie opowiedziec, to fajnie. Zawsze
mozna sie spotkac i pogadac. Ale do naszej rozmowy ma to moim zdaniem niewiele,
bo jest ona o zbiorowosciach i rzadzacych nimi mechanizmach, a nie o
indywidualnych osobach. Mysle, ze bardzo fajnie i latwo by sie rozmawialo z kims
takim, kto by twierdzil, ze na przyklad wszystkie kobiety bez wyjatku maja ceche
X, albo wszyscy bez wyjatku mezczyzni maja ceche X bardziej rozwinieta niz
wszystkie bez wyjatku kobiety. Dyskusja z tak rozumujaca osoba bylaby pewnie
podobna do rozbijania deseczki na zajeciach samoobrony i dzialalaby pewnie
podobnie. Niestety nie znam nikogo, kto by przypominal deseczke choc troche. To
na czym ja sie opieram, to na wynikach wielu badan z dziedziny neurofizjologii,
ktore pokazuja ogromne roznice miedzy zbiorowosciami (nie mylic z opisem
konkretnie twojej osoby) w takich rzeczach jak sklonnosc do podejmowania ryzyka,
widzenie relacji w kategoriach hierarchicznych, wplyw roznych hormonow na
zachowanie, sposob organizowania materialu spostrzezeniowego w zaleznosci od
stresu, od ilosci informacji niepewnych i nieznanych i roznice tego zalezne od
plci, testy tak zwanej zaleznosci od pola itd. To jest cala masa poteznych
argumentow swiadczacych o tym, ze istnieja bardzo zasadnicze roznice. I z
drugiej strony to co mam, to sa obserwacje z codziennego zycia, na przyklad
takie o jakich same feministki pisza - ze kobiety mniej zarabiaja,ze zajmuja
nizsze pozycje w hierarchii, ze nie sa w rzadach panstw, ze rzadziej wybieraja
kierunki scisle itp. I to co wynika z tych badan dokladnie pokrywa sie z tym, co
wynika z tych obserwacji z zycia. Czyli majac takie wyniki badan mozna by bylo
spokojnie takie wlasnie efekty w swiecie przewidziec, ze beda. Tak wiec ja
roznice spoleczne wyjasniam roznicami biologicznymi, a istniejace stereotypy
uwazam za zbiorowa wiedze o roznicach biologicznych, ktora zostala przez
ludzkosc zgromadzona przez lata, oczywiscie jakos tam uproszczona, wzmocniona
przez tradycje ale ktora jest w ogolnym zarysie jednak prawdziwa. I nie jest ona
(ta wiedza, czy tez te stereotypy) przyczyna roznic miedzy plciami, tylko ich
skutkiem. Ludzie wierza, ze kobiety nie nadaja sie do wojska bo przez kilkaset
tysiecy lat ludzkosc sprawdzila wszystkie mozliwosci w jakie jedna grupa ludzka
moze druga pokonac i ludzkosc juz wie, ze na przyklad kawaleria lepiej sobie
radzi w otwartym polu niz piechota, a piechota lepiej w lesie niz kawaleria (bo
to sprawdzono) i ludzkosc wie, ze kobiety nie nadaja sie do walki na froncie.
Chyba, ze przy absolutnie totalnej przewadze technologii, albo na zasadzie
wykorzystania faktu bycia kobieta do uwolnienia zabobonnych lekow przed byciem
przez kobiete zabitym w walce (wtedy nie idzie sie ponoc do naleznego wojownikom
raju). Generalnie jednak te tabu wynikaja z obserwacji, ktora stala sie tradycja
duzo pozniej.
m_v_m   |11.07.2009 02:19:05
A to dobre. Jestem ostatnią osobą, która twierdzi, że wszystkie kobiety mają
cechę X czy Y. Napisałam o sobie, bo nie mam zwyczaju wypowiadać się w imieniu
większej zbiorowości. Skoro jednak piszesz o zbiorowościach i rządzących nimi
mechanizmach i jednocześnie sugerujesz, że mózg buntuje się przeciw narzuconym
mu normom podając za przykład George Sand i transseksualistów, a następnie
piszesz, że kobiety, które (jak rozumiem wbrew swojej woli, czyt. woli swojego
mózgu) chcą mieć wysoką pozycję zawodową, są nadodpowiedzialne i cierpią na
syndrom lęku przed utratą kontroli i kompetencji, mają też anoreksję - to ja
jako element składowy jakiejś tam zbiorowości twierdzę, że nie zawsze tak jest.
I już.
krzysia  - prawa kobiet   |11.07.2009 02:50:38
Wracając do sprawy parytetu - proponuję przeczytać na stronie kongresu tekst
Środy i Dunin - myślę,że niektórym to pomoże zrozumieć
:)
http://www.kongreskobiet.pl/news.php?readmore= 13
Rylew  - Nie popieram parytetów   |11.07.2009 13:21:09
wyborczych, bo to zaprzecza zasadzie demokracji, gdzie podmiotem są obywatele
posiadający równe prawa wyborcze, a wynik wyborów ma zależeć nie od płci, koloru
skóry orientacji seksualnej czy grubości portfela tylko od uznania
wyborców.
Obie panie powinny o tym dobrze wiedzieć.

*Kwoty nie dają
specjalnych i niezasłużonych przywilejów dla kobiet wynikających z płci, tylko
likwidują niesprawiedliwe przywileje mężczyzn - wynikające z płci i z tradycji.
*
Odwracanie kota ogonem :).
Dlaczego płeć ma być wyróżnikiem parytetu ? Bo
co, bo to jest duża grupa? Bo jest upośledzona ? To wprowadźmy parytet dla
biednych, jest ich także ponad połowa.

Budowanie teorii uprzywilejowania
mężczyzn i podawanie za dowód wyników wyborów jest jest metodą dobrą (dla tych
kobiet które lubią tego słuchać), ale niestety nie podbudowaną faktami, tylko
podejrzeniami, że oto ci okropni mężczyźni nie pozwalają kobietom rozwinąć
skrzydeł. Jednym słowem mafia męska lub przysłowiowy już *układ*, który pani
Środa tak dzielnie wyszydzała w odniesieniu do sugestii Kaczyńskich.
Wyniki
wyborów zaś w największej części korzystne dla mężczyzn leżą nie w ich
przywilejach czy zmowach lecz w rzeczywistości o której tutaj dość długo już
rozmawiamy.

Dzisiaj w Polsce kobiety które chcą się zająć polityką nie są w
żaden sposób dyskryminowane. Najlepszym dowodem na to są kobiety sukcesu, które
uczestniczyły w KKP. Również tedencja jest dla kobiet korzystna.
Na listy
wyborcze trafiają osoby które mają najwieksze szanse w
wyborach.
Charakterystyczne jest, że feministki walczące, gdy mówią o
dyskryminacji, opisują zwykle albo zaszłości historyczne lub teraźniejszość w
krajach trzeciego świata.

* Demokracja ma charakter reprezentatywny, dlaczego
kobiety, tak różne od mężczyzn, dają się przez tych ostatnich
reprezentować?*
No właśnie, dobre pytanie, może właśnie tradycyjnie mają do
nich większe zaufanie.
Więc lepiej zabrać się do pracy, aby zdobyć to zaufanie
zamiast wykłócać się o ułatwienia.

Nie zmienia to oczywiście mojego
przekonania, że obecna scena polityczna jest w 90 %
do wymiany.
tiphareth  - ad Krzysia   |11.07.2009 16:17:20
Przeczytałem argumenty pań Środy i Dunin (skądinąd obie darzę sporą sympatią…
no, Kingę Dunin lubię bardziej i uważam za mądrzejszą) i potraktowałem jeden
wyrywkowo - ot, kaprys :)
Otóż we wspomnianej Belgii - w społeczeństwie o
wiele bardziej liberalnym niż polskie, mocno sfeminizowanym i mniej
rozwarstwionym - po latach polityki parytetowej w parlamencie składającym się ze
150 deputowanych, kobiet jest 53!
Czyli mniej niż 40% (przy czym ich
"partyjność" ciąży zdecydowanie ku prawej stronie).
W Polsce - bez
historii parytetów, mniej sfeminizowanej (chodzi o uczestnictwo w polityce),
bardziej konserwatywnej, żeby nie powiedzieć mizoginicznej - kobiety stanowią
20% Sejmu i po 20% składu klubów PO, PiS i SLD.
W zeszłej kadencji kobiet w
parlamencie było o 5% więcej.

….
Mam do pań tutaj piszących pytanie,
czy nie jest czasami tak, że problemem polskich kobiet nie jest niska (w
stosunku do ilości w populacji) reprezentacja we władzy, a fakt, że polskie
kobiety po dojściu do władzy nie walczą o prawa kobiet?
Bo jeśli tak - wnioski
nasuwają się same.
Henryka Bochniarz chyba nie jest dobrym sojusznikiem?
krzysia  - tekst Środy i Dunin o parytetach   |12.07.2009 05:49:14
tak, argumenty w tym tekscie są świetnie, jasno, przekonująco i prosto
przedstawione, i to oczywiście musi mobilizować niektóre/rych do szukania
niby-kontrargumentów :)
no, ok, zapraszam do lektury i analizy :)
Rylew  - Uwolnić kobietę !   |12.07.2009 07:22:56
Czy możemy uwolnić kobiety od przeznaczenia jakie im wybrała natura ?
Jaki to
ma sens ?
Może warto poświęcić chwilę refleksji nad tym pozornie dziwnie
brzmiącym pytaniem.
W toku ewolucji człowieka wykształtował się podział funkcji
biologicznych i społecznych.
Przez wiele tysięcy lat nikt się nad tym nie
zastanawiał.
Współcześnie widać coraz więcej idei zmierzających do zmian
umocnionych juz tradycją i kulturą ról.
Z ewolucją czyli samoistnymi zmianami
natury nie ma to nic wspólnego. Obserwacja natury daje jednoznaczną odpowiedź.
Kury nadal znoszą jaja i wysiadują pisklęta. Koguty spełniają
obowiązek
sprawczy, pieją, walczą o panowanie i bronią stada. Jak na razie nie stwierdzono
próby odmiany ról, koguty nie wyręczają kwok przy wysiadywaniu piskląt, nie
znoszą też jaj.
Nie ma wątpliwości, że ulegamy (dość łatwo) ideom, trendom,
modom, których skutki trudno przewidzieć.

U ludzi w krajach wysoko
rozwiniętych, można zaobserwować dzisiaj tendencje do spadku rozrodczości,
niechęci do zawierania trwałych związków, nieporadności w wychowaniu dzieci w
warunkach zwiększonych wymagań nowoczesności.

Nowoczesność zaoferuje wkrótce
nowe nieznane dotąd możliwości.
Tradycyjny sposób reprodukcji można bedzie
zastąpić klonowaniem. Można będzie prawdopodobnie zbudować sztuczną macicę,
wychowywać dzieci przez wysokospecjalizowane siły wychowawcze w oddaleniu od
biologicznych rodziców (zapobiegnie to stosowaniu przemocy rodziców wobec
dzieci:), co poprawi efektywność ekonomiczną sfery reprodukcji i nie tylko tej
sfery.
Kobiety zasadniczo uwolnione od jarzma i bólu rodzenia i wychowywania
dzieci będą mogły nareszcie kształtować dowolnie swoje życie, poświęcić się
twórczości, pracy zawodowej, będą bardziej elastyczne i przydatne dla
pracodawców. Mężczyźni uwolnieni od zobowiązań rodzinnych będą mogli rozwijać
swoje twórcze możliwości bez zbędnych ograniczeń.
Obie płci zrównane,
zasadniczo w wolnych, luźnych związkach lub bez nich co spowoduje ukształtowanie
się prawdziwie wolnych jednostek ludzkich.
Postęp społeczny uczyni duży krok
naprzód.

W ten sposób możemy prawdopodobnie poprawić naturę.
Teoretycznie
powinno to zadziałać prawidłowo, nie powinno zatem zabraknąć odwagi.

Czy
jednak potrafimy przewidzieć przyszłość ?
Ktoś z interpretatorów biblii mówił,
że Ewa zrywając jabłko z drzewa poznania pragnęła doznać cudu oświecenia,
chciała być mądrzejsza niż Bóg ( Natura, Ewolucja ).
Nastąpił jednak cud w
negatywie, raj zamienił się w ziemskie piekło :).
Życzę przyjemnie niedzieli.

(Nie jestem pastorem :)
m_v_m   |12.07.2009 08:34:55
A ja nie jestem kobietą. Ja tylko w niej tkwię. Kobieta. :)
tiphareth  - ad Krzysia (ciąg dalszy)   |12.07.2009 08:47:38
Jak już zacząłem analizować praktykę parytetową, będę się tego elementu
argumentacji Dunin i Środy trzymał dalej.

Otóż wspomniane
panie przytaczają Słowenię jako przykład udanej polityki parytetowej -
przyjrzyjmy się zatem Słowenii (kraj zdecydowanie bliższy kulturowo i
historycznie Polsce niż jakaś tam Belgia).
Na Słowenii od momentu
przystąpienia tego kraju do UE obowiązuje kwota 40% kobiet w wyborach do
PE. Panie Dunin i Środa otrąbiły w swoim artykule sukces
słoweńskiej polityki parytetowej - w wyborach do PE w 2004 roku
kobiety stanowiły ponad 40% wybranych.
Z tym że…

Słowenia ma 7!
miejsc w Parlamencie Europejskim.
Tak - w roku 2004 wśród
siedmiu deputowanych znalazła się trójka kobiet, ale już
w tegorocznych wyborach przeszły tylko dwie kobiety - 28%.


Spójrzmy na Polskę:
- wybory do PE 2004 - 10 kobiet - 20%
- wybory
do PE 2009 - 11 kobiet - 22%

Wśród polskich posłanek do
PE znalazły się takie cuda jak Anna Fotyga, Urszula Krupa czy Barbara
Kudrycka.
Dlatego ponawiam pytanie do Krzysi - czy nie większym problemem jest jakość kobiet w polityce?
Rylew  - do m_v_m   |12.07.2009 15:39:25
Brak merytorycznej krytyki pochlebia mi i każe mi przypuszczać iż doskonale
zrozumiałaś mój ostatni post. Dzięki za dowcipną odpowiedź. Ja także mam coś
dowcipnego (jak mi się zdaje).

> A ja nie jestem kobietą. Ja tylko w niej
tkwię. Kobieta. :)
Jak znam życie i ludzi, Ty jesteś kobietą, a tkwisz tylko w
tym rodzaju feminizmu, który nie jest emanacją kobiecości, a raczej jej
mutacji.
Zalecałbym psychoanalizę.
:)
Rodam  - Kongres samowybranych feministek - pełny   |12.07.2009 15:54:16
Ja też, podobnie jak Ewa Charkiewicz, uważam że neoliberalno-konserwatywny ton i
przesłanie polskiego kongresu kobiet całkowicie dyskredytują prawdziwe idee
feminizmu. Organizatorki i reprezentantki tego kongresu, panie należące do
aktualnego establishmentu, przedstawiły nam archaiczny i dziś już tylko śmieszny
obraz feminizmu z początków XX wieku na Zachodzie. Współczesny zachodni feminizm
odwołuje się przede wszystkim do idei lewicowych  do socjalizmu i egalitaryzmu,
które są całkowitym zaprzeczeniem neoliberalnych koncepcji urządzenia świata,
gloryfikowanych przez uprzywilejowane panie Bochniarz, Kwaśniewską, Kaczyńską,
Środę i inne estbliszmentki. Jestem genetyczną feministką, ale twierdzę, te
panie w żaden sposób nie reprezentują mojego nurtu feminizmu, a tym bardziej nie
mają prawa głosić, że mówią głosem wszystkich polskich kobiet. One mówią tylko
głosem uwłaszczonej na przemianach klasy ekonomicznie uprzywilejowanej. Przykre,
że nie chcą i nie potrafią zrozumieć tragicznego losu milionów polskich kobiet i
dziewcząt, które na neoliberalnych (nazwijmy je bez eufemizmu  złodziejskich)
przemianach straciły szansę na normalne, godne, ludzkie życie. Te przegrane i
wyzyskiwane kobiety są poza polem widzenia i świadomości esbaliszmentowych
organizatorek kongresu.
krzysia  - kongres kobiet/feministek   |12.07.2009 17:08:59
Witaj Rodan,
nie sądzisz, ze najlepiej i najprościej walnąć w udane
przedsięwzięcie takim określeniem jak " neoliberalno- konserwatywne’,
zaatykietować je i ‘naznaczyć’ pejoratywnie w ten sposób nie siląc się na
merytoryczne argumenty ?
Otóż to był Kongres przygotowany i zorganizowany dla
kobiet z różnych środowisk, była rzeczywiście szeroka reprezentacja kategorii
‘kobiet’, w tym tzw ‘zwykłe’ kobiety (np. ja ). Tak, KKP był organizowany
również przez znane kobiety i był przygotowany bardzo sensownie ( odbyły sie
panele plenarne i 19 paneli tematycznych, na których analizowano szerokie
spektrum zagadnień, w tym oczywiście były poruszane sprawy kobiet, które
straciły na transformacji) - to źle że się odbył ? że nagłośnił wiele problemów
kobiet? -źle, że był udany ? -źle że sprawy parytetu po KKP są wreszcie tematem
debaty publicznej ?
Po prostu lepiej byłoby nadal pisać analizy i opracowania o
sfeminizowanej biedzie, czy może spróbować zebrać się wspólnie i zacząć głośno
mówić i działać ?
Uważam, że ten Kongres był wielkim i niespotykanym dotąd
osiągnieciem - spotkaniem tak olbrzymiej grupy kobiet i debatowaniem o naszych
sprawach, co zostało posumowane w 100 postulatach pokongresowych !
m_v_m  - @ Rylew   |13.07.2009 02:52:34
Drogi Rylewie, drogi doktorze Freud,
otóż jakąś, zapewne ułomną, psychoanalizę
uprawiam odkąd pamiętam. Być może dlatego dużo wcześniej niż Sokrates mogę
stwierdzić, że wiem, że nic nie wiem ;)
Odpowiedz proszę czym jest mutacja
kobiecości?

Szczerze? Ja nawet nigdy nie nazywałam siebie feministką. Choć
zapewne w jakimś stopniu nią jestem. Ale to raczej wewnętrzne odczucie niż
utożsamianie się z konkretnymi ideami przypisującymi mnie do feminizmu a czy
feminizmu b. Funkcjonując dwadzieścia kilka lat w tym społeczeństwie i
obserwując inne - bo w globalnej wiosce inaczej się nie da - głęboko czuję, że
ten system nie jest dla mnie satysfakcjonujący. Nie czuję się w nim wolna, pewne
jego elementy ograniczają mnie, między innymi ze względu na płeć. Jako osoba o
zdecydowanie lewicowym światopoglądzie oczekuję zmiany. Zmiana jest kusząca. Być
może zmianę taką ma szanse przynieść wprowadzenie parytetu lub innych postulatów
z KKP. Dlatego też nie oceniam jak liberalne i celebryckie są kobiety, które
otwierały pierwszy Kongres. Być może to mój błąd, ale w erze wszędobylskiej
powierzchowności nie mam z tego powodu przynajmniej wyrzutów sumienia :). Być
może bez tych kobiet Kongres w ogóle nie miałby szans… W końcu taką
stworzyliśmy sobie rzeczywistość, że wszystko kręci się wokół
celebrytów…
Piszesz, że przez tysiące lat było tak i nikt tego nie
kwestionował. Ale czy to jest wyznacznikiem, ze było dobrze i że wszystkie
strony były zadowolone? Czy to nie zachęca nas do podjęcia próby funkcjonowania
w innym systemie? Nawet jeśli oznaczałoby to odejście od tradycji. W końcu kto
powiedział, że ludzkość ma trwać wiecznie? :)
Czytałam ostatnio raport Polska
2030, którego autorzy wielką wagę przyłożyli do problemów demograficznych.
Czytałam i czułam się jak inkubator, który ma dostarczyć odpowiednią ilość
osobników ludzkich, aby system emerytalny się nie załamał. A może nadszedł czas,
żeby ten system zmienić? Może znowu wykazuję się naiwnością i nadmiernym
idealizmem, ale po cichu wierzę, że gdy więcej kobiet będzie miało szansę zabrać
głos, to pewne problemy będą częściej artykułowane.
Pytacie dlaczego te
kobiety, które mają już władzę nie reprezentują interesu innych kobiet. Nie
wiem. Może dlatego, że wciąż jest ich za mało? :)
Rylew  - To dobrze m_v_m   |13.07.2009 15:20:29
autopsychoanaliza o ile jest uczciwie prowadzona może doprowadzić do wiedzy o
sobie, a konkluzja *wiem, że nic nie wiem* świadczy, że jesteś na dobrej drodze.
To stwierdzenie należy do podstawowych i najpewniejszych cząstek wiedzy ludzkiej
w ogóle :).

> Odpowiedz proszę czym jest mutacja kobiecości?
Rozumiem, że
dręczy Cię pytanie czy już jesteś zmutowana :) ?
Dziękuję za to pytanie. Będę
mógł wyjaśnić swoje obserwacje, nad którymi czasami pochylam się ze smutkiem, a
czasami pękam ze śmiechu.

Kobiecość którą ja znam to zespół cech psychicznych
i fizycznych biegunowo odmiennych od cech męskich. To wdzięk, delikatność,
idealizm i romantyzm, niepewność, pewien rodzaj bojaźni, to pragnienie
potomstwa na które kobiecość przenosi uczucie miłości i czerpie stąd swoje
szczęście i uczucie spełnienia. Kobiecość ta przedstawia dwa ciekawe rodzaje
kobiet, kobieta mimoza i kobieta bluszcz. Obie potrzebują oparcia w męskim pniu
i nie wyobrażają sobie życia bez silnego mężczyzny u swego boku.
Kobiety o tej
kobiecości nie posiadają zwykle cech przywódczych, przekładają kobiece zajęcia
nad męskie i niechętnie spełniają funkcje kierownicze.

Dzisiaj w naszej
kulturze kobiecość uległa mutacji polegającej na tym, że kobiety rzeczywistość
zaczęły pojmować jako krzywdę (cud oświecenia), za wszelką cenę chcą się
upodobnić do mężczyzn, tracą zainteresowanie progeniturą i co za tym idzie i
płcią przeciwną, chcą zastępować mężczyzn we wszystkich zajęciach dawniej typowo
męskich.
Szczęście osobistę zaczynają coraz częściej rozumieć w kategoriach
konsumpcjonizmu. Obok potrzeby równości zaczyna sie kształtować potrzeba
dominacji.
W walce o to szczęście nowa *kobiecość* zaczyna stosować identyczne
nieuczciwe środki i chwyty jak mężczyźni, kłamstwo, oszustwo, przekręty, intrygi
i tym podobne kwiatki znane z politycznej łączki.

Publicznie kobiety
biegaczki biegają już na 10km a nawet maratony, bokserki ( nie ma nawet dobrej
nazwy, bo bokserki to rękawice bokserskie ) boksują się nawzajem okładając się
pięściami
po ładnych buziach, piersiach i brzuszkach :), ciężarowczynie lub
ciężarówki :) podnoszą ciężary, kulturystki zaś wytwarzają swe muskuły
faszerujac się preparatami białkowymi i szpecąć fatalnie swą naturalną urodę.
Kobiety chcą także *w sołdaty* i pewnie też chcą być górniczkami :).

Napisz
proszę co Cię ogranicza jako kobietę i jakich zmian spodziewasz się jako osoba o
światopoglądzie lewicowym.
Rylew  - Zróbcie cos z tym kodem jestem BEDZIE DO   |13.07.2009 15:36:36
Kolego Rylewie, bokserki to nie sa rekawice bokserskie tylko gacie.


>Napisałam o sobie, bo nie mam zwyczaju wypowiadać się w imieniu większej
zbiorowości.

tu akurat nie rozumiem. Jestes feministka, nie? No wiec
wypowiadasz sie w imieniu polowy ludzkosci kiedy sie jako feministka
wypowiadasz, nie? Przeciez jesli proponujesz parytety, to nie dla siebie
osobiscie chyba, tylko na podstawie zalozen o tym co ma w glowach iles tam
miliardow kobiet..? Ale skoro tak jest, to przeciez nie mozesz sie opierac na
tym tylko, ze ty sama sie nie czujesz "kobieta" tylko jakas dusza
ponadcielesna i ponadczasowa wtloczona w bycie kobieta (bo to jest niestety
tylko twoja prywatna sprawa) tylko musisz sie opierac na przekonaniu o tym co
mysli masa kobiet. Ale skad to bierzesz, to przekonanie?
Roznice miedzy
kobietami i mezczyznami mozna badac i sie bada. One istnieja. Projekt
absolutnego zrownania ludzi ze wzgledu na plec nie opiera sie na badaniach. Ale
na czym on sie wlasciwie opiera? Na doswiadczeniu takich osob, ktore sie czuja
duszami bezplciowymi wtloczonymi w plciowe ciala i na ich determinacji? A skad
przekonanie, ze to co jest dobre dla tej grupy jest tez dobre dla takich, ktorzy
sie wcale wtloczeni nie czuja? To troche jak z tymi urlopami tacierzynskimi.
Ktos uznal, ze bedzie dobrze, jak tatusiowie beda brali urlopy. I mi sie laduje
w moje zycie z przepisami prawa. Ale na jakiej podstawie on tak uznal? Kto to
zbadal? Kto to zweryfikowal, ze tak wychowywane dzieci sa szczesliwsze? Gdzie
jest spoleczenstwo ktore od trzech, moze czterech pokolen tak funkcjonuje i sie
sprawdza? Panie piszace o parytetach radoscie nam donosza, ze jest 1,3 dziecka
na kobiete, wiec panie spokojnie maja czas na zajecie sie polityka. No wiec
chcialem zauwazyc,ze jesli jest 1,3 dziecka na kobiete, to za 50 lat to
spoleczenstwo bedzie sie moglo zajmowac polityka podczas wybierania samorzadu w
domu starcow jedynie. Takie spoleczenstwo po prostu przestanie istniec.
bedzie_dobrze   |13.07.2009 15:46:14
>Czytałam ostatnio raport Polska 2030, którego autorzy wielką wagę przyłożyli do
problemów demograficznych. Czytałam i czułam się jak inkubator, który ma
dostarczyć odpowiednią ilość osobników ludzkich, aby system emerytalny się nie
załamał.

nie wiem jak sie czuje inkubator, ale rozumiem, ze sie jakos zle
poczulas w tym momencie. No wiec wspolczuje. No ale z drugiej strony to, ze ty
sie poczulas jak inkubator nie powoduje, ze jak bedzie za malo ludzi, to sie
system emerytalny nie zalamie, tylko powie na przyklad tak "juz juz sie
mialem zalamac, bo wiecej ludzi jest starych korzystajacych niz mlodych
placacych, ale sie nie moge zalamac, bo taka jedna przesympatyczna osoba by sie
poczula jak inkubator wtedy. A to nieludzkie jest uczucie, wiec musze sie
trzymac." System emerytalny tak nie powie. On pieniadze ma, lub ich nie ma.
Ale to nie jest wylacznie kwestia systemu emerytalnego, tylko istnienia tej
spolecznosci w ogole, a wraz z nia i feminizmu. Feminizm stworzylo
spoleczenstwo, ktore obecnie sie nie rozmnaza. Jak ono przestanie istniej, to i
feminizm przestanie istniec razem z nim. W zadnym kraju gdzie uzywa sie alfabetu
lacinskiego nie ma obecnie takiej ilosci dzieci, by ilosc ludzi nie zmniejszala
sie. Wszedzie jest ponizej 2 dzieci na kobiete. Zeby stac w miejscu musi byc
2,1. Niezaleznie od tego, jak sie kto z tym faktem czuje. Czucie sie z tym
faktem tak, lub inaczej w zaden sposob na ten fakt nie oddzialywuje.
m_v_m  - @ Będzie_dobrze   |14.07.2009 05:36:44
Skoro tak bardzo martwisz się o dzietność i przetrwanie społeczeństw zachodnich
(jak mniemam, bo wschodnie mają zupełnie inny problem) to wnieś postulat o
odcięcie prądu i całkowity zakaz oglądania TV
:)
http://www.rp.pl/artykul/2,333769_Telewizja_za miast_seksu.html

Jesteś
bardzo nieekologiczny. Ziemia jest przeludniona. Hindusi i Chińczycy skutecznie
uzupełniają nasze braki wynikające z tego, że kobiety Zachodu w erze
ponowoczesnej stały się mutantami… Grrr, straszne te kobiety są. Za nic nie
wolno dawać im parytetu. NEVER!
Rylew  - do m_v_m   |14.07.2009 10:53:35
Korzystając, że jeszcze nie odpowiedziałaś na moje dwa pytania, dołożę kawałek
tekstu który mi się wczoraj nie załapał.

Gatunek ludzki rozwinął się dzięki
odmienności płci. Ta odmienność wywoływała pewną określoną siłę przyciągania i
jednocześnie spowodowała odmienność ról w życiu społecznym.
Popęd płciowy,
część instynktu samozachowawczego służył zachowaniu gatunku. Progenitura
następowała instynktownie, bez udziału procesu decyzyjnego człowieka, później
jednak w miarę postępu cywilizacyjnego coraz bardziej, a planowanie rodziny to
już praktyka XXw.
Dzisiaj juz instynkt przestaje działać jako siła zachowawcza
gatunku.
Powinna go zastąpić racjonalność.

Państwa tzw. liberalnych
demokracji mają coraz większe problemy społeczne z powodu coraz niższej
liczebności nowych pokoleń, a na świecie przestało się mówić o eksplozji
demograficznej.
Drastyczny spadek ludności na świecie moze się dokonać na
przestrzeni kilku pokoleń.
Oczywiście to już nie nasza działka. Trudno to także
wartościować jeśli nie wiemy na pewno czy te zmiany przyniosą wiecej cierpienia
czy szczęścia ludziom.
W naszych krajach i naszych czasach konsumpcjonizmu,
każdy może swoje życie sporządzić, przyprawić i skonsumować wg. własnego

uznania i każdy powinien wiedzieć co jest szczęściem dla niego, bo jedno jest
prawie pewne, kolejnego dania, drugiego życia nie będzie.
Dlatego dobra jest
autopsychoanaliza, zanim ulegnie się jakiejś ideologii ze strony krzykliwej
grupki, która wie czego chce.


Reasumując ja wcale nie twierdze, że na
przestrzeni dziejów wszystko było dobrze, wręcz przeciwnie. Teraz także jeszcze
wiele trzeba zmienić, tylko nie jestem pewien czy akurat najpierw to o co
walczą, feministki i czy w takim tempie.
I proszę mnie nie rozumieć, że ja
namawiam kobiety do rodzenia dzieci i rezygnacji z ambicji pozarodzinnych. Ja
tylko uważam, że kobietom, które swoje szczęście rozumieją jako szczęście w
rodzinie i szczęście ich potomstwa należy pomóc w pierwszej kolejności, a brak
tej istotnej pomocy nie wynika z tego, że blokują ją mężczyźni nadreprezentowani
we władzy.
Kobiety zaś które chcą robić karierę polityczną poradzą sobie same,
mają ku temu dobre instrumenty.

Ludzkość nie będzie wieczna, zostało jeszcze
może tylko parę miliardów lat, (jeśli coś nie tąpnie) które człowiek mógłby
wykorzystać dążąc do doskonałości. A natura po samozagładzie gatunku ludzkiego
może wypromować inne cywilizacje np. cywilizację szczurów, może będzie lepsza od
naszej.
Wydaje się, że jest jej to (naturze) bosko obojętne.
A mnie zwyczajnie
szkoda tej cywilizacji i chciałbym pozostawić ziemię następnym pokoleniom ludzi
w niepogorszonym stanie.
I nie potrafię odpowiedzieć dlaczego, ot pewnie jakiś
tam
imperatyw kategoryczny.
Rylew  - do bedzie_dobrze   |14.07.2009 11:38:06
dzięki za zainteresowanie i przytomną korektę w sprawie bokserek czyli gaci :),
to moje błędne skojarzenie.

Zgadzam się także na ogół z argumentacją jaką
stosujesz w tym temacie, chociaż jak zwykle mam wiecej wątpliwości niż
pewności.
Te wątpliwości dotyczą głównie pytania, jaką ocenę można dać
mężczyznom jako politykom w ogóle i czy kobiety jeśli osiągną większość w
polityce mogą być lepsze.
Czy należy dzielić politykę na sferę męską i kobiecą
?
bedzie_dobrze   |14.07.2009 17:54:57
>jaką ocenę można dać mężczyznom jako politykom w ogóle i czy kobiety jeśli
osiągną większość w polityce mogą być lepsze.

mysle, ze polityka zostala
stworzona (podobnie jak panstwa i wszelkie formy rzadow) jako przejaw naszej -
mezczyzn - potrzeby hierarchicznego porzadkowania relacji miedzyludzkich, bycia
na szczycie drabiny, grupowania sie jednych przeciwko drugim i stosowania
przemocy. Mlode samce homo sapiens sa z natury swej agresywne, chca
byc w
grupie, chca tej grupie przewodzic, lub miec dobrego przewodnika i chca
dopierdolic innej grupie. Mlode samce czlowieka chca tez jak najszybciej miec
seksualna inicjacje, ale nawet najlepsza seksualna partnerka nie kreci ich tak,
jak dobra rozpierdowa w grupie im podobnych. I punkowatych wegetarianskich
mieszkancow squota wybierajacych sie "niszczyc nazizm" dotyczy to nie
mniej niz kiboli. Policyjni fachowcy od rozganiania zamieszek wiedza, ze po
osiagnieciu pewnej fazy nie ma juz znaczenia, czy ma sie do czynienia z
pacyfistami, mlodymi buddyjskimi mnichami czy banda nazioli. Dziala te same,
pierwotne biologiczne mechanizmy. Te same ktore pare tysiecy lat temu dzialaly i
ktore dzialaly tez pod Grunwaldem. Z tej tendencji powstaly armie. Starsze samce
homo sapiens nie maja juz sily latac i wybijac szyb w obronie pokoju, ale pragna
byc przewodnikami i rzadzic. Wszelkie gadaniny o tym, jak to nam oni zrobia
dobrze sa tylko przejawami starej zasady, ze mlody samiec dazy do dominacji na
wlasna reke rozwalajac przystanek, a starszy, bardziej doswiadczony dazy do
dominacji zdobywajac stronnikow. Czyli na przyklad przekonujac innych, ze trzeba
cos zrobic z gowniarzami demolujacymi przystanki i ze on to zrobi. My nie
uprawiamy polityki zeby "cos" zrobic. My ja uprawiamy zeby miec wladze.
Dlatego kobiety nigdy w tej konkurencji z nami nie wygraja. Moga byc jedynie
administratorkami w czasach pokoju.
Zaden parytet tu nic nie zmieni, bo to
zjawisko ma tez swoja druga strone - kobiety nie chca samcow dajacych soba
rzadzic.

>Czy należy dzielić politykę na sferę męską i kobiecą ?

jest
obecnie taka tendencja, zeby w ogole odejsc od pojecia wladzy na rzecz pojec
zwiazanych z funkcja i administracja. Zarzadzanie. Gospodarowanie. Mysle, ze to
jest fajny pomysl. Rzecz w tym, ze potrzeba hierarchizacji siedzi w naszej
biologii. Nie tylko biologii mezczyzn, ale i biologii kobiet. Plci sa
kompatybilne. Dlatego jesli nawet urzadzimy panstwa w taki sposob, ze
problematyka wladzy nie bedzie obejmowac polityki, bo polityka stanie sie sfera
zwiazana raczej z efektywnoscia zarzadzania, to hierarchia i wladza pojawia sie
gdzies indziej. Na przyklad w biznesie. Co zreszta sie dzieje obecnie. Od czasow
wzrostu demokracji obieralnej (wladze zastepujemy umowa o zarządzanie) wladza w
formie czystej przesuwa sie do biznesu, ktory ostatecznie obejmuje wladze nad
panstwami. Jesli wiec uda sie sprawic, ze kobiety beda w stanie panstwami
zarzadzac, bedzie to oznaczalo, ze rzeczywista wladze w panstwach ma juz
zupelnie ktos inny. Na przyklad wielkie korporacje zarzadzane przez mezczyzn.
Albo zarzadzane przez mezczyzn religijne instytucje. Biologia wygra.
Rylew  - Biologia wygra ?   |15.07.2009 06:38:48
Można się z tym twierdzeniem generalnie zgodzić, tylko powstają nowe pytania.
Jaka biologia? Czy biologia nie zmienia się także ? Moim zdaniem tak.
Zresztą
to zależy co się za tą biologię* uważa.
Zasadnicze cechy fizyczne zmieniają się
wolniej (jaka jest kobieta czy mężczyzna każdy widzi), cechy psychiczne mogą się
zmieniać chyba szybciej pod wpływem zmian kulturowych, wykształcenia, a nawet
pod wpływem pewnych prądów myślowych.
Jeśli zaczynem smaku władzy jest bunt,
np. bunt młodzieży w k l. 60 w RFN (niegdysiejsi *trampkarze* tacy jak J.
Fischer czy Schroeder później doszli do pozycji czołowych w polityce), to
dzisiaj właśnie, jak się zdaje, mamy do czynienia z buntem kobiet w którym
uczestniczy coraz wieksza ich liczba.

> wladza w formie czystej przesuwa sie
do biznesu, ktory ostatecznie
> obejmuje wladze nad panstwami.
Dokładnie tak,

tylko że kobiety odnoszą już coraz większe sukcesy w byznesie, co dawniej było
nie do pomyślenia. Tylko czekać, a napewno wkrótce doczekamy się kobiet na czele
koncernów światowych, może już są.
Z moich własnych obserwacji wynika, że pewną
rolę gra tutaj wykształcenie.
W małżeństwach gdzie kobieta ma wyższe (od
mężczyzny) wykształcenie to ona bierze górę i kieruje tą spółką. Czasami
dochodzi do zamiany tradycyjnych ról.
Czy zatem nie teoretyzujemy tutaj zanadto
?

Z tego co można stwierdzić dzisiaj, zmierzamy do indywidualizmu i
atomizacji społeczeństwa.
Niechęć do zawierania trwałych związków, zakładania
rodzin z dziećmi na pierwszym planie rozwoju, spowoduje spadek reprodukcji

poniżej reprodukcji prostej. Jeden z podstawowych celów biologii,
zachowanie
gatunku zostanie zakwestionowany.

Te zjawiska trudno uznać za zwiastuny
zwycięstwa biologii, biologii człowieka, bo Natura stworzyc może inne
cywilizacje.
Ma na to czas i środki :).
m_v_m  - @Rylew   |15.07.2009 16:09:15
Sorry, że w punktach, ale trochę się wątki rozmnożyły :)
1. Nie kwestionuję
odmienności płci.
2. Krzykliwa grupka, która wie czego chce? :) Masz na myśli
feministki, KP czy może inną grupkę? ;)
3. "A mnie zwyczajnie szkoda tej
cywilizacji i chciałbym pozostawić ziemię następnym pokoleniom ludzi w
niepogorszonym stanie." - czyli uważasz, że efekt "przebudzenia
kobiet", walki feministek, parytety dla kobiet mogą pogorszyć stan naszej
planety? :)
4. Twój ostatni wywód wydaje mi się na tyle rozsądny, że trudno mi
się z nim nie zgodzić. Poza tym wątpisz więc jesteś i takie podejście
zdecydowanie bardziej mi odpowiada niż przedstawianie jedynie słusznej prawdy
objawionej.

Co do Twoich pytań. Ogranicza mnie niechęć, trwanie w
stereotypach, kurczowe trzymanie się własnej wizji świata, walki pod dywanami,
małostkowość i głupota niektórych ludzi wokół mnie, ludzi którzy w różnych
sytuacjach są moimi przełożonymi, politykami decydującymi o moim życiu,
duchownymi decydującymi o mojej duchowości, lekarzami decydującymi o moim
zdrowiu. Tak się składa, że to w zdecydowanej mierze mężczyźni.
Nie twierdzę,
że kobiety nie ulegają tym wszystkim pokusom. Ale dopóki we wszystkich istotnych
procesach decyzyjnych przewagę mają mężczyźni, automatycznie powstaje poczucie
nierówności. Chciałabym mieć możliwość przekonania się jak sprawy będą wyglądały
przy wyrównaniu tych proporcji. Nawet kosztem ewentualnego zawodu :)
Rylew   |16.07.2009 04:40:19
Jeśli nie kwestionujesz odmienności płci to już to może faktycznie będzie dobrze
;).

ad. 2. Krzykliwa grupka, która wie czego chce to osoby które kreują się
na przywódczynie ruchu feministycznego budujące fałszywą ideologię dyskryminacji
i pokrzywdzenia kobiet przez mężczyzn. Zwykle podpierają się historią, albo
opisem stosunków w krajach trzeciego świata. W Europie dzisiaj trudno znależć
przykłady dyskryminacji kobiet chyba że w sferze religijnej, ale wymiar tej
dyskryminacji jest bliski zera. W prawodawstwie nie ma prawa występować ani
jeden przepis dyskryminujący kobiety i chyba nie występuje.
Kobiety coraz
liczniej są reprezentowane w życiu publicznym na eksponowanych stanowiskach, a
tendencja jest rosnąca. Moim zdaniem obejdzie się bez parytetów które naruszają
zasadę wolnego wyboru.
Jestem sceptyczny także wobec tego na ile grupka ta
reprezentuje interes kobiet w ogóle.
A jeśli, to na ile grupka kobiet, która w
wyniku parytetu dojdzie do władzy może poprawić sytuację kobiet ?

ad. 3. Nie
wiem. Trendy które dzisiaj widać, indywidualizm i atomizacja społeczeństwa,
które wspomaga ten rodzaj feminizmu, przy coraz wiekszym rozwarstwieniu
społecznymi polaryzacji kapitału nie pozwalają być optymistą.

Co do Twoich
ograniczeń, które odczuwasz,
nie trudno zauważyć, że są to ograniczenia do
których nie trzeba być kobiętą. Każdy ma swoje, podobne ograniczenia, ale je
pokonujemy, albo omijamy, nie wszystko można załatwić instytucjonalnie.
Młodzi
ludzie są ograniczeni w dostępie do pracy bo nie mają odpowiedniej praktyki,
starsi bo są za starzy, mało elastyczni i za dużo zarabiają.
Mamy jednak ciągle
spory zakres wolności wyboru, bez niszczenia istniejących struktur.
Moja żona
nie poszła w życiu do kobiety ginekologa, a ja do mężczyzny stomatologa
(kobieta ma lżejszą rękę :).

Poczucie nierówności można wywołać, abstrahując
od rzeczywistości i jej uwarunkowań.
Wystarczy komuś wpoić, ze szklanka jest
już tylko w połowie pusta (chociaż faktycznie jest ona jeszcze w połowie pełna
:), aby wywołać u niego niepokój i frustrację.

> Chciałabym mieć możliwość
przekonania się jak sprawy będą wyglądały przy wyrównaniu tych proporcji. Nawet
kosztem ewentualnego zawodu :)
A ja chciałbym całkowitego przemeblowania sceny
politycznej, bo te stare graty już mi całkiem zbrzydły. Trzeba walczyć o
zniesienie progów wyborczych, które zabezpieczają interes obecnej klasy
politycznej wbrew zasadom demokracji.
bedzie_dobrze   |16.07.2009 08:46:00
>Zasadnicze cechy fizyczne zmieniają się wolniej (jaka jest kobieta czy
mężczyzna każdy widzi), cechy psychiczne mogą się zmieniać chyba szybciej pod
wpływem zmian kulturowych, wykształcenia, a nawet pod wpływem pewnych prądów
myślowych.

mysle, ze w psychice istnieja poziomy :) Na najbardziej
podstawowym motywacja kibola i zaangazowanego czlonka ekologicznej frakcji
propagujacej feminizm jest podobna - jest to dominacja i wladza, walka z inna
grupa, szerzenie idei ktora on sam jest owladniety czymkolwiek by ona nie byla
itd. Na skutek odmiennych doswiadczen, a wiec i odmiennych wyznawanych wartosci
ta tendencja bedzie sie roznie przejawiac. Czyli kibol bedzie rozbijal
przystanki i tworzyl naklejki opluwajace konkurencyjny klub, a ekolog bedzie
toczyl rozmowy, planowal strategie itd. Bedzie w tym skuteczniejszy od kolezanek
i ostatecznie to on zostanie wybrany na lidera tej partii chocby miala w
programie feminizm, bo napedza go inna energia. Pewne rzeczy sie zmieniaja, inne
nie.

>dzisiaj właśnie, jak się zdaje, mamy do czynienia z buntem kobiet w
którym uczestniczy coraz wieksza ich liczba

feminizm wymyslily wyksztalcone
elity, wiec bycie profeministycznym stalo sie elementem elitarnego szyku. Gdyby
naprawde pojawila sie masa kobiet zadnych niezaleznosci, wladzy i pieniedzy to
nie teoretyzowalyby na ten temat, tylko by zalozyly firmy i panstwa. Zamiast
tego mamy niekonczace sie dywagacje o tym jak to by bylo poczuc sie niezalezna
osoba w ramach gender studies. Czy mistrzynie gender studies to mistrzynie
sportu wyczynowego, biznesu albo polityki? Nic podobnego. Sa to niezwykle
inteligentne, subtelne osoby operujace na totalnych abstrakcjach. Nie ma to nic
wspolnego z czymkolwiek, co pozwolilo mezczyznom miec wladze w swiecie.

>W
małżeństwach gdzie kobieta ma wyższe (od mężczyzny) wykształcenie to ona bierze
górę i kieruje tą spółką.

byc moze w skrytosci ducha to o czym marza
kobiety, to calkowicie ulegly, mniejszy od nich fizycznie, slabszy, mniej
zarabiajacy, mniej inteligentny i monogamiczny mezczyzna z radoscia pozostajacy
w domu z dziecmi, sprzatajacy i zmywajacy kiedy one chodza na squasha. Mozliwe,
ze sama mysl o relacji z kims takim wywoluje w kobietach dzika ekscytacje.
Dopuszczam mozliwosc, ze tak jest.
m_v_m   |16.07.2009 09:16:11
Kod:
 byc moze w skrytosci ducha to o czym marza kobiety, to calkowicie ulegly,
mniejszy od nich fizycznie, slabszy, mniej zarabiajacy,
mniej inteligentny i monogamiczny mezczyzna z radoscia pozostajacy w
domu z dziecmi, sprzatajacy i zmywajacy kiedy one chodza na squasha.
Mozliwe, ze sama mysl o relacji z kims takim wywoluje w kobietach
dzika ekscytacje. Dopuszczam mozliwosc, ze tak jest.


Być może. Ale może nie ekscytacja. Może są takie kobiety, które
chciałyby, aby ci najbardziej zatwardziali tradycjonaliści poczuli jak to
jest być uważanym za uległego, mniejszego fizycznie, słabszego, mniej
zarabiającego, mniej inteligentnego, monogamicznego i z
radością pozostającego w domu z dziećmi, sprzątającego i zmywającego
podczas gdy one będą chodzić na squasha, grać w szachy, jeździć na
polowania albo w formule 1, snuć filozoficzne dywagacje na temat losów
świata w zakładanych przez siebie czasopismach i debatować o tym w
zakładanych stowarzyszeniach i partiach politycznych. Czyli generalnie
być gorszym i zajmować się mniej przyjemnymi obowiązkami podczas, gdy ta
druga strona ma tak miło i rozkosznie. I nie z czystej mściwości. Ale
z chęci przetarcia oczu, zrozumienia i takie tam :)
krzysia  - do m_v_m   |16.07.2009 09:30:39
masz rację, być moze … ( ale oczywiscie, niekoniecznie)
Ale masz cierpliwość
:)
pozdrawiam :)
Rylew  - bedzie_dobrze   |16.07.2009 14:14:48
Ja wiem tylko, że natura rzeczy zmienną jest (z natury) dlatego wiem, że i ona
(natura kobiety) może się zmieniać. Może już więcej kobiet czuje, że one
pokierowałyby istotnymi sprawami lepiej i że wiedzą jak to zrobić lepiej niż
pajace w rękach wielkiego kapitału, noszący krawaty.

Jeśli chodzi o duszę
kobiety to ja sie nie podejmuję jej analizować :). Wiem tylko, że ludzie są
różni i różne sa motywacje, a kobiety mogą się chyba zakochać w mężczyźnie,
ceniąc u niego inne cechy niż władczość, siłę i wysokie pobory. Te cechy o ile
się nie mylę cenią głównie kobiety proste. Zresztą miłość i związki małżeńskie
to inny dość obszerny temat.

Pisząc o małżeństwach w których kobieta góruje
wykształceniem chciałem tylko przetestować ukrytą tezę, że być może kwalifikacje
i ciągoty kierownicze mogą iść w parze z wykształceniem.
m_v_m   |16.07.2009 16:20:27
@ Krzysia Dzięki :) Nad cierpliwością namiętnie pracuję ;)

@Rylew im więcej piszesz tym bardziej Cię lubię ;)

Uwaga eksperyment. Zakładam
Krytykę Feministyczną. Przyjmuję zapisy do zespołu redakcyjnego :)
bedzie_dobrze   |17.07.2009 02:59:37
>Może są takie kobiety, które chciałyby, aby ci najbardziej zatwardziali
tradycjonaliści poczuli(..)

:) fajna sztuczka polemiczna i absolutnie
doceniam. Ale to nie jest odpowiedz na to co napisalem. To jest zreczny wymyk.
Ja natomiast dysponuje wynikami wielu badan ktore pokazuja, ze kobiety, takze te
wyksztalcone i inteligentne preferuja mezczyzn ktorzy nad nimi goruja. I ze
wlasciwie wystepuje tu takie dwumyslenie, bo z jednej strony te inteligentne,
wyksztalcone i dobrze zarabiajace kobiety chca byc wlasnie takie i chca
"miec to samo co mezczyzni" ale z drugiej oczekuja, ze ich mezczyzni
beda "jeszcze bardziej" i ze beda miec nad nimi jakis rodzaj przewagi.
Mam tez wyniki badan wskazujacych na to, ze preferencja rysow twarzy meskich
zmienia sie u kobiet wraz z cyklem plodnosci. Im blizej dnia plodnego tym
wzrasta preferencja dla twarzy uznawanych przez sedziow kompetentnych za
"dominujace". Oczywiscie mozna te rzeczy omijac mowiac, ze pisanie ich
jest krzywdzace dla kogos, ale to w zaden sposob nie anuluje takich wynikow.
Moze jedynie wywolywac poczucie winy u tego, kto je cytuje. To jednak nie to
samo.
Przy czym ja nie pisze tego wszystkiego dlatego, ze uwazam ze przewaga
mezczyzn nad kobietami w zarobkach czy stanowiskach jest czyms etycznie dobrym.
Pisze, bo uwazam, ze jest ona czyms ekstremalnie trudnym do unikniecia i to nie
dlatego ze ktos jest zly, tylko dlatego, ze do takiego nalezymy gatunku.
bedzie_dobrze   |17.07.2009 03:22:31
>Może już więcej kobiet czuje, że one pokierowałyby istotnymi sprawami lepiej i
że wiedzą jak to zrobić lepiej niż pajace w rękach wielkiego kapitału, noszący
krawaty.

ja bym nawet dodal, ze maja stuprocentowa racje, jesli tak czuja.
Gdyby rzeczywiscie pokierowaly, pewnie zrobilyby to lepiej. Mezczyzni rzadzac
realizuja glownie potrzebe wladzy, a jesli cokolwiek pozytecznego robia przy
tym, to jedynie przy okazji i jako efekt uboczny dzialalnosci naprawde dla nich
istotnej. Czyli zdobywania i utrzymywania wladzy wlasnie. Kobiety z pewnoscia
mialyby do zaproponowania cos bardziej interesujacego. Zreszta nie tylko
kobiety. Analogiczny efekt uzyskalbys, gdyby mechanizm uzyskiwania wladzy byl na
przyklad zmienny losowo. Czyli w tym rozdaniu 30% wladzy biora ci ktorzy
najlepiej umieja do siebie przekonywac innych, 30% ci ktorzy wykaza sie
najwyzszym IQ a 30% ci, ktorzy beda tworcami sztuki najsilniej preferowanej
przez grupe o najwyzszym IQ. A w kolejnym rozdaniu 50% wezma ci ktorzy wykaza
sie najwyzszym poziomem spolecznej empatii, 25% najbardziej odporni na stres a
25% osoby wylosowane przypadkowo. I tak dalej. Efekty tak prowadzonej polityki
bylyby uwazam totalnie lecznicze dla spoleczenstwa. W tym momencie wygrywaja ci,
ktorzy spelniaja jeden parametr - najskuteczniej zdobywaja wladze, bo
najwytrwalej, najkonsekwentniej i najbardziej bezwzglednie do niej daza,
poniewaz najsilniej jej pragna. No i tak sie sklada, ze to sa w wiekszosci
faceci bo tak (tak uwazam) stanowi biologia. Klopot w tym, ze system losowy
ktory zaproponowalem moze istniec tylko pod tym warunkiem, ze ktos z zewnatrz
bedzie go dogladal pilnujac, by ci ktorzy wygrywaja teraz - najsilniej pragnacy
wladzy - go nie obeszli jakos, jednak zapewniajac sobie przewage. No i problem
polega na tym, ze nad ludzkoscia zadnego takiego kontrolera nie ma.
bedzie_dobrze   |17.07.2009 03:32:28
>Pisząc o małżeństwach w których kobieta góruje wykształceniem chciałem tylko
przetestować ukrytą tezę, że być może kwalifikacje i ciągoty kierownicze mogą
iść w parze z wykształceniem.

ja jakos nie wiem czemu ale nie jestem sklonny
by to przeceniac. Ostatnio akurat sie tak zlozylo, ze siedzialem w takiej
kawiarence pod golym niebem z dziewczyna, ktora jest zaangazowana bardzo
feministka. Opowiadala mi o jakichs warsztatach na ktorych byla i ze tam bardzo
jej sie otworzyl umysl i poczula i zrozumiala i w ogole jej sie odblokowalo i ze
wyzwolona seksualnosc i opresja i pierwotnosc kobiecego doswiadczenia i takie
takie i jak tak jej sluchalem to wszystko mnie zaczelo przekonywac jakos i juz
juz bym jej powiedzial, ze to w calosci kupuje gdybym nie zobaczyl golebi. Bo
golebie biegaly nam pod nogami. Golab kurkotal i golebice ganial. Ona w lewo, on
za nia, ona w prawo, on za nia. Ona tak o tym wyzwoleniu i ze te role to opresja
samcza, a pod nogami ten golab mi gania za ta golebica a ona ucieka. W koncu on
ja dopadl. Wtedy ja sie ocknalem i mowie do tej kumpeli swojej "ty zobacz,
golebica golebia ganiala w koncu go dogonila". Ona sie patrzy na mnie mowi
"nie wiem o co ci chodzi". Ja jakos bardziej wierze w golebie niz w
wyksztalcenie. Nie wiem dlaczego.
Rylew   |17.07.2009 10:26:56
Płci i dominacja
> Ja natomiast dysponuje wynikami wielu badan ktore pokazuja,
ze kobiety, takze te wyksztalcone i inteligentne preferuja mezczyzn ktorzy nad
nimi goruja.

Czy nie za bardzo wierzysz badaniom ? Ja trochę czytałem o
badaniach np. dot leków przeprowadzanych na dużych grupach i wiem, że prowadziły
często do bałamutnych wniosków.
Same wyniki badań mogą się wydawać
jednoznaczne, ale jeśli nie znam bardzo wielu szczegółów w których jak wiadomo
zwykle diabeł siedzi, to podchodzę do nich nieufnie. Poza tym mnie bardziej
chodzi o tendencję, a więc zmiany w czasie, a to już jest prawie niemożliwe bo
przestrzeń czasowa to parę setek lat i trudno znależć dane porównawcze.
Co do
badań psychiki kobiet myślę, że wyniki mogą być jeszcze bardziej wątpliwe. Nie
wiem czy same kobiety wiedzą dokładnie czego chcą :). Nie bardzo też wierzę w
*rysy dominatora* na tle cyklu owulacyjnego. To chyba za daleko posunięte
domniemanie. Rysy mogą byc bardziej męskie, ale od męskich rysów do dominacji
droga nie jest oczywista.
Na pewno są bardzo różne i występuje tam także typ
dominujący jak i uległy. Poza tym co znaczy górować ? Na pewno istnieje jakiś
atawizm który każe kobietom preferować mężczyznę przy którym ona czuje się
bezpieczna, ale coraz słabszy to impuls bo żyjemy jakby w coraz
bezpieczniejszych czasach.

Dominacja a wykształcenie
Tutaj trochę się
wymigałeś od rzetelnej odpowiedzi. Podobnie jak ja wcześniej ze swoim przykładem
kur i kogutów. Nie wolno jednak zapominać, ze proste przykłady ze świata
zwierząt mogą mieć fałszywe przełożenie na ludzi. Ci ostatni doznali bowiem w
swoim czasie *cudu oświecenia* to znaczy przeszli od instynktu do myślenia,
dzięki prawdopodobnie pewnej mutacji lub wykorzystaniu ognia, albo jednego i
drugiego razem. Nastąpił wtedy skokowy jak na ewolucję wzrost sprawności mózgu,
podczas gdy ptaki i inne zwierzęta kierują się nadal instynktem.
Ten instynkt
rozrodczy, część instynktu samozachowawczego jak widać w dzisiejszej
rzeczywistości jest u ludzi już poważnie przytępiony.
Zdaje się, że obaj
popełniliśmy ten sam błąd porównując jabłko do banana twierdząc, że i to i to to
biologia czyli natura.
Różne ptaszki widziałem na studiach, ale gołębi jeszcze
nie :).
bedzie_dobrze   |18.07.2009 03:48:51
>Czy nie za bardzo wierzysz badaniom ?

bardzo sceptyczny mam do badan
stosunek jesli chodzi o psychologie. z drugiej strony niewiele jest rzeczy,
ktorymi by sie dalo je zastapic. Kazde badanie jest oczywiscie naznaczone
pogladami jego tworcow.

>Co do badań psychiki kobiet myślę, że wyniki mogą
być jeszcze bardziej wątpliwe.
Nie wiem czy same kobiety wiedzą dokładnie
czego chcą :). Nie bardzo też wierzę w *rysy dominatora* na tle cyklu
owulacyjnego. To chyba za daleko posunięte domniemanie. Rysy mogą byc bardziej
męskie, ale od męskich rysów do dominacji droga nie jest oczywista.

no nie
jest. Wystepuje jednak jakies zjawisko, ktore chocby bylo nawet artefaktem
seksistowskich pogladow badaczy, to nie daje sie zbudowac artefaktu
wygladajacego odwrotnie. Czyli nie daje sie zaprojektowac i zrealizowac takich
badan, z ktorych ci wyjdzie, ze w miare cyklu owulacyjnego kobiety zaczynaja
preferowac mezczyzn o rysach bardziej kobiecych, odznaczajacych sie nizszym
wzrostem, bardziej podporzadkowanych, czy o wyzszym glosie. Takich badan nie
dalo sie zrobic. Oczywiscie przejscie od kwadratowej szczeki do dominacji przez
poziom testosteronu jest proste jak kalasznikow, ale on jednak czasem trafia, bo
z kolei sa inne badania, z ktorych wynika, ze jak mezczyzni cos wygrywaja (nawet
w szachy) to im poziom testosteronu wzrasta, a jak przegrywaja to im spada, a
(znowu) brak badan przeciwnych stworzonych przez badaczy o przeciwnych
pogladach.

>Poza tym co znaczy górować ?

mnie sie zdaje, ze to jest
jedno z takich pojec pierwotnych. Czyli ze to sie moze wyrazac w roznych formach
i samo nie jest uchwytne. To bazowe pojecie.

>Nie wolno jednak zapominać, ze
proste przykłady ze świata zwierząt mogą mieć fałszywe przełożenie na ludzi. Ci
ostatni doznali bowiem w swoim czasie *cudu oświecenia* to znaczy przeszli od
instynktu do myślenia

ale myslenie nie zastepuje instynktu, tylko jest na nim
nalozone i z nim koresponduje. Oczywiscie mozna by sobie wyobrazic taki swiat,
czy tez taka organizacje psychiki, w ktorym instynkt jest uzywany jako zabawka
dla swiadomosci. Czyli na przyklad w wypadku tak zaprojektowanej
"feministycznej kobiety wg. Bochniarz" w tygodniu taka pani jest
kompetentna, genialna organizatorka i kieruje strategicznymi przedsiewzieciami
uzywajac wylacznie nowej czesci kory, a w wekendy bzyka sie z kulturystami
uzywajac starszej. No i w tygodniu robi to "bo to jej potencjal" a w
wekendy "bo to jej prawo i juz". Czy to sie sprawdzi..? No ja zycze
powodzenia. Naprawde.
bedzie_dobrze   |18.07.2009 04:12:40
Jeszcze co do badan i kontrbadan. Z tego co zauwazylem w roznych realowych i
internetowych rozmowach, to feministki tez powoluja sie czasem na badania kiedy
sie zaczyna mowic o esencjalnej roznicy. Tyle, ze one powoluja sie na badania
dotyczace wplywu stereotypow na myslenie. Czyli ze na przyklad jakies prace
oceniono gorzej, bo oceniajacy mysleli, ze to kobieta robila, albo, ze jak sie
przypomni kobietom, ze sa kobietami to ich wyniki w testach przestrzennych
gorzej wychodza itp. No i oczywiscie, ze tak jest. Klopot w tym,ze to jest
argumentacja na zupelnie inny temat. Stereotypy dzialaja (fajny artykul tu na
przyklad ostatnio znalazlem http://www.lacan.pl/spip.php?article66 ) ale to nie
znaczy, ze odpowiadaja one za caly zakres zauwazanej zmiennosci.
Rylew   |19.07.2009 11:28:50
> ale myslenie nie zastepuje instynktu, tylko jest na nim nalozone i z nim
koresponduje.

A ja nie powiedziałem że zastępuje,
może go istotnie
przytępiać powodując jego słabe działanie jako atawizmu ( siódma woda po kisielu
:). Ja np. dobrze się czuję w lesie, ale już od kilkudziesięciu lat nie
biwakowałem i nie mam z tym problemu ( przynajmniej nic o tym nie wiem ). Moje
dzieci podobnie i prawdopodobnie będzie tak dalej, aż lasy będziemy oglądać na
filmach i rysunkach. Może tylko przybędzie nam chorób, ale nie będziemy w stanie
nic udowodnić.

Badania są często jak szukanie igły w stogu siana przy pomocy
wideł. Zwykle mamy do czynienia ze zbyt wieloma czynnikami mającymi wpływ na
wyniki i nie jesteśmy w stanie ich właściwie interpretować. W dziedzinie
medycyny wykonano już tysiace badań albo i dziesiątki tysięcy, wydano ju setki
miliardów dol., badania zeszły już na poziom elektronowy, a przyczyn większości
chorób nadal nie znamy.

U zwierząt występuje czysty instynkt, czasami
wypaczony lub może zmutowany, nie wiadomo dokładnie dlaczego, gdy np. królica
zażera swoje małe.
U ludzi w krajach tzw. wysokocywilizowanych można obserwować
brak lub przytępienie instynktu macierzyńskiego w tej formie, że kobiety
potrafią zrezygnować z potomstwa ze względów ogólnospołecznych, kulturowych czy
jeszcze innych.

>>Poza tym co znaczy górować ?
> mnie sie zdaje, ze to jest
jedno z takich pojec pierwotnych. Czyli ze
> to sie moze wyrazac w roznych
formach i samo nie jest uchwytne.
> To bazowe pojecie.

A może warto się
pokusić o uściślenie.
Utarło się, że mężczyzna powinien górować siłą, nie
powinien być ułomkiem, ale wiele kobiet (może w okresie menopauzy:) ceni sobie
intelekt mężczyzny. Narzucanie swojego zdania i nadmierny egoizm partnera po
okresie zauroczenia mogą stać się dla kobiety nieznośne.

> Oczywiscie
przejscie od kwadratowej szczeki do dominacji przez
> poziom testosteronu jest
proste jak kalasznikow,
Mhhmm, patrzę w lustro,
ja nie mam kwadratowej
szczęki, a testosteron też był na niezłym poziomie itd…,
A może po prostu
jest tak, że u kobiety w pewnym wieku i odpowiednim momencie pierwszy lepszy
facet dostaje kwadratowe szczęki w jej oczach :) ?

Jeśli chcesz powiedzieć,
że kobiety mają instynktowną potrzebę znalezienia silnego samca, dominująego, w
celach reprodukyjnych to pewnie masz rację, ale na dobrą sprawę nie wiemy jak ta
część instynktu dzisiaj jeszcze wpływa na stosunki społeczne, a ściślej mówiąc
na współczesny model kobiety i na model układów partnerskich. Intuicja mi
podpowiada, że może to być wpływ marginalny, albo okazjonalny. Lubię przebywać w
lesie, ale żebym miał zamieszkać tam na stałe w szałasie :) ?
Na dążenia
kobiet, ich potrzeby, nawet na ich charaktery ma dzisiaj wpływ cała masa
czynników, czyli tak zwana obróbka kulturowa, a zwłaszcza chyba wykształcenie,
co zresztą widać już na obrazie rzeczywistości.
Obawiam się, że biologia może
sobie nie poradzić :).
Za to kobiety poradzą sobie bez parytetów, tego jestem
pewny.
tiphareth  - ad Rylew   |19.07.2009 13:26:52
"Jeśli chcesz powiedzieć, że kobiety mają instynktowną potrzebę
znalezienia silnego samca, dominującego, w celach reprodukcyjnych to
pewnie masz rację, ale na dobrą sprawę nie wiemy jak ta część
instynktu dzisiaj jeszcze wpływa na stosunki społeczne, a ściślej mówiąc na
współczesny model kobiety i na model układów partnerskich."


Może to banalne, ale polecam obejrzeć kilka odcinków
"Desperate Housewives", "Sex in the City" albo "Magdy
M." - przekonasz się, że kobiety (ale też i mężczyźni) ciągle
tkwią pod tym względem w jaskini. No, może wystawili czubki palców lewej
stopy na zewnątrz :) 
Opieranie poglądu na współczesne kobiety
na podstawie doświadczeń z wykształconymi, relatywnie zamożnymi,
wyemancypowanymi i niezależnymi kobietami z wielkich miast skutecznie
zamazuje rzeczywistość. Należy pamiętać, że większość kobiet na
świecie to ubogie, tradycjonalistyczne, podporządkowane mieszkanki Chin,
Indii i Czarnej Afryki.
Myślę, że nawet w Polsce najpowszechniejszym
typem kobiecości jest wypadkowa Marii Kaczyńskiej, pracownicy
Biedronki, Jolanty Kwaśniewskiej i Dody.
Graff, Środa i Dunin to
zjawiska niszowe. Im udało się bez parytetów.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.07.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.48798 Seconds