Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Sierakowski: Do radykalnie bezradnych |
|
|
Sławomir Sierakowski
|
|
05.07.2009 |
Że polityka czasem prowadzi do kompromisów, to wie każdy. Warto jednak uświadomić sobie, że polityka w ogóle zaczyna się od kompromisu. Dlatego każdy radykał zawsze znajdzie kogoś radykalniejszego od siebie. Wymiar etyczny działania politycznego polega na podjęciu nieusuwalnego ryzyka wyznaczenia granicy między działaniem zgodnym z ideałami a sprzeniewierzeniem się im dla osiągnięcia realnych efektów. Nie ryzykują tylko ci, którzy nie podejmują gry. A kiedy trzeba ocenić jej rezultaty, czasem niewiele dzieli przeciwników od pryncypialnych sojuszników. Już tylko z tego powodu polityczne oceny należy formułować ostrożnie, zwracając uwagę na kontekst i warunki możliwości. Bo w polityce Sowa Minerwy zawsze wylatuje o zmierzchu. Sensowność doboru metod wobec założonego celu weryfikuje się dopiero przez rezultaty.
Agnieszka Mrozik i Piotr Szumlewicz (Kongres Kobiet: stracona szansa, „Gazeta Wyborcza” z 4-5 lipca 2009) wysuwają szereg zarzutów wobec organizacji Kongresu Kobiet Polskich, które właściwie można sprowadzić do tego, że był to właśnie Kongres Kobiet, a powinien być Kongres Feministek. Tymczasem nie było takiego wyboru. Można było wybierać miedzy Kongresem Kobiet Polskich a brakiem jakiegokolwiek działania, w każdym razie działania na taką skalę. Zresztą, czy feminizm nie polega właśnie na walce o prawa kobiet, a nie jedynie feministek? Prawdziwa lewica wspiera działania emancypacyjne także wtedy, gdy służą one emancypacji ludzi o poglądach od nas odmiennych. Sprawiedliwa reprezentacja obu płci w polityce powinna być dla lewicy wartością samą w sobie, a nie jedynie instrumentalnie traktowanym dodatkiem do innych poglądów.
Poglądy niefeministycznej części organizatorek mogą w ogóle nie obchodzić Mrozik i Szumlewicza, ale są faktem społecznym, a faktem politycznym jest to, że kobiety te – podobnie jak feministki – zdecydowały się na kompromis. W efekcie Sala Kongresowa wypełniona po brzegi przez różnobarwny tłum kobiet stała się zupełnie innym miejscem, niż to samo miejsce wypełnione mężczyznami w garniturach. A każdemu nieuprzedzonemu obserwatorowi musiała uświadomić, jak bardzo brakuje kobiecej reprezentacji w życiu społecznym i politycznym. Przede wszystkim jednak uświadomiła to zebranym tam kobietom. Tak jak romantyczne początki Partii Kobiet, tak Kongres pokazał tkwiący w kobietach potencjał publicznego zaangażowania i aktywności. Można taki potencjał wspierać albo próbować go osłabić - czym postanowili zająć się Mrozik z Szumlewiczem.
Oczywiście Mrozik i Szumlewicz, wiedzieliby jak to lepiej przygotować, ale „Ogólnemu zaproszeniu do «włączania się» nie towarzyszyła realna propozycja współpracy”. Drodzy „działacze”, nie bądźcie śmieszni. Albo się robi, albo się tylko gada. Do tych, do których trzeba przychodzić ze specjalnym zaproszeniem, nie warto przychodzić w ogóle. Bo nic nie zrobią, a jeszcze nawybrzydzają. Historia ruchów społecznych doskonale zna przypadki takich bezproduktywnych „trzeb”, które własną bezradność rekompensują sobie protekcjonalnymi wypowiedziami zaczynającymi się od „trzeba…”. I Kongres Kobiet też trzeba było zrobić tak, żeby wszystkie uczestniczki miały słuszne poglądy i bez wparcia żadnych bizneswomen. Tyle że gdyby można było zrobić taki kongres, to nie trzeba byłoby go w ogóle organizować, bo nie byłoby już powodu.
Tymczasem bez względu na to, czy mówiły feministki, czy ktoś inny, pewne tematy budziły szczególnie żywą reakcję sali: parytet, prawo do planowania rodziny, in vitro, ograniczenie wpływów Kościoła. To wystąpienie Agnieszki Graff spotkało się z kilkuminutową owacją na stojąco. Okazało się, że język, którym mówią polskie feministki, jest sexy, poruszający, zrozumiały. Wbrew temu, co się powtarza, że nie potrafią one trafić do zwykłych kobiet, to ich język – odbiegający od sztampy, nawet tej najsłuszniejszej – okazał się nośny. Bez względu na to, ile go było, to ten język zdominował Kongres i określił jego atmosferę.
Inauguracyjne wystąpienie Marii Janion było pokazaniem głębokich strukturalnych przyczyn kulturowych nierówności kobiet. Czy Szumlewicz i Mrozik nie potrafią tego docenić, czy zrozumieć? Walcząc o prawa kobiet wobec kulturowej dyskryminacji, która przekłada się na ekonomiczną, wymiaru tego nie sposób pominąć!
Gdyby dla Mrozik i Szumlewicza ważne było nie tylko to, „co”, „kto” i „jak długo mówi” oraz „za czyje pieniądze”, ale też „z jakim skutkiem”, dostrzegliby, że właśnie głos feministek zyskał największy aplauz, to one zaproponowały wizję najbardziej poruszającą słuchaczki. Jakie będą owoce kongresu, pokaże przyszłość, jednak Mrozik i Szumlewicz już z góry wiedzą, że żadne.
Gdyby nawet feministki „przegrały” ten Kongres, to wolę ich przegraną od moralnej wygranej Szumlewicza i Mrozik. Wiele wskazuje jednak na to, że Kongres Kobiet będzie kontynuował swoja działalność, a w imieniu „Krytyki Politycznej” deklaruje pełne wsparcie dla działań na rzecz wprowadzenia parytetu i ustanowienia skutecznego urzędu stojącego na straży równości płci.
To postulaty w polskich warunkach całkiem ambitne, ale wyobrażalne, a przede wszystkim mogące zmobilizować do wspólnego skutecznego działania. Maksymalizm Mrozik i Szumlewicza, który sprawia, że nie doceniając konkluzji Kongresu, w istocie służy temu, aby zamknąć drogę do realizacji jakichkolwiek innych postulatów. Dopóki bowiem nie zostaną zapewnione podstawowe warunki równego udziału kobiet w decydowaniu i równość płci nie stanie się stałym elementem polityki państwa każdy inny postulat feministyczny będzie miał dużo mniejsze warunki możliwości realizacji.
Mrozik i Szumlewicz wzywają: „Za Nałkowską chciejmy więc «całego życia»: nie jednej czwartej, nie połowy, lecz wszystkiego. I nie czekajmy z tym do jutra”. Chcą wszystkiego, ale nie potrafią sami zrobić nic.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 4-5 lipca 2009.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 05.07.2009 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...