|
Wczoraj wieczorem zadzwoniła moja przyjaciółka Maja. - Kaju, w jakim my kraju żyjemy? - płakała w słuchawkę.
- Tylko nie rycz – powiedziałam. - Uspokój się i powiedz, co się stało. - Nie mam siły – wyłkała. - Możesz przyjechać? Przy wszystkich swoich wyjątkowych cechach, Maja ma skłonność do afektacji. Zgodziłam się więc niechętnie, z oporami, zwłaszcza że na dworze padał deszcz i było okropnie zimno. Na Stegny dotarłam koło siódmej wieczorem. Zadzwoniłam. Maja otworzyła blada i roztrzęsiona. No więc, co się stało? – zapytałam opadając na fotel. - Może mi w końcu wytłumaczysz? - Muszę do pierwszego zapłacić dwa tysiące administracji, a ja, cholera, nie mam skąd wziąć tych pieniędzy! - Boże, no to pożyczymy od kogoś, nie martw się – powiedziałam. - Ale właściwie, dlaczego? Co się znowu wydarzyło? Maja od pół roku odstępuje mieszkanie pani Zairze, która przyjechała do Polski z Czeczenii razem z dwiema wnuczkami. Po roku musiała opuścić ośrodek dla uchodźców i zacząć radzić sobie sama, była przerażona. Do Mai zadzwoniła ciotka. Słuchaj, jest taka kobieta z Czeczenii, bardzo potrzebuje pracy, a ty szukasz przecież opiekunki do dzieci, może byś ją zatrudniła? Maja zgodziła się szybko, zapisała telefon i umówiła się z Zairą na nadchodzący tydzień. W poniedziałek o dziewiątej rano zadźwięczał dzwonek, na progu stała niska, gruba kobieta z dwójką dzieci. - Ojej – wybąkała Maja. – Ale ja myślałam, że pani przyjdzie sama… Zaira popatrzyła na nią przestraszona. - Nie wiedziałam, że dzieci będą przeszkadzać, zaraz odeślę je do domu. Tego samego dnia okazało się jednak, że nie ma żadnego domu. Idąc po zakupy Maja zobaczyła dziewczynki, które siedziały na placu zabaw i czekały, aż babcia skończy pracę. Zabrała je z powrotem do mieszkania. - To gdzie pani nocuje? – zapytała. Na razie u znajomej, ale to tylko do soboty i nie możemy wracać przed siódmą wieczorem, żeby jej nie przeszkadzać. - Zaira siadła ciężko na taborecie w kuchni. Otarła pot z czoła. Miała grube, spierzchnięte dłonie. Mówiła wolno, zastanawiając się nad każdym słowem. - Czy dziewczynki nie powinny przypadkiem chodzić do szkoły? – pytała dalej Maja. - Może i powinny, nie wiem sama, nie mam czasu o tym myśleć – potrząsnęła głową. Po paru dniach cierpliwie zadawanych pytań, Mai udało się poskładać historię swojej nowej opiekunki do dzieci i jej wnuczek. Pani Zaira brała udział w wojnie czeczeńskiej jako sanitariuszka, organizowała przerzuty lekarstw i sprzętu medycznego z Turcji. Pod koniec wojny, w czasie bombardowania Groznego zginął jej syn, potem mąż i ukochana siostra. Matka dziewczynek z żalu i ze strachu dostała pomieszania zmysłów. Zostawiła dzieci u babci i nigdy już po nie nie wróciła. Pani Zaira mieszkała z dziewczynkami i ciężko chorą matką. Brakowało jedzenia, prądu i wody. Dziewczynki były w strasznym stanie. Całymi dniami chowały się pod kołdrą i płakały. Potrzebowały opieki psychologa, potrzebowały przynajmniej kogoś starszego, kto umiałby się nimi sensownie zająć. Tymczasem dorośli, jeśli nie popadali w stupor i głęboką depresje, zajęci byli walką o to, żeby zdobyć jedzenie i przeżyć z dnia na dzień. Pani Zaira wiedziała, że powinna wyjechać z Czeczenii, nie widziała najmniejszych szans, żeby stworzyć dzieciom normalne warunki do rozwoju w wyniszczonym kraju, znajdującym się pod okupacją rosyjską, ale nie mogła zostawić ciężko chorej matki, którą się opiekowała. Na początku 2008 roku matka Zairy zmarła, a ona zabrała swoje wnuczki, przedostała się do Polskiej granicy i poprosiła o azyl. - Widzisz – mówiła do mnie wtedy Maja. – Polacy, którzy wynajmują ode mnie mieszkanie i tak od miesięcy zalegają z czynszem. Poprzedni urządzali huczne imprezy i sąsiedzi regularnie wzywali policję, przed którą ja się musiałam tłumaczyć. Ta kobieta potrzebuje pomocy. Pracuje u mnie, jeżeli przestanie płacić za wynajem, sama mogę odebrać jej z pensji. Skończyło się oczywiście na tym, że Maja opuściła cenę wynajmu do kosztów czynszu. Sama zapisała dziewczynki do szkoły. Zaprowadziła na wizytę do psychologa. U obu stwierdzono syndrom posttraumatyczny. Psychiatra zdiagnozował głęboką depresję u pani Zairy. - Wzięłaś sobie na głowę kolejny kłopot – narzekałam. - Nieprawda – powiedziała Maja. – Moje dzieci uwielbiają panią Zairę. Poza tym ona świetnie gotuje i sprząta. Rachunki są zawsze płacone na czas. W domu jest czysto i spokojnie. Sąsiedzi nie mają na co narzekać. Dziewczynki zaczęły chodzić do szkoły, coraz lepiej sobie radzą. Starsza przestała w końcu moczyć się w nocy. Tyle tylko, że nadal panicznie boi się wszystkich ludzi w mundurach. Jakiś czas temu, kiedy przechodziłyśmy obok policjanta, zaczęła się cała trząść, a w domu zwymiotowała ze zdenerwowania. Ale to się wyrówna, potrzeba czasu i cierpliwości. Maja usiadła obok mnie, na oparciu pluszowego fotela i podparła głowę na rękach. - Widzisz, zostałam wezwana do spółdzielni, żeby wyjaśnić sprawę długów. Moje zaległości z czynszem ciągną się jeszcze od czasu tych ludzi, którzy wcześniej wynajmowali mieszkanie, to nie jest wina Zairy. Poszłam więc, wchodzę, a tam osiem osób się zebrało. Siedzą przy okrągłym stole na przeciwko mnie, jak jakiś sąd. Uśmiechają się kwaśno i mnie przepytują. Zaczynam tłumaczyć, że wiem, że zalegam z płatnościami, ale że od pół roku nie spóźniam się z rachunkami, że spłacę powoli długi. A na to odzywa się przewodnicząca wspólnoty blokowej, pochyla w moją stronę na krześle, uśmiecha serdecznie i mówi konfidencjonalnym tonem: - Proszę pani, wszyscy tu doskonale wiemy, że nie chodzi o te pieniądze. Powiedzmy sobie szczerze, są lokatorzy, którzy mają większe zadłużenie. My po prostu mamy poważne wątpliwości co do osobników, którzy wynajmują od pani mieszkanie. - Ale dlaczego? - zdziwiła się Maja. - Czy ktoś narzekał, skarżył się na hałas? - Nie, proszę pani, ale pani wynajmuje mieszkanie bandzie Czeczenów, to jest po prostu niebezpieczne. Czy pani to rozumie? Czy pani zgłosiła tę sprawę na policję? - Jaką sprawę? - Sprawę tego, kto u pani mieszka. Czy pani wie, co ONI mogą zrobić? Co się może wydarzyć? To się bardzo źle dla pani skończy. - Co się może wydarzyć? - No, proszę pani, to już nie do mnie należy wymyślanie scenariuszy… Wczoraj na przykład widziałam pod klatką dwóch pijanych Czeczenów, którzy palili papierosy. - Proszę pani – zdenerwowała się Maja. - Ja odstępuję mieszkanie starszej pani z dwójką dzieci, a nie młodym ludziom. Poza tym Czeczeni są muzułmanami i nie piją alkoholu. Rozmawiała pani z nimi? Jest pani pewna, że to byli Czeczeni? - Ja nie muszę rozmawiać, ja mam oczy. - To widocznie powinna pani iść do okulisty – zirytowała się Maja. Wtedy wstał przewodniczący komisji - opowiadała Maja - i poinformował mnie, że jeżeli do końca miesiąca nie zwrócę długu, to oni zrobią porządek z tą sytuacją, zgłoszą ją na policję. Istnieje przepis, że wynajmowane mieszkania nie mogą mieć zadłużenia – dodał. - Nie ma takiego przepisu – krzyknęła Maja. - A poza tym ja tego mieszkania nie wynajmuję, ja je odstępuję. - A zgłosiła to pani do Urzędu Skarbowego? - zapytała słodko księgowa. - No i tyle. Tak się to skończyło – Maja przejechała ręka po twarzy. - Nie pomogły tłumaczenia, że Zaira jest w Polsce zupełnie sama, że ledwo wiąże koniec z końcem, utrzymuje wnuczki, które potrzebują stałej opieki psychologa. Muszę zapłacić do końca miesiąca, albo moi sąsiedzi zrobią poważną aferę. Oni oczywiście mają nadzieję, że nie zapłacę i że będą mogli pozbyć się Zairy i jej dzieci… - No dobra – westchnęłam. - Jakoś uzbieramy tę kasę. Pożyczymy ci. - Dziękuję – szepnęła Maja. – Wiesz, w głowie mi się do tej pory nie mieściło, że Polacy są takimi rasistami. Późnym wieczorem wracałam do domu. Czarnoskóry mężczyzna odebrał w autobusie telefon i rozmawiał głośno przez komórkę. - Ciszej – obruszył się jasnowłosy młodzieniec. - Nie jesteś, kurwa, u siebie, żeby tak wrzeszczeć. *** Możecie mi nie wierzyć, ale nawet puenta tego felietonu nie została zmyślona.  Czytaj: Drobne szaleństwa dnia codziennego, powieść Kai Malanowskiej
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...