|
Myślałem, że „Gazeta Polska Codzienna” będzie najśmieszniejszą rzeczą, jak wezmę w tym tygodniu do ręki, ale się pomyliłem. W „GPC” to samo, co w „GP”. Smoleńsk, Smoleńsk, Smoleńsk, cenzura, tajne służby, geje wkraczają na Ulicę Sezamkową itd. Krótko mówiąc: NUDA.
Choć podoba mi się wyraźnie apokaliptyczny ton tej gazety. Widać go nie tylko w całkiem fajnym, baudrillardowskim wręcz, wywiadzie z Rymkiewiczem, ale przede wszystkim w doborze gadżetów w dziale Technika. Zestaw przetrwania, pas ratunkowy, kamera za uchem, niezbędnik każdego turysty. Dobrze widać, na co przygotowują się prawicowi, dziarscy chłopcy. W kolejnym numerze spodziewam się reklamy schronów ogrodowych oraz odbiorników Radia Maryja na dynamo. Kolejnym rozczarowaniem był brak felietonu Starucha. Niestety ciągle siedzi w areszcie i widocznie nie pozwalają mu tam pisać. Co prawda redaktorzy Gazety Polskiej Codziennie ciągle obiecują, że będzie. Ale cóż mi po obietnicach, kiedy chciałoby się teraz. I to już jednak koniec lolkontentu. Zacząłem desperacko szukać innej inspiracji.
Wtedy przypomniał mi się mejl od kolegi, zachwalający nowy numer „Newsweeka”, a szczególnie wstępniak. Z początku go zignorowałem, bo co może być ciekawego w „Newsweeku”, ale w przypływie desperacji wybrałem się do kiosku. I zakochałem się do pierwszego wejrzenia. Balcerowicz na okładce trzymający okładkę z roku 2001, na której również był, pokazuje pięknie, że choć cały świat się wali, pewne rzeczy pozostają niezmienne.
Niezmienna pozostaje zasada, że po wstępniaku poznacie ich. Więc czytam pierwsze słowa i nie wierzę: „Jesteśmy dowodem potęgi wolności. My «Newsweek Polska» kończący właśnie 10 lat”. Hm. Newsweek znaczy wolność? Hm, hm. Trochę mnie zatkało, ale czytam dalej. Może się dowiem, o co z tą wolnością chodzi. I rzeczywiście. „Za każdym razem, gdy wracam z zagranicy, uderza mnie niebywała witalność i aktywność Polaków, objawiająca się mnóstwem przydrożnych reklam…”, tłumaczy Maziarski. I teraz wszystko już jasne. Chodzi o tą słynną polską szlachecką wolność, że każdy może sobie wszędzie pierdyknąć najgorszego gargamela i nic nie można z tym zrobić. Za każdym razem, gdy wracam z zagranicy, dziwię się, że, jest u nas tak brzydko. Ale dziś zrozumiałem. To nie chodzi o brzydotę, chodzi o wolność. A ponieważ już to rozumiem, chciałbym bardzo podziękować „Newsweekowi Polska”, że o tę wolność dla nas tak dzielnie przez dziesięć lat walczyli. Co byśmy zrobili bez tych wszystkich reklam, zasłaniających ludziom okna. Jeszcze ktoś by przypadkiem dostrzegł kawałek rzeczywistości przez szybę i by się przestraszył. Lepiej tego unikać.
Okazuje się jednak, że wolność nie zawsze w Polsce zwycięża. Czasami też przegrywa. Kiedy „etos wolnych obywateli przegrał”? Otóż: „Gdy spieraliśmy się o przyszłość systemu emerytalnego”. To kolejna wolność, o którą dzielnie walczy „Newsweek Polska”. Wolność do śmierci z głodu i chłodu, jeśli nie zaoszczędziliśmy sobie wystarczającej ilości kasy. Bo przecież wolność polega na tym, że „Polacy powinni sami oszczędzać na starość”, a nie „być na garnuszku” państwa. Ja, co prawda, odnoszę wrażenie, że bardziej bylibyśmy wolni, gdybyśmy mogli decydować, czy chcemy być na garnuszku państwa, na który się przez lata składamy, czy raczej na łasce funduszy emerytalnych, które w każdej chwili mogą wtopić wszystkie nasze ciężko zaoszczędzone pieniądze w instrumenty pochodne. Ale co ja tam wiem. Prawdziwa wolność polega na tym, żeby płacić prywatnym funduszom emerytalnym porządną prowizję za dysponowanie naszymi pieniędzy. Prawdziwa wolność to wolność dawania z siebie innym, czyż nie?
Nie dziwie się więc Maziarskiemu i jego redakcji, że patrzyli z rozpaczą na klęskę „etosu wolnych obywateli”, to znaczy zmniejszenie wpłat do OFE. I rozumiem, że chcieli „zrobić coś więcej”. Teraz sam jestem dziadkiem, więc cóż mógłbym dać swojemu wnuczkowi, jeżeli nie Leszka Balcerowicza? Małego Balcerowicza, obrońcę wolności powinien mieć każdy w swoim domu. Dlatego „Newsweek Polska” postanowiło ustanowić Nagrodę Wolności i nie mieć najmniejszych wątpliwości przy wyborze pierwszego laureata.
„Panie profesorze, dziękujemy, że jest Pan z nami. Gdy słyszymy pański głos, czujemy się bezpieczniej”, kończy dramatycznie Maziarski i trudno się dziwić. Balcerowicz niczym już nas nie zaskoczy. Czytanie go, to jak oglądanie Szklanej pułapki. Znamy wszystkie dowcipy, ale i tak się z nich śmiejemy. Choć jednocześnie można się dziwić, że Maziarski czuję się bezpiecznie, słuchając głos człowieka, który powiedział: „Zawsze traktowałem jako komplement słowa Lecha Wałęsy na zjeździe «Solidarności», że nasz program prywatyzacji jest bandycki”. Czy jeśli ktoś realizuje bandyckie programy, to nie czyni to z niego bandyty? Na pewno nie w polskiej krainie wolności. Jednak wciąż można się trochę bać.
Tym bardziej, gdy się przeczyta, co Profesor sądzi o demokracji. „Mechanizmy demokratyczne, zbiorowego wyboru, też są mniej doskonałe, niż rynkowe”. I dalej: „zawęzić politykę i maksymalnie rozszerzyć sferę wolnego rynku”. Zaczniemy od handlowania głosami? Jakby trzeba było zapłacić sto złotych za możliwość zagłosowania, to z pewnością ludzie podchodziliby do tej czynności poważniej.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...