|
„Gazeta Wyborcza” postanowiła wytypować dziesięciu najlepszych młodych pisarzy. Niestety nie ma mnie na tej liście, co sprawia, że jest ona całkowicie niewiarygodna. To niejedyny powód. Jest ich znacznie więcej. Cały ten ranking jest z dupy i jeśli jeszcze jakiś Polak – oby nie – dostanie kiedyś literackiego Nobla, to nie będzie to żaden z wymienionych przez „znakomitych polskich krytyków i dziennikarzy najważniejszych polskich czasopism”, którzy oczywiście się nie znają i chujaszka wiedzą. Już tłumaczę dlaczego.
1. Dorota Masłowska – autorka dwóch powieści, z których ostatnia ukazała w 2006, pisze rzadko i niechętnie, ale trudno się jej dziwić. Bo właściwie, dlaczego miałaby to robić? Chyba nawet tego za bardzo nie lubi. Poza tym ma dziecko na głowię. I to chyba już wystarczająca ilość komplikacji. Nawet wypisanie dziecka z religii, o czym dowiadujemy się z wywiadu, okazuje się dla pisarki zbyt skomplikowanym logistycznie zabiegiem. A dostanie Nobla jest odrobinę bardziej skomplikowane, niż wypisanie dziecka z religii.
2. Ignacy Karpowicz – co prawda na jego korzyść przemawia fakt, że jest z Białegostoku, gdzie od pewnego czasu rodzą się najfajniejsi ludzie, ale niestety najfajniejsza osobą z Białegostoku jest moja dziewczyna. Więc, niestety, jeśli ktoś dostanie Nobla, to prędzej ona, niż on. Sorencjusz. Poza tym życie dla Karpowicza to odmowa uczestnictwa w wyścigu. A Noble to wyścig, trzeba w nim brać udział, żeby go wygrać
3. Michał Witkowski – chce być pisarzem popularnym. A przecież nie po to jest Nobel, żeby dawać go popularnym pisarzom.
4. Justyna Bargielska – autorka jednej książki i kilku wierszy. Na pytanie, co ją denerwuje we współczesnej Polsce, odpowiada: Tomasz Piątek. A właściwie nie sam Piątek, co mejl od niego. Co takiego strasznego jej napisał? Otóż spytał, czy nie chciałaby się podpisać pod listem w obronie Nowego Wspaniałego Świata. Doprawdy obrzydliwe pytanie. Hitleryzm się kłania. Bargielska się nie podpisze, bo nie ma zdania. Gdyby to jeszcze był mejl specjalnie do niej wystosowany, ale nawet nie. Była jedną z adresatów listy mejlingowej. Czyli w sumie we współczesnej Polsce najbardziej denerwuje ją spam. Szczęśliwi, którzy nie mają większych problemów. Ale literackie nagrody Nobla rzadko trafiają do takich szczęściarzy.
5. Jacek Dukaj – Ja to bym mu nawet dał. Niech ma coś od życia. Ale niestety pisze FANTASTYKĘ. Czyli z Noblem może się pożegnać. Ale Hugo czy Nebula pewnie kiedyś mu wpadną.
6. Jacek Dehnel – szkoda gadać. Nadaktywny uczestnik śmiesznych grup na facebooku i poetyckich portali. Jeśli należy mu się jakaś nagroda, to pisarskiego trolla roku, a może nawet dziesięciolecia. Której zresztą mu szczerze życzę, bo sobie na nią pracowicie zasłużył.
7. Julia Fiedorczuk – nie chcę być złośliwy, ale proszę państwa, ilu z państwa słyszało o Julii Fiedorczuk? Nie mam nic do ekopoezji, głównie pewnie dlatego, że staram się jej nie czytać. Ale skoro w Polsce mało kto słyszał o ekopoezji, to szanse, że usłyszą o niej w Sztokholmie nie wydają się zbyt duże. Nawet jeśli są tam znacznie bardziej eko, niż tu. Ponadto: Jezus Maria. Andrzej Sosnowski przewróciłby się w grobie, gdyby do niego do tego czasu trafił.
8. Mariusz Sieniewicz – pisarz mądry, słuszny, ciekawy i sympatyczny. Pewnie dlatego nigdy nie dostanie Nobla.
9. Mikołaj Łoziński – jak sam o sobie mówi: „autor dwóch książek dla dorosłych i jednej dla dzieci”. Choć nie przesadzałabym z tymi dorosłymi. Może raczej dla młodzieży? Generalnie miły i ułożony chłopak. Każda babcia chciałby mieć takiego wnuka. Czy komisja Akademii Szwedzkiej chciałby mieć takiego noblistę? Jakoś wątpię.
10. Wojciech Kuczok – miał trudne dzieciństwo, co krótko i skrupulatnie opisał, co przyniosło mu wiele pieniędzy i splendoru. Podobno ciągle coś pisze. Nie sądzę, żeby w Sztokholmie o tym usłyszeli. Nawet za trzydzieści lat.
Pewnie na koniec dobrze byłoby zdradzić, kto w takim razie powinien moim zdaniem dostać Nobla. Czemu nie. Na pewno żaden Polak. Cztery Noble literackie już dostaliśmy. Wystarczy na najbliższe dwieście lat. Zważywszy, że istnieje na świecie prawie dwieście państw, a Noble przyznawane są od ponad stu, to i tak dostaliśmy więcej, niż na to pozwala przyzwoitość. Czy w Kazachstanie, Afganistanie, Bhutanie, Beninie, czy na Barbadosie nie ma żadnych dobrych pisarzy? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. A nawet jak nie ma, to przez najbliższe trzydzieści lat powinni się pojawić. A jeśli się nie pojawią, to będzie tylko nasza wina. Więc tym bardziej żadnemu mieszkańcowi Polski nie powinien się należeć jakikolwiek Nobel.
Na podobny temat
|
Nie zgadzam się z tobą :) Moja droga...
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...