> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Wkurwić mentalnego pedała |
|
|
Jaś Kapela
|
|
09.12.2009 |
Niestety się nie udało. A tak się szykowałem. Już jad zbierałem i nienawiść. Gromadziłem w małych woreczkach rozrzuconych po domu, aby potem zgarnąć je wszystkie do buzi i opluć. Napluć mu na plecy, tak, żeby nic o tym nie wiedział. I chodził po mieście. Planty, Szewska, Rynek. Oplutyoplutyopluty. Ale, choćbym chciał, to nie mogę. Czytam nowe wiersze M. Świetlickiego (taki knajpiany działacz prawicy endogenicznej) i cieszę się bardzo. To dobre wiersze, zabawne. Prawdopodobnie najlepsze jakie Świetlicki napisał od czasów „Pieśni profana”, a to już dobre jedenaście lat. Długo kazał nam mistrz czekać na coś takiego. Dlaczego? Oczywiście mam swoją teorię na ten temat. Teorię tak mocną, że zaraz państwu szczęki opadną z wrażenie. No, może przesadzam. Ale jest to teoria mocno zakorzeniona w faktach, gdyż sam Twórca, sam Twórca wyjawia ją na łamach magazynu Maleman. To nieprzypadkowe, że tam właśnie ją wyjawia, ośmielę się zauważyć. Maleman to przecież nic innego jak męski samiec. Idealne miejsce, żeby się zwierzyć, innym samcom, ze źródeł swojej mocy. „Chodzi o to, że ja muszę mieć wrogów. Ja się tym karmię. Na wrogach buduję moją tożsamość”.
Wygląda na to, że przez ostatnie dziesięć lat M. Świetlicki nie miał godnych siebie wrogów. Stąd zalew słabych wierszy, żenujący flirty z Biurem Literackim, czy zgoda na opublikowanie wyboru wierszy religijnych. Świetlicki z braku wrogów oddał się na łaskę przyjaciół, czego efekty – nie tylko przysłowiowe – wszyscy znamy. I pewnie ciągnęłoby się to tak długo, niewykluczone, że do usranej, wysiedzianej w Pięknym Psie, śmierci, gdyby nie pojawiała się Krytyka Polityczna. Ona jedna potrafiła w mistrzu wykrzesać żywsze uczucia, sprawić, że znowu nabrał powietrza w płuca i odetchnął. Nie mogę nie zauważyć, że mam w tym osobisty udział. Chodzi o mój opublikowany na witrynie Krytyki tekst „Mistrzowska pochwała homoerotyzmu” tyczący się powieści „Jedenaście”. Doniesiono mi, że link został przesłany Tomaszowi Kunzowi, redaktorowi wielu książek Świetlickigo, więc mogę podejrzewać, że sam poeta również go przeczytał. Poczytałbym sobie za zasługę, gdyby tak było. Być może to ja rozpaliłem w poecie ogień, którego mu jakoś ostatnio brakowało i przyczyniłem się do ukucia terminu „pedalstwo mentalne”, którego jestem dumny przedstawicielem. Mentalny pedał to ja. Oczywiście nie przypisuję sobie całej zasługi. Trzeba powiedzieć sprawiedliwie, że działalność Krytyki Politycznej w ogóle ma służyć, między innymi, wybudzeniu społeczeństwa ze słodkiej, neoliberalnej drzemki. Nowy tomik Świetlickiego jest dowodem, że, przynajmniej w tym przypadku, się to udało. Obudziliśmy przysypiającego przy stoliku ogra i znowu wyjęczał znajomą piosenkę. Jest dobrze.
Pozwolą państwo, że uzasadnię, dlaczego. Bynajmniej nie z powodów, o których myśli autor pewnego katolickiego tygodnika, którego nazwę, z wrodzonej delikatności, pozwolę sobie tu przemilczeć, a któremu od takich żartów robi się nieswojo. I bardzo dobrze, że robi się nieswojo autorom katolickich tygodników i między innymi dlatego te wiersze dobre są. Nie ma też racji Piotr Śliwiński, choć często zdarza mu się ją mieć, który sobie okrutnie ze Świetlickiego kpi do Eliota porównując go. Aż trudno nie pomyśleć, że nie o porównywanie, ale obrażenie poety mu chodzi. Ty taki owaki, Eliotowaty. I, żeby go jeszcze bardziej pognębić, dodaje okrutne słówko „depresja”. A przecież czytamy: „to nie/śmierć, na pewno nie, to/prawdopodobnie jakaś była narzeczona/któregoś z byłych kolegów”. Ale złośliwi autorzy pism katolickich i liberalnych nie chcą tego pojąć. Bo nie rozumieją, że nie o śmierć tu chodzi, lecz o to, żeby: „wkurwić lewaka, obśmiać mentalnego pedała”. Świetlicki nie mógł napisać tego jeszcze prościej, a i tak nikt nie potrafi go zrozumieć. Poza mną oczywiście. Bo ja wiem, że projekt Świetlickiego zakorzeniony jest w antagonizmie i, że poeta pod poduszką skrywa Przewodnik Krytyki Politycznej „Polityczność”
Chantal Mouffe. A nawet jeśli nie, to, wcale nie dziwnym trafem, doszedł do identycznych wniosków. A nawet jeśli nie identycznych, to zbliżonych. Bo nie jest tak, że możemy się wszyscy pogodzić i w szczęśliwym kankanie tańczyć do najnowszych przebojów Jacka Wójcickiego „pod honorowym patronatem/prezydenta miasta,/profesora Jacka/Majchrowskiego”. Nie możemy i ktoś musi o tym mówić głośno w erze politycznej poprawności, która nie jest ani poprawna, ani polityczna. Świetlicki, nie bez udziału Krytyki Politycznej, w końcu zrozumiał, że ma do wyboru już na zawsze pozostać wyrafinowanym kloszardem albo zacząć się spierać. Na szczęście, dla polskiej poezji i sfery publicznej, wybrał to drugie. Choć nie rezygnuje również z tego pierwszego, każąc za tomik poezji słono sobie płacić. Prawdopodobnie nigdy nie zapłaciłem więcej za lirykę w przeliczeniu na pojedynczy wiersz. Wychodzi prawie 67 groszy od sztuki. Ale nie żałuję, choć niektóre z wierszy nie mają więcej niż dwa wersy. Ale niech mu będzie. Jeśli dzięki temu będziemy mogli dalej tak uroczo (i zabawnie) się spierać.
Jaś Kapela
Aneks - Moje dwa ulubione wiersze z tomu „Niskie pobudki”. (Bo rozumiem, że nie wszyscy mają ochotę płacić 67 groszy za wiersz. Tym bardziej, że nie można kupować ich na sztuki.)
Wola ludu
Krakowska narzeczona S. Sierakowskiego
(takiego telewizyjnego działacza młodzieżówki
komunistycznej) stwierdza, że w ogóle
nie powinienem pisać, że ostatnia książka
a i poprzednie są kompletnie jej
niepotrzebne. Powinienem skończyć
z pisaniem i ze wszystkim, bowiem się skończyłem,
jak zauważa owa krakowska narzeczona
S. Sierakowskiego.
Skąd ona bierze inspiracje
do takiego projektu? Kto jej podyktował
ten projekt? Serce. Serce oraz rozum.
Na pewno ów S. Sierakowski starannie dobiera
współpracowników, ja tak mniemam.
Serce i rozum, to jest to, co ich wyróżnia.
Chociaż Dunin-Wąsowicz mówi, że się czepiam.
Krakowska narzeczona S. Sierakowskiego
mówi, że się skończyłem, że nie wolno mi
już pisać. Świetnie. Trzeba słuchać
głosu ludu, trzeba się stosować
do ludowej mądrości. Mam projekt na przyszłe
lata: nie pisać dla was. Wreszcie odpocznę.
I tylko raz, którejś nocy, przyjdę jak koszmar,
który każe wam wstać, biec w nic
bezpowrotne.
Wiersz doraźny
Wkurwić lewaka, obśmiać mentalnego pedała:
całe moje zadanie. A wieczność natychmiast
pyta: „A co ze mną?”. Poczekaj, kochana.
Bo przyjdzie czas na wieczność,
lecz najpierw koniecznie
obśmiać lewaka, wkurwić mentalnego pedała,
niska poezja, niewielkie zadania.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 09.12.2009 )
|
|
|
|
Polecam uwadze: o chorobach z autoagr...
krążownik Aurora? czemu nie. tylko, ż...