Zacznijmy od piosenki Natalii Julii Nowak pt. „Zbrodnia Aborcji”:
Twoja stara puszcza się po kątach
do utraty tchu.
Potem już tylko patrzy z lękiem
na swój wypukły brzuch.
Strach jej rozszerza, strach jej rozszerza
źrenice w oczach – ech!
Chce, by w jej łonie mały potomek
w krwawej kałuży zdechł!
Zbrodnia aborcji, zbrodnia aborcji,
zbrodnia, zbrodnia aborcji.
To się nazywa zbrodnia aborcji,
zbrodnia aborcji, hej.
Twoja stara idzie do lekarza
który leczyć miał.
Potem już tylko patrzy na zwłoki
dwóch bliźniaczych ciał.
Śmiech jej wykrzywia, śmiech jej wykrzywia
usta na twarzy – fuj!
Niech zdycha ona, niech lekarz kona
niech razem idą w chuj!
Zbrodnia aborcji, zbrodnia aborcji,
zbrodnia, zbrodnia aborcji.
To się nazywa zbrodnia aborcji,
zbrodnia aborcji, hej.
Zbrodnia aborcji, zbrodnia aborcji,
zbrodnia, zbrodnia aborcji.
To się nazywa zbrodnia aborcji,
zbrodnia aborcji, hej.
Któż to ćwiartuje niewinne dzieci
i myśli, że jest OK?
Na pohybel psubratom oraz psusiostrom,
każdej istocie złej!
Zbrodnia i kara, zbrodnia i kara,
zbrodnia, zbrodnia i kara.
Za każdą zbrodnię musi być kara,
zbrodnia i kara, hej.
Zbrodnia i kara, zbrodnia i kara,
zbrodnia, zbrodnia i kara.
Za każdą zbrodnię musi być kara,
zbrodnia i kara, hej.
Na pohybel…
Zbrodnia i kara, zbrodnia i kara,
zbrodnia, zbrodnia i kara.
Za każdą zbrodnię musi być kara,
zbrodnia i kara, hej.
Zbrodnia i kara, zbrodnia i kara,
zbrodnia, zbrodnia i kara.
Za każdą zbrodnię musi być kara,
zbrodnia i kara, hej.
I właściwie chciałbym na tym skończyć. Teoretycznie ktoś mógłbym mi zarzucić plagiat, ale nie miałby racji. Z tego prostego względu, że zmieniając kontekst, w którym pojawia się wspomniany utwór, sprawiam, że staje się on czymś zupełnie innym, powiedziałbym nawet, że o wiele ciekawszym. Z dość grafomańskiej i bezlitosnej piosenki staje się transgresywnym hymnem. Zbrodnia aborcji, hej.
Ale nie skończę na tym, bo postać Natalii Julii Nowak godna jest warta tego by przyjrzeć się jej bliżej. Dyskutująca z Janem Tomaszem Grossem na Naszej Klasie, ateistka słuchająca Radia Maryja, aseksulistka prężąca się na zdjęciach z Egiptu, prawicowa intelektualistka odwołująca się w swoich tekstach do zespołu De Mono, konserwatystka słuchająca Boyda Rice, wysyłająca listy do Amnesty International, w których domaga się wyjaśnienia, dlaczego ta wspaniała organizacja zajmuje się prawami gejów, a problemem mordowania nienarodzonych dzieci już nie - jest postacią, z całą pewnością, nietuzinkową.
Wszystkie, co prawda, te sprzeczności można by tłumaczyć młodym wiekiem Natalii Julii Nowak, ale wytłumaczenie to, choć z pewnością po części prawdziwie, nie zmienia tego, że jest ona postacią znamienną dla naszego życia politycznego. I nie tylko. Porównajmy na przykład kwestionariusze Prousta, które Nowak wypełnia na przestrzeni lat (dwóch jak można sądzić). W pierwszym na pytanie o to, co byłoby dla niej największym nieszczęściem, przyznaje beztrosko: „Oczywiście, porażka na polu literackim. A także założenie własnej rodziny.” W najnowszym ma już bardziej złożoną odpowiedź: „Lewicowy totalitaryzm, legalizacja aborcji i małżeństw homoseksualnych, likwidacja polskich organizacji nacjonalistycznych, utrata niepodległości.” Jak z pisarki lękającej się mieć rodzinę powstała prawicowa hetera? To pytanie do psychologów, którzy pewnie musieliby porozmawiać z nią osobiście. Ja mogę jedynie snuć bezczelne przypuszczenia, że słyszałem o kilku panach Nowakach, którzy, gdyby posiadali potomstwo, mogliby je skierować na takie tory. Nie wiem, co prawda, czy któryś z nich zamieszkuje w Starachowicach. Ale nie to jest najważniejsze. Więc co? Najważniejsza jest jej sztuka. Jak choćby cytowana piosenka, ale jest też Nowak autorką licznych wierszy między innymi o Alizee, Mózgowych Znachorach, Najcnotliwszej w klasie, czy dwunastoletniej Natalii mieszkającej na Kubie i pomagającej więźniowi, któremu udało się zbiec z Guantanamo, co oczywiście bardzo źle się kończy. A jest na pewno winą zbrodniczej Unii Europejskiej. „Szkoda, że nie było mi dane umrzeć, zanim Polska weszła do Unii Europejskiej. Chciałabym żyć w wolnym kraju, a nie w nowym ZSRR…” Mi, to znaczy jej, bo to cytat z pani Nowak, jak się pewnie domyślili co bystrzejsi czytelnicy.
No, dobra. Żarty żartami, a warto powyciągać wnioski ogólne. Czy na przykład jednoczesna fascynacja pogańskim bardem Boydem Ricem i ojcem Rydzkiem nie może świadczyć o tym, że znacznie bliżej im do siebie, niż to większość katolików byłaby skłonna przyznać? I czy nie jest właśnie tak, że rację ma Natalia Julia Nowak, że słuchać Radia Maryja należy nie dlatego, że się wierzy w Boga, tylko wręcz przeciwnie? Jeśli jest jakiś Bóg, równie mało wyrozumiały, co ten, którego czczą w Radiu Maryja, to czy nie jest to Thor, o którym śpiewa Rice, a nie żaden Jahwe? Czy to nie ambicja pisarska, do której przyznaję pani Nowak w kwestionariuszu Prousta, wpędza rycerzy prawicy jak Bronisław Wildstein, czy Rafał Ziemkiewicz na coraz to bardziej skrajne pozycje, gdzie chwyty retoryczne stają się ważniejsze niż fakty? Czy arbitralność przyjęcia przez Natalię Julię Nowak, że jest nacjonalistką, kiedy, z całą swoją wrażliwością na cierpienie innych, równie dobrze mogłaby się definiować jako komunistka, nie każe tego samego pomyśleć o innych filarach prawicy? Zwróćmy na przykład uwagę na cytat z felietonu „Kryzys wartości”: „Skoro moją Ojczyzną zawsze rządzili cudzoziemcy (pół-Czesi, Litwini, Węgrzy, Francuzi, Rumuni, Sasi, Szwedzi, Rosjanie, Austriacy, Niemcy, Żydzi), to jaki sens ma walka o niepodległość?!” No, właśnie, skoro i tak zawsze będziemy we władaniu jakiś Semitów, Jadźwingów, czy innych Chińczyków to o chodzi z tym całym nacjonalizmem?
Natalia Julia Nowak najwyraźniej sama do końca nie wie, ale powoli zaczyna rozumieć, że z tym światem jest coś nie tak, nie tylko dlatego, że Polska nie ma niepodległości, a kobiety robią sobie aborcje: „To smutne, iż współczesny człowiek jest zmuszony wybierać między byciem “dobrym i nieszczęśliwym”, a byciem “złym i szczęśliwym”. „Z moich obserwacji wynika, że bardzo wielu ludzi - w obawie przed cierpieniem lub biedą - wybiera to drugie rozwiązanie”. Ta niewątpliwie słuszna obserwacja pojawia się w cyklu tekstów opatrzonych zbiorczym tytułem: Felietony upadłej idealistki, co każe podejrzewać, że na tak pięknie zbudowanym sobie przez nią światopoglądzie pojawiają się pierwsze rysy. Więc nie zdziwiłbym się, gdybym za jakiś czas spotkał ją na spotkaniu klubu Krytyki Politycznej. Śmiem podejrzewać, że to właśnie lewicowa wrażliwość i podświadoma potrzeba transgresji sprawia, że Natalia Julia Nowak pisze: „Depresja nie pozostawia na mnie suchej nitki, o czym świadczy fakt, że już od czterech tygodni codziennie płaczę… (…) Ja już nie potrafię żyć ze świadomością, że świat jest taki zasrany… :-(„
Na podobny temat
|
Gdy Chrystus umierał na krzyżu raze...
Zupełnie jakbym słyszał pana Gadomski...