|
Po spektaklu nienawiści i zniszczenia, jakim stał się Marsz Niepodległości, prezydent zapowiedział szybkie zaostrzenie ustawy o zgromadzeniach. Chodzi głównie o zakaz zasłaniania twarzy, stosowania środków pirotechnicznych i rejestracji dwóch zgromadzeń w tym samym miejscu. Adam Bodnar z Fundacji Helsińskiej słusznie zwraca uwagę w swoim komentarzu, że projekt musiał zostać przygotowany wcześniej i czekał na dogodną okazję, by wyciągnąć go z szuflady. Atmosfera paniki i zagrożenia zawsze sprzyja przepychaniu kontrowersyjnych decyzji, o czym świadczą choćby okoliczności uchwalenia Patriot Act po 11 września 2001 roku. Póki jesteśmy oślepieni strachem, można nam wcisnąć naprawdę wszystko.
Intuicyjnie wszystkie trzy zmiany można uznać za korzystne, kiedy ma się przed oczami zdjęcia z tegorocznego Marszu Niepodległości. No jasne, race mogą kogoś poparzyć, a białe kominiarki kiboli wyrywających bruk z placu Konstytucji utrudniają identyfikację tych, którzy powinni wybulić 72 tysiące za naprawę miasta. Uroczo też byłoby ulokować marsz gdzieś na Bielanach, gdzie po krótkiej przebieżce po polach mógłby dotrzeć aż do Kampinosu i tam w spokoju podziwiać ojczystą przyrodę. Ale 11 listopada to nie jest jedyna okazja do zgromadzeń i warto pomyśleć, jakie będą skutki zmian proponowanych przez prezydenta Komorowskiego.
Po pierwsze, pożegnajmy miejskie sylwestry. Mnie tam akurat ich nie szkoda, ale jeśli ktoś kocha słuchać na zimnie Dody i Maryli, niech się uzbroi w cierpliwość, bo fajerwerki będzie mógł odpalić po powrocie we własnym ogródku. Ale to mały kłopot. Gorzej z zasłanianiem twarzy. Zrobiłam na ten temat małą sondę na Facebooku. Odpowiedzi były podzielone, ale zdecydowanie wygrała opcja poparcia zakazu, jeśli rozszerzy się ją także na stadiony. Niewielkim zainteresowaniem cieszył się punkt, w którym pada postulat zrobienia wyjątku dla muzułmanek noszących nikab, który zasłania wszystko oprócz oczu. Potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której te kobiety zostaną pozbawione praw do publicznego wyrażania swoich poglądów, bo ktoś uważał je za taki margines, że przy zmianie ustawy nawet o nich nie pomyślał. Przy okazji następnych zamieszek przeciw budowie centrum muzułmańskiego w którymś z polskich miast prawo zabroni im stanąć w kontrmanifestacji. O, przepraszam, w jakiej kontrmanifestacji, skoro nie będzie można urządzić dwóch zgromadzeń w tym samym miejscu?
No właśnie. Według przepisów zgromadzenie zgłasza się nie wcześniej niż 30 dni przed planowanym terminem. Wobec planowanego zakazu oznacza to małą bitwę konkurencyjnych komitetów przed urzędem miasta o pierwszeństwo zarejestrowania własnej manifestacji. Odpada też zarejestrowanie kilku wspierających się zgromadzeń w jednym miejscu, a bywa, że ludzie kochający jedną ideę niezbyt lubią się nawzajem i chcą mieć swoje oddzielne wydarzenia. Mam też poważne wątpliwości, czy ten przepis nie naruszy konstytucyjnej wolności zgromadzeń. Ale najbardziej obawiam się scenariusza, w którym strona niezarejestrowana po prostu zignoruje decyzję władz. Nie chcę nawet myśleć, jak wyglądałoby miasto, gdybyśmy zamiast w miarę zorganizowanej parady przemocy idącej do pomnika Dmowskiego mieli kilkadziesiąt grasujących, uzbrojonych w pały grupek, nad którymi policja nie miałaby żadnej kontroli. Zaręczam, że nie skończyłoby się tak miło jak teraz. Przy czym „miło” oznacza zdewastowaną Warszawę, kilkadziesiąt osób rannych i kilkanaście rozwalonych samochodów.
Najgorsze jednak jest to, że proponowanych zmian nie poprzedza żadna publiczna debata. Po prostu tata Bronek z mamą Hanią zdyscyplinują dzieci, które narozrabiały im na podwórku. Prawem zbiorowej odpowiedzialności, które znają wszyscy absolwenci przedszkoli, dostanie się i tym, co tańczyli, i tym, co bili. Dla władz najwyraźniej nie ma różnicy między jednymi a drugimi. Nie liczą się ani ich poglądy, ani sposób ich wyrażania. Pokojowy tłum, który przybył na Kolorową Niepodległą. waży tyle samo, ile kibol z kijem krzyczący „Cała Polska biała!”. Tymczasem każde zmiany idące w kierunku jakiegokolwiek ograniczania praw obywatelskich powinny być szeroko konsultowane i wprowadzane ze szczególną ostrożnością.
Swoją drogą, jeśli ktoś 11 listopada nagrabił sobie u wszystkich, to byli to właśnie polscy kibice. Pracowicie budujący swój PR chłopcy z Młodzieży Wszechpolskiej i ONR-u, którzy na okazję marszu wyrzekli się zamawiania pięciu piw naraz, powinni podziękować fanom piłki nożnej za ukazanie prawdziwego oblicza polskiego „patriotyzmu”. To dla nich pozwolę sobie rozpocząć konsultacje proponowanych zmian w prawie. W związku z wynikami mojej facebookowej sondy zgłaszam poprawkę, według której mecz będzie zgromadzeniem publicznym. Oprócz zakazu zasłaniania twarzy i posiadania choćby zapałek na boisku ma grać tylko jedna drużyna w towarzystwie wyłącznie swoich fanów. Tylko proszę, drodzy posłowie, pośpieszcie się. Musicie koniecznie zdążyć przed Euro 2012.
Na podobny temat
|
Jak powiedział bohater filmu "Wst...
Róbmy permanentną rewolucję to wtedy ...