|
Z pewnością słyszeliście już, że socjaliści niechybnie przejmą władzę nad Ameryką. Jeśli wydaje się wam to mało prawdopodobne, zadajcie sobie pytanie: ilu znanych wam socjalistów straciło miliony podczas ostatnich spadków na giełdzie? O ile wiem – żaden. I to nie tylko dlatego, że nie znacie żadnych socjalistów. Prawda jest taka, że my, Spiskowa Międzynarodówka Socjalistyczna, nie tylko wiedzieliśmy, że kryzys nadchodzi. To my go wywołaliśmy.
Plan ukształtował się na naszej dwutysięcznej dorocznej konwencji w restauracji IHOP w Akron w stanie Ohio, kiedy to szczególnie intensywnie oddawaliśmy się krytyce i samokrytyce. Otóż uświadomiliśmy sobie, że werbujemy rocznie mniej nowych członków niż drużyna futbolowa Green Bay Packers i że mimo wszelkich naszych wysiłków więcej Amerykanów zostało wziętych na pokład UFO, niż uwierzyło w wiekopomną obietnicę socjalizmu. Postanowiliśmy więc zawiesić naszą zwykłą strategię polegającą na wystawaniu na rogach ulic i syczeniu: ,,Hej, chciałbyś żyć w robotniczym raju?”. Zamiast na budowaniu socjalizmu, przekonywaniu robotnika za robotnikiem postanowiliśmy się skupić na zniszczeniu kapitalizmu, jednego funduszu hedgingowego za drugim.
Po pierwsze wyselekcjonowaliśmy grupę zrzędzących punków z ulic Seattle, zdarliśmy z nich koszulki z Che, ubraliśmy ich w garnitury od Armaniego i buty typu Al Capone, a następnie wprowadziliśmy ich w kwestie derywatów i nauczyliśmy używać nici dentystycznych. Wtedy wysłaliśmy ich na Wall Street ze ścisłymi instrukcjami: Zarabiajcie jak najwięcej i jak najszybciej, a jak tylko pieniądze zaczną spływać, wyślijcie je gdziekolwiek za pomocą najbardziej ryzykownych instrumentów, jakie uda wam się znaleźć – kredytów typu subprime, instrumentów pochodnych CDS [credit default swap], piramid finansowych. I oczywiście wydawajcie to, co zarobicie, w najbardziej ekstrawagancki i prostacki sposób, jaki wam przyjdzie do głowy: na martini za 10 tys. dolarów, fontanny szampana. Wszystko po to, żeby podsycić płomienie klasowego resentymentu.
Sukces tych odważnych towarzyszy przeszedł nasze najśmielsze wyobrażenia. Szybko przystosowali się do chciwego i pozbawionego umiaru życia, którego rytm wyznaczają partie squasha w Century Club. Jednak nie uczynilibyśmy w kapitalizmie tak wielkich zniszczeń, gdybyśmy nie obsadzili wysokich stanowisk w rządzie i w różnych quasi-rządowych agencjach wykwalifikowanymi agentami. Na przykład Phil Gramm, były senator i doradca ekonomiczny McCaina, za swą odważną batalię przeciwko regulacjom finansowym otrzyma (kiedy już skończy się cała ta zawierucha) tytuł ,,Bohatera socjalizmu”. Nie mogę teraz podać więcej nazwisk, powiem wam tylko tyle, że jeśli w ciągu ostatnich kilku lat zdarzało się wam na boisku na przedmieściach Waszyngtonu zobaczyć nienagannie ubranego, starszego mężczyznę, myszkującego wśród kamieni, z pewnością był to szef Fed szukający cotygodniowych poruczeń od Komitetu Centralnego.
Wszystko szło jak po maśle aż do zeszłego tygodnia, kiedy to kapitaliści przeprowadzili kontrrewolucję. Myśleliśmy, że nacjonalizacja banków rzuci kapitalizm na kolana, jednak chytrzy kapitaliści wykorzystali ją, by sprywatyzować rząd. Bank Goldman Sachs, poprzedni pracodawca Henry’ego Paulsona, przejął inicjatywę, obsadzając niegdysiejszy sektor publiczny swoimi agentami tak gęsto, że rząd zasłużył sobie na przydomek ,,Rząd Sachsa”. Oprócz Paulsona wśród byłych pracowników Goldman Sachs kierujących teraz państwem są: szef sztabu Białego Domu, szef Banku Rezerw Federalnych w Nowym Jorku, człowiek, który przejmie AIG i 35-letnie cudowne dziecko, wybrane, żeby nadzorować program ratowania finansów.
Według ,,New York Timesa” ,,poplecznicy Goldmana” upierają się, że nie ma żadnego ,,spisku”, a w najbliższej przyszłości nie grozi nam żaden wojskowy zamach stanu. To tylko spora grupa bankierów inwestycyjnych dbających o dobro publiczne, którzy dla dobra narodu poświęcają swoje normalne ośmiocyfrowe pensje. Jednak my, socjaliści, z łatwością rozpoznajemy każdy spisek. Niektórzy w naszych szeregach skarżą się rozgoryczeni, że kiedy kapitalizm zaczął upadać, bankierzy przejęli tratwę ratunkową, która miała ocalić zwolnionych z pracy, zlicytowanych i w ogóle wyzyskiwane masy.
No cóż, my socjaliści nadal możemy liczyć na wyniki wyborów. Po miesiącach badań nad gospodarczymi planami kandydatów ustaliliśmy, że możemy liczyć na jednego z nich – tylko jednego. On – całkowicie zniszczy kapitalizm. Z wielką nadzieją i ogromnym zaufaniem Spiskowa Międzynarodówka Socjalistyczna udziela poparcia Johnowi McCainowi!
Przełożyła Agata Szczęśniak
Od Redakcji:
Jak wiadomo, McCain ostatecznie przegrał, co chwilowo źle wróży socjalistycznym nadziejom na ostateczną katastrofę kapitalizmu. Z napięciem obserwować będziemy jednak postępy Sarah Palin w wyścigu o fotel prezydencki w roku 2012 – niechaj żywi nie tracą nadziei!
Barbara Ehrenreich – amerykańska reporterka, publicystka i działaczka lewicowa. Jest autorką i współautorką wielu książek na temat biedy, amerykańskiej klasy średniej, seksualności i sytuacji kobiet. Najgłośniejsza z nich to Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć (2001, wyd. pol. 2006). Wydała też This Land Is Their Land: Reports from a Divided Nation (2008) oraz Dancing in the Streets: A History of Collective Joy (2007). Założycielka United Professionals – organizacji zawodowej pracowników umysłowych, działaczka organizacji na rzecz legalizacji marihuany, honorowa współprzewodnicząca Demokratycznych Socjalistów Ameryki. Prowadzi bloga.
Tekstu ukazał się w książce Kryzys. Przewodnik Krytyki Politycznej (Warszawa 2009).
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...