> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Zmowa naiwnych |
|
|
Kinga Dunin
|
|
10.02.2011 |
Z „Gazety” dowiedziałam się, że zawiązała się zmowa. Zmówili się, jak czytam, „przedstawiciele inteligencji”. Nie bardzo wiem, jak zostaje się przedstawicielem inteligencji i czy coś takiego jak inteligencja jeszcze istnieje. W każdym razie ja chyba do niej nie należę, bo deklaracji ‘Zmowy obywatelskiej’ nie mam ochoty podpisywać.
No dobrze, ale o co chodzi. Zmówieni domagają się, aby politycy zaczęli ładnie ze sobą dyskutować, zamiast walić się na odlew po pyskach. W związku z tym chcą wydać dla nich poradnik, jak grzecznie odpowiadać. Są też inne dość mgliste inicjatywy i wiele pobożnych życzeń. Zaczynając od tego, że apel taki może na kogokolwiek podziałać. Oczywiście nikomu też szczególnie nie zaszkodzi, nie jest więc moim celem zwalczanie tej społecznej akcji. A nawet mogę powiedzieć: szczęść Boże, pomidorze!
Nie pisałabym jednak o tym, gdybym sądziła, że to jest tylko pusty, szlachetny, ale skądinąd słuszny gest. Czemu się właściwie czepiam? Co jest złego w propagowaniu szacunku dla przeciwnika, umiejętności rozwiązywania konfliktów, racjonalnego argumentowania w sporach?
Wydaje mi się, że naiwność. Naiwność nie jest najgorszą z ludzkich przywar, ma w sobie nawet pewien wdzięk. Kiedy jednak naiwnie upieramy się przy naiwnych rozwiązaniach, może utrudniamy pojawienie się lepszych albo chociaż innych pomysłów? A może, rzeczywiście, nic innego nie da się zrobić? A więc łagodźmy obyczaje, wprowadźmy salonową elegancję, przynajmniej będzie miło - jak u cioci na imieninach. Podobno wszyscy właśnie tego pragniemy, mamy dość publicznych jatek, wiecznych skandali… Czyżby? Gdyby nas to wcale nie bawiło, śledzilibyśmy w mediach specjalistyczne debaty o stopach procentowych, stu możliwych sposobach zorganizowania służby zdrowia, o skutkach demonopolizacji transportu i gentryfikacji miast. Ale chyba większości z nas podoba się tak, jak jest, a także czerpiemy sporo przyjemności z narzekania na to, co jest.
Problem jednak w tym, że kulturalna debata, oparta na rzetelnej wiedzy i logicznej argumentacji, nie jest receptą na rozwiązanie wszystkich problemów. To piękny postulat, żeby szanować rozmaite wartości i światopoglądy oraz godność każdego człowieka, tylko że kiedyś kończy się dyskusja i zostają podjęte decyzje. Wtedy zazwyczaj okazuje się, że niektórzy albo niektóre z nas mają poczucie, że ich wartości itp. nie zostały uwzględnione. I w końcu nie ma znaczenia, czy stało się to kulturalnie, czy niekulturalnie.
W czasie gdy sto kilkadziesiąt osób sygnowało deklarację „Zmowy…”, kilkadziesiąt tysięcy podpisało się pod apelem o niedokonywanie zmian w OFE. Jak widać, prywatne towarzystwa ubezpieczeniowe mają większą siłę przebicia od szlachetnego inteligenta. Część, podpisując się, wierzy, że sprawdzą się najlepsze prognozy. To także ludzie, którzy mogą ryzykować, są wystarczająco dobrze sytuowani, by w razie czego przeboleć stratę. Z drugiej strony mamy jednak tych, dla których najważniejsze jest bezpieczeństwo, nawet mniejsza emerytura, ale na pewno. Jak kulturalnie i racjonalnie rozwiązać ten konflikt? Żadne najbardziej nawet wyrafinowane procedury debatowania tu nie pomogą. Po prostu trzeba stanąć po którejś stronie.
I stąd bierze się moja irytacja na „przedstawicieli polskiej inteligencji”. Chcą być arbitrami elegancji urządzającymi wspólny salon, a nie zastanawiają się, czy jest on naprawdę wspólny. Nie podoba im się radykalizm jako forma, a zostają obojętni wobec treści. Ostatecznie zawsze służą grzecznemu mainstreamowi.
Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach”.
Na podobny temat
|
|
|
|
Specjaliści "wychodzący" z uc...
I to jest tendencja trwała, w zacho...