Na wstępie pragnę oświadczyć, że my, przedstawiciele zdrowej części społeczeństwa, jesteśmy pełni dobrej woli i obca nam jest wszelka nienawiść. Jak najdalsi jesteśmy od przemocy, a jakiekolwiek odruchy niechęci też są nam nieznane. Tolerujemy (to znaczy znosimy jakoś) futbolizm. I - co z całą mocą chcę podkreślić - próby oskarżania nas o futbolofobię są niesprawiedliwe, bezpodstawne, co więcej, są dowodem na nieustanną dyskryminację nas, zdrowej większości. Są wrednym atakiem przypuszczanym na nas przez futbolistów, kibiców, pseudokibiców i ich politycznych mocodawców.
Ale pewne rzeczy trzeba sobie jasno powiedzieć i mamy prawo je mówić, bo żyjemy w demokracji i jako zdrowa większość możemy chyba sobie jasno powiedzieć, co chcemy powiedzieć. Futbolizm jest oczywiście dozwolony i nie zamierzamy tego zmieniać, ale - każdy przecież to wie - jest niezgodny z naturą. To, że wśród kotów i psów zdarza się, całkiem marginalnie zresztą, zjawisko uganiania się za piłeczką, nie powinno nas zmylić. Nie jesteśmy zwierzętami i nasza natura jest inna. Bieganie za piłką jest aktem nieuporządkowania głęboko sprzecznym z dobrze pojętą ludzką godnością.
Poza tym należymy przecież do kręgu kultury judeochrześcijańskiej, a to zobowiązuje. W Starym Testamencie powiedziane jest przecież, że wieprz to zwierzę nieczyste i żeby go nie tykać. A z czego, jak nie z wieprzowej skóry, jest piłka?
Mamy zatem prawo we własnym kraju i w obronie podstaw własnej cywilizacji powiedzieć, że futbolizm nas brzydzi.
Nie oznacza to jednak, że w jakikolwiek sposób ograniczamy wolność uprawiania futbolizmu. Grajcie na skwerku, ale bez szmerku. Grajcie w piwnicy, nie na ulicy. Grajcie po nocy, nie kłujcie w oczy. Grajcie po cichu, bo przyjdzie Zbychu.
To, przeciwko czemu protestujemy, to nachalna promocja futbolizmu!
Futbolizm bezczelnie opanował wszystkie media i stał się obowiązkową ideologią. Dławi nas cenzura politycznej poprawności, która uniemożliwia nam otwarte powiedzenie, że nie wszystkim futbolizm musi się podobać. Żyjemy w nieustannym lęku, że nasze wypowiedzi staną się pretekstem do nagonki na nas. Manipulujące nastrojami społecznymi elity zmieszają nas z błotem, a kto wie, czy nie poszczują na nas samej Unii Europejskiej.
Na dodatek jesteśmy nieustannie epatowani. Pomalowane twarze, ekscentryczne fryzury, wywalone jęzory. Wrzaski, śpiewy. Przytupy, tańce. Dziwaczne kapelusze, kretyńskie szaliczki. I co normalny człowiek ma odpowiedzieć dziecku, które go pyta, co robią ci panowie? Chyba mamy prawo do tego, aby nasze dzieci, wychowywane zgodnie z naszym systemem wartości, nie oglądały tej sodomy na ulicach.
A jak to się wszystko kończy? Wmawia się nam, że to tylko wesoła zabawa, ale do czego to prowadzi?
Spytajmy mieszkańców warszawskiej Starówki, czy wolą, aby zebrało się tam 500 lesbijek, czy 500 kibiców. A przecież to, co przez promotorów futbolizmu nazywane jest 'radością po przegranym meczu', jest tylko początkiem równi pochyłej. Jeśli dziś zgodzimy się na mundial, jutro zażądają prawa do podpalania samochodów. A pojutrze? Dziś zjazd prostytutek podążających za futbolizmem, a jutro zbiorowe gwałty.
Żeby to osiągnąć, wdzierają się do szkół, gdzie zakładają szkółki futbolizmu. Czasem kopią piłkę w biały dzień. Pod naszymi oknami.
I oszukują, że są normalni, tacy jak my. Dzięki swoim mafijnym wpływom sprawili, że nieustannie pokazywani są w telewizji jako zwyczajne misiaczki, które, popijając piwem czipsy, tylko oglądają telewizję, umożliwiając w tym czasie żonom spokojne zajmowanie się kuchnią, dziećmi i chodzeniem do kościoła.
Nie dajmy się na to nabrać, bo wiadomo, jak to się kończy. W końcu odbiorą nam nasze prawa, zainfekują młodzież swoim futbolizmem i zniszczą nasz świat.
Fali promocji futbolizmu nasze zdecydowane 'nie'!
Tekst ukazał się w „Wysokich obcasach” z 8 lipca 2006.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...