|
Groźba Donalda Tuska, że będzie kastrował, wzburzyła co światlejszą
część obywateli - zapewne słusznie. I oczywiście ważniejsza jest w tym
wszystkim warstwa symboliczna niż realne realia. Bo właściwie o co
chodzi? O to, żeby osadzonym w więzieniu pedofilom farmakologicznie
obniżać popęd seksualny? Bardzo humanitarny projekt, czemu nie objąć
nim wszystkich więźniów? Zmuszać do tego na wolności, już po odbyciu
kary? Jak? Internować do końca życia, żeby premier mógł osobiście dwa
razy dziennie podać im leki? Zresztą prawne możliwości przymusowego
leczenia w określonych przypadkach już istnieją, więc tak naprawdę nie
o to chodziło, tylko o populistyczną zagrywkę, wykreowanie się na
pogromcę potworów i obrońcę uciśnionych. A płonącym mieczem, żelazem,
którym zło ma być wypalone, jest KASTRACJA. Straszne słowo, bo oznacza
coś więcej niż pozbawienie gonad męskich: to pozbawienie płodności i
mocy w najszerszym, metaforycznym sensie. Nie dajmy się jednak
zaszantażować metaforą. Miałam w życiu zarówno koty niewykastrowane, jak i wykastrowane, i mogę z całą pewnością stwierdzić, że jest to
zabieg dla samców pożyteczny. Wykastrowany samiec staje się miły,
łagodny, lubi się pieścić, nie śmierdzi i się nie szlaja. Dużo mruczy,
bo jest szczęśliwy. Donaldowi Tuskowi pomysł z kastracją wpadł do głowy
w związku z przypadkiem zbrodniczej przemocy domowej połączonej z
kazirodztwem. Może kastrować więc kazirodców i sprawców przemocy
domowej, bo to często łączy się z gwałtem? A jak już, to gwałcicieli
też. I tych, co zdradzają żony, bo to bardzo nieładnie. I seksoholików,
bo to choroba. I w ogóle wszystkich, którzy to robią nie po bożemu.
Zresztą, czy w ogóle da się mężczyzn upilnować? Zawsze noszą narzędzie
zbrodni ze sobą i nigdy nie wiadomo, co z nim zrobią. Wykastrować
wszystkich. Będą miłymi pieszczochami, nieszlajającymi się, za to
mruczącymi jak kotki. (Tak, wiem, że od dawna byłam podejrzana o to, że
chcę wykastrować wszystkich mężczyzn. No, to proszę bardzo). Oczywiście
powstaje pytanie, kto wtedy będzie robił dzieci. Ale i na to znajdzie
się rada. Dzieci będzie się robiło w probówce, używając do tego spermy
noblistów zakupionej ze środków budżetowych w zagranicznych bankach
spermy. Rozwiązanie takie ma dwie zalety. Po pierwsze, naród polski
stanie się inteligentniejszy. Po drugie, każdej probówki od początku
będzie mogła pilnować minister Kopacz w ramach programu kontrolowania
każdego zapłodnionego jajeczka. Gdyby jednak komuś to całościowe
rozwiązanie nie przypadło do gustu, to możemy podejść do tego problemu
z drugiej strony. Każdy kij ma dwa końce, a każdy problem związany z
przemocą zawiera w sobie i sprawcę, i ofiarę. Zamiast kastrować
mężczyzn, pozbawiając ich mocy, można dodać sił ofiarom. Kobietom i
dzieciom. Bo to ofiary w tej chwili są wykastrowane, pozbawione siły i
możliwości działania. (Jak wiadomo, kobieta to taki wykastrowany
mężczyzna). Zacząć trzeba by od przedszkola. Od sensownego programu
propagowania równości płci, tworzenia w dziewczynkach poczucia własnej
wartości. Potem trzeba by przejrzeć programy szkolne. Uczyć dzieci
sensownych zachowań wobec zagrożeń seksualnych i tego, jak i kogo mają
informować, gdyby coś było nie tak. No i dobrze by było, aby takie
osoby i instytucje naprawdę istniały i naprawdę działały. I żeby prawo
na wszelkich szczeblach wspierało równość, i to nie tylko
deklaratywnie, ale żeby szły za tym konkretne działania. I żeby to mąż
znęcający się nad rodziną musiał się wyprowadzić, a nie żona uciekać z
dziećmi do przytułku. Przeszkolić policję, jak ma się zachowywać wobec
ofiar gwałtu, i sprawić, żeby rzeczywiście tak się zachowywała. I tak
dalej, i tak dalej - masa konkretnych zadań zamiast potrząsania
sekatorem. Prędzej jednak uwierzę w powszechną kastrację mężczyzn i
minister Kopacz niańczącą probówki niż w to, że ten rząd zrobi coś
sensownego w tej kwestii.
Źródło: Wysokie Obcasy, 5 października 2008.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...