Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Moja siostra Henryka Bochniarz |
|
|
Kinga Dunin
|
|
06.03.2010 |
Lewica generalnie uważa się za rzeczniczkę praw kobiet. To miło. Polski feminizm coraz bardziej skręca w lewo, starając się uwzględnić interesy kobiet z niższych warstw społecznych, szuka z nimi porozumienia i zrozumienia. Z mego, lewicowego punktu widzenia to bardzo dobrze. Mówię to jasno na początku, żeby potem nie było, że uważam coś innego. A teraz będą rozmaite, ale i dąsy.
Zacznijmy na przykład od tezy zawartej w felietonie Michała Sutowskiego pod protekcjonalnym tytułem Kobieta też człowiek? Dlaczego protekcjonalnym? Bo chyba już jesteśmy dalej niż konieczność przypominania przez facetów, że kobieta też człowiek. I chyba nie ma potrzeby, żeby aż tak nad nami się pochylać i współczuć. Może zresztą tutaj niepotrzebnie się czepiam, bo to kwestia smaku i wyczucia, i niech będzie, że jestem przewrażliwiona. Przejdźmy zatem do tezy, która jest mantrą, lewicową mantrą, powtarzaną od dawna: feminizm wyszedł z niszy akademickiego gęgania, kiedy dokonał zwrotu w lewo i dopiero wtedy stał się dobrym i słusznym feminizmem.
Otóż nie jest to prawda. Feminizm stał się na tyle silny, by stanowić partnera dla ruchów pracowniczych, bo przedtem ciężko zapracował na wyjście z niszy. Wyjście to odbyło się często kosztem feminizmu, ale jest faktem – postulaty feministyczne, które dwadzieścia lat temu brzmiały jak z księżyca, weszły do mainstreamu. I jest to – często niedoceniane – dzieło również akademickiej kanapy, a przede wszystkim kobiet, które z poważnym zapleczem intelektualnym potrafiły połączyć zainteresowania teoretyczne z działalnością społeczną. Przy czym za działalność społeczną uważam także oddziaływanie na dyskurs. Rozumiem, że młodzi ludzie mogą nie pamiętać jak to było dwadzieścia lat temu, kiedy słowo feminizm było słowem obcym. To, co się udało w tym czasie uzyskać, to stworzenie warunków, w których postulat równości płci przestał być ekstrawagancją, a zaczął być pewna normą od prawicy do lewicy. Prawda, normą nie przestrzeganą albo interpretowaną wbrew interesom kobiet, ale jej legitymizacja naprawdę jest nie bez znaczenia.
Według lewicowej mantry ruch feministyczny w Polsce był neoliberalny, burżuazyjny i nastawiony na paniusie z klasy średniej – dopóki nie dokonał słusznego zwrotu w lewo i nie pomaszerował w kierunku Białego Miasteczka. Wolałabym inną narrację. Ruch feministyczny miał ogromne spektrum działania: od radykalnych akcji i zinów poprzez pomocowe ngo-sy, działalność publicystyczną, akademicką (gender studies) do lobowania w sejmie i udziału w różnych oficjalnych gremiach. Te ostatnie działania wymagały umiejętności gry z systemem, ale oskarżane czasem o nadmierną ustępliwość feministki nigdy nie straciły w tym wszystkim swojej podmiotowości.
Myślę, że zrozumienie tej strategii i logiki tego procesu wpłynęło na poparcie przez KP Kongresu Kobiet Polskich, pomimo ostrej krytyki ze strony innych lewicowych ugrupowań. Dopowiedzmy jednak pewne rzeczy do końca. Kongres był kongresem różnych kobiet, w tym wcale nielewicowych, należał do feministek tak samo jak do Henryki Bochniarz. I takiemu Kongresowi należy się lewicowe poparcie dlatego, że działa on na rzecz równości płci, która jest wartością samoistną. To samo dotyczy poparcia dla innych ruchów emancypacyjnych. Prawo do równego traktowania dotyczy ogólnie mniejszości seksualnych: gejów, którzy głosują na PO, gejów w PiS, w darkroomach oraz w biskupich szatach. Podobnie równość należy się wszystkim kobietom – słusznym i niesłusznym. Stereotypy płciowe, szowinizm, seksizm, molestowanie w pracy, przemoc domowa, zjawisko szklanego sufitu itp. nie dotykają jedynie kobiet najgorzej sytuowanych. I w tym sensie odczuwająca solidarność z innymi kobietami i gotowa do działania Henryka Bochniarz jest mi siostrą.
To zrozumiałe, że lewica upomina się o interesy kobiet najbardziej wykluczonych, pokazuje mechanizmy łączące to wykluczenie z płcią i naciska na feministki, by nie zaniedbywały tych problemów. To należy do zadań lewicy i nie w tym widzę problem. Problem pojawia się, kiedy trzeba poprzeć feminizm po prostu, feminizm jako ruch krytyki kultury z tego właśnie, a nie innego punktu widzenia. Nie wystarczy samo powtarzanie słusznych haseł, że kobieta też człowiek, ale niezbędne jest też wejrzenie w głębiej działające mechanizmy, które nie omijają również organizacji lewicowych. Obracam się głównie wśród ludzi deklarujących poparcie dla feminizmu, ale nie wszyscy z nich są naprawdę feministami – zarówno w relacjach z kobietami jak i – powiedzmy - w działalności publicystycznej. Kwestia kobieca jest albo pomijana, albo odfajkowywana jako „nasz temat”, rzadko jednak pojawia się jako integralna część myślenia o świecie. Jeśli rzucimy okiem na forum KP, to poza rytualnymi atakami na antywolnorynkową lewicowość na drugim miejscu pod względem zawartości jadu znajdujemy teksty szowinistyczne – i bardzo mało zrozumienia dla kobiecych dyskursów i ich polityczności. Dla mnie zaletą feminizmu jest zdolność do dostrzegania polityczności w drobnych aspektach życia codziennego, w kwestiach pozornie apolitycznych. Bez wniknięcia w tę sferę lewica zawsze będzie pozostawała na poziomie słusznych haseł, które szybko się nudzą. I czasem wątpię, czy taka lewica naprawdę może być nadzieją feminizmu.
Powracając zaś do mojej siostry Henryki Bochniarz. Wyobraźmy sobie, że pojawi się w Polsce debata – taka toczy się np. teraz w Niemczech – dotycząca obecności kobiet w zarządach przedsiębiorstw, banków, radach nadzorczych. Tu też można wprowadzić parytety i zapewne są one ważniejsze niż parytety wyborcze. Myślę nawet, że dlatego prawica jest gotowa na oddanie tego symbolicznego przyczółka, bo prawdziwa władza jest już gdzie indziej. Co powinna w takiej sytuacji zrobić lewica? Poprzeć równość w nierównym społeczeństwie czy raczej poczekać do zwycięstwa rewolucji socjalistycznej, kiedy będzie można zaradzić wszystkim problemom? Dla mnie odpowiedź jest jasna.
Na podobny temat
|
|
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...