|
Powtarzanie, że kobiety są dyskryminowane, dyskryminowani są ludzie niepełnosprawni, a zapewne najbardziej dyskryminowane są niepełnosprawne kobiety, wydaje się nie mieć większego sensu. Wszyscy to wiedzą, i co z tego? Już się to osłuchało i jeśli ktoś ma usłyszeć, trzeba sposobu, czegoś bardziej spektakularnego, uderzającego. Tak żeby ludziom świeczki w oczach stanęły. Jakaś akcja uliczna? Te z kolei już się opatrzyły, więc jeśli decydujemy się na uliczne występy, też trzeba chwilę pogłówkować, jak to zrobić. I zapewne długo główkowali organizatorzy tegorocznego Maratonu Solidarności, zanim wpadli na pomysł, jak przy okazji biegania zwrócić uwagę na problem rażących niesprawiedliwości. Naprawdę warto wymienić organizatorów tej ważnej inicjatywy: Komisja Krajowa i zarząd regionu gdańskiego ‘Solidarności’, urząd marszałkowski i urząd miejski Trójmiasta, specjalne Stowarzyszenie Maratonu i - jedyny wymieniony z nazwiska - dyrektor Maratonu dr Kazimierz Zimny. Cóż takiego wymyślili? Trzeba pokazać wszystkim w sposób aż za bardzo wyjaskrawiony, jak wygląda nierówne traktowanie. Na co ludzie najbardziej zwracają uwagę? Ano na nagrody, na zwycięzców. Niech więc zobaczą, że ważniejsza od wysiłku jest płeć albo fizyczna niepełnosprawność. I wszystko to świetnie widać w sposobie podziału puli nagród. Pierwsza nagroda dla mężczyzn - 10 tys. zł. Potem jeszcze następne nagrody pieniężne, aż do ósmego miejsca, za które mężczyźnie zostanie wypłacone 600 zł. A kobiety? Kobieta biega taniej. Pierwsza lokata - 5 tys. zł, szóste miejsce - 500 zł, siódme i ósme - figa z makiem. Jednak jeszcze niżej, nawet dużo niżej ceniony jest wysiłek na wózku. Mężczyźni: pierwsze miejsce - 1,2 tys. zł, drugie - 800, trzecie - 500. Kobiety - 500 zł za pierwsze miejsce, za drugie i trzecie - nagrody rzeczowe. Apaszka? Guma do żucia? Uścisk dłoni prezesa? Niech każdy widzi, jak bardzo różni się w Polsce sytuacja kobiety na wózku od sytuacji mężczyzny biegnącego na przedzie. Dzieci za to mają mieć po równo - pierwszym trzeba trochę odjąć, żeby dać kolejnym. Każdemu, kto posiada ograniczone zasoby, wydaje się to oczywiste. Nie każdy ma nieograniczony dostęp do konta mamusi. I na tym można by skończyć zajmowanie się aferą alimentacyjno-pisowską, gdyby nie miała ona ciekawszych aspektów. Nagle w jej otoczeniu pojawiają się bowiem takie określenia jak ‘poprzednie małżeństwo’, ‘nowe małżeństwo’. Moraliści z PiS, którzy co rusz powołują się na katolicyzm i tak malowniczo padają na kolana w kościołach, używają języka, który im chyba nie przystoi. Może powinni uważniej przysłuchiwać się kazaniom. Dowiedzieliby się, że małżeństwo w życiu może być tylko jedno - sakramentalny związek kobiety i mężczyzny, który tylko śmierć może rozwiązać. Wszystko, co poza tym, jest grzechem. Grzech jednak grzechowi nierówny. Wiadomo, ludzie są grzeszni, upadają, później spowiadają się i aby spowiedź była uczciwa, powinni mieć mocne postanowienie poprawy. Potem mogą upaść znowu, ale przynajmniej powinni się starać. Ten, kto wchodzi w stałe związki, płodzi w nich dzieci i obiecuje coś kolejnej kobiecie, jest grzesznikiem zatwardziałym, za nic mającym nauki Kościoła. A to, żeby zatwardziali grzesznicy zalecali wszystkim wartości katolickie, których nawet nie próbują przestrzegać, wydaje się niezbyt uczciwe. I dlatego PiS powinien wziąć przykład z Watykanu, który nie chce przyjmować ambasadorów będących rozwodnikami albo gejami. I biedna Francja nie może na to zaszczytne stanowisko nikogo znaleźć. My jednak nie jesteśmy Francją i może prawicowa partia, tak lubująca się w pozowaniu do zdjęć u stóp ołtarzy, powinna pozbyć się ze swoich szeregów zatwardziałych grzeszników. Wszystkich. A może do PiS mogą należeć ateiści uważający, że religia jest niezbędna tylko dla maluczkich? Może. Ale niech wówczas przestaną afiszować się na Jasnej Górze. A maratończycy Solidarności mogliby podzielić się kasą z dyskryminowanymi.
Lepszy świat jest możliwy.
Źródło: Wysokie Obcasy, 18 pażdziernika 2008.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...