|
Kinga Dunin
|
|
27.02.2009 |
Całkowicie zgadzam się ze streszczeniem-interpretacją „T.E.O.R.E.M.A.T-u” Jarzyny/Pasoliniego, którą zaproponował Igor Stokfiszewski. Mam jednak pewne podejrzenia – sorry Igorze – iż coraz bardziej zaangażowany w teatr, a więc i środowisko teatralne autor przydeptał gardło swojej pieśni i krytykę zatrzymał w pół słowa. Tak, jest w tym spektaklu nie tylko rodzina (jako ideologia), ale także kapitalizm oraz duchowość. Rodzina okazuje się więzieniem, kapitalizm jest zły i niesprawiedliwy, duchowość to pustynia, na której doświadczamy metafizycznej pustki i nudy. Teoremat to twierdzenie występujące w ramach systemu dedukcyjnego, czyli – jak rozumiemy – wszystko się ze wszystkim łączy: rodzina, kapitalizm i błądzenie po pustyni duchowej. I co? I nic. Może z dekonstrukcji rodzinnej ideologii wynikłoby coś więcej niż nieszczęsny chaos, gdyby zdekonstruować też kapitalizm? Może to, co wyszło na jaw po o wizycie gościa, nie jest żadną prawdą, tylko odpowiedzią w mikroskali na inną fazę kapitalizmu? Może duchowa pustka to nie metafizyczne dreszcze tylko, za przeproszeniem. alienacja? Wszystko to być może, ale spektakl nie otwiera nas na żadne z tych pytań, nie mówiąc o odpowiedziach. Jest typowym ponowoczesnym jękiem: tak źle i tak niedobrze. Rodzina więziła, jej brak nas nie uszczęśliwi. Kapitalizm jest zły, ale co zamiast? Dusza czegoś by chciała, ale tam nic nie ma. Oj, jak smutno.
I tu przypomina mi się krążący w internecie dowcip. Dwa koty idą przez pustynię. W końcu jeden mówi: stary, kurwa, ja już nie ogarniam tej kuwety… Myślę, że tak powinien kończyć się ten spektakl, a koty nazywają się Jarzyna i Pasolini.
(A poza tym wszystko bardzo ładnie, bardzo dobry Rafał Maćkowiak.)
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 28.02.2009 )
|
Drogi Cezary, chyba nikt cie nie czyt...
W ostatnich dniach minister Zdrojewsk...