> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Graviditas obsoleta Drukuj
Kinga Dunin   
18.12.2010

To smutny tytuł, przejdzie pewno tylko dlatego, że po łacinie; po polsku byłby zbyt smutny. Co to znaczy, można znaleźć w internecie, np. w słowniczku, który przygotowała kobieta dla innych kobiet, przedzierając się sama przez słowniki medycznej łaciny. Po to, aby mogły zrozumieć swoje karty choroby, łacińskie rozpoznania, których lekarz nie chce im wytłumaczyć. Jak wiadomo, żyjemy w kraju, w którym mało kto słyszał o prawie pacjenta do informacji. A może po prostu lekarze nie wiedzą, jak taką informację pacjentce przekazać. Bo graviditas obsoleta to ciąża obumarła, a Obsoletki to niezwykła książka Justyny Bargielskiej, coś w rodzaju poronieniowego coming outu. Brałam tę książkę do ręki - będę szczera - lekko zjeżona. Wiem, Bargielska to dobra poetka, w tym roku dostała Nagrodę Literacką Gdynia, ale ten temat… Jak się okazało, może nie temat, raczej motyw przewodni króciutkich opowiadanek. 


W Polsce żyjemy podzieleni na prolajfy i proczoisy, natomiast państwo mamy wszyscy w wyzywający wręcz sposób pro life. Mówimy też dwoma językami: w jednym występuje płód, w drugim nienarodzone dziecko od poczęcia, od stadium zapłodnionej komórki. I trochę trudno jest z tego klinczu wyjść. Wiadomo, która strona jest słabsza, trzymam się więc, przynajmniej w publicystyce wysokonakładowej, konsekwentnie zasady, że zanim dziecko się urodzi, jest płodem. A przecież wiem, że bywa inaczej. Z naciskiem na ‘bywa’! Dla jednych kobiet ciąża, szczególnie wczesna, jest po prostu ciążą. Stanem ciała. Dziecko to kwestia niezbyt wyraźnie wyobrażanej przyszłości - jak się urodzi, to będę matką. Inne kobiety, które o ciąży marzyły, planowały ją, od początku są matkami. Od początku przeżywają ciążę jako spotkanie z dzieckiem - co z tego, że nienarodzonym. Dowiadują się, jaką ma płeć, nadają imię, rozmawiają. Dla każdej kobiety samoistna utrata ciąży jest zapewne trudnym i bolesnym doświadczeniem. Może być tak, że wtedy to, co dotąd było ciążą, staje się dzieckiem. Z powodów wspomnianych, ale i ogólnie znanych jestem po stronie prawa kobiet do bycia w ciąży i niekonstruowania tego stanu od razu w dziecko. Podkreślam jednak - prawa, nie obowiązku. Prawo to jest kobietom w Polsce odbierane przez agresywny język prolajferski. ‘To nas zawstydza - że prawo jest po stronie naszego cierpienia’ - pisze Bargielska. U mnie może czasem osłabiać zdolność do odczuwania empatii. A przecież, pozostawiając na boku podejrzliwość, której jednak się nie wyzbywam, cierpienie to jest prawdziwe. I każdy może je przeżyć na swój sposób. Z pokropkiem, zdjęciem obumarłego kilkutygodniowego płodu, dziecka, wypuszczaniem w niebo niebieskich i różowych baloników. I nikt nie powinien instrumentalizować tego na rzecz naszej wojny dwudziestoletniej o aborcję. Nie jest to łatwe, bo jesteśmy we władzy języków. To, co udało się poetce Bargielskiej, nie jest dostępne dla wszystkich, choć może mogłoby być, gdyby nie dyktatura prolajfów. W każdym razie jej udało się znaleźć dla tej opowieści język niezwykły - emocjonalny, a jednocześnie niekiedy brutalnie naturalistyczny. Pozbawiony sentymentalizmu. Wnikliwość i autentyzm psychologiczny tej prozy nie polegają na tak zwanych szczerych zwierzeniach, ale na delikatnej obecności od początku nuty smutku, niepokoju, lęku przed utratą dziecka. Na pokazaniu życia po stracie jako nadal życia. (Dodajmy tu, że książka ta nie jest pozbawiona poczucia humoru, niezwykle ujmującego poczucia humoru). 

Przy okazji myślę sobie, że chciałabym przeczytać coś takiego o in vitro, czyli o drugiej stronie medalu. Bo i tu trwa wojna, i w wojnie tej zwolennicy legalności i refundacji in vitro (też do nich należę) upodobali sobie obraz szczęśliwych rodzin i igły gładko wbijającej się w komórkę jajową, by stworzyć nowe życie. Jakież to proste! A przecież jest to inwazyjna, często wielokrotnie powtarzana, trudna dla kobiety procedura. Dobrze byłoby, gdybyśmy mogli o tym otwarcie rozmawiać w warunkach większej wolności.   

 

Felieton ukazał się w „Wysokich Obcasach”.   
Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny  - Tamagochi :)   |19.12.2010 08:16:21
Pani proponuje danie kobiecie władzy totalnej - władzy nad nadawaniem istnienia
osobie i odbieraniem istnienia osobie mocą własnej woli. Kiedy ona chce, żeby
"to" było dzieckiem, to mamy "to" traktować jak dziecko. Kiedy
ona chce, żeby "to" było płodem, mamy traktować "to" jak płód.
Tajemnicze "to" staje się tym, czym jest dla matki i nie ma prawa być
tym, czym jest dla kogokolwiek innego niż matka. To jedynie ona nadaje
"temu" znaczenie lub to znaczenie odbiera. Prawdziwa władza to jest
władza nad nadawaniem znaczenia. Czy Replikanci z Blade Runnera to są ludzie czy
nie ludzie? Zależy to od władz. Czy "to" w brzuchu jest płodem czy
Marysią? Zależeć to ma od władzy kobiety. To ona to "konstruuje", ale
kiedy już to zrobi, wszyscy inni mają to uszanować co ona skonstruowała i nie
mają już prawa konstruować wokół tego niczego innego. A gdybym na przykład był
ojcem i jednak "skonstruowałbym" sobie, że to Marysia, a dla matki byłby
to płód i by płód wydaliła, to też mogę sobie zrobić pogrzeb Marysi we własnym
zakresie, czy nie mogę? Mogę wtedy domagać się od tej matki żeby za ten pogrzeb
zapłaciła?
A jeśli dla odmiany "to" jest Marysią dla matki a dla mnie
to tylko płód, to mogę powiedzieć, ze nie chcę mieć nic wspólnego z
"płodem", bo go nie skonstruowałem jako swojego dziecka, tylko jako płód
właśnie? Mogę powiedzieć, że nie chcę mieć z "tym" nic wspólnego? Władza
absolutna.
Anonimowy   |19.12.2010 18:06:16
Spokojny stawia bardzo słuszne pytanie.
Przyznam, że zawsze byłem za
liberalizacją polskiego prawa antyaborcyjnego i w zasadzie stoję z panią Kingą
Dunin po jednej stronie barykady w tej sprawie.
A jednak, im więcej czytam
tekstów ,,pro-choice", tym więcej mam wątpliwości. Nie odnośnie
liberalizacji aborcji tylko dyskursu jakim się o nią zabiega.

,,Mój brzuch,
moje prawo, moje ciało" itd. Mężczyźni występują tu albo jako źli
pro-lajferzy (o tym jak wiele kobiet jest przeciwko aborcji, na wszelki wypadek
zazwyczaj się nie wspomina) albo nie występują wcale.
A przecież takie decyzje
jak tę o przerwaniu ciąży, w realnym świecie kobiety podejmują najczęściej ze
swoimi partnerami.
To dość paradoksalne, że dyskurs proaborcyjny, chcąc
upodmiotowić kobiety, traktuje mężczyzn jak ,,dawców nasienia".
Oczywiście,
w związku z tym, że to kobieta rodzi, można uznać, że ostateczna i końcowa
decyzja powinna należeć do niej. To jednak nie zmienia faktu, iż
ojcowie/mężczyźni też mają uczucia i, że w jakimś stopniu trzeba je również brać
pod uwagę, nawet jeśli dla danej kobiety mogą one w danym momencie nie być
wygodne.
Umiejscawianie kobiet i ich ciąży w jakiejś abstrakcji, w której są
tylko one i ich ciało, jest produkcją złudzenia, które jest szkodliwe także dla
samych kobiet.
chatte botte   |20.12.2010 04:22:46
Bardzo ciekawy artykuł P. Dunin, ale bardzo ciekawe komentarze pod nim. Książki
jeszcze nie czytałam.

Mam czasem wrażenie, że kobiety, polskie
intelektualistki, kręcą na siebie w przyszłości porządny bicz. Prosty, bo
dialektyczny. Choćby dlatego, że wyznacza je - polskie feministki w
szczególności - polityka jednej perspektywy. Perspektywy jaka im pasuje. Z
jednej strony ganią np. polityków mężczyzn za samczość i maskulinizm, z drugiej
zaś, gdy rzecz dotyka spraw kobiecych, niejako wychodzą z tej samej, męskiej,
choć kobiecej, perspektywy niejawnej przemocy.
P. Spokojny ciekawie to tutaj
wypunktował i ciekawa jestem, co na to, w komentarzu na przykład, p. Kinga Dunin
by odpowiedziała. Jaki rodzaj dyskursu należy stworzyć, żeby było sprawiedliwiej
w odniesieniu do tych, którzy niesprawiedliwość tworzą.

Jestem za p. Dunin,
ale z drugiej strony takie argumenty jak p. Spokojnego zawsze - przyznaję się -
potrafią mnie zbić z pantałyku. I gdy po czymś takim, po pewnej ‘odsłonie’, iż
argumenty są wyrównane, dochodzi do dyskusji, i w jawny sposób mówi się już nie
o sprawiedliwości (bo ją się zawsze da ‘wy-argumentować’, ‘wy-artykułować’), ale
o pewnym perspektywicznym ‘chcę’. No cóż, czyli o emocjach. Kto pójdzie za mną,
która/który najgłośniej krzyczę i uderzam w nutę, która dziś brzęczy? Czyli dla
przykładu: ‘ja po prostu chcę, żeby było tak i tak, bo nie podoba mi się i
wnerwia mnie, że jesteśmy przez panów polityków gorzej traktowane. Też ich
chcemy gorzej traktować. Wolno nam. A co?’

Mówię to jako kobieta i sądzę, że
czasem dobrze się jest przyznać do pewnych kłopotliwych spraw po to, żeby w
takim odruchu przedyskutować problem, i żeby się zwyczajnie przyznać, że nie
wszystko działa mocą argumentacji.

Gdy H. Krzywonos wytknęła J. Kaczyńskiemu
to i owo, choć zbulwersowało to wielu moich znajomych (że nieoczytana, jak ona
wygląda, jakim prawem, to nie na miejscu, powinna gdzie indziej etc.), stałam
całkowicie za nią wiedząc, jak wiele zrobiła. To są fakty człowieka/kobiety
przeciwko biciu piany Kaczyńskiego. A za nimi może stać ‘wola’, która ma za sobą
także konkretne ‘przedstawienie’. Czyli dowody jawnej działalności na rzecz
dobra, chęci tworzenia dobra.
Jeśli niejasno, to przepraszam, ale jakoś tak to
miało brzmieć.

Pozdrawiam,
chatte
Minerwa   |20.12.2010 14:40:56
Jestem za prawem do aborcji.
Jestem jednak również za prawem kobiety do
urodzenia dziecka nawet w sytuacji, gdy partner zdecydowanie domaga się
aborcji.
Jestem za tym, by mówić w kontekście prawa do aborcji nie tylko o
kobietach, które chcą usunąć ciążę, a których partnerzy usiłują do tego nie
doprowadzić, ale również o tych, które chcą urodzić dziecko, a spotykają się z
psychiczną presją i/lub fizyczną przemocą ze strony swoich partnerów, dążących
do usunięcia ciąży.
Słowem, byłabym za pogłębieniem w debacie aborcyjnej wymiaru
odpowiedzialności i za podejmowaniem, zapewne bardzo trudnych i wcale
nieobiecujących szybkiego rezultatu, prób określenia zakresu wolności obu stron
relacji seksualnej w sytuacji, gdy wchodzi w grę niechciana lub przynajmniej
częściowo niechciana ciąża.
Są kobiety, które, dużym niejednokrotnie kosztem,
decydują się na urodzenie nieplanowanego dziecka, i są mężczyźni, którzy, w imię
własnej wolności wyboru, wszelkimi środkami próbują nieplanowaną ciążę
usunąć.
Należę do tych kobiet.
O przemocy w tak niejasnych sytuacjach
niezmiernie trudno się mówi.
Może właśnie dlatego powinniśmy, jako ci, którzy
opowiadają się za prawem do aborcji, wspominanemu przez moich poprzedników
realnemu życiu przyjrzeć się dokładniej.
Spokojny   |20.12.2010 15:03:24
Mam taką refleksję, że jeśli obie strony sporu wykazują się symetryczną
niekonsekwencją, to można przypuszczać, że oprócz oficjalnego przedmiotu sporu
istnieje przedmiot ukryty.
Tak jest na przykład często w sporach między
rodzicami o prawo opieki nad dzieckiem. Dziecko - oficjalny przedmiot sporu -
jest tu w istocie jedynie środkiem do jego prowadzenia, a sam spór dotyczy
całkiem innych rzeczy. Czegoś co jest pomiędzy tymi dwojgiem.
I tu jest
podobnie. Z jednej strony mamy katolickich kapłanów, którzy nazywają aborcję
zabójstwem, ale jak się okazuje nie przeszkadza im to odmawiać pogrzebu
poronionym płodom. Tak więc "to" jest dla nich osobą i nie jest w
zależności od sytuacji.
Z drugiej strony mamy feministki, które z jednej strony
mówią o pozbywaniu się płodu, ale jak się okazuje nie przeszkadza im to domagać
się traktowania kobiety która chciany płód utraciła tak samo jak osoby, której
ktoś umarł, o ile ona sobie tego życzy. Obiekt jest więc i dla nich raz osobą,
raz płodem w zależności od potrzeb. Spór nie może więc dotyczyć płodu. A jeśli
tak, to czego dotyczy? Dotyczy czegoś pomiędzy tymi dwojgiem.
chatte botte   |20.12.2010 18:37:09
Spór dotyczy właśnie chcenia. Albo, jeśli Pan woli: sfery wolicjonalnej.
Jak
‘kapłan’ chce to uznaje a jak nie chce, nie uznaje. Gdy się mu zapłaci więcej za
pogrzeb, to się przekona i uzna, a jak mniej, to jednak mu się nie chce
przekonywać i nie uzna.

Nie do końca mogę się jednak zgodzić, że spór o dziecko
dotyczy jedynie rodziców. Może w przypadkach, o których Pan myśli, tak, ale w
takiej samej ilości przypadków, o których ja myślę, czyli że dziecko nie było
rozgrywką, przynajmniej dla jednego z rodziców, to nie. No i znów równia.

Co
do feministek, no cóż, ruch jest żywy, sądzę, że nie trzeba ich tak atakować, że
już od razu coś muszą albo powinny. One także się uczą, popełniają błędy,
restaurują je.
Zdziwi się Pan gdy powiem, że na Zachodzie jest odwrót od
feminizmu, i to największych intelektualistek. Ale to jedynie dlatego, że - że
tak powiem - już pewne prawa zostały wywalczone, reguły ustalone.

Wydaje mi
się, że sprawa dotyczy sfery wolicjonalnej ludzi i nad tym - co chyba wyraziła
pięknie i na swoim przykładzie, Minerwa - należy pracować. Żeby chciało się
chcieć, żeby chciało się móc. Żeby Pańskiemu dziecku chciało się czytać, nie bić
innych dzieci i żeby chciało rozumieć, to jednak Pan musi pół życia na to, by mu
się chciało, poświęcić. A nie bić go i mówić, że czegoś tam nie wolno (a sam Pan
to np. robi, więc dziecko nieświadomie to i tak naśladuje). Bijąc dziecko, bije
Pan niejako siebie, tylko że to ono cierpi.
Myślę, że to pewien
klucz.

Pozdrawiam serdecznie,
chatte
viking   |20.12.2010 23:25:32
Obie strony sporu wykazują się niekonsekwencją, ponieważ ich dyskurs jest tak
odrealniony, że nie może być konsekwentny.

Według katolików jest tylko
,,życie poczęte". Nie ma matki i jej zdrowia, nie ma rzeczywistości, w
której ciąże bywają skutkiem gwałtów, nie ma biedy i troski o to czy narodzone
dziecko będzie się miało za co wychować.

Według feministek jest tylko kobieta
i jej brzuch. Nie ma wątpliwości i uczuć samej matki, która może mieć gdzieś
prawicowe fantazmaty lecz, mimo to, całkiem po ludzku zadawać sobie pytanie, co
by było, gdyby jednak urodziła (czy nie zadajemy sobie po każdej istotnej
decyzji pytania co by było gdybyśmy postąpili inaczej?). Nie ma też ojców, o
czym napisałem w poście, przy którym zapomniałem się podpisać.

Tymczasem w
realnym świecie, są realni ludzie, ich doświadczenia, uczucia, partnerzy,
rodzina i od tego wszystkiego nie da się wyabstrahować ciąży, tak jak nie da się
wyabstrahować życia poczętego/ płodu od matki i jej sytuacji. Każda próba
ideologicznego upraszczania rzeczywistości kończy się taką właśnie
ekwilibrystyką, w której ,,to" dowolnie zmienia swój status, w zależności od
tego jaki w danej sytuacji bardziej pasuje aby utrzymać koherencję ideologii. Bo
w istocie to o nią a nie o płód czy o matkę tu chodzi.
chatte botte   |21.12.2010 00:23:12
No proszę, Pani Minerwo, a to nam się dostało. Szanowni Panowie Spokojny i
viking zarzucają nam niekonsekwencję. A to się porobiło, no no.
Pani urodziła
choć były z tym poważne problemy wielorakiej natury, do czego się Pani przyznała
(własny przykład), ja to samo (urodziłam), a tutaj proszę - jak nas panowie
rozpracowali.

Panowie, przyhamujcie trochę, bo Was zawstydzimy faktem
dokonanym.
Jak to mi powiedziała pewna murzynka/Afrykanka: my rodzimy dzieci i
czy dziecko nas przeżyje, czy umrze po urodzeniu, na zawsze zostajemy matkami i
ten ciężar nosimy do końca. Spójrz teraz na nich: jedyne co ich bolesnego
spotyka, to to, że się ich rzeza. Później się już tylko bawią, piją i dyskutują.


I to by było na dziś na tyle.
A i dziękuję za zwrócenie mi uwagi na
niekonsekwencje. Wybaczcie Panowie, muszę się zająć i tym, i tamtym.


Pozdrawiam,
chatte
viking   |21.12.2010 16:24:19
@ chatte botte

Ależ dlaczego zrozumiałaś to tak personalnie ? Ja mówię o
dwóch dyskursach: feministycznym i prawicowo-katolickim.
Doskonale rozumiem, że
np. Minerwa mając takie doświadczenia jakie ma, nie musi być rzeczniczką praw
mężczyzn do ich dzieci in spe.
Jednak od tych, którzy publicznie walczą o
prawo do aborcji: piszą teksty do gazet, występują w telewizji, organizują
demonstracje, oczekiwałbym trochę więcej obiektywizmu a może nawet tego, żeby
czasem zrobili to co zalecasz mnie i Spokojnemu - wyluzowali.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.96329 Seconds