|
Jedynym kryterium istnienia lub nieistnienia państwa jest od paru tysięcy lat zdolność egzekucyjna. Nie chodzi tu oczywiście o tak miłą Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi zdolność do wykonywana egzekucji, ale o istnienie egzekutywy, inaczej mówiąc, władzy wykonawczej zdolnej do egzekwowania decyzji rządu obdarzonego mniejszą lub większą dozą legitymacji. W najlepszych czasach polskiego państwa (trwały one tylko przez jeden wiek, więc Polacy zupełnie słusznie nazwali go Złotym) elita obywatelska walczyła o zwiększenie zdolności egzekucyjnych własnego państwa. W najgorszych czasach (pozostałe wieki), wynoszonych dzisiaj pod niebiosa przez Jarosława Marka Rymkiewicza czy Andrzeja Nowaka, polskie elity robiły wszystko, żeby zdolność egzekucyjną polskiego państwa osłabić. Co im się ostatecznie udało. W kwestii słynnego nieusuwalnego krzyża na Krakowskim Przedmieściu państwo od samego początku oddelegowało władzę wykonawczą na księży. Księża zrezygnowali jednak przezornie z wykonywania oddelegowanej na nich władzy, nie chcąc paść ofiarą niedużego, ale bardzo zdeterminowanego tłumu, który w ogóle wszelką egzekutywę uważa za uzurpatorstwo, bo ludzie na ten tłum się składający przez całe swoje życie, od najrozmaitszych swoich mistrzów duchowych słyszeli jedynie o władzy wykonawczej sprawowanej nad Wisłą przez cara, Stalina, Hitlera, Żydów itp., natomiast do głowy by im nie przyszło, że władzę wykonawczą mogłoby nad Wisłą sprawować jakieś polskie państwo. I trochę mają racji, bo polskie państwo z egzekutywą zazwyczaj sobie nie radzi. Tak więc ludzie zgromadzeni na Krakowskim Przedmieściu, a nie są to wyłącznie wariaci, gdyż widziano pośród tłumu posłankę Szczypińską, przeżywają swoje piękne dni pod hasłami drugiej Targowicy, drugiego Katynia, drugiego „jebał was pies”. W przeddzień Wydarzenia (cyt. za Alain Badiou) komitet polityczny PiS zachęca do oporu, a samo Wydarzenie przeżywane jest w kostiumach historycznych wziętych z XVIII, XIX i najgorszych dla Polaków momentów XX wieku, co świadczy tylko o tym, że po trzystu latach niefortunnych zdarzeń pewna część naszego społeczeństwa bezpowrotnie utraciła zdolność odróżniania stanu posiadania własnego państwa od stanu jego nieposiadania, ewentualnie odróżniania własnego państwa od władzy okupacyjnej. Dał im przykład Jarosław Kaczyński, wypowiadając przed prokuraturą wojskową w Warszawie swoje słynne tezy, że skoro rząd nie wyleciał w powietrze po Smoleńsku, a Komorowski wygrał z nim wybory prezydenckie, to w Polsce nie mamy już demokracji, a tylko jej nędzną fasadę. Kiedy parę lat temu, przy zupełnie innym rządzie, niektórzy bardzo wybitni (nawet bez ironii chcę to teraz napisać) przedstawiciele środowisk twórczych, dziennikarskich i akademickich ogłosili publicznie, że nie będą wykonywać ustawy lustracyjnej, bo im się ona nie podoba, a uczynili tak pomimo tego, że ustawę rozpatrywał już Trybunał Konstytucyjny i warto było poczekać parę tygodni aż tę ustawę Trybunał Konstytucyjny w istotnej części uchyli, prosiłem publicznie, na piśmie, owych ludzi o znanych nazwiskach, żeby uszanowali państwo i prawo w tym kraju, bo w tym kraju i tak już mało kto państwo i prawo szanuje. Dowiedziałem się wówczas, że nic nie wiem o szlachetnym Thoreau i jego obywatelskim nieposłuszeństwie. Skoro jednak Ewa Milewicz chciała mieć w Polsce obywatelskie nieposłuszeństwo w sprawie ustawy lustracyjnej, to ma je dzisiaj w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Skoro chcemy mieć w prawie nieistniejącym polskim państwie, przy prawie nieistniejącej w kraju nad Wisłą tradycji państwowej, obywatelskie nieposłuszeństwo i modę na szlachetnego Thoreau, to je mamy. Tyle że dzisiaj święto obywatelskiego nieposłuszeństwa odbywa się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, a jego chorążymi są Jarosław Marek Rymkiewicz (krzyż ma w głębokim poważaniu, ale ostatnio zachwyca go dzikość), Jacek Trznadel, komitet polityczny Prawa i Sprawiedliwości i tysiące obywateli uważających, że jak wygra inny kandydat niż ten, na którego oni zagłosowali, to żyjemy pod zaborami, mamy drugi Katyń i rządzą nami enkawudyści. Ja to wszystko rozumiem, wiem doskonale, jakie traumy do tego doprowadziły, jaka przemoc symboliczna, jakie nierówności ekonomiczne wyrażane są w Polsce za pomocą drewnianego krzyża, bo wszystkie inne symbole są skompromitowane. Nie chcę wyjść na osobę bezduszną w epoce, kiedy nawet dziennikarze TVN zaczęli się nad wszystkimi roztkliwiać. Ja tylko zapowiadam, że jeśli jeszcze kiedyś jakikolwiek lider, poseł, intelektualista, Legutko, Krasnodębski, Kowal itp… związany z Prawem i Sprawiedliwością powie publicznie, że ich partia i Jarosław Kaczyński opowiadają się za istnieniem silnego państwa polskiego, za wzmocnieniem polskiego państwa itp… to w nos mu się roześmieję. Bardzo długo najstraszniejsze karykatury polskiej prawicy produkowali przeciwnicy polityczni tej formacji. Dzisiaj najstraszniejsze karykatury polskiej prawicy produkuje ona sama. Oczywiście to wszystko, co dziś oglądamy, jest tylko zabawne. Polskie państwo nie jest nikomu w dzisiejszej Europie do niczego potrzebne, wielki koncert narodów grany jest ponad naszymi głowami, ale całe szczęście z partytury zapewniającej nam pokój i kasę. Jednak wyobraźmy sobie, co by było, gdyby widowisko ludzi przykuwających się do krzyża na Krakowskim Przedmieściu, generała Petelickiego przykuwającego się do ministerstwa obrony, Jarosława Kaczyńskiego oświadczającego, że demokratyczny werdykt go nie dotyczy… działo się w Polsce lat 20., 30. ubiegłego wieku, pomiędzy silną totalitarną Rosją i silnymi totalitarnymi Niemcami, na kontynencie szarpanym przez barwne latynoskie wojny domowe i pucze. To mniej więcej widział Witkacy, polecam Nienasycenie, Jedyne wyjście czy parę jego najlepszych politycznych dramatów. Jest tam wszystko o Polsce, także tej dzisiejszej. Wolę go od patetycznego Gombrowicza, który chciał Polaków naprawiać, leczyć, pouczać. A w dodatku chciał to wszystko robić „śmiechem”, co sprawiło, że z czasem przestał być nawet dowcipny (jak mi ktoś powie, że się roześmiał przy Operetce, to mu nie uwierzę). Witkacy nie chciał już od Polaków niczego, na nic od nich nie liczył, niczego się po nich nie spodziewał. Dlatego przy opisywaniu form ich życia społecznego czy państwowego wyszła mu taka piękna groteska.
PS: Pytanie otwarte do Rafała Matyi: Rafale („Waszku”, cyt za…), czy nie uważasz, że w tej sytuacji „posmoleński” powrót Polski Plus do PiS-u w zamian za miejsca na listach to już będzie ostateczna kompromitacja polskiego konserwatyzmu? Niech już raczej wrócą do Gowina, on tak pięknie osiwiał. I zimnego Lecha nigdy się nie napije.
Na podobny temat
|
..się tak w szpitalach traktuje. Choć...
Ależ, co się będą lekarze pacjentami ...