|
Pewien mój katolicki przyjaciel (ciągle jeszcze mam takich, nie muszę ich tylko wymyślać na potrzeby felietonów w KP) wypomniał mi, że skoro „chcę być naprawdę bezstronny”, to dlaczego nie skrytykuję Janusza Palikota za to, że wciągając na swoje listy ludzi z tygodnika „Fakty i Mity”, „współpracuje z mordercami Jerzego Popiełuszki”. To oczywiście skrót myślowy, ale można go zrozumieć, gdyż w tym właśnie antyklerykalnym tygodniku publikował kiedyś Grzegorz P. Przyznam, że istotnie poczułem się wywołany do tablicy, ponieważ rzeczywiście czasami udaję bezstronność, jakbym był co najmniej samym „Likwidatorem”.
„Likwidator” to bohater najlepszego polskiego komiksu. Zabija w tym komiksie prawicowców, lewicowców, centrystów, Putina, braci Kaczyńskich, Tuska i Komorowskiego, Wildsteina i Maleszkę, Tekielego i Ziemkiewicza, a nawet gejów z Zachodu i Jarosława Marka Rynkiewicza – zwolennika wszelkich masakr, gdyż każdy z nas, uczestników sfery publicznej, ma na swoim koncie coś, za co „Likwidator” – to superego i purytańskie sumienie polskiej sfery publicznej – powinien go zabić. „Likwidator” zabija wszystkich, żeby nie musieć zabić nikogo, ponieważ dotknięty jest absolutną wrażliwością na realną i symboliczną przemoc dobiegającą z każdego ideowego kierunku. Gdyby Budda rysował komiksy, narysowałby „Likwidatora”, ale ponieważ Budda komiksów nie rysował, „Likwidatora” musiał narysować Ryszard Dąbrowski.
Zatem ścigając się z Buddą muszę odpowiedzieć na wątpliwość mojego katolickiego przyjaciela dotyczącą Palikota. Krytykowałem Palikota, kiedy on – jako pięść partii rządzącej, Platformy Obywatelskiej – atakował Lecha Kaczyńskiego „małpkami”, minister Gęsicką „polityczną prostytucją”, a Jarosława Kaczyńskiego „gejem”. Krytykowałem wtedy Palikota, bo był silny, a mimo to nadużywał przemocy symbolicznej. Broniłem Palikota po Smoleńsku, bo wtedy był słaby, a banda pseudomesjanicznych szaleńców naprawdę mogła go wówczas zlinczować i nawet część Platformy się od niego zdystansowała, bo to są ludzie eleganccy i nie lubią brutalności w polityce, szczególnie kiedy im ta brutalność akurat nie służy. Dzisiaj mógłbym Palikota znów krytykować, bo znów zaczyna być silny, może nawet wrócić do Sejmu.
Ale mogę Palikota za „współpracę z mordercami Jerzego Popiełuszki” skrytykować tylko w jednym wypadku, kiedy mój katolicki przyjaciel zagwarantuje mi, że przekona konkretnie i imiennie Michała Karnowskiego oraz Piotra Semkę, żeby za „współpracę z mordercami Jerzego Popiełuszki” skrytykowali polski episkopat, najlepiej na łamach „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”. Jeśli Michał Karnowski i Piotr Semka skrytykują polskich biskupów, i to akurat tych z lubianej przez siebie konserwatywnej frakcji, za to, że przez przez całe lata zatrudniali Marka P. (oficer IV Departamentu MSW, instytucji, która Popiełuszkę zabiła) – ja skrytykuję Palikota. Przypomnijmy, jedną ręką ci biskupi wynieśli Jerzego Popiełuszkę na ołtarze, aby polskich katolików rzucić na kolana, a drugą ręką przez całe lata jawnie i świadomie używali Marka P., aby z naruszeniem prawa wydzierać polskim katolikom publiczną własność i publiczne pieniądze. Kiedy jakiś czas temu Marka P. aresztowano, a media dowiedziały się, kim on był i do czego go episkopat zatrudnił, kilku hierarchów oświadczyło, że nie miało pojęcia o wcześniejszym miejscu pracy Marka P. Owi hierarchowie kłamali, podobnie jak wcześniej kłamali w sprawie abp. Wielgusa, a jeszcze wcześniej w sprawie abp. Paetza.
Kiedy pracowałem w katolickim Radiu Plus, ci sami biskupi zlecili Markowi P. przygotowanie materiałów umożliwiających wyrzucenie z pracy w tym radio grupy coraz bardziej przez siebie nielubianych świeckich dziennikarzy. Zrobili to, doskonale wiedząc, gdzie wcześniej Marek P. pracował, bo po pierwsze zajmował się kiedyś niektórymi z tych biskupów, a po drugie, ci biskupi mieli pełną informację na jego temat z archiwów IPN. Zatem jeśli Janusz Palikot przekroczył jakąś granicę, współpracując z tygodnikiem „Fakty i Mity”, wpływowi konserwatywni członkowie polskiego episkopatu przekroczyli tę granicę w jeszcze większym stopniu, jawnie i świadomie współpracując z Markiem P. Nie dla wiary, ale dla własności. Nie dla wiary, ale do tego samego celu, do jakiego wcześniej Marka P. używali jego świeccy pracodawcy – do dyscyplinowania instytucji kościelnych.
To zabawne, że Michał Karnowski oraz Piotr Semka doskonale o tym wszystkim wiedzą, bo ich także biskupi wyrzucili wówczas z pracy w Radiu Plus, używając do tego celu kompetencji i zdolności Marka P. Jednak ani Karnowski, ani Semka nie powiedzą tego dzisiaj swemu prawicowemu ludowi (będą woleli jałowo i rytualnie pyskować na Palikota, Nergala i inne wygodne demony do bicia), bo uczestnictwo w wojnie kulturowej od dawna już oduczyło ich mówić i pisać prawdę. Szczególnie tę jej część, która byłaby niewygodna dla ich własnej armii. Oczywiście nie są jedynymi dziennikarzami, którzy ukrywają niewygodną dla siebie część prawdy. Wszyscy to robimy, kryjąc własne instytucje albo własne idee. Jednak w tej sytuacji ja również nie muszę być Buddą-Likwidatorem. Mogę być stronniczy, mogę stawiać warunki. I naprawdę skrytykuję Palikota za jego „pośrednią współpracę z mordercami Jerzego Popiełuszki” dopiero wówczas, kiedy Michał Karnowski i Piotr Semka za „pośrednią współpracę z mordercami Jerzego Popiełuszki” skrytykują paru najbardziej przez siebie lubianych biskupów. Mogą mieć co najwyżej taki kłopot, że porównanie ciężaru „przekroczeń” wypadnie w tym wypadku minimalnie na korzyść Palikota.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...