Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Smoleńsk to Bastylia Drukuj
Cezary Michalski   
18.08.2010

Zdzisław Krasnodębski w „Rzeczpospolitej” przestrzega przed ludźmi manifestującymi na Krakowskim Przedmieściu w nocy z 9 na 10 sierpnia, widząc w nich największe zagrożenie dla polskiego katolicyzmu (ja widzę w nich ostatnią szansę dla polskiego katolicyzmu, dla którego śmiertelnym zagrożeniem są polityczni nihiliści posługujący się krzyżem). I dodaje z nieskrywaną pogardą, że wykarmiły ich „odpady światowej popkultury”. Jednocześnie jednak sam bez cienia skrępowania sięga do skrajnie popkulturowych mediów i stylistyk, publikując w „Fakcie” tekst, w którym możemy przeczytać: „…w przypadku przeciwników krzyża, mieliśmy w większości do czynienia po prostu z hołotą i motłochem”. Ja nie gardzę „Faktem”, sam w nim pracowałem, gardzę hipokryzją, która każe posługiwać się inną frazą, kiedy czytają cię subtelni młodzieńcy w konserwatywnych garniturach, i inną, kiedy czyta cię lud.

  

Także w „Rzeczpospolitej” subtelny młodzieniec w konserwatywnym garniturze, Igor Janke, ubolewa nad wulgarnością i brutalnością „przeciwników krzyża”, choć to „obrońcy krzyża” przez kilka tygodni publicznie, na oczach całego świata, w sercu polskiej stolicy, nadawali na „Żydów, którzy rządzą Polską”, jeden z nich w bezsilnej wściekłości roztrzaskał słoik z fekaliami na smoleńskiej tablicy zdobiącej od niedawna pałac prezydencki (mimo tego, że również na niej widnieje krzyż, choć rzeczywiście wyjątkowo jak na nasze normy malutki, malutki wręcz bluźnierczo), a tabloidowe wyzwiska Zdzisława Krasnodębskiego także nie należą do środków subtelnych. Ale nie przypuszczam, by ten rodzaj brutalności Janke zauważył w swoim tekście pełnym ubolewania, tak jak nie zauważył w nim brutalności Jarosława Marka Rymkiewicza, który w wywiadzie opublikowanym przecież parę tygodni wcześniej, też w „Rzeczpospolitej”, proponował, by trzy czwarte Polaków, którzy nie zagłosowali w myśl jego wskazówek, po prostu wyniosło się z Polski, bo „Polska ich nie potrzebuje” i „Polska sobie bez nich poradzi”.

  

Zatem wrażliwość Kalego rozwija się w najlepsze u największych wrażliwców, lecz nie to jest interesujące, to jest zbyt codzienne. Bardziej interesująca jest nieskrywana złość, z jaką Krasnodębski pisze w „Rzeczpospolitej” o miejscu „na rogu Nowego Światu i Świętokrzyskiej”, z którego wydobywają się na całą Warszawę, a może i na cały kraj, najbardziej toksyczne idee… mając oczywiście na myśli Krytykę Polityczną i „Nowy Wspaniały Świat”. Choć to nie kucharz z NWŚ, ani nawet nie żaden z redaktorów KP zorganizował wiec 9/10 sierpnia, Zdzisław Krasnodębski ma jednak sporo racji. Kiedyś był socjologiem i historykiem idei, i to zupełnie niezłym, nawet dzisiaj pozostały mu intuicje w tych zawodach przydatne. Otóż Krytyka Polityczna stworzyła w samym centrum Warszawy przestrzeń, która po prostu jest świecka, świecką przestrzeń publiczną (po polsku to złożenie brzmi jak oksymoron). Ludzie manifestujący w nocy z 9 na 10 sierpnia przeciwko wspierającym się wzajemnie zdegenerowanej polityce i zdegenerowanej religii, mieli rzeczywiście pod bokiem jawny dowód na to, że świecka przestrzeń publiczna jest w Polsce możliwa.

  

Przed mniej więcej rokiem Marcin Król z pewnym smutkiem świeckiego konserwatysty, który pogodził się z losem życia w kraju gdzie świeckość jest słaba, napisał, że „Polska będzie katolicka albo barbarzyńska”, gdyż świeckich alternatyw dla katolicyzmu w Polsce nie ma. Istnienie Krytyki Politycznej jawnie temu przeczy. KP nie jest katolicka, a mimo to nie stała się barbarzyńska. Z paroma autorami KP często się nie zgadzam, z niektórymi łączy mnie jedynie szczera polemiczna namiętność, a jednak czytając kolejne numery KP, książki przez KP wydawane, zachodząc czasem do NWŚ i przysłuchując się dyskusjom organizowanym tam parę razy w tygodniu, mogę z pełnym przekonaniem odpowiedzieć Marcinowi Królowi, że mimo iż jawnie nie katolicka, nie jest to przestrzeń barbarzyńska i nie przez barbarzyńców została zagospodarowana. Spotykam tam zazwyczaj osoby mniej nawet „barbarzyńskie” niż Zdzisław Krasnodębski wyzywający w „Fakcie” od „hołoty i motłochu” ludzi, z którymi nie umie rozmawiać. Zatem mimo tego, że nie KP dostarczyła swojego kucharza ludziom manifestującym w nocy z 9 na 10 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu, dostarczyła im ona dowodu na to, że Polska nie musi być „katolicka albo barbarzyńska”. Polska może być religijna i świecka według linii podziałów i według proporcji, które kiedyś zaczną może przypominać linie podziału i proporcje w moich ulubionych państwach Europy Północnej (naprawdę wcale nie zamieszkiwanych i nie rządzonych przez „nihilistów” czy „relatywistów”). Co ciekawe, państwa Europy Północnej to także ulubione państwa Zdzisława Krasnodębskiego, bo pomimo tego, że w wolnych chwilach lubi on szczuć na siebie wzajemnie nadwiślańskich Sarmatów, to na poważnie żyć i pracować woli na północnoniemieckim, bardzo lewicowym, otwartym i liberalnym uniwersytecie w Bremie. Uniwersytet w Bremie, gdzie profesor Krasnodębski naprawdę sensownie naucza paru naprawdę sensownych niemieckich studentów, jest ideowym, instytucjonalnym, organizacyjnym… wszelakim przeciwieństwem np. dzisiejszego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Brema jest też przeciwieństwem amerykańskiego Południa (innego regionu świata, który Krasnodębski także w swoich tekstach Sarmatom nieustannie wychwala). Zamiast aligatorów, bagien, Tea Party movement i facetów z bronią, są tam spokojne mieszczańskie uliczki, wystrzyżone trawniki i nieomalże monopol władzy naprawdę skutecznie sprawowanej przez rozmaite koalicje Zielonych i socjaldemokratów (czasem chadecja także ma tam coś do powiedzenia, ale niemiecka chadecja to także są antypody zarówno Sarmatów jak też Tea Party movement). Krasnodębski słusznie i mądrze wybrał Bremę na miejsce swego życia i pracy, natomiast głupio i niepotrzebnie zajął się szczuciem na siebie Sarmatów i podtykaniem im najbardziej patologicznych przykładów branych z całego świata. Zatem do wszystkich czytelników profesora Krasnodębskiego apeluję: zawsze bierzcie przykład z jego życiowej praktyki, nigdy nie bierzcie przykładu z jego tekstów, obojętnie, publikowanych w „Fakcie” czy w „Rzepie”.

  

Ale to nie wszystko. Zanim trafiłem na wyzwiska umieszczone przez Zdzisława Krasnodębskiego w faktowym słoiku i roztrzaskane na witrynie „mrocznej instytucji działającej na rogu Świętokrzyskiej i Nowego Światu”, i zanim krew mnie zalała, czemu dałem wyraz, chciałem napisać felieton o czymś zupełnie innym. Mianowicie o tym, że Smoleńsk to Bastylia i jeśli teraz nie zdołacie jej zburzyć, spędzicie całe życie uwięzieni w jej zatęchłych murach. Jeśli nie poradzicie sobie ze „smoleńskim mitem”, to dołożony do paru innych mitów i obsłużony skutecznie przez wszystkich waszych najbardziej nieudacznych i ponurych tatusiów i wujów, stanie się także waszym więzieniem na następny wiek. Zatem musicie zburzyć Bastylię, przykro mi, naprawdę nie macie innego wyjścia. Nie pozostawiono go wam. A burzenie Bastylii to nigdy nie jest zabawa. Wiążą się z tym koszty, brutalność, utracona niewinności… Ale Tusk jej za was nie zburzy. On zdecydowanego Mirosława Sekułę woli wysyłać do rozwiązywania problemu komisji hazardowej, a do medialnych dyskusji o krzyżu na Krakowskim Przedmieściu wolał wysłać przesympatyczną posłankę Joannę Muchę. Z punktu widzenia interesów PO Donald Tusk ma zupełną rację. Gdyby posłał Joannę Muchę do komisji hazardowej, to oddała by ona tę komisję złej opozycji, tak jak wiele lat wcześniej poczciwy Tomasz Nałęcz oddał złej opozycji komisję Rywinowskią. I jak to się skończyło dla partii rządzącej? A gdyby z kolei Sekule Tusk zaproponował prezydenturę Zabrza nie za spacyfikowanie komisji hazardowej, ale za usunięcie krzyża, to Sekuła krzyż własnoręcznie do Św. Anny by zaniósł i jeszcze po drodze parę prawicowych staruszek by pobił nie zważając na włączone kamery, bo jemu na tej prezydenturze naprawdę zależy. A konsekwencje zbyt żarliwej namiętności Sekuły do prezydentury Zabrza spadłyby na PO. Zatem Donald Tusk ma priorytety całkiem racjonalne. Dotyczą one władzy, władzy, póki co, dla władzy. Wy jednak macie inne priorytety. Waszym egzystencjalnym problemem jest smoleńska Bastylia. Musicie ją zburzyć. Smoleńsk jest wstydem dla Polski i Polaków, zarówno w tej części, w jakiej odpowiadał za niego słaby rząd, jak też w tej części, w jakiej odpowiadał za niego Lech Kaczyński, jego kancelaria i jego charakter. Jeśli naprawdę pozwolicie sobie wmówić, że Smoleńsk należy czcić – a będą was do tego przekonywać zarówno Kaczyński i Macierewicz, jak i liderzy PO (jeśli tak im przypadkiem wyjdzie z politycznych rachunków) – jeśli zaczną stawiać Smoleńskowi kolejne pomniki, to naprawdę wszyscy mamy przechlapane na kolejny wiek. I wtedy Bastylię może zburzyć już rzeczywiście wyłącznie Jola Rutowicz czy Michał Wiśniewski. I inne „odpady światowej popkultury”. Chociaż akurat najnowsza popkulturowa publicystyka Zdzisława Krasnodębskiego z „Faktu” i „Rzepy” nie może już się ścigać nie tylko z „Alejandro! Alejandro! Alejandro!” (cyt. za Lady Gaga), ale nawet z przesympatycznym „Waka Waka eh eh” (cyt. za Shakira).

  

Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Wazzon   |18.08.2010 14:12:47
Najpierw streszczę to co udało mi się zrozumieć z artykułu: Pan Michalski, który
jak dotąd przekonywał że wszystko za nas załatwi Lady Gaga nagle zmienił zdanie.
Czas zasłużonego odpoczynku, leżakowania przy dźwiękach ‘Alejandro’ i szumie
lejącej się z kranu ciepłej wody jeszcze nie nastał. Stoi przed nami (przed
Polską, chciałoby się rzec) jeszcze jedna przeszkoda na drodze do modernizacji.
Ten najgorszy, śmiertelnie niebezpieczny wróg postępu to dwudziestoosobowa
grupka emerytów pod pałacem prezydenckim. Ich najbardziej subwersywnym (trudne
słowo), wstrząsającym posadami państwowości aktem było - uwaga, uwaga: rzucenie
słoikiem z g****m w tablicę pamiątkową.
Jeśli ich nie powstrzymamy, przez pięć
pokoleń będziemy żyć w ciemnościach.


Nie wiem jak to wygląda z bliska, i czy z
prowincji wszystko widać lepiej czy gorzej ale rzucanie słoikami to w moim
rozumieniu nie jest akt który może wstrząsnąć przyszłością naszego kraju.
Wygląda to raczej na akt desperacji, bezsilności kogoś kto należy do grupy
skazanej na zatonięcie. Większość mediów podobnie to przedstawia. I nic dziwnego
trudno o agresję, bo ci staruszkowie spod pomnika są wyrzutem sumienia dla
każdego z osobna i wszystkich w ogólności. Są wyrzutem sumienia bo reprezentują
tych których swego czasu zostawiono na marginesie i którzy tam po prostu
zbiorowo stracili rozum. Ich bastylie są burzone od 20 lat i burzy się je nadal,
każdego dnia. Kłopot z nimi mają, na równi, ‘liberalne media’ i propisowska
rzepa. I dopiero akcja 9/10 przywróciła prawicy, ostatnio mocno osłabiony,
animusz do walki. Jest jeszcze JK ale naprawdę wątpię czy akurat ta awantura
pozwoli mu cokolwiek ugrać.

Pomyślcie co właściwie Michalski nam mówi. Mamy
liberalny rząd, liberalnego prezydenta, liberalne media i diabli wiedzą co
jeszcze. A my, tacy strasznie mądrzy, pewnie dlatego że lewicowi, wiemy że to
wszystko żaden problem. Problemem jest za to geriatryczny taniec wita pod
pałacem prezydenckim. Trzeba go stamtąd usunąć bo inaczej liberalny prezydent
będzie na tyle rozproszony że nie będzie w stanie podpisywać lądujących na jego
biurku liberalnych ustaw. Tusk jednak nie może swojemu koledze pomóc, nie przy
włączonych kamerach. Dlatego to zadanie musicie wziąć na siebie wy, młodzi
radykałowie. Kamery sfilmują jak zdrapujecie sobie z butów resztki radykałów
starych ale przynajmniej przyszłość, przyszłość zostanie uratowana.

Gdybym nie
to że tego typu podejrzenia są mi zazwyczaj całkowicie obce, powiedziałbym że
Pan Michalski jest jakimś ‘sleeper agent’ Platformy.
Czy raczej był, bo właśnie
go aktywowano.
uzid   |18.08.2010 09:10:17
czytalem ten tekst pana profesora. najbanalniejszy onanizm narcyza jaki moglby
byc czyli dwie strony o tym, ze im bardziej przez nas przemawiaja intencje
szlachetne i wzniosle tym wy jestescie bardziej plugawi. obok byl tekst
ziemkiewicza. czy on ciagle pisze to samo w tym dodatku plus-minus i mu za to
placa?

jesli ktos to bedzie burzyl to palikot. ekipa zdaje sie raczej w duchu
marksa, ktory na miliard stron o ekonomii ponoc jedno zdanie o religi, bo nie tu
korzen alienacji. tylko ja sie pytam gdzie te strony o ekonomi?

chcialem
jeszcze dopisac, ze nazbyt chyba dramatyzuje pan role prawicowego szantazu
moralnego i wybitny intelekt strategiczny jaroslawa k. jarek nie robi swiadomie
tego co robi, teraz po stracie jaka poniosl po prostu mu sie miesza w garku. a
szantazowi nie da juz sie narod poddac tak jak niegdys mozna bylo poddac sie
szczekajacemu wildsteinowi, ktory wyszczekal 4 rp. to juz zostalo obsmiane.
jarek sam niszczy smolensk.
Józef K   |18.08.2010 15:00:11
Gdy czytam za każdym razem nowy tekst Michalskiego, to gdzieś tam w głębi
pojawia mi się intuicja (którą jednak każdorazowo kąpię butem i spycham w
otchłanie), że ten facet ma parcie na władzę. Że jej jakoś potrzebuje i że
chciałby jej o wiele więcej niż ma…
Nie czuję tego ani u T. Piątka (który
wydaje się być spokojnym mieszczaninem, żyjącym spokojnie), ani u Dunin czy
kilku innych tutaj.
A jednak tutaj za każdym razem Cezary urasta do rangi
Cezara, i nie umiem tego wyprzeć.
Gnębon Puczymorda   |18.08.2010 15:29:36
Cezarem to chyba raczej nie (może w chwilach odlotu), ale doradcą Cezara - jak
najbardziej. Facet lubi gadać i chciałby, żeby to jego gadanie było wysłuchiwane
i żeby jeszcze z tego coś potem wynikało, słowo ciałem się stawało…
Józef K   |18.08.2010 16:23:13
No, pewnie, zagrepsowałem tylko. Jest trochę za inteligentny, żeby ot tak,
kopnąć się po władzę, za proste to na jego sztuczki,
więc fantazmatycznie gdzieś (a jakże, on też to ma, wylazi to jak
oklepany reel z każdego felietonu) byłby jakąś niewidzialną ręką, głową albo szefem szefów.
Cezary mówi a lud, ‘klaskaniem mając obrzękłe
prawice’ patrzy, jak w obrazek.
Tych jego ciągot po płaszcz
z wielbłądzim podbiciem nie mogę właśnie odkopnąć.
uzid   |18.08.2010 16:35:21
pan jozef wie co mowi, bo lud mu ma placic, za myslenie, zeby wszystkiego mial
pod dostatkiem i za gruba kase prezydentowi mowil ze glupek.
Józef K   |18.08.2010 16:59:19
Właśnie uzid, właśnie trochę tak. W nim jest rodzaj takiej
chcąco-niechcącej paradoksalnej, bo pożądanej i idiosynkratycznej zarazem,
ciągoty ku temu, co się tu czasem, a i dość często nawet, wybija. Po
władzę sam nie sięgnie bo się boi że przegra, no niestety, tu trzeba dozy
sporej ryzyka i gotowości na śmieszność, władza taka jest, że trzeba
czasem kaptur Robina z Scheerwood odsłonić i pokazać własnej dziewczynie i
ludziom, że grzywka nierówno przycięta, z drugiej strony, gdy patrzę
na jego minę prosiaczka z bajki, prosiaczka, którego boli ząb, to jednak
raczej nie chce tej władzy tak do końca, bo Cezary musi walczyć, musi
być w nieustannym ruchu, w każdym felietonie to jest, ten jego libidalny
gest sięgania ma tutaj żywotność robaczka…
Mam i nadzieję, że nigdy Sierakowski po
władzę nie sięgnie, a ten mu nie będzie wtórował jak Gizbern z
filmu (podobieństwo jakieś tam jest), bo czuję - to w trzewiach, a
trzewia mnie nie mylą gdy mi cierpną (przepraszam delikatnych za barokowy
ornament) - byłoby nieciekawie.
uzid   |18.08.2010 20:24:15
ja w tym panu rzadzy wladzy w sensie wladzy nad kims kim mozna rozporzadzac nie
widze. wrecz przeciwnie odbieram go jako osobe empatyczna. do tego troche jest
jak ta strzala zenona. tak analizuje niuansuje, napisze trzy tomowa ksiege o tym
dlaczego swoim glosem w urnie wzmocni lewe skrzydlo pisu, jakby to mialo
jakiekolwiek znaczenie.

a ze pan cezary chce walczyc, to zdrowo. ale nie o
wladze nad kims tylko o prawo dla siebie.

komentator jest obserwatorem.
obseruje pewien obiekt. ma wiec do niego stosunek przedmiotowy. ale to nie jest
wladza, chyba ze w sensie najbardziej wysubtelnionym swiadomosci ekologicznej.
nazywajac swiat wladamy nim owszem. ale to nie rzadza wladzy jaroslawa

tu
kiedys byla dyskusja o pewnym chlopcu z pinska. o tym jak zapalil sie pod brama
stoczni raz jeszcze. to cos w tym duchu jak to widzial domoslawski. pan ryszard
sie zapalil pod stocznia raz jeszcze, wtedy gdy mlody cezary po raz pierwszy.
teraz pan cezary sie zapala raz jeszcze na krakowskim.
Józef K   |18.08.2010 17:05:08
P.S. Poza tym to jego ciągłe pisanie o rogu ulicy jakiejś tam (powtarzał nie
będę, po 1sze: nie znam, 2gie: psychologiczna zasada, że im więcej ludzi
powtórzy, choćby niechcący, tym lepiej), gdzie mieści się warszawska KP, i ten
jego pojawiający się niczym metafora wielbłąda u Nietzschego, przeciążony
serwer KP…
Panie Cezary, no ładnie, całkiem nieźle Pan Żiżka przeczytał, ale
My, Polskie Syny, nie z takimi dawaliśmy radę. Cwaniaczek drobny z Warszawy, no,
futerka mu się chce.
ubik   |18.08.2010 17:40:47
Przecież słusznie mówi się o tym, że demonstracja paru fanatyków pod krzyżem, to
nie problem z PiS-em, ale problem słabej władzy, która nie potrafi ich stamtąd
na mocy prawa usunąć. A nie potrafi usunąć, bo gdyby u nas kibole chodzili z
krzyżami policja też by ich nie pałowała.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91072 Seconds