> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ścigając globalizację Drukuj
Cezary Michalski   
13.10.2011

 — 
Ścigając globalizację

W Polsce po wyborach scena partyjna, szczególnie ta na lewo i na prawo od centrum, przypomina cmentarz. Nawet nieśmiertelny zazwyczaj Jarosław Kaczyński jest już dzisiaj trupem, choć wciąż podtrzymywanym przez liczne rusztowania, przez Rydzyka, Ziobrę, Kurskiego, Hofmana. Ale niech się tylko któreś z tych drewnianych rusztowań odsunie, zobaczycie, jak szybko pada wielki posąg i na jak małe kawałki się tłucze.


Po tym cmentarzu polskiej polityki partyjnej chodzą sobie dwaj ludzie, którzy te wybory przeżyli, a może je nawet wygrali. To Palikot i Tusk. Nie wiadomo, który z nich zbierze z pola więcej trupów i zaprzęgnie je do własnego rydwanu. Nie wiadomo nawet, czy Palikot wyrośnie na najgroźniejszego konkurenta dla Tuska, czy też na jego naturalnego następcę. Martwy Kaczyński po swojej klęsce wyborczej bredzi coś o Budapeszcie, próbując własną porażkę ukryć w cieniu zwycięstwa Orbana. Kaczyński nie ma jednak nic wspólnego z Orbanem i nie chodzi tu tylko o wiek, język, styl polityczny, polityczną skuteczność czy nawet zdolność do używania narzędzi współczesnego etatyzmu, którą Orban posiada, a Kaczyński nie. Chodzi o coś więcej. Europarlamentarzyści Orbana w Europejskiej Partii Ludowej budują Unię Europejską, europarlamentarzyści z PiS (i PjN) wraz z brytyjskimi torysami Unię Europejską niszczą, osłabiają, blokują. Niszcząc, osłabiając, blokując w ten sposób podstawowe dzisiaj narzędzie polityki polskiej, najlepszy możliwy dla dzisiejszej Polski geopolityczny kontekst. Orban - z którego anachronicznym, wielkowęgierskim nacjonalizmem nie jest mi po drodze - broni Unii Europejskiej jako węgierskiej racji stanu, Kaczyński (i PjN) - osłabia, niszczy, blokuje UE, mimo że jest ona także polską racją stanu.


Tymczasem w nie tak odległych od naszego kraju Stanach Zjednoczonych dojrzewają dwie „partie protestu”, Tea Party i Brookliński Most. Bez porównania bardziej lubię Brookliński Most niż Tea Party, ale ponieważ nie jestem tutaj od lubienia, muszę zaproponować parę przesłanek do czegoś w rodzaju analizy. Obie „partie protestu” są nazywane - odpowiednio przez ich prawicowych i lewicowych sympatyków -  „ożywieniem polityki”, „powrotem republikanizmu” itp. Ale niestety, prędzej rzucą się sobie do gardła, niż wspólnie stworzą polityczną równowagę dla rynku. Polityka „republikańska” zawsze będzie naturalnie podzielona (w poziomie i w pionie, „narodowo” i „ideologicznie”), zatem każde jej ożywienie może się okazać jej samozniesieniem. Tymczasem rynek zawsze będzie jednolity, nie w sensie politycznych, ideowych czy religijnych poglądów podmiotów działających na rynku, bo te nie mają żadnego znaczenia, ale w tym sensie, że globalny rynek (jego instytucje, jego media i jego eksperci) solidarnie walczy z każdym narzucanym sobie ograniczeniem politycznym. A walczy pod zunifikowanym sztandarem jak największego zysku, uzyskanego jak najszybciej, za dowolną cenę zapłaconą w ludziach, naturze czy pokoju społecznym.

  

Dlatego radosny schmittianizm, badiouanizm, republikanizm prawicy i lewicy wciąż mnie nie przekonują. I wciąż będę spoglądał z większym zainteresowaniem, jako na instytucje potencjalnie przynajmniej bardziej skuteczne w równoważeniu rynku, w łagodzeniu cykli koniunkturalnych itp. - na ponadnarodowe instytucje polityczne, od Komisji Europejskiej, poprzez G-20, skończywszy na MFW, Banku Światowym, a nawet na soroszoidalnych NGO-sach. Problem polega na tym, że w demokracji masowej, w symulującej bezpośredniość demokracji tabloidów i facebooka, instytucje ponadnarodowe ciągle nie mają żadnej legitymizacji. Legitymizację mają „partie protestu”, których legitymizacja i siła wzajemnie jednak się znosi, a jeszcze silniejszą, niepodzielną legitymizację - szczególnie w umysłach globalnego Pokolenia JK-M - ma rynek. To prawda, że sporo młodych ludzi chce dzisiaj protestować przeciwko Obamie (Tea Party) czy przeciwko Wall Street (Brookliński Most), ale jeszcze więcej młodych ludzi, bez porównania więcej, chce po prostu zostać milionerami. A dzięki neoliberalnym mediom, dzięki występującym tam od rana do nocy w roli niezależnych ekspertów głównym ekonomistom funduszy hedgingowych i banków inwestycyjnych, a wreszcie dzięki całym stadom felietonowych klakierów wszyscy ci młodzi ludzie wierzą, że „gdyby nie socjalizm”, „gdyby nie państwo”, „gdyby nie politycy”, „gdyby nie podatki i inne daniny”, na pewno już dawno by milionerami zostali. Prekariat jest ideowo podzielony, ale największa jego część pragnie po prostu własnego większego doraźnego udziału w zyskach z globalizacji, a nie zapanowania nad globalizacją w imię wolności, równości,  braterstwa. To czyni obecne bunty prekariatu równie bezsilnymi, jak dawne bunty „burzycieli maszyn”. Kiedy „oburzeni” z Madrytu wedrą się kiedyś do siedzib dumnego „narodowego” hiszpańskiego parlamentu czy rządu, do tych pustych skorup, z których większość realnej władzy dawno już wyciekła, ludzie z Banku Santander będą to z rozbawieniem oglądać w londyńskim City, na Wall Street albo jeszcze bezpieczniej i bardziej z daleka - na zapleczu giełdy w Szanghaju. Możemy zniszczyć Kryształowy Pałac, ale wciąż nie mamy pojęcia, jak go uratować.

  

Żeby nie było wątpliwości, bez energii protestu bestie zapanują nad ludźmi, instytucje finansowe, zatrudniani przez nich maklerzy i eksperci zapanują nad Obamą, Merkel i jej socjalistyczną opozycją, Sarkozym i jego socjalistyczną opozycją, Zapatero i jego opozycją prawicową. Czyli nad całościowo rozumianą polityką ciągle jeszcze usiłującą wytworzyć równoważącą siłę dla globanego rynku. Ale jak rozwiązać dylemat, że dotychczasowa polityka zawsze jest podzielona (na polityki „narodowe” i na polityki „ideowe”), a globalny rynek zawsze jest jeden? Proszę uczestników tego forum (bo akurat uczestnicy tego forum są do tego zdolni), nie potraktujcie tego, co piszę jak jeszcze jedną moją prowokację, ale raczej jako zwyczajne intelektualne ćwiczenie.
 

Komentarze
Dodaj nowy
ściepan   |13.10.2011 15:01:27
Sprawę komplikuje dodatkowo fakt, że, jakby to powiedzieć, narodowy socjalizm
już był.
brzuchol   |13.10.2011 18:11:05
a jak rozwiazac to, ze pan Cezary pisze dwufazowo. w jeden dzien tygodnia o
potrzebie lewicy, a w drugi dzien tygodnia o niemozliwosci lewicy i pochwale
status quo. moze wiecej ryb oleistych panie Cezary?
Thome  - Bestie i milionerzy.   |13.10.2011 20:46:34
"Prekariat" ma chyba podświadomy odruch antyetatystyczny (finansowanie z
publicznego grosza nieefektywności i oszustw banksterów wspomaganych przez
kolegów z poszczególnych rządów). Jedynie lewicowa elita, dotychczas zajadająca
kawior na konferencjach z etyki biznesu, nie nadąża za trendem i
schizofrenicznie wykrzykuje o konieczności "ratowania systemu" (czyt.
banków, EURO, Europy, Grecji, idei integracji fiskalnej), a jednocześnie próbuje
nieudolnie prowadzić tłum wykiwanych "ninja" na barykady przy Wall
Street. Ręka w rękę z poszczególnymi szefami FED;)

Rynek jest zawsze
"jeden" w miliardach. Bo rynek to ludzie. Chyba, że Felietonista
utożsamił rynek z kilkoma szefami dużych, częściowo baillout’owanych
przedsiębiorstw bankowych, którzy myślą intensywnie wspólnie z tymi domniemanymi
architektami ładu "usiłującego wytworzyć równoważącą siłę dla globanego
rynku" nad zagadnieniem kolejnego druku pieniądza i wypompowania z
"prekariatu" miliardów na……pomoc Grecji, ratowanie EURO, Dolara,
"pomysłu europejskiego" i ogólnie modernizacji. Ale przecież "w
dłuższej perspektywie wszyscy…………"
kot   |13.10.2011 22:28:12
Marne komentarze, a tekst jest ewenementem. Łączy mądrość, literaturę, manifest
i diagnozę.
Niezłe!:
-..rynek zawsze będzie jednolity, nie w sensie
politycznych, ideowych czy religijnych poglądów podmiotów działających na rynku,
walczy z każdym narzucanym sobie ograniczeniem politycznym."
-"…sporo
młodych ludzi chce dzisiaj protestować przeciwko … ale jeszcze więcej młodych
ludzi, bez porównania więcej, chce po prostu zostać
milionerami"
-"polityka zawsze jest podzielona (na polityki
Thermidor   |14.10.2011 01:47:30
Jak powiedział /mniej więcej/ jeden z ekspertów/komentatotów w filmie
"Plunder: The Crime of Our Time" odczytywanie konfliktu wg
dotychczasowych klisz lewica - prawica, czy marksistowskiej walki klas jest
bezcelowe ponieważ jest to konflikt wierzyciele - pożyczkobiorcy i biorąc pod
uwagę nagromadzenie i łatwośc dostępu do broni palnej w USA
"przesilenie" może nastąpić tylko w jeden sposób, bo krotność zadłużenia
nad światowym dochodem już nie daje żadnych innych warunków rozwiązań.
Zdaje
się,że mało kto zdaje sobie sprawę , co nas czeka….
kot   |14.10.2011 04:02:33
Cezary pisze tutaj,że rynek zawsze chce tego samego, jest to pogląd coraz
szerzej rozpowszechniony.
To samo inaczej: kapitalizm jest zawsze ten sam -nie
zmienia się.
-Jednak, robi olbrzymią różnice: czy funkcjonuje obudowany,
regulacjami, które potrafią wykorzystywać jego siłę i unieważniać szkodliwe
skłonności, czy panoszy się ku swojej antyspołecznej, bezmyślnej, nie liczącej
się z niczym omnipotencji.
Gdyby "ta" świadomość była powszechna w
pierwszych latach transformacji ustrojowej w Polsce -to dziś bylibyśmy gdzie
indziej: bliżej jeśli nie Szwecji to chociaż Kanady.
Gra_ce  - Zysk jest dobry?   |14.10.2011 10:30:30
Kolejna nie-kwestionowana oczywistość - niewiele jest teraz dyskusji o wartości
społecznej zysku. Zysk jest potwierdzeniem .. no własnie czego? Na pewno czegoś
pozytywnego ;- Duże zyski to zwiększona zdolność do rozwoju i wynik innowacji i
usprawnień". Może czasem.
Tymczasem zysk, trywialnie i brutalnie na to
patrząc, jest przede wszystkim różnicą w zapisie, to wszyscy wiemy - między tym
co my dajemy innym a tym, co inni mają dać nam.
Cywilizacja silniejszych i
lepiej wcześniej zlegitymizowanych (przez godne podziwu instytucje w tym
edukacyjne np. Harvard; 40% ludzi po tej uczelni corocznie zasilało do tej pory
instytucje finansowe) wymyśliła i na bieżąco wymyśla miriad sposobów jak dalej
taką RÓŻNICĘ tworzyć i legitymizować. Wróć. Jaka cywilizacja? My się godzimy te
różnice uznawać; legitymizacja jest przecież oddolna, nawet jeśli wydaje się być
narzucona. Trzeba jej aktywnie lub biernie powiedzieć: TAK.
sober   |14.10.2011 15:49:30
Akurat Związek Socjalistycznych Republik Europejskich powinien się rozpaść i to
czym prędzej. Im dłużej ten twór istnieje, tym gorzej dla nas, więc tutaj akurat
Kaczyński się nie myli. Niemniej jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni i tak
jak UE powinna w końcu się skończyć, tak samo Kaczyńskiego politykowanie niechaj
też się już skończy - tym bardziej, że publicznie to obiecał w przypadku
przegrania wyborów. Chociaż jak go znam, to pewnie powie, że wyborów nie
przegrał. I takie to gadanie. ;)
austriak   |15.10.2011 04:03:23
W Szwecji, Finlandii i Norwegii nie ma płacy minimalnej. Liczba zawodów
regulowanych wynosi dla tych krajów odpowiednio 91, 119 i 147. W Polsce jest to
380. W indeksie wolności gospodarczej za 2011 rok przygotowywanym przez Heritage
Foundation Dania jest na 8 miejscu, Finlandia 17, Szwecja 22, Norwegia 30 a
Polska 68. Punkty przyznane w kategorii wolności biznesu w skali 100-stopniowej:
Dania 99,7 (sic!), Finlandia 95, Szwecja 95, Norwegia 88, Polska 61. Trzeba
przyznać, że Finlandia, Szwecja i Norwegia posiadają dość sztywne prawo pracy,
ale już nie Dania, którą oceniono na 92 punkty z adnotacją: "Flexible and
modern labor regulations enhance employment opportunities and productivity
growth. The non-salary cost of employing a worker is low, and the severance
payment system is relatively inexpensive." Polskę oceniono tu na 61 punktów.
Za to Norwegia posiada niższy o 3 punkty procentowe od Polski wskaźnik wydatków
rządowych w stosunku do PKB. W krajach nordyckich lepiej też oceniono ochronę
praw własności. Tak więc polityka gospodarcza prowadzona przez tamtejsze rządy
nie jest jednakowa dla całego regionu. Które z tych państw powinno być wzorem
dla Polski? Czy wszystkie rozwiązania skandynawskie i fińskie zasługują na
pochwałę? A może Polska jest już bardziej etatystyczna/socjalistyczna niż wyżej
wspomniane?
andrzej  - Keep it simple   |16.10.2011 20:26:47
Wiem, że rzeczywistość jest złożona, ale proszę zaoszczędzić mi tej polifonii i
retorycznych hołubców, od których gubi się myśl przewodnia. Proszę jaśniej,
maluczkim magistrom -takim jak ja - wyłożyć kawę na ławę, o co Panu, chodzi…
Proszę nie wić się jak piskorz, keep it simple….
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 12.90549 Seconds