Od paru dni można w Polsce składać pozwy zbiorowe przeciwko naszemu średnio istniejącemu państwu. Obywatele uzyskują w ten sposób siłę nacisku, która może kiedyś dorówna tej, jaką od dawna dysponuje tu Kościół czy wszystkie inne wystarczająco silne instytucje i lobbies, którym nawet bez posługiwania się pozwem zbiorowym udawało się wydrzeć temu średnio istniejącemu państwu kasę, nieruchomości albo przywileje. Pierwsza grupa obywateli, która złożyła pozew przeciwko naszemu średnio istniejącemu państwu - kilkunastu mieszkańców Piaseczna, którym zalało piwnice - zarejestrowała się jako stowarzyszenie pod nazwą „Razem przeciw”. Sarmatom z Piaseczna nie starczyło wyobraźni na jakiś nieco bardziej rozwinięty projekt cywilizacyjny.
W tym samym czasie Jarosław Marek Rymkiewicz, człowiek dysponujący dzisiaj niestety najlepszą polszczyzną w prozie i jedną z lepszych w poezji, doskonalił na łamach „Rzeczpospolitej” swoją doktrynę zapobiegania „plastikowej modernizacji” naszego kraju. W nowej książce ma zamiar ogłosić, że istotą polskości jest „dzikość, anarchia i wolność”, a największym cywilizacyjnym osiągnięciem Sarmatów było liberum veto. W dodatku, jego zdaniem, Sarmaci, nawet tracąc najpierw swoje imperium, a następnie w ogóle własne państwo, zrealizowali z ogromnym sukcesem „misję cywilizacyjną”, ponieważ „sarmacką dzikością i wolnością” zarazili swoich sąsiadów. Te historiozoficzne rozważania Rymkiewicz inkrustuje dość już manierycznym powtarzaniem „jebał was pies!” pod adresem wyborców Bronisława Komorowskiego (manierycznym, gdyż już w 1995 zwracał się w identyczny sposób do wyborców Aleksandra Kwaśniewskiego, za każdym razem dodając: „Polska może się bez was obyć”). W międzyczasie, Jarosław Kaczyński zastępuje Joannę Kluzik-Rostkowską Antonim Macierewiczem, a politykę polską, choćby w słabej i nieco nerwowej wersji PiS-owskiej, poszukiwaniem smoleńskich relikwii i „imperatywem moralnym” polegającym na „wierności bratowej i bratu”. Ludziom wierzącym Kaczyńskiemu na słowo chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że człowiek, który wypromował pojęcie „imperatywu”, Immanuel Kant, nigdzie nie definiuje go przy użyciu „bratowej i brata”, przeciwnie, pisze raczej o „prawie powszechnym”, które wykluczać powinno zarówno z polityki jak i z etyki związki rodzinne, obojętnie, przeżywane autentycznie czy cynicznie używane w kolejnej kampanii wyborczej. I jeszcze jedna wiadomość z obozu patriotycznego: Muzeum Powstania Warszawskiego ma zamiar na kolejną rocznicę „krwawego aktu założycielskiego w postaci masakry” (cyt. za JMR) zaprezentować Polakom pierwszą całościową makietę ruin Warszawy w 3D. Od siebie proponuję, aby w tej makiecie nad trójwymiarowymi ruinami unosił się trójwymiarowy wrak Tupolewa. O ileż zdrowsi byli polscy patrioci w czasach, kiedy fundowano Panoramę Racławicką. Muzealnikom z Warszawy przypominam, że pod Racławicami Kościuszko wygrał (nawet jeśli tego sukcesu niestety nie zdołał później powtórzyć pod Maciejowicami), a nie doprowadził tam do rzezi własnych żołnierzy, ludności cywilnej, generałów czy parlamentarzystów.
Wszystko co powyżej, to nie jest groteska z „Teki Stańczyka” ani też zabawy Mrożka z „wybili, Panie, wybili”. To faktyczne kalendarium zachowań obozu patriotycznego z ostatnich tygodni. Nasz najnowszy mesjanizm nie ma już żadnego sensu religijnego, etycznego, politycznego. Od czasu Smoleńska polski mesjanizm wyraża się wyłącznie w haśle „razem przeciw”. Może nawet pod tym sztandarem resztki lewicy, jakie jeszcze w naszej ożałobionej Polsce pozostały, zjednoczą się z Antonim Macierewiczem i jego działającym aktywnie zespołem do spraw zapobiegania prywatyzacji służby zdrowia. I wszyscy razem zjedzą kolację z Jarosławem Kaczyńskim. Ponieważ jednak mnie hasło „razem przeciw” nie przekonuje, z całego serca wolę „fałszywie uśmiechniętego” (cyt. za Salon24) Donalda Tuska, jak uroczyście zawiesza wiechę na stadionie w Gdańsku. Nawet jeśli temperatura w sejmowej zamrażarce wcale się po wyborach nie podniosła, a w cieniu Macierewicza PO woli bezszmerowo przejmować kolejne instytucje i wygaszać komisję hazardową (mimo łez posłanki Beaty Kempy, która zresztą jako wiceminister u Zbigniewa Ziobry była zdecydowanie mniej wrażliwa na łzy innych ludzi), to nawet nowy stadion, na którym kibole z Gdańska będą się od czasu do czasu mordować się z kibolami z Krakowa, jest bez porównania bardziej wartościowym dokonaniem polskiego państwa niż kolejne krzyże i smoleńskie relikwie, za pomocą których Jarosław Kaczyński ma zamiar szantażować Polaków przynajmniej przez dwie kolejne kampanie wyborcze. Przyznam, że całkowicie przekonał mnie Leszek Miller mówiący, iż PiS rozgrywa Smoleńsk już na takim poziomie, na jakim naziści rozgrywali pożar Reichstagu. To oczywiście wersja kieszonkowa tamtej prawdziwej historycznej tragedii, Kaczyński za pomocą Smoleńska może zniszczyć co najwyżej polskie państwo, a nie pół Europy, ale nie wiem, czy takie stopniowanie jest tu naprawdę potrzebne.
Frontowi „razem przeciw”, tak świetnie radzącemu sobie w wymiarze lokalnym, nie za bardzo udaje się zapobiegać liberalnej modernizacji w wymiarze globalnym. Miedwiediew cieszył się jak dziecko, kiedy mu Jobs wręczył iPhona czwórkę. Putin odbudowuje pastisz imperium zajeżdżając na zjazd pansłowiańskich harleyowców swoją własną piękną trójkołową maszyną, a telewizje całego świata podkładają pod ten obrazek kawałek „Born to Be Wild” w klasycznym wykonaniu grupy Steppenwolf. Polską Konstytucję podpisaną przez Komorowskiego i Kaczyńskiego słynnym podwójnie pozbawionym sensu hasłem „Zgoda buduje, bo Polska jest najważniejsza”, wylicytował ostatecznie Jan Kulczyk za 111 tysięcy złotych. Co jest może najlepszym symbolem groteskowości dzisiejszej polskiej polityki na tle zajęć naprawdę poważnych (Kulczyk kupuje po całym świecie pola naftowe, podczas gdy Halliburton wierci w poszukiwaniu gazu łupkowego pod Kozienicami). Czy w tej sytuacji warto się zatem aż tak bardzo znęcać nad Sarmacją polską i Sarmacją globalną? To trochę tak, jakby pisać polemiczne felietony przeciwko wrogom powszechnego ciążenia, entropii, śmierci cieplnej wszechświata. Te zjawiska dadzą sobie prawdopodobnie radę z Macierewiczem, Kaczyńskim, Rymkiewiczem… także bez wsparcia mojej publicystyki. Nawet jak się już w ogóle nie będę odzywał, globalnego kapitalizmu czy liberalnej modernizacji nieformalne stowarzyszenie „razem przeciw” nawet nie zadraśnie. Jedyne, co im się może udać, to rozwalenie średnio istniejącego polskiego państwa i średnio skutecznej polskiej polityki. W gruncie rzeczy, jak spojrzeć za siebie, to jedno akurat zawsze się stowarzyszeniu „razem przeciw” udawało.
PS: Z ostatniej chwili: techno ma przerąbane, 19 osób pomordowanych w Duisburgu przez Feddego Le Grand, Toma Novy’ego i Davida Guettę. Przepraszam za moją narastającą niedelikatność, ale wbrew pozorom jestem osobą wrażliwą. I właśnie dlatego za jakieś dziesięć konferencji Macierewicza z użyciem wdowców i wdów, może notowania PiS będą stabilne, ale mi prawdopodobnie odbije do końca. O czym czytelnicy KP dowiedzą się jako pierwsi. Bo ja kiedyś naprawdę marzyłem o tym, żeby polska polityka była wielka (parafraza za prezydentem Starzyńskim, on to mówił o Warszawie), albo żeby przynajmniej była choć trochę poważna.
Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...