> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Osama i foki |
|
|
Cezary Michalski
|
|
05.05.2011 |
|
Kiedy Komando Foki (cyt. za polskim tytułem całej serii amerykańskich filmów akcji klasy Ź, której zbiorowym bohaterem jest jednostka specjalna Navy Seals) wykonywało egzekucję Osamy, najprawdopodobniej strzałem w przód głowy, ja przekraczałem granicę niemiecko-holenderską, a zaraz potem meldowałem się w zacisznym holenderskim motelu należącym do sieci Tulip Inn. Nic nie wiedziałem, bo nie podłączyłem się ani do hotelowego wi-fi, ani do kablówki, tylko zmęczony całodzienną podróżą zasnąłem. Dopiero dzień później, po dojechaniu do Nottingham i podłączeniu się do wszystkiego, czego byłem pozbawiony przez blisko 36 godzin, porównując media religijne i świeckie, a także media zachodnie i polskie, zacząłem smakować różnicę.
Papież Benedykt XVI i liczni (a może nieliczni) papieże polskiego dziennikarstwa, nieomalże jednym głosem formułowali komentarze w rodzaju: „nikogo nie cieszy ludzka śmierć, jednak tym razem ukarane zostało zło i zatryumfowała sprawiedliwość”. W tym samym czasie świeccy dziennikarze na Zachodzie, zamiast dywagować nad moralnością lub niemoralnością historii, zwyczajnie wykonywali swoją codzienną pracę. Np. dziennikarz BBC na moich oczach wygłosił komentarz, który w Polsce zostałby uznany za cyniczny: „Obama zagwarantował sobie właśnie reelekcję”. Jego koledzy po fachu wymuszali z kolei na służbach informacyjnych Białego Domu kolejne sprzeczne ze sobą deklaracje, wedle których Osama został zastrzelony, bo stawiał opór liczącej 75 żołnierzy, uzbrojonej po zęby jednostce komandosów, choć nie miał przy sobie broni. A kiedy już zginął, jego martwe ciało po oddaniu paru próbek tkanki w celu identyfikacji zdołało zmylić straże na lotniskowcu (może je obezwładnić) i skoczyło do oceanu. Dzięki czemu pochowane zostało zgodnie z zaleceniami Islamu, a nie zbezczeszczone przez trwającą wiele dni podróż do najbliższego lądu. W dodatku prezydent, który wcześniej zgodził się, aby TV pokazała, jak w otoczeniu najbliższych współpracowników wpatruje się w telewizyjny ekran, towarzysząc Komandu Foki w czasie realnym (zdjęcie upozowane jak obraz Edwarda Hoppera), zakazał ostatecznie opublikowania zdjęć zastrzelonego Osamy z uwagi na własną delikatność („my nie jesteśmy tacy”) i możliwe polityczne konsekwencje.
Trudno się dziwić, że w odpowiedzi na takie wyjaśnienia Białego Domu przemówił globalny mecenas Rogalski (tym razem głównie w wersji arabskiej, choć nie wyłącznie), który przedstawił liczne wersje polemiczne wobec wersji Białego Domu i równie jak ona prawdopodobne. Wersja 1 – Osama żyje i jest przetrzymywany przez CIA, które wydobywa z niego informacje na temat Al-Kaidy. Wersja 2 – Osama żyje, walczy nadal i ma nawet zamiar wygrać jesienne wybory w Polsce. Wersja 3 – Osama nigdy nie istniał, więc nie można go było zabić ani sfotografować, ani tym bardziej pokazać jego ciała. Wersja 4 – Osama zginął, ale jego testament zostanie zrealizowany.
Jednocześnie w Internecie ujawniło się kilkunastu Osamów, którzy zapewniają, że nie zostali zabici przez Komando Foki, a nawet nie są przetrzymywani przez CIA. Ich pojawienie się może potwierdzać zarówno wersję nr 2 jak też wersję nr 3 globalnego mecenasa Rogalskiego.
Przykro by mi było naruszać majestat śmierci Osamy, a przedtem majestat śmierci wszystkich jego ofiar, gdyby jakikolwiek majestat śmierci się w tym świecie uchował. Skoro jednak majestatu śmierci już w tym świecie nie ma – przynajmniej jeśli chodzi o śmierci politycznie użyteczne, a prawie wszystkie śmierci osób publicznych lub śmierci zbiorowe są takie – uważam, że bez porównania bardziej etyczne, a nawet w jakiś sposób majestatyczne jest wykonywanie przez dziennikarzy swojej zwykłej pracy, niż zgrywanie przez nich papieży.
Sformułowaną przez dziennikarzy pracujących, a nie ogłaszających swoje Urbi et Orbi, tezę o nieuchronnej reelekcji Obamy (szczególnie wobec zaprezentowania przez niego aktu urodzenia na Hawajach, a następnie zabicia nieomalże osobiście, a w każdym razie za pośrednictwem PSP3 i telewizji satelitarnej, czołowego wroga Ameryki) potwiedzają nie tylko wymuszone zachwyty czołowych amerykańskich Republikanów, którzy jeszcze parę dni, a nawet parę godzin wcześniej odsądzali „czarnego”, „urodzonego w Kenii”, „socjalistę” od czci i wiary. Na rzecz nieuchronnej reelekcji Obamy przemawia cała logika pi-aru, która jest jednocześnie logiką dzisiejszego globalnego republikanizmu (lud prawicowy kontra lud lewicowy, a oba ludy przewidywalne i zdyscyplinowane).
Obama mógł pozwolić sobie na akcję, która – gdyby została wykonana np. przez Busha juniora – byłaby przez część przynajmniej elektoratu i mediów demokratycznych łagodnie potępiona albo zdecydowanie skrytykowana. Tymczasem jemu praktycznie wszystkie media i praktycznie cały elektorat Demokratów musiał ręczne kierowanie egzekucją Osamy wybaczyć (wreszcie pokojowa Nagroda Nobla znalazła uzsadnienie), bo to przecież „nasz prezydent”, „lepszy niż ten drugi”, „innego nie mamy”. Z kolei Republikanie – od cyników ze Wschodniego Wybrzeża przez Dicka Chenneya (klasa sama dla siebie) aż po Tea Party – mają zasznurowane gęby, bo przecież oni zawsze chcą krwi, choćby w telewizorze, a Obama dostarczył im krwi, której nie potrafił im dostarczyć żaden z ich własnych mocnych w gębie liderów.
A teraz Final Thought czyli coś w rodzaju morału. Mało które momenty tak dobitnie pokazują brak alternatywy dla świata, w którym właśnie żyjemy, jak egzekucja złego Osamy przez dobrego Obamę. No bo, czy Obama faktycznie nie jest białym bohaterem tej historii, a Osama czarnym? Czy ktokolwiek poza ewidentnymi perwertami będzie kibicował złu przeciwko dobru? Czy nawet spośród wszystkich możliwych dobrych bohaterów tej historii, Obama nie jest najlepszy? Przecież – powtórzmy to po raz niewiadomo który – Obama częstuje Talibów bombami rozpryskowymi i dyskursem emancypacyjnym oraz uniwersalistycznym dyskursem okołooświeceniowym, podczas gdy Bush i jego ewentualni następcy używaliby bomb rozpryskowych z towarzyszeniem idiotycznego dyskursu o wojnie cywilizacji albo o „wyższości naszego Boga nad Bogiem muzułmanów” (cyt. za pewnym mocno republikańskim generałem wywiadu).
Hegemonia to właśnie to, co rozciąga się pomiędzy Obamą a Osamą. Nasze życie, dla którego naprawdę nie ma żadnej alternatywy. Możemy wykonywać różne dziwaczne, nawet groteskowe ruchy i miny, ale innego końca świata, a nawet innego świata nie będzie. W tej sytuacji oczywiście Obama jest lepszy niż Osama, którego Obama nieomalże osobiście zabił strzałem w przód głowy. Tu nie różnię się od Dicka Chenneya, Benedykta XVI czy Adama Michnika. W tej sytuacji, kto mówi „hegemonia”, mówi „życie samo”. A dla życia nie ma alternatywy. There is no alternative to life.
Na podobny temat
|
|
Felietony Cezarego Michalskiego
|
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...