> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Małe laboratorium społecznego gniewu Drukuj
Cezary Michalski   
25.01.2012

Najpierw zadzwonił do mnie mój syn, gimnazjalista, który jeszcze nigdy nie zainteresował się polską polityką. Prawdopodobnie to ja sam byłem dla niego intuicyjną wskazówką, żeby jak najdłużej, a może w ogóle nigdy polską polityką się nie interesować. I zadał mi niespodziewane pytanie: „Czy Palikot jest za, czy przeciwko ACTA?”. Potem zadzwonił do mnie mój kolega z dawnych czasów, dziś nauczyciel toruńskiego liceum, żeby mi wykrzyczeć w słuchawkę, że jest na rynku w Toruniu, w tłumie kilku tysięcy młodych ludzi, wśród których są wszyscy jego uczniowie, więc on też musi tam być. Powiedział, że jego uczniowie próbowali coś wspólnie zaśpiewać, coś krzyczeć, ale że w końcu udało im się tylko zacząć skandować: „Tusku matole, twój rząd obalą kibole”, bo tylko takie polityczne hasła w tym głęboko apolitycznym kraju usłyszeli kiedyś z telewizora. Wtedy zrozumiałem, że sytuacja jest poważna, bo w „tych sprawach” nie działa na mnie żadna teoria, żadna zaangażowana publicystyka na łamach prasy słusznej i niesłusznej. W „tych sprawach” działa na mnie wyłącznie społeczna praktyka. Może nawet działa za bardzo.


Dlaczego polskie protesty przeciwko ACTA to klasyczny, poważny konflikt społeczny? Bo zostały sprowokowane przez całkowitą blokadę artykulacji politycznej i przez całkowitą blokadę artykulacji interesów ekonomicznych. Po pierwsze, ci młodzi ludzie nigdy nie widzieli demokracji (tak jakbyśmy my, „starzy”, widzieli ją kiedykolwiek z bliska). Patrzyli, jak w kolejnych wyborach, czasem w atmosferze groteskowej histerii („prawie Putin” kontra „Targowica”) wybieramy rządy narodowe, które nie mają już władzy. Patrzyli na działania międzynarodowych instytucji finansowych i ścierających się z nimi międzynarodowych instytucji politycznych, które mają władzę, także nad ich życiem, ale nie są poddane żadnej demokratycznej kontroli, bo nie ma żadnych demokratycznych procedur, które by te instytucje pozwalały im powoływać albo kontrolować. Patrzyli na Unię Europejską, której parlament wciąż pozostaje fasadą – jedni europarlamentarzyści uczą się tam co prawda uczciwie jakiejś przyszłej demokratycznej europejskiej polityki (jeśli taka w ogóle kiedyś powstanie), inni wykorzystują to miejsce wyłącznie jako chwilową przechowalnię i żerowisko dla własnych ambicji, ale wszyscy muszą się tam na co dzień uginać pod ciężarem swojej własnej, absolutnej niepowagi.


Patrząc na tzw. politykę polską, ci młodzi obserwowali kompromitację Tuska, który swą legitymację do rządzenia czerpie wyłącznie z tego, że ocalił nas przed Kaczyńskim. Obserwowali kompromitację Kaczyńskiego, który swoją legitymację do rządzenia czerpie wyłącznie z brzozy. Obserwowali kompromitację Ziobry, który swoją legitymację do rządzenia próbuje czerpać z zemsty na lekarzach, dopełniając swego wątłego politycznego wizerunku żoną i ślicznym małym syneczkiem nadużywanym w tabloidach. Ci młodzi ludzie obserwowali jak Palikot, zachwalany przez Jerzego Urbana, dyscyplinowany przez Monikę Olejnik, zmuszany do takich lub innych deklaracji w sprawie generała Jaruzelskiego, generała Kiszczaka, stanu wojennego, lustracji… zaczyna powoli, niepokojąco, pogrążać się w przeszłości. Obserwowali politykę polską, w której nie ma lewicy, a faszyści i kibole są, nawet relatywnie dobrze zorganizowani jak na nasze kompletnie zdezorganizowane społeczeństwo, ale pozostają na szczęście wystarczająco bezmyślni, by nigdy nie mogli tutaj zdobyć i utrzymać władzy, nawet jeśli wielu próbowało i będzie próbowało zdobyć i utrzymać władzę przy ich pomocy.


Ta młodzież nie tylko jednak nigdy nie oglądała z bliska demokracji, nie ma też mieszkań, nie ma pracy, jej awans społeczny został zablokowany na zupełnie podstawowym poziomie. Zwykle w apogeum kampanii wyborczych albo dla zakrycia jakiejś wpadki rządu proponuje się jej ciekawe i profesjonalne raporty o blokadach na rynku pracy albo o „Polsce 2030”, ale to niezupełnie to samo co praca i mieszkania realne. Rodzice tej młodzieży zaspokajają się albo Radiem Maryja, albo przeciwnie, ofertą nieporównanie bardziej cywilizowanych mediów liberalno-konserwatywnych (wszystkie liczące się media w Polsce są w gruncie rzeczy liberalno-konserwatywne, to nie epitet, to tylko banalna diagnoza). Nie mają swoim dzieciom nic do zaproponowania. Ani ciekawych idei, ani kapitału, którego z oczywistych powodów nie mogli zakumulować.


Tę młodzież pozostawiono samej sobie, ale żeby była cicho pozostawiono jej także do tej pory przynajmniej muzykę, gry i filmy ściągane z Internetu. Pozwolono jej obrabować Hołdysa z jego własności intelektualnej. Tak przynajmniej twierdzi Hołdys, choć tak naprawdę to raczej medialna i showbiznesowa oligarchia pozostawia Hołdysowi zaledwie okruchy ze swojego stołu. Kiedy jednak Hołdys pyta, dlaczego karmi się go zaledwie okruchami (jego apetyt jest większy, a on oczywiście w pełni zasłużył na zaspokojenie swego apetytu), medialna i showbiznesowa oligarchia wskazuje na dzieci piratujące w Internecie i mówi, że to one pożarły główne danie, pozostawiając dla niego tylko okruchy.


Nawet nie wiadomo, czy ACTA rzeczywiście odbierze tym młodym ich „prawo nabyte” do piratowania, do quasi-darmowej rozrywki w czasach, kiedy nic innego poza rozrywką nie jest za darmo i na nic innego ją nie stać. Ale do wybuchu tej dziwnej, zaskakującej rewolty wystarczyło, aby uwierzyli, że z chleba i igrzysk, które są instrumentami zarządzania człowiekiem w każdym ustroju, możni tego świata pozostawią im już tylko chleb i to wyłącznie na poziomie Lidla i TESCO (nie wybrzydzam, w Aninie chodzę do świeżootwartego Lidla, a w Nottingham do TESCO istniejącego tutaj od wieków, bo w obu tych miejscach jest po prostu najtaniej).


Kiedyś za mniejsze przewinienia niż próba odebrania ludowi igrzysk karano oligarchię rewolucją. Dzisiaj za większe przewinienia nagradza się ją milczeniem i letargicznym snem ludu. Przyglądajcie się proszę uważnie tej rewolcie w epoce strukturalnie niemożliwej rewolucji. To tylko małe laboratorium społecznego gniewu. Niewinny eksperyment.

 
 
 
Komentarze
Dodaj nowy
Fuenf_Viertel   |26.01.2012 00:21:18
To otwarta rewolta przeciwko prawom autorskim. Donald Tusk poprostu opowiedział
się po nie tej stronie. Ma swoje lata. Rozmumie Twittera i Facebooka, ale już
nie ogarnia jak dziennie można zasysać po 5-6GB i że robi to 92% internautów.
Ile to millionów? Dziesięć?. Mam nadzieję że politycy PO (poza posłem
Niesiołowskim) i PSL prawidłowo odczytają "społeczny gniew" i nie będą
już stawać na drodze tej pełzającej kulturowej rewolucji.
Hans  - Praca   |26.01.2012 01:04:59
Pisze Pan, że młodzież nie ma pracy, ale nie jestem przekonany co do tego kto
jest temu winny. Sam jestem jeszcze młody, mam jedynie wykształcenie średnie, a
jednak potrafiłem znaleźć pracę, która od początku zapewnia całkiem godziwe
wynagrodzenie. Co więcej na serwisach oferujących pracę pojawia się wiele
podobnych ofert. Potrzeba jedynie poszukać, później zaś… pracować w miarę
ciężko. Także właściwie wszyscy ludzie, z którymi mieszkam mają pracę (i godzą
ją z dziennymi studiami), toteż brak zatrudnienia obawiam się wynika bardziej z
braku chęci do znalezienia takowego, niż z faktycznej nieobecności możliwości.
daras1983   |26.01.2012 03:05:42
A ja jestem za ACTA.
Co zdemontujemy po prawach autorskich???
Poważne Państwo
to Państwo praworządne.
Pobieranie pirackich kopii to kradzież.
Do tej pory
"było wolno". Ale cały czas było wiadomo, że jest to przestępstwo.
W
momencie kiedy próbuje się zlikwidować proceder podnosi się wielkie larum.
Coś
tu jest nie tak.
Gdzie się podziały podstawowe wartości??
Stało się coś złego,
tylko jeszcze nie wiadomo dlaczego.
A może wiadomo????
marcin   |26.01.2012 08:35:17
marcin, tez cos w tym duchu skrobnalem w nocy. milo mi ze sie zgadzamy.
lech100   |26.01.2012 08:47:40
Jestem tego samego zdania co daras1983. Nie można legalizować kradzieży tylko
dlatego, że tłum tego chce.
Szymeon  - Brawo   |26.01.2012 10:18:52
Brakuje mi publicystyki na takim poziomie. Gratuluję umiejętności rozbioru
rzeczywistości na czynniki pierwsze. Z pewnymi tezami można dyskutować…
jednak, czy jest w tym coś złego? Wręcz przeciwnie.

Hans pisze o pracy… ja
znam wielu ludzi, którzy pokończyli studia, i to studia techniczne i i tak nie
potrafią znaleźć pracy. Większość moich znajomych nie realizuje się w pracy.
Chodzą do niej żeby odbębnić swoje i zasłużyć na wypłatę. Kultura, media i życie
towarzyskie, to jedyne pola, na których się realizują. To nie jest postulat,
lecz rzeczywistość, w której żyjemy.
adolfik  - @daras   |26.01.2012 10:19:02
Panie Daras, w Polsce istnieją bardzo dobre regulacje w zakresie prawa
autorskiego i patentowego. Dodawanie kolejnych, i do tego robienie tego na
szybko i niechlujnie, jak w przypadku ACTA jest czymś wyjątkowo złym. Dlatego
protesty są słuszne. Są oczywiście istoty bezrefleksyjne, jak pan Niesiołowski,
które bredzą o kradzieży praw intelektualnych, ale nie stawiaj się Pan na równi
z nimi, bo mi Pana szkoda. Przemyśl Pan to jeszcze raz, może coś przeczytaj, a
dopiero potem się Pan wypowiadaj. Pozdrawiam.
joschka68   |26.01.2012 10:43:08
Trzeba być albo draniem, albo ignorantem, żeby wspierać ACTA i zaostrzania
polityki ochrony praw autorskich. Kultura to nie tylko rozrywka. Kultura ma
ogromny potencjał emancypacyjny, umożliwia awans społeczny. W sytuacji kiedy w
bibliotekach publicznych, jak i uniwersyteckich praktycznie nie ma książek,
kiedy szkolnictwo na wszystkich poziomach leży, naprawdę chcemy, żeby znajomość
kanonu kulturalnego, dzieł np. wybitnych reżyserów zależał od zasobności
portfela? Już teraz Polska to kraj chamów, a wy to chcecie jeszcze pogłębiać?
Nie rozumiem dlaczego w momencie gdy płacę prywatne ubezpieczenie zdrowotne,
szkolnictwo się powoli staje komercyjne, autostrady są płatne, policja egzekwuje
prawa, których nie akceptuje(trawka), a wojsko to jeden wielki oddział odwykowy,
miałbym płacić jeszcze za dostęp do dóbr kulturalnych? Może to powinna być
domena państwa, któremu już niewiele zostało do roboty. Przypominam również, że
źródłem prawa jest umowa społeczna. Jeśli więc prawo nie ma społecznej
legitymizacji przez dłuższy czas, to przestaje być prawem. Do 1789 kto inny miał
prawa i przywileje…
Grigorij  - globalizacji sie nie powstrzyma   |26.01.2012 10:51:32
Globalna siec wymaga globalnych ram prawnych - nic na to nie poradzimy. Ciekawe,
ze wlasnie w tej sferze to mlodzi walcza o zachowanie status quo, jakby nie
rozumieli dziejowej koniecznosci: tylko na skale miedzynarodowa mozna probowac
uregulowac wlasnosc "niczyich" dziel sztuki…
Dwie zlosliwosci na
koniec:
-czy w kraju tworcow, gdzie coraz wiecej osob zyje z umow ´o dzielo´,
nie nalezaloby sie spodziewac raczej demonstracji posiadaczy praw
autorskich?
-nieco irytuje protekcjonalizm felietonisty wobec mlodego
pokolenia. Tylko tak dalej, a juz widze go wsrod establishmentu tetrykow, na
czele ze zgorzknialym patriarcha Jackiem Zakowskim

http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1523241,1,za -kryzys-placa-mlodzi.read
Zamorano   |26.01.2012 10:52:40
Legalizacja kradzieży? Czy wam beret całkiem zryło? Przecież złożoność problemu
jest znacznie większa! Nagrywanie muzyki z radia na taśmy magnetofonowe też
byście nazwali kradzieżą? Trolling patentowy to waszym zdaniem ochrona własności
czy wręcz przeciwnie? A potencjalne postawienie na głowie naszej kultury prawnej
to wam już nie przeszkadza?
daras1983  - @adolfik   |26.01.2012 11:08:31
Do Twojej informacji: znam prawo prasowe i prawo autorskie.
Borys   |26.01.2012 11:16:56
Chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Pan Hołdys i wielu "artystów"
krzyczy, że ludzie kradną ich twórczość, a przecież my też jesteśmy oszukiwani i
okradani przez artystów! Ile było i jest na rynku słabych płyt muzycznych, na
których się zawiedliśmy, a przecież zwrócić ich nie można. Ile było i jest
słabych koncertów, ilu artystów wychodzi pijanych lub naćpanych na scenę bez
żadnych konsekwencji (ostatnio nawet Kazik, następna wieczna ofiara za grube,
polskie złote)? Ile filmów powstało za państwowe pieniądze, których nie da się
oglądać? Ile spektakli teatralnych? Ile wystaw, które są nudne jak flaki z
olejem? Dlaczego 90% pieniędzy na kulturę w małych i średnich miastach trafia do
kieszeni "gwiazd" dożynek pokroju Dody czy innych Skawińskich? Ci
"artyści" w ogóle nie grają biletowanych koncertów, bo nie muszą,
zachowując się przy tym pogardliwie jak Whitney Houston w Sopocie. Wielokrotnie
czułem się okradziony z pieniędzy za bilet wychodząc z kina, teatru czy
koncertu, również Pana Hołdysa. Ale artyści chcą tylko brać, pełnymi garściami i
najlepiej za samo bycie "artystą".
kot   |26.01.2012 11:17:18
-W takiej jak ta dyskusji
będzie się przewijał artefakt w postaci pytania:kiedy
mamy/niemamy do czynienia z kradzieżą?
Odpowiedź będzie zależała od przyjętego
założenia: czy, jak u Thatcher, społeczeństwa nie ma, tylko zbiór jednostek;

czy, społeczeństwo
to podmiot równy jednostce.
-Nie deklaracje zatem

jestem/nie jestem -lewicowy świadczą o kimś -że jest/nie jest -nim,
ale
traktowanie
społeczeństwa jako podmiotu
rozstrzyga
czy ktoś jest/nie jest

-lewicowy.
Za tym idą takie konsekwencje jak stosunek do przestrzeni
wspólnej.
Dla myślenia prawicowego społeczeństwo nie jest podmiotem, a jest
naród.
Do społeczeństwa zaliczamy,
jak w rodzinie,
wszystkich jego
członków
do narodowości tylko niektórych:
prawdziwych Polaków, prawdziwych
Żydów, prawdziwych Niemców.
zioloski   |26.01.2012 12:05:40
Społeczeństwo straciło zdolność do samoregulacji?
wiiedźma  - @Hans   |26.01.2012 13:34:43
Taka praca żeby dorobić sobie do studiów w knajpie albo call center to, owszem,
jest dostępna bez większego problemu. Ale kiedy ty i twoi znajomi zaczniecie
szukać po studiach poważniejszej pracy, dzięki której będzie mogli pozwolić
sobie na założenie rodziny i zakup mieszkania (zdolność kredytowa!), zobaczycie
jak ciężko jest znaleźć coś w miarę przyzwoitego.
Maciek Cisowski  - @ daras, lech   |26.01.2012 14:09:00
Nie, pobranie pirackiego pliku z sieci to nie "kradzież", tylko
nielegalne zwielokrotnianie (i ew. wprowadzanie do obrotu). Tak samo jak
sprzedawanie podróby perfumów Chanel to nie kradzież tych perfumów, tylko
bezprawne użycie zastrzeżonego znaku towarowego. Jeśli ukradniesz komuś
samochód, ten ktoś już niego nie skorzysta. Jeśli kopiujesz cudzy film, ten ktoś
nadal ma go w posiadaniu. A więc to nie jest kradzież, choć to nadal jest
złamanie prawa. Nie ma prostego przejścia od 1 spiraconego albumu do 1
niesprzedanego albumu, bo też nie jest tak, że ten kto piracko uzyskał ten album
kupiłby go. A więc problemem jest też określenie realnej straty posiadacza praw.
Cała sfera własności intelektualnej jest problematyczna, bo jak pokazują wpisy
darasa i lecha, myśli się o niej jak o własności tradycyjnej. Mam kalarepę,
ukradli mi kalarepę - nie mam kalarepy - smutek.
Po drugie, ACTA to nie jest
objawienie Polakom praw autorskich, bo mamy wiele przepisów i ustaw chroniących
te prawa, tak na poziomie państwowym, jak i europejskim i międzynarodowym.
Po
trzecie, państwo powinno być praworządne, ale nie musi swojej praworządności
udzielać każdemu proponowanemu aktowi prawnemu. O to przecież się rozchodzi w
protestach.
Po czwarte, "podstawowe wartości", o których wspomina daras
nigdzie się nie podziały. ACTA nie broni podstawowych wartości, tylko modelu
biznesowego, który na dobre zaczął funkcjonować niecałe 100 lat temu. Wcześniej
de facto go nie było. I nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go zmienić,
szczególnie, że jego beneficjentami są głównie pośrednicy - nie twórcy i
obiorcy.
Po piąte, piractwo otworzyło przed ogromnymi rzeszami dostęp do
kultury na nieznaną wcześniej skalę, z pominięciem władców gustów, jakimi były
wcześniej media. To jest wielka wartość społeczna, która też musi być brana pod
uwagę.
Podsumowując: tu chodzi o coś więcej niż o prawa pryszcatych do
darmowego porno.
Polecam zarówno łowcom "złodziei" jak i
"złodziejom" książkę "Wolna Kultura" Lawrenca Lessinga. Jest
darmowa - w pełni legalnie. Google it.
daras1983  - @Maciek Cisowski   |26.01.2012 17:08:34
Gadasz głupoty. Nie masz racji. Mylisz pojęcia, przeinaczasz, tworzysz.

Dialektyk jesteś dobry. Szkoda, że tylko dialektyk.
tls  - Nawet On   |26.01.2012 18:22:12
Przed kwadransem zakończyła się w radio audycja z udziałem między innymi Tomasza
Terlikowsiego. Ten jak nigdy dotąd mówił przez całą audycję więcej niż
rozsądnie. Audycja dotyczyła umowy ACTA samej w sobie jak i trybu jej tworzenia
i przyjmowania. Pan Terlikowski trzeźwo i zwięźle ocenił działania premiera
Tuska jako w najlepszym razie politycznie nierozważne i aroganckie. O istocie
umowy stwierdził (podobnie jak dzień i dwa wcześniej J. Lipszyc), że betonuje
ona dotychczasowy system prawa autorskiego, który zupełnie nie nadaje się do
stosowania w sytuacji gdy istnieją niematerialne sposoby dystrybucji treści. Nie
oferując gotowej recepty na rozwiązanie tego problemu domagał się rzeczowej
dyskusji na temat reformy systemu praw autorskich.

Niesamowite, podziwiam.
k110  - @daras1983   |26.01.2012 22:13:35
eeejjjj daras ogarnij się, jakie głupoty niby pisze Maciek Cisowki? czytasz ze
zrozumieniem czy nie za bardzo? ty to jesteś kryptoprawicowiec, prawda? ;))
karać, karać, karać, moje, moje, moje, własność, własność, własność… jenyyy…
milimetr  - @joschka68   |27.01.2012 10:47:52
Co do tak krytycznego obrazu bibliotek jaki malujesz, to skucha.
Pracuję w
bibliotece wydziałowej na UW i książek Ci u nas dostatek. Dla chcącego nic
trudnego - masz chęć i potrzebę, masz możliwość skorzystania. Osoby studiujące
mogą pożyczać do 3 miesięcy, osoby spoza UW mogą korzystać na miejscu. Xero
jest, za robienie zdjęć nikogo się nie goni. Co do bibliotek publicznych to w
zależności ile kasy im sypnie szeroko pojęty Ratusz. Ale też nie jest tak źle
jak piszesz. Pozdrawiam.
Anonimowy   |27.01.2012 11:15:54
Jeśli Cezary w swojej diagnozie ma trochę racji to hasło z manifestacji w
Szczecinie ("Stocznię zamknęliście, porno nie oddamy") ma głęboki
społeczny i polityczny sens!
tese tse   |27.01.2012 11:27:26
"Już wiosna podrosła i bzami tchnie
Daras, Daras, Daras ogarnij
się…."
daras1983  - @k111   |27.01.2012 11:34:32
Nie jestem krypto-prawicowcem.
Ale mam wpojony szacunek dla prawa. I się z tego
nie "wyleczę." Niestety.
A niektórym bardzo się nie podoba taka
postawa. Trudno. Ich problem a nie mój.
daras1983   |27.01.2012 13:05:08
Fuck. Już drugi felieton z rzędu, w którym muszę się bronić przed atakami prawie
wszystkich. Najpierw Palikotowcy, teraz cała reszta z małymi
wyjątkami.
Pozytywnym jest chociaż to, że mimo różnicy poglądów rozmawiamy ze
sobą w miarę kulturalnie. Żeby nasi przedstawiciele w parlamencie tak potrafili.
mcwal  - Minimax   |27.01.2012 13:31:31
Czy przestępstwo "piratowania" podlega przedawnieniu ? Jeśli nie, to
chciałbym dobrowolnie poddać się karze.
W zamierzchłej przeszłości namiętnie
słuchałem audycji Minimax, minimum słów, maximum muzyki, i czekałem jak
prowadzący powie: A teraz drodzy państwo uruchomcie swoje magnetofony. I ja
wciskałem "zapis" na swoim B 303 Unitra ZRK Licencja Thomson. Tak więc
najpierw trzeba "zlustrować" moje pokolenie, a dopiero później ścigać
małolaty. Można wprawdzie powiedzieć że Minimax to była walka z kapitalistami i
imperialistami. Nagrywaliśmy i słuchali (nic im za to nie płacąc) Elwisów,
Bitelsów,Pinków Floidów, aby wreszcie socjalizm zwyciężył. I dlatego moja kara
powinna zostać podwojona.
adamber   |27.01.2012 21:10:52
"Kiedy nie ma nic rodzi sie poczatkowo zadza krwi , a pozniej totalnej
zaglady".Zlowieszczo brzmia ostatnie 4 zdania pana Cezarego. Pociecha w tym
ze syta mimo wszystko Europa bardziej w rewoltach anizeli rewolucjach gustuje.
W sytuacji kiedy Daras, ale rownez Cisowski maja racje, podziwiam ich
jednozaczne "tak" lub "nie". Bo juz - Kot np.woli wyglosic
wyklad, tez ale zgrabny czegos.
Józef Robotnik   |27.01.2012 21:51:29
Kiedyś słyszałem taką przypowieść . Przez wieś idzie chłop i niesie na plecach w
worku szczury . Spotyka go kum i pyta , co niesiesz w worku , ano szczury , a
nie boisz się że cię pogryzą , nie , a jaki masz na nie sposób , ano jak jest
hałas to się gryzą to ja idę dalej , a kiedy jest cicho to stawiam worek na
ziemi , biorę kij i mieszam nim w worku , szczury zaczynają się gryźć i kiedy
się gryzą jak dawniej , ja idę dalej . Mnie się wydaje że jesteśmy jak te
szczury ktoś nam miesza , a to co nam naprawdę zabiera ten ktoś okaże się
dopiero po czasie i będzie to nas znów bardzo drogo kosztowało . Rząd
zabezpiecza sprawę dla twórców , a kto zabezpieczy sprawę dla publiczności (
widzów , słuchaczy ) ? Gdzie w tym hałasie jest głos wychowawców młodzieży
profesorów wszystkich stopni nauczania . Kto wpaja zasadę ; chcesz by tobie
płacono godnie i uczciwie za pracę , to ty rób to samo płać innym za ich pracę (
kiedy z niej korzystasz ) , godnie i uczciwie .
tls  - @daras   |27.01.2012 23:54:40
Nikt tu nie mówi, że szacunek dla prawa to coś złego (a jeżeli mówi to jest
głupi). I nie w szacunku dla prawa tkwi problem lecz w tym jakie powinno ono
być. Czy dotychczasowy zakres ochrony praw autorskich i wydawniczych wymyślony
dwa wieki temu a wdrożony lat temu sto pasuje do otoczenia. Nie chciałbym nikomu
nic imputować ale ja sam (i przypuszczam, że Ci, przed którymi się bronisz
również) uważam, że nie. Dowód?

Pytanie: Czy handel skserowaną książką jest
legalny?
Odpowiedź: Nie.

Pytanie: czy ściąganie jest legalne? Odpowiedź:…
to zależy.

Pytanie: Od czego?
Odpowiedź: Od widzimisię
policjanta/prokuratora/sądu.

Pytanie: Dlaczego?
Odpowiedź: Bo technicznie
rzecz biorąc od strony ściągającego nie ma różnicy co i skąd ściąga.

Gdyby
stosować ustawę o prawie autorskim literalnie to jakiekolwiek operacje na
obiektach objętych ochroną prawnoautorską wykonywane w systemie komputerowym
naruszają prawo bo wymagają zwielokrotnienia. Choćby z pamięci masowej
(HDD/SSD/DVD) do pamięci RAM a następnie do pamięci obrazu. Nie, to nie jest
szukanie dziury w całym, prawo autorskie nie przewiduje wyjątków niezbędnych do
funkcjonowania systemów przetwarzających dane w postaci cyfrowej (w domu od
biedy możemy się powoływać na dozwolony użytek ale w pracy już nie za bardzo).
Wszelkie dywagacje na temat piractwa są drugorzędne jeżeli w świetle prawa
korzystanie z utworów zgodnie z intencją udostępniającego, który jest do tego
uprawniony, powoduje kolizję z prawem.
daras1983  - @tls   |28.01.2012 20:18:22
No co ja mam powiedzieć. Twoja wykładnia przeciwko mojej. Porozmawiajmy może o
skutkach.
Mój argument. Ogólna dostępność wszystkich treści w sieci sprawi, że
z czasem ilość rzeczy wartościowych będzie maleć bo nie będzie motywacji
finansowej dla twórców. Każdy musi żyć. Musi mieć z czego żyć.
Poza tym to
tworzy niebezpieczny precedens.
Wyalienowanie świata wirtualnego z systemu
prawnego.
tls  - @daras   |29.01.2012 01:14:57
Skutki na poziomie strategicznym są trudne do przewidzenia tak samo jak w
przypadku (nader wyświechtane porównanie ale co tam) druku 500
lat temu. Możemy tylko spekulować. Spekulujmy!

Cytat:
Ogólna dostępność wszystkich treści w sieci sprawi, że z czasem ilość
rzeczy wartościowych będzie maleć bo nie będzie motywacji
finansowej dla twórców.


Pieniądze nie są jedynym motorem działania. Zwłaszcza dla twórców. Są
im oczywiście niezbędne do życia tak samo jak wszystkim innym(?, dziś
są miliony twórców). Pytaniem więc jakie sobie zadaje jest: czy jest
możliwa twórczość bez wynagrodzenia wprost? Twierdzę, że jest choć na pewno
cały system będzie musiał przesunąć się znacznie w przestrzeni stanów
by osiągnąć równowagę. Może będzie powstawać na świecie mniej książek
z drugiej jednak strony więcej ludzi będzie miało do nich dostęp i
każdy z czytelników będzie miał dostęp do większej liczby książek.

Na
czym mogliby więc zarobić twórcy skoro ich twórczość jest dziś
dziecinnie łatwa do powielenia? Uważam, że nadal na twórczości tyle, że
musiałaby ona być unikatowa a nie masowa tak by nakłonić kogoś
do wyłożenia znacznej sumy pieniędzy. Sporo twórców robi tak od zawsze
i nigdy nie robiło inaczej: malarze, rzeźbiarze, architekci.

Moim
zdaniem nie ma odwrotu od zmiany dzisiejszego modelu tworzenia i
rozpowszechniania niektórych rodzajów utworów (czy na taki jak
przedstawiłem to się okaże) tak jak nie było odwrotu od
komputerowego składu tekstu w wyniku czego pracę straciły całe rzesze
zecerów.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.01.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.07240 Seconds