|
Na portalu Onet.pl Dziennik Mrożka (tom pierwszy, z lat 1962-1969) reklamowany jest nagłówkiem: „Ukazują się dzienniki wielkiego pisarza. «Władze każą pisać, że jestem zdrajcą. Mam je w d…»”. Poczytność polecanej w ten sposób książki zagwarantowana. Nawet informacja o książce utrzymuje się na czołówce Onetu przez ładnych kikadziesiąt minut, co oznacza, że udało się zainteresować internautów Mrożkiem. Przeczytałem tę książkę, bo dostałem zamówienie, żeby o niej napisać. Za pieniądze. To teraz najlepsza motywacja, żebym coś przeczytał w miarę dokładnie. I nie żałuję. Dziennik Mrożka jest o emigracji. Wiem, bo sam emigrowałem, na krótko, nie na całe życie. Aby zachęcić do przeczytania tej książki proponuję inny cytat niż redakcja Onetu. Kiedy u Mrożka zaczyna już kiełkować myśl o wyjeździe, o „uwolnieniu się od polskości” (cyt. za ABR oczywiście), albo nawet więcej, o podjęciu z nią walki, w Dzienniku pojawiają się następujące słowa: „Historia świata jest historią brutalnego ucisku kobiet, dzieci, artystów przez mężczyzn… Nie lubię męskości… Określenie «zniewieściały» jest w gruncie rzeczy określeniem pochlebnym. Oznacza ono, że dany osobnik często się myje, nie lubi zabijać ludzi, zdolny jest do współczucia, nie lubi wrzeszczeć i pchać się, żeby udowodnić swoją ważność. Kobiety znają wartość życia ludzkiego, nie tylko dlatego, że rodzą ludzi, ale także dlatego, że ich wychowują i wiedzą, jaka to męka, odpowiedzialność i wysiłek. Mężczyźni nie wychowują dzieci, w najlepszym wypadku na pierwszego oddają na ten cel pewną ilość pieniędzy. Nic dziwnego, że potem masakra może wydać im się zajęciem nie tylko lubym, ale i pożytecznym”. Z wyżyn dzisiejszej genderowej hiperświadomości niby nic ciekawego, trochę banałów i stereotypów, a jednak… Proszę zwrócić uwagę na to, że polski mężczyzna decydujący się na nielojalność wobec swojej ojczyzny, albo niosący garb tej nielojalności, poczucie winy, pamięć jakiejś zdrady, przechodzi instynktownie na stronę kobiet. Wyczuwając intuicyjnie, że one są ofiarami tej „Polski”, tej „sprawy”, z którą on chce wejść w agon, podjąć nierówny bój. Na Canale + puszczają właśnie Jak być kochaną Hasa. Film wszedł na ekrany w 1963 roku, kiedy Mrożek zostawał właśnie na Zachodzie. Zupełnie jeszcze młoda, frenetyczna Barbara Krafftówna robiąca wszystko, ryzykująca życie, poświęcająca godność… dla upiornego polskiego faceta-patrioty, granego oczywiście przez Cybulskiego. Nawet nie granego, nie wiem, czy Cybulski w ogóle umiał grać, ale przeżywającego wszystko na planie, bardzo przekonująco, naturalnie, autentycznie. Autorem scenariusza do tamtego filmu jest Kazimierz Brandys. Po swoim stalinowskim ekscesie, „uwolnieniu się od polskości”, też próbuje przejść na stronę kobiet, żeby udowodnić (chyba samemu sobie, bo który z polskich facetów to zrozumie, może jeszcze Mrożkowi, ale nie wiem, czy Mrożek mógł ten film obejrzeć, i czy by mu się spodobał), że mógł „zdradzić Polskę”, bo Polska też ma krew na rękach. Krew kobiet.
Mrożek przechodzi na stronę kobiet ze stalinowskim garbem na plecach i przygotowując się mentalnie do pryśnięcia na włoską Rivierę. My, polscy faceci, jesteśmy zbyt słabi, nawet w swoich buntach. Potrzebujemy jakichś sojuszników przeciwko „maciorze, która pożera swoje własne dzieci” (to oczywiście Joyce o Irlandii, cyt. także za ABR). Lepiej służyć kobiecie niż Polsce w takim stanie, w jakim się ona obecnie znajduje. Lepiej być Herkulesem u królowej Omfalii, Odyseuszem u Kirke… niż publicystą „Rzepy”, Ziemkiewiczem, Wildsteinem, działaczem Prawa i Sprawiedliwości (w Platformie, tu zgadzam się z diagnozą Jarosława Kaczyńskiego, aż takiego natężenia polskości nie ma). Ostatecznie cechą, która nigdy nie pozwoli mi potępić Jarosława Kaczyńskiego do końca jest to, że koty szanuje bardziej niż prawicowców zbierających się w Klubie Ronina. Nieudanych samców alfa. Takich, od których Mrożek woli „zniewieściałość”.
Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...