|
„Chcemy więcej!” – powiedział na zjeździe Jarosław Kaczyński. Pytanie – od kogo? Skoro podmiotem domyślnym jest tu zbiór „Polacy”, to prawdopodobnie od Unii Europejskiej. Ale ją przecież także Polacy powinni budować – tu wtajemniczeni wychwycą liczne paradoksy rachunku na zbiorach. Nowe hasło naszego genialnego populisty może konkurować jedynie z równie genialnym hasłem „razem przeciw!”. Jednak to drugie jest zaledwie wytworem mądrości zbiorowej – przypominam, mieszkańców Piaseczna, którzy zarejestrowawszy stowarzyszenie pod tą właśnie nazwą wnieśli pierwszy pozew zbiorowy przeciwko własnemu państwu („jakie ono własne, przecież należy do PO, a ja jestem z PiS-u”). Podczas gdy to pierwsze – „chcemy więcej!” – jest wytworem mądrości bez wątpienia indywidualnej, przynajmniej w tym konkretnym, zjazdowym użyciu. Obstawiałbym, że w przeciwieństwie do Komorowskiego, Kaczyński lubi zarówno pisać sobie przemówienia, jak i je wygłaszać (nawet jeśli słowo „republikanizm” użyte w tym przemówieniu kilkukrotnie, wcześniej jeszcze większą ilość razy powtórzyli w obecności prezesa Zdzisław Krasnodębski i chłopcy z „Teologii Politycznej”). W dodatku Kaczyński znowu skłamał, twierdząc, że to właśnie dzięki swemu maksymalizmowi, dzięki odrzuceniu kompromisu i negocjacji, ludzie z pierwszej „Solidarności” dostali tak dużo. Pamiętam 13 grudnia 1981 roku, nie dostali nic. Ani wtedy, ani nawet potem, przez całą resztę lat osiemdziesiątych. Ale ten kłamliwy tromtadracki optymizm jest świetnym paliwem dla dymiących łbów. Byleby znowu tylko nie trzeba było sprawdzać determinacji wyborców Prawa i Sprawiedliwości w obliczu jakiegoś kolejnego 13 grudnia. Poprzednim razem nie wyglądało to najlepiej. Za wyjątkiem górników, ale oni byli ze Śląska, z zaboru pruskiego. Ze statusu związku wynikało, że w przypadku jego delegalizacji ma być strajk powszechny, więc zastrajkowali, bo Ordnung muss sein. Ci z Wujka i Manifestu Lipcowego zostali za to potraktowani seriami ciągłymi, ci z Ziemowita i Piasta przesiedzieli dwa tygodnie pod ziemią. Tymczasem postszlacheccy radykałowie z Kongresówki byli bardzo radykalni przez cały karnawał, dokładnie w „republikańskim” stylu „chcemy więcej!” Jarka Kaczyńskiego. Jednak od niedzieli 13 grudnia chcieli jakby nieco mniej. Mniej ich było widać. Tak ciasno pomiędzy PO i PiS, pomiędzy endecją i oenerem (wiadomo z kogo to cytat, więc nie będę powtarzał), jeszcze w Polsce nie było. Przekonała się o tym Henryka Krzywonos na rocznicowym zjeździe NSZZ „Solidarność”. Chcąc bronić „Solidarności” przed Jarosławem Kaczyńskim, ostatecznie obroniła Tuska i Komorowskiego. A „Krytyka Polityczna”, chcąc nie chcąc, rozpoczyna właśnie promocję książki przedstawiającej sylwetkę osoby, którą elektorat PO szczerze polubił, bo uznał za swoją, a elektorat PiS znienawidził, bo załatwiła prezesa.
Wyjść z tej pułapki można, zmieniając temat swoich felietonów, na przykład na temat czysto estetyczny. Albo też definiując się jako osoba przekorna. W przypadku lewicy oznacza to stanąć w obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu („już i tak jest ich pełno”, ale to mi wygląda na kryptocytat z abp. Głódzia: „Krakowskie Przedmieście to ulica krzyży”). A w przypadku PiS-u przekorą jest zadeklarować, jak uczynił to niedawno Paweł Kowal w TVN24: „W tym tygodniu modny jest granat”. I nie chodziło tu o dalszą eskalację przemocy po wydarzeniach w Rybniku i Bratysławie, ale o ostrożnie konserwatywny kolor krawata, jaki Kowal wybrał na czas w swojej partii relatywnie burzliwy, aby dać do zrozumienia, że w dramatycznym sporze pomiędzy „traumatykami” (Kaczyński, Macierewicz, Ziobro, Kurski… przypominam, chodzi o traumę 4 lipca), a „liberałami” (Kluzik-Rostkowska, Poncyliusz, Migalski… ich trauma 4 lipca załatwiła na cacy), on sam zachowuje rozsądną centrowość.
Ja przekorny bardziej już być nie mogę („konserwatywny modernizator” na portalu KP), więc wybrałem ucieczkę w estetyzm. Zniszcz
Kamień Zabij Bakterie Moją uwagę przykuła ta iście herbertowska fraza („Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia…”) tylko bez porównania bardziej wersyfikacyjnie zradykalizowana, wyryta w marmurze… nie, rozpięta na wielkim bilboardzie w Warszawie, jako najnowsza reklama Domestosa, środka odkażającego klozety. Prawda, że można się w Polsce nie zajmować ani PO-PiS-em? Ani krzyżem („niech stoi”) na Krakowskim Przedmieściu? A jednak felieton obchodzący z estetycznym wdziękiem ogromnego trupa siedzącego na krześle pośrodku pokoju zawsze będzie mnie napawał pewnym niedosytem. Równie mało przekonujące będzie strojenie do tego trupa swych przekornych min, bo to przecież będzie zwykła zmyła, udawanie, że się żyje gdzie indziej, kiedy wyjścia z tej pułapki nie ma. Przed lewicą stoi mur realnej polskiej polityki, mur prawicowej hegemonii, mur niewzruszony jak skała. I długo trzeba będzie walić w ten mur głową, a jeśli głową tego muru lewica nie przebije, będzie się rzeczywiście musiała oddać kwestiom estetycznym, a politykę w Polsce pozostawić różnym odmianom prawicy (nie tak znowu różnym). Ja jestem w nieporównanie wygodniejszej sytuacji, jako „konserwatywny modernizator”, ptak dodo (cholera, ten już wyginął), dziobak (ssak lęgnący się z jaja), ale widząc medialną pułapkę skutecznie zastawioną na Henrykę Krzywonos przez PO-PiS, także mam ochotę zająć się poezją.
Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...