> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Dlaczego trzeba jednak zabić Murdocha |
|
|
Cezary Michalski
|
|
17.07.2011 |
Tekst Jakuba Majmurka Nie zabijajcie Murdocha - wart przeczytania, przemyślenia, podjęcia polemiki. Rozumiem odruch autora, żeby wyśmiać „moralne oburzenie” prywatnych mediów „wysokich” i „inteligenckich” aferą podsłuchową, która może pogrążyć ich najgroźniejszego rynkowego konkurenta. Mnie też ogarnęła pokusa szyderstwa, kiedy przeczytałem teksty Wielowieyskiej, Wrońskiego, a potem jeszcze jakieś sto innych tekstów młodych i starych publicystów „Gazety Wyborczej”, wszystkie pełne moralnego oburzenia na „brukowce”, a już szczególnie na „Fakt”, który w aferze podsłuchowej Murdocha akurat nie uczestniczył. Ale każdy wie, że jest to oburzenie nie tylko moralne, ale przede wszystkim rynkowe, bo „Fakt” upokorzył „Wyborczą”, odbierając jej pozycję lidera sprzedaży i mocno wgryzając się w jej „tort reklamowy”. Ciekawy był na łamach „Wyborczej” jedynie tekst Żakowskiego, ale on jest tam publicystą gościnnym, więc mógł sobie z moralistyki „prywatnych mediów wysokich” trochę zaszydzić, mniej więcej w tym samym kierunku co Kuba Majmurek.
Rozumiejąc, a nawet (kiedy jestem akurat w lepszej etycznej formie, a zatem nie dzisiaj) podzielając głód bezstronności Jakuba Majmurka, czuję się jednak w obowiązku przypomnieć, że „inteligencki” „Guardian” jest lepszy od gazet Murchocha - „Timesa”, „The Sun” czy ś.p. „News of the World” i parę setek innych tytułów w skali globu. Nie straszy imigrantami, nie pluje na Polaków „zabierających Anglikom pracę i zasiłki”, jak to robią dziennikarze Murdocha, wtórując ludziom Camerona, którym nie idzie stawianie Wielkiej Brytanii gospodarczo na nogi, więc postanowili „przebudzić imperialną Anglię” do zwyczajnej, postimperialnej ksenofobii. Z kolei w apogeum smoleńskiej histerii „Wyborcza” spełniła politycznie lepszą rolę niż „Fakt”, chociaż oba tytuły są prywatne i korporacyjne. Śledztwo dziennikarskie „Guardiana”, które przesądziło o wybuchu afery podsłuchowej, to także twarda walka o rynek, a nie wyłącznie spór ideowy. Szlachetne i „brudne” motywy mieszały się ze sobą nawet w walce klas, tym bardziej w wojnach prywatnych mediów mamy do czynienia z tajnymi przejściami wartości i interesów.
W skandalu Murdocha jedno jest ważne - dla lewicy, dla liberałów, dla konserwatystów. To, że w ramach niszczenia przez rynek wszystkich swoich nierynkowych fundamentów i regulacji, po prywatyzacji sektora publicznego, po prywatyzacji wojny, nastąpiła prywatyzacja podsłuchów. Na skalę ogromną. Uderzająca już nie tylko w „celebrytów” (kto by się wzruszał prywatnością Dody, Hugh Granta czy Gordona Browna), ale też w anonimowe ofiary brutalnych morderstw i ich rodziny, w szeregowców z Afganistanu i ich rodziny, a nawet w ofiary zamachów 11 września i ich rodziny, do których telefonów komórkowych i poczt głosowych wspierające „moralną większość” amerykańskie media Murdocha też próbowały się włamać, żeby móc rzucić na pierwszą stronę jakieś malownicze „Aaaggrhhh!!!” człowieka palącego się w wieży. Być może każda, nawet najbardziej anonimowa ofiara w dzisiejszym symulakrycznym postświecie staje się z definicji celebrytą, kto wie, ale do takiej świadomości „zwykli ludzie” jeszcze nie „dojrzeli”, więc łatwo ich oburzyć ścierwojadztwem, którego ofiarą padają już nie tylko celebryci, ale także anonimowi towarzysze z szeregów prekariatu, gdzie jakieś zupełne resztki solidarności postklasowej jednak się jeszcze kołaczą.
Prywatyzacja podsłuchów po prywatyzacji wojny, prywatyzacji sektora publicznego, prywatyzacji uniwersytetu, prywatyzacji instytucji eksperckich… - to istotnie problem ważniejszy i bardziej skomplikowany od tego, czy „Wyborcza” traci czytelników i kasę na rzecz „Faktu”, czy może odwrotnie. Piórem Gadomskiego tego problemu „Gazeta Wyborcza” oczywiście nie ugryzie. I może byłoby fajnie mieć w Polsce „Guardiana”, który Gadomskiego zatrudniać nie musi. Ale w Polsce „Guardian” nie utrzymałby się w medialnym mainstreamie, w centrum rynku, bo w Polsce centrum rynku, podobnie jak polityczne centrum, przesunięte jest w stosunku do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji odrobinę (ironiczny eufemizm) na prawo. Rynek (i jego centrum) porusza się tak jak planety, tyle że w przeciwieństwie do ruchu planet w przypadku rynku także my mamy udział w tym ruchu. I tu wracamy do Murdocha, który swoje imperium zbudował na obsługiwaniu populistycznego lęku, na zupełnie cynicznym używaniu go do niszczenia nie tylko resztek państwa opiekuńczego (w którym miliarderzy medialni muszą płacić odrobinę wyższe podatki), ale wszelkich politycznych mechanizmów regulujących i równoważących rynek.
Albo jesteśmy wrogami kapitalizmu i wtedy kompletnie obojętna jest nam odpowiedź na pytanie, czy na globalnym rynku przeżyje „Guardian” czy Murchoch, a w polskich realiach Piotr Pacewicz (mimo że jego korporacyjny liberalny optymizm nie jest moim ulubionym językiem) i Piotr Stasiński (gwoli samoumartwienia celowo wymieniam autora, wobec którego odczuwam stosunkowo najmniejszy entuzjazm) czy Ziemkiewicz, Warzecha i Rydzyk. Albo też jesteśmy reformistami - ja jestem - a wtedy rośnięcie w siłę lub „uśmiercenie” Murdocha (a także to, czy linia Ziemkiewicza, Warzechy, Rydzyka będzie linią partii rządzącej, czy „zaledwie” najsilniejszej w Polsce opozycji) przestaje być dla nas tematem estetycznej ironii czy etycznej bezinteresowności. Staje się elementem twardej walki politycznej. Jakub Majmurek jeszcze nie ustalił, czy jest reformistą, czy bezkompromisowym wrogiem kapitalizmu, który z taką samą radością powita zagładę „Guardiana” i „Timesa”, telewizji CNN i Fox, kompromitację Obamy i Tea Party. Ja mu oczywiście życzę, żeby stał się reformistą - politycznie zdeterminowanym, zdolnym nawet do brutalności, jeśli jakiś konflikt polityczny będzie jej wymagał. Jeśli jesteśmy reformistami, szukamy sprzymierzeńców. Sprzymierzeńcem lewicowego, liberalnego, konserwatywnego reformisty w walce z neoliberalnym i neokonserwatywnym zdziczeniem jest raczej prywatny „Guardian” niż prywatny Murdoch, raczej Piotr Pacewicz niż Rydzyk z postchrześcijańskiego tabloidu czy Ziemkiewicz pogrążony w patriotycznym szale człowieka, którego bolszewicki zaborca z Platformy ograbił z pasm w mediach publicznych.
Oczywiście można też wyznawać koncepcję „im gorzej, tym lepiej”: jak tu będzie rządził Rydzyk, to sekularyzacja stanie się oczywistością, jak Ziemkiewicz, to każdy zrozumie, że minimum wykształcenia i społecznej solidarności są jednak konieczne. Otóż gówno prawda. Żeby móc obstawiać zasadę „im gorzej, tym lepiej”, wierzyć w to, że apokalipsa utoruje drogę zmianie na lepsze, trzeba samemu mieć siłę polityczną, która apokalipsę przeżyje i politycznie wykorzysta. Przywoływani już przeze mnie po wielokroć lewicowcy niemieccy z Republiki Weimarskiej takiej siły nie mieli i apokalipsa nazizmu (emocje pod krzyżem, wykluczeni Niemcy, bawarskie mohery i genialny polityczny wódz-nihilista) zaowocowała po prostu zniszczeniem, masakrą, bezbrzeżnym ludzkim cierpieniem - Niemców i nie-Niemców - bez żadnego morału. Po Hitlerze do Niemiec nie przyszła Róża Luksemburg (choćby dlatego, że już od dawna nie żyła). Do wschodnich przyszedł Stalin, a do zachodnich Adenauer. Także globalne zwycięstwo mediów Murdocha nad „Guardianem”, a w Polsce zwycięstwo Ziemkiewicza, Rydzyka, Warzechy nad Piotrem Stasińskim (ciąg dalszy osobistego samoumartwienia) będzie katastrofą. Populizm, kłamstwo, egzaltacja, niszczenie instytucji państwa, jeszcze więcej zdziczenia, jeszcze mniej płacenia podatków, jeszcze więcej pseudoreligii jako oficjalnej ideologii państwowej… Długo by wymieniać konsekwencje zwycięstwa Rydzyka, Ziemkiewicza, Warzechy i ich „salonu” nad „salonem” Stasińskiego i Pacewicza. W wewnątrzbrytyjskich sporach publicystów „Guardiana” z publicystami „Timesa” i „The Sun” racje są dzisiaj podzielone mniej więcej podobnie. Nie potrafię więc bronić Murdocha, nawet dla zabawy.
Zatem chciałbym, żeby skandalu prywatyzacji podsłuchów Murdoch nie przeżył. Nawet jeśli wiem - obserwując jego siłę w Anglii, a wcześniej w Ameryce - że nie tylko przeżyje, ale jego media będą nadal wpływały na wyniki wyborów w USA, w Wielkiej Brytanii… niszcząc i wydrążając wszystko, co jest mi bliskie, nie tylko „północnoeuropejską socjaldemokrację”, ale także „północnoeuropejski liberalizm” i „północnoeuropejski konserwatyzm”.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 17.07.2011 )
|
|
Felietony Cezarego Michalskiego
|
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...