Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sushi-mesjanizm Drukuj
Cezary Michalski   
20.04.2010

Żałoba to ciekawa polityczna lekcja. W Krakowie do tej pory wszyscy są zaszokowani. Drugiego dnia dwudniowej manifestacji przeciwko politycznej decyzji kardynała Dziwisza, rozpoczynającej kampanię wyborczą przy użyciu trumien, dwa tysiące ludzi przyszło pod okno na Franciszkańskiej, wykrzykując tam rewolucyjne, jak na Kraków, hasło: „Kardynale Dziwisz, co się dziwisz!?”. Nie pompowały ich media (media się ich wstydziły), tak jak parę lat wcześniej pompowały manifestację przeciwko Giertychowi, na którą ostatecznie przyszło kilkudziesięciu ludzi.

Wciąż też ponawiam medytację nad frazą Roberta Mazurka z „Rzeczpospolitej”: „nawet sushi lubimy inne, bo, i to was zaskoczy, nie jadamy wyłącznie bigosu”. Nie mogę się od tej frazy opędzić, bo jest ona charakterystyczna dla całego sushi-mesjanizmu, jaki zapanował w „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Polskiej”, „Teologii Politycznej” i na prawicowych portalach.

A ja wciąż pamiętam, dla jednych romantyczne, dla drugich złowieszcze, czasy „pampersów” i konserwatystów. Horubała czy ja byliśmy wtedy – na tle dzisiejszego sushi-mesjanisty Mazurka - tak naiwni, że chcieliśmy się jeszcze, jako prawicowcy, ścigać z „liberalnym salonem” naszymi inteligenckimi lekturami (choć ostatecznie wpisywaliśmy się jedynie w logikę dowcipu o „małpie, która jednak mówi”). Proszę rzucić okiem choćby na „Powrót człowieka bez właściwości”, kogo ja tam nie cytowałem i nie przywoływałem, od Platona po Marksa, od Kuhna po Wittgensteina. Horubała popisywał się wówczas lekturą Andrzeja Bobkowskiego, nie jedzeniem sushi. Rafał Matyja czy Kazimierz Michał Ujazdowski próbowali się wyróżnić lekturą Adolfa Bocheńskiego, młodego Kisiela, archiwalnych numerów Giedroyciowego „Buntu młodych”. Pamiętam też czasy, kiedy Legutko przelicytowywał swoich „salonowych oprawców” książkami, które przeczytał (było ich więcej, a czasami były nawet lepsze), a nie gwałtownością epitetów pod adresem „rozwydrzonych smarkaczy”. I pamiętam okres, kiedy Krasnodębski przelicytowywał „salon” naprawdę świetnie przez siebie poznanym i zrozumianym Maksem Weberem, a nie symbolicznym krwawieniem ze swoich symbolicznych stygmatów, o jakie przyprawiła go symboliczna przemoc „salonu”.

Tymczasem kilkanaście lat później, w dniach najnowszej narodowej żałoby, Robert Mazurek bez skrępowania uprawia w „Rzeczpospolitej” swój sushi-mesjanizm. Sushi-mesjanizm narodził się zresztą w Ameryce, tamtejsi sushi-mesjaniści musieli przecież politycznie obsługiwać apokaliptyczny lud i apokaliptycznych kaznodziejów z amerykańskiego Południa czy Kansas (bez poparcia tego ludu nie wygrywaliby tak taśmowo wyborów). Ale woleli ten lud obsługiwać w waszyngtońskich i nowojorskich sushi-restauracjach, chłodno i pragmatycznie zaprzęgając apokaliptyczne emocje do walki o władzę nad nowoczesnym, odczarowanym państwem. I pokazując „liberalnym elitom” Wschodniego Wybrzeża, że też mają forsę, że stać ich na sushi. Nawet jeśli liberalną nowoczesność, która także w to sushi ich wyposażyła, traktują tak jak gapowicze tramwaj.

Sushi-mesjanizm może zniszczyć polską politykę bardziej, może ją bardziej wykoślawić niż sushi-liberalizm. Zobaczyłem to właśnie w czasie narodowej żałoby. Ja naprawdę nie chcę w Polsce u władzy neomariawity Terlikowskiego, nie chcę u władzy Rafała Ziemkiewicza, który prywatnie naprawdę nie znosi wszelkiego „frajerstwa”, ale w dniach powszechnej żałoby, żeby przystosować się do neomesjańskich oczekiwań obsługiwanego przez siebie prawicowego segmentu rynku, będzie pisał o „powolnym pogrążaniu się w śmierdzącym bagnie 97 Konfederatów barskich z Pakości”. Nie chcę u władzy Mazurka, który przed lewicą popisuje się nie książkami, jakie przeczytał, ale sushi, które jako mesjanista wysoce zmodernizowany jada zamiast bigosu.

Nie chcę, żeby wyznawcy sushi-mesjanizmu mieli wpływ na władzę w tym kraju, nie chcę, żeby mieli wpływ na znaczące media. Nie występuję z pozycji totalitarnych, nie piszę tego na łamach „Trybuny Ludu” w czasach stalinowskich, czy nawet tygodnika „Polityka” w stanie wojennym, ale na portalu niskonakładowego kwartalnika „Krytyka Polityczna”, zaczepiając ludzi, którzy piszą w wysokonakładowych dziennikach i tygodnikach, a w TV czy radiu występują nie rzadziej ode mnie. Więc mam chyba prawo powiedzieć to, co teraz mówię, że ich nie chcę u władzy w Polsce. Moje „nie chcę”, nie jest też wezwaniem do metapolitycznej histerii, jakich było wiele w pierwszej (Wałęsa/Mazowiecki) czy drugiej (PO/PiS) wojnie na górze. To spokojne wezwanie do politycznej walki. Ja nie chcę wyzywać Mazurka, Ziemkiewicza, Terlikowskiego… od moherów ani od łże-elit, od „Rysiów”, ani od „ciemnogrodu” (choć faktycznie, od „sushi-mesjanizmu” powstrzymać się nie umiałem). Ja chcę z nimi po prostu politycznie wygrać. Chcę, żeby partie, które oni będą popierać, przegrywały w wyborach, chcę, żeby media, w których oni piszą, przegrywały rynkowo z mediami bardziej liberalnymi. Żeby media bardziej liberalne nie stosowały się do specyficznych norm politycznej żałoby ustanawianych przez sushi-mesjanistów.

Chcę, aby w Polsce dominował język liberalny (i liberalno-konserwatywny, i liberalno-lewicowy), a nie agresywnie antyliberalny („antyliberalny” to naprawdę nie jest w tym wypadku epitet, tylko opis; myślę, że jawnie wzywający przy okazji żałoby do budowy w Polsce „nieliberalnej demokracji” Tomasz Terlikowski by się ze mną zgodził). Uważam, że język politycznego mesjanizmu zawsze był w Polsce chorobą, tyle że w XIX wieku był chorobą zrozumiałą, bo nie mając państwa ani instytucji miotaliśmy się po Europie jak kura z obciętą głową, wylewając z siebie całe strumienie widzeń i wizji, tęskniąc za „ofiarą”. Ale dzisiaj Polacy mają państwo i mają politykę, więc narodowy mesjanizm jest chorobą niepotrzebną, czasami używaną cynicznie przez sushi-mesjanistów, a czasem przeżywaną autentycznie, z której jednak tym bardziej należy się wreszcie wyleczyć. Owszem, jako czytelnik Foucaulta – czym wciąż wolę się przechwalać, zamiast, jak Mazurek, przechwalać się dostępem do sushi - znam ponurą dialektykę tej „medycznej” retoryki i wcale nie wiem, czy to, że używam jej świadomie, obroni mnie przed jej mrokami.

W XIX-wiecznej epoce Świętego Przymierza w Europie nie mogliśmy budować racjonalnej polityki, nie byliśmy nawet pod jednym zaborem, ale pod trzema różnymi, przyłączeni do trzech różnych obiegów idei, polityki, gospodarki. W tej epoce nowego Świętego Przymierza, po upadku Muru, nie jesteśmy podzieleni między trzy mocarstwa. Nie musimy być „po sasku” rządzeni przez ambasady rosyjską, niemiecką, amerykańską i dodatkowo przez kardynała Dziwisza jako „gospodarza Wawelu”. Także do Unii weszliśmy jako jedno państwo, które może uprawiać własną politykę europejską, nawet jeśli często jej uprawiać nie umie. Chcę, aby w takiej sytuacji dominującym wyborem był w dzisiejszej Polsce wybór modelu świeckiej i liberalnej Europy (w której naprawdę wolno wierzyć w Boga i wolno nie dokonywać aborcji ani eutanazji, choć nie wolno porównywać kobiety dokonującej aborcji do SS-mana mordującego Żydów. Wolno nie być gejem, choć nie wolno wyzywać gejów od zboczeńców). Właśnie dlatego będę politycznie walczył z sushi-mesjanizmem.

Komentarze
Dodaj nowy
Zeitgeist  - Czy Dziwisz politykuje?   |20.04.2010 21:36:23
Albo czy można uwolnić się od konotacji politycznej. Moim zdaniem to niemożliwe.
Nie istniej realna neutralność. Jest tylko deklaratywna. Ci, którzy forsują
neutralność polityczną czy św. są albo naiwni albo faryzejscy.

A jeżeli jakiś
projekt polityczny firmować to ten, który najbardziej zbliżony jest do chrz. Nie
ośmieliłbym się wymagać od Kwaśniewskiego - prezydenta wszystkich Polaków
zaniechania sympatii dla lewicy.
Zeitgeist   |20.04.2010 21:40:03
"Chcę, aby w Polsce dominował język liberalny"

To tak jakby twierdzić,
że nie ma innego koloru poza czerwonym.
snakeeater   |21.04.2010 17:17:33
Jeżeli nie ma koloru innego niż czerwony to nie ma nad czym dominować.
Zeitgeist   |22.04.2010 10:48:17
bo najłatwiej dominować wykluczając - absolutnie.
snakeeater   |22.04.2010 12:51:14
Sory, ale twoja odpowiedź pierwsza mija się z logiką. Zdaję sobie sprawę, że
przeczytałeś wiele więcej książek ode mnie, ale to nie zwalnia cię od myślenia
logicznego.
Pierwsza twoja wypowiedź miała się tak do dominacji jak piernik do
wiatraka. Co innego chęć dominacji, a co innego stwierdzenie dominacji.
Zeitgeist   |20.04.2010 21:51:31
Są granice bezczelności. Pan je sprowadza do absurdu i chaosu. W innym tekście
opisał pan władców marionetek. Na czyje zlecenie znikają takie informacje, jak o
przekazaniu absolutnego monopolu (w praktyce) na wydobycie, czy przyszłe
wydobycie amerykańskim inwestorom. Dlaczego tylko na "chwilę"
przeprowadzono ostrzegawczy nalot na Pawlaka, gdy chciał troszkę obronić
polskich przedsiębiorców przed drenażem goldma-sachsowskiej spekulacji.
Oczywiście powie pan polscy przedsiębiorcy są głupi i nie żałuję ich. Ale to
niczego nie tłumaczy.

Odnoszę wrażenie, że pańska publicystyka gubi ogromny
fragment faktografii. Znalazł się pan w niszy nie z powodu konfliktowości czy
spisku prawicowej populacji. Nie przestrzega pan elementarnej
epistemologii.

Przy tym ciekawie pan operuje rzeczywistość we własnej głowie.
Idealizm zawsze był ciekawszy, niż realizm. Dlatego pana czytam. Chyba, że mam
inne jeszcze powody, które muszę poznać. Wtedy je opiszę.
uzid   |21.04.2010 01:59:00
A smaczne te sushi? Latają sobie panowie nad liniami frontu, ganiają za sobą
rycersko, medale dostają i wiązanki zrzucają, z elegancją i polotem. a losy
wojny poki co rozgrywają się na ziemi.

problem panie Cezary jest taki, ze pan
jest chudy, rachityczny inteligent, a Wildstein taki barczysty bardziej i
brunet. pan sie modli nad kazda karta wyborcza uzasadnienia wielkie piszac do
tego czynu wrzutu jednej kartki z milionow do urny, a Wildstein sie nie pierdoli
za przeproszeniem, tylko z pewnosci dody elektrody szczeka w telewizorze. wiecej
pakowac mniej filozofowac!
Agnieszka P.   |21.04.2010 05:15:08
Ciekawy tekst.
@Sushi-mesjanizm@ określenie nośne i wpadające w ucho,
ale faktycznie niebezpiecznie bliskie @łże-elitom@ i @moherom@.
Zobaczymy, jaka zrobi kariere :)

Swoją drogą sushi-mesjanizm po części
przypomina mi la Gauche caviar - postawione na głowie oczywiście. Konswerwatysci
żyjący w wolnych zwiazkach, ludzie z awansu społecznego krytykujący powszechny
obowiązek szkolny, zwolennicy niewidzialnej ręki rynku opierający swój biznes na
dotacjach unijnych.
Eurypides77   |21.04.2010 06:19:00
Jak zwykle bardzo dobry tekst.

Komentarz zeitgeista o "kolorze
czerwonym" pokazuje za to klasyczny dla konserwatystów (ale i innych
radykałów) brak zrozumienia, że dyskurs liberalny (którego przykłady w końcówce
felietonu) nie jest postawą ideologiczną w taki sam sposób jak jest nią dyskurs
anty-liberalny (tak samo jako dopuszczalność aborcji na przykład nie jest
przeciwieństwem zakazu aborcji, a jedynie pozycją neutralną, w której decyzję
światopoglądową pozostawia się jednostce, a nie podejmuje się ją zamiast
jednostki).
Agnieszka P.   |21.04.2010 07:17:46
ale decyzja o dokonaniu aborcji jest traktowana jako decyzja swiatopogladowa
tylko w ramach pewnej ideologii.
uzid   |21.04.2010 08:29:03
"przypomina mi la Gauche caviar"

ano wlasnie. czy problemem jest ten
straszny mesjanizm i polityka smierci, czy funkcje jako pelnia. wpajane sa
elektoratowi pewne mity po czym politycy je wykorzystuja, zeby elektorat mogl
odreagowac swoja pozycje ofiary symbolicznie. chocby w ten sposob ze wyjda
dumnie na ulice bo prezydent nareszcie na oltarzach zamiast na szkle
kontaktowym. podobnie jak rysiek u artura d. zapalic sie raz jeszcze pod
stocznia, podniesc glowe i wyprostowac ramiona bo przygarbiony byl jako biedny
chlopiec z pinska. to nie tylko o polityke smierci chodzi kontra polityke zycia,
ale polityke symboliczna kontra polityke zycia ktora realnie znosi ofiarnosc
narodu. to dotyczy kazdej ze stron sceny politycznej. krytyka odreagoala zalobe
symbolicznie kladac narod na kozetce. ale jak realnie sprawic by nikt nie czul
sie ofiara
zbyleon   |21.04.2010 08:29:51
Mam rozumieć , że Palikot słabo płaci?
malgo   |21.04.2010 12:36:09
Sushi-mesjanizm, dobre…
i smutne. bo niedosc, ze jestesmy spoleczenstwem
konserwatywnym to nadodatek mesjanistycznym.. uf.
ciezki orzech do
zgryzenia.
wole juz gauche caviar, sa duzo weselszy chlopaki z rive gauche
Zeitgeist  - Liberalizm to też fundamentalizm   |21.04.2010 14:10:35
Eurypides77

Popełniasz ten sam błąd co Michalski. Ustawiasz coś co jest stricte
ideologiczne, zamknięte, systemowe ponad systemem. To samo robili komuniści
nazywają własną utopię powszechnikiem.

"Liberalny" nigdy nie będzie
neutralny, a taki warunek musiałby spełniać paradygmat łączący wszystkich ludzi.
Nie sprawisz, żeby nóż który kroi stał się chlebem. Chyba, że jesteś mesjaszem.
Ale w kwestii mesjaństwa łatwo o pomyłkę, o czym paru nazistów i komunistów się
przekonało. Czy Michalski nie przypisuje komuś własne poczucie misji i
posiadania "prawdy" - tak doskonale kamuflowane. Jego projekcja jest tak
przekonująca, bo wypychana jest siłą kostycznego urządzenia świata. Dużo
bardziej fundamentalnego, niż wszystko co widzieliśmy dotąd.

Rzecz idzie o
poziom ogólności, który na przykład posiada chrześcijaństwo, ale nie tylko.
Rzecz też idzie o siłę inkluzji. Liberalizm związał się z kapitalizmem.
Podzielam opinię S. Sierakowskiego i S.Źiźka, że ta kompania działa ukrytym, a
przez to dużo skuteczniejszym efektem wykluczeń.
Liberalizm jest ustrojem, dla
niektórych.

Liberalizm ma zbyt skonkretyzowane pomysły na człowieka
snakeeater   |21.04.2010 16:00:57
Masz racje, rzecz idzie o poziom ogólności. Jeżeli chodzi o system gospodarczy
to zauważ, że "komunę gospodarczą" da się zorganizować w ramach
kapitalizmu, a kapitalizmu w ramach "komuny gospodarczej" już nie.
Zeitgeist   |21.04.2010 20:54:38
Społeczna gospodarka rynkowa włącza w zbiór dystrybucji więcej jednostek,
pracuje na zbliżenie między ,ludźmi i wyrównuje szanse.

Pisząc tak jak
piszesz, poruszasz się w kategoriach systemowych i dychotomizujesz. Gdyby było
jak mówisz to amerykański kapitalizm, jako większa całość nie produkowałby
marginalizacji, a on jest skuryw… eksluzywny.
snakeeater   |22.04.2010 03:44:26
Nazywanie amerykańskiego systemu jaki dzisiaj istnieje kapitalizmem jest
nieporozumieniem i nieznajomością tematu.
Zeitgeist   |22.04.2010 10:51:12
To zastanów się, czy kapitalizm istnieje i na co ty się w ogóle powołujesz
snakeeater   |22.04.2010 12:53:27
Istniało coś co było na tyle bliskie kapitalizmowi, że można to nazwać
kapitalizmem. Było tak jeszcze 100 lat temu. Tak samo jak komunizm, ten
prawdziwy też nie istniał, ale coś bardzo zbliżonego.
Zeitgeist   |21.04.2010 20:58:40
To ja zacząłem od ogólności, ale rozumiem ją horyzontalnie, jako uniwersalizm
bliższy ludzkiej naturze. Poruszam się po niesystemowej płaszczyźnie: człowiek
potrzebuje własności, nie spekulacji (wirtualnych bytów), energii drobnej
przedsiębiorczości, zapewnienia sobie rozwoju na wszelkich możliwych
płaszczyznach. W ten sposób dojrzewamy do wymknięcia się twojej dialektyce.
Leon   |21.04.2010 22:32:21
Gdy przypisujesz kapitalizmowi największą ogólność chcesz powiedzieć, że nie ma
alternatywy, że jest to najbardziej rozbudowany i wszechogarniający system,
mieszczący w sobie sprzeczności i najbardziej wyrafinowane złożenia.

Być może.
Ja jednak upieram się przy tym, że tak rozbudowany system jest najmniej
przyjazny człowiekowi, zamyka nas i segmentuje, atomizuje i degeneruje.


Punktem odniesienia dla systemu nie powinna być jego siła porządkowania
rzeczywistości, ale otwartość na wszystkich ludzi. Włączanie ich w rozwój i
podział dóbr.
snakeeater   |22.04.2010 03:42:26
Gdzie logika? Gdzie ja napisałem, że kapitalizm jest najbardziej ogólny? Jest
najbardziej ogólnym system, ale jedynie z tych, które znamy. Oparcie kapitalizmu
na pieniądzu już go skurcza.
Być może, że degeneruje, ja nie twierdzę że nie. Na
pewno jednak jednak daje najwięcej wolności.
Odnośnie reszty to nie ma co
dyskutować, gdyż dla mnie podział dóbr, czyli zabieranie jednemu pod przymusem
(np. groźbą więzienia), aby oddać je innemu człowiekowi jest złodziejstwem.
Zeitgeist   |22.04.2010 10:58:59
- Oparcie kapitalizmu na pieniądzu już go skurcza.
- o tym właśnie mówię,
suma
różnych ogólności daje nam dopiero narzędzie do porównania kapitalizmu i
jego
alternatyw. Poza tym dlaczego dobre rzeczy takie jak siła własności
i
przedsiębiorczości oraz indywidualności przypisywać tylko kapitalizmowi,
to
byłby ciąg dalszy etosu daltonisty.
snakeeater   |22.04.2010 13:56:20
Tu mogę się zgodzić, tylko ten etos daltonisty ze względu na moją wadę wzroku
mnie trochę poirytował. Proszę uszanuj moją mniejszość daltonistów. Nie używaj
mojej wady jako zwykłego pomocnika przy dyskusji. Czy etos daltonisty różni się
od etosu innego człowieka? Uważasz, że mam inny etos niż zwykli ludzie? Teraz
miałem się posłużyć stwierdzeniem innym podobnym związkiem, ale nie napiszę bo
nic ci ludzie mi nie zrobili. Równouprawnienia w kwestii prowadzenia samochodów
na razie nie postuluję. Przy okazji jednak: czy nie uważasz, że w dzisiejszych
zmechanizowanych czasach brak możliwości prowadzenia samochodu wyklucza mnie
społecznie? Czemu o moje prawa się nie upominacie? Przy odpowiednich znakach
mógłbym prowadzić pojazd. Jeżeli pomylę samochód czerwonym z zielonym to
przecież nic się nie stanie.
Zeitgeist   |22.04.2010 11:05:09
- Być może, że degeneruje, ja nie twierdzę że nie. Na
pewno jednak jednak daje
najwięcej wolności.
- kolejna sprzeczność. Na ile system zdegenerowany może być
immanentnie wolny. Na ile może udzielać wolności. Przecież istotą jego
degeneracji jest wykluczenie poprzez delegowanie elit i zawężanie wyboru. W
najlepszym razie możesz mówić quasiwolności - środku propagandowym. Potrzebujesz
przykładów?
snakeeater   |22.04.2010 14:04:42
Pisałeś o degeneracji jaką czyni system, czym innym jest zdegenerowanie samego
systemu, ale skoro chcesz mnie przekonać to dawaj te przykłady. Uważasz, że
kapitalizm jaki był jeszcze wiek temu w USA się zdegenerował? Chyba z waszej
perspektywy stał się jeszcze lepszy niż czysty kapitalizm. Przecież
"wyrównuje" na przykład szanse murzynów, zmuszając ludzi do zatrudnienia
ich. Czy to źle? Czy systemy gospodarcze w europie się zdegenerowały? Czy
komunizm się nie zdegenerował z czasem w Polsce? Czy nie było łapówek i
załatwiania?
Zeitgeist   |22.04.2010 11:07:59
Chcę przez to powiedzieć, że tak jak istnieje ukryte wykluczenie - zdiagnozowane
przez ŹiŻka - tak podobnie funkcjonuje cień wolności imitujący też inkluzję.
Zeitgeist  - Socdemokracja   |21.04.2010 14:16:02
Podzielam opinię S. Sierakowskiego i S.Źiźka, że ta kompania działa ukrytym, a
przez to dużo skuteczniejszym efektem wykluczeń. Liberalizm jest ustrojem, dla
niektórych.

Liberalizm ma zbyt skonkretyzowane pomysły na człowieka
Zeitgeist  - Socdemokracja cd.   |21.04.2010 14:18:46
Liberalizm ma zbyt skonkretyzowane pomysły na człowieka
snakeeater   |21.04.2010 16:10:52
Właśnie liberalizm nie ma skonkretyzowanego pomysłu na człowieka. Na tym polega
własnie liberalizm. Właśnie dlatego jest tyle różnych nurtów liberalizmu, z
których każdy nie jest pełnym liberalizmem, tylko jego częścią. Problemem jest
samo zastanawianie się nad pomysłem na człowieka. Nie chodzi o zastanawianie się
w ogóle, ale o zastanawianie się nad tym na poziomie państwa, unii, czy świata.
Jeżeli tworzymy jakąkolwiek normę, prawo, obyczaj to już realizujemy jakiś
pomysł na człowieka. Mniej norm to więcej pomysłów na człowieka możliwych do
realizacji. Przepraszam, że piszę z błędami i niechlujnie, ale nie jestem
humanistą, jak większość ludzi tu piszących.
snakeeater   |21.04.2010 17:22:52
Co byłoby skrajnym przeciwieństwem liberalizmu? Czyż nie niewolnictwo i to nie
takie jakie znamy, ale niewolnictwo pełne, gdzie konkretny człowiek nie ma nic
do powiedzenia na temat swojego życia? Oczywiście taka ideologia, ale na
szczęście taka nie powstała.
Gdzie byś umieścił inne ideologie ze względu na
założenia, które stawiają? Która z nich daje bardziej konkretny pomysł na
człowieka? Inaczej mówiąc, która stawia więcej ograniczeń człowiekowi? Czy
wolność osobista jaką głosi liberalizm jest pomysłem? Oczywiście czym innym jest
mówienie o konkretnym nurcie.
Wtrącę troszkę na temat samej polityki. Chyba mogę
jako umysł ścisły i informatyk. Ja rozumiem, że humaniści, ale nie wszystko
działa tak jak powinno. Po dodaniu jednego komentarza system ogranicza moją
wolność odnośnie wstawiania kolejnych. Czy tak powinno być, a raczej czy takie
były założenia? Co prawda nie jestem przyjacielem socdemokracji, ale chciałem z
wami humanistami podyskutować. Ze względu jednak na te zbyt konkretne pomysły na
system komentarzy nie da się tego zrobić. Forum też nie widać. Jak zatem podjąć
z wami jakąkolwiek dyskusję w odniesieniu do danego tekstu? Mimo różnic życzę
powodzenie w dyskusji, niekoniecznie w polityce.
Zeitgeist   |22.04.2010 11:13:09
Istotą niewoli jest brak wyboru, albo jego zawężenie. Dla ciebie niewolnictwo to
nędza i uzależnienie. Ale przecież cały 20 wiek pokazał jak można prowadzić
tłumy na jedwabnym pasku opresji. Pomyśl o władzy informacyjnej, przemocy
strukturalnej, regułach wpływu społecznego. Albo ekonomicznym terrorze: korupcji
i wolnorynkowej konkurencji. Tu już nie chodzi o twoją degenerację, która brzmi
jak młodopolska hulaszczość.
Zeitgeist   |21.04.2010 21:13:39
liberalizm ma ścisłą, wręcz opresyjną wizję człowieka i demokracji
Leon  - Redukcjonizm w Liberalizmie   |21.04.2010 21:43:06
Chrześcijaństwo i komunizm godność jednostki i jej poczucie bezpieczeństwa
podejmują dużo poważniej. Cechą liberalizmu jest niewybaczalny redukcjonizm,
który pod przykrywką praw jednostki doskonale niszczy międzyludzkie więzi oraz
znosi wzajemne poczucie odpowiedzialności.

W tej sytuacji dużo lepszy wydają mi
się socjaldemokracja albo chrześcijaństwo. One przynajmniej nie udają, że
pozostawiają absolutny wybór jednostce. Natomiast ich dyskurs jest bardziej
otwarty i przewidywalny. Można się w niego włączyć, albo włącza on większą
liczbę ludzi i nie dzieli, tak jak komunikacja liberalna.

Socjaldemokracja
otwarcie definiuje cele społeczne, czyli nadaje sens życiu społecznemu.
Liberalizm jest jak władza nad pilotem ze stoma kanałami: przestajemy być zdolni
zdecydować się na jakikolwiek wybór. Oczywiście wybór dobra dopuszczonego w
obieg społeczny (liberalizm w równym stopniu preferuje miernotę) pracuje na
ludzką tożsamość: lepiej ze sobą czujemy i odkrywamy radość bycia człowiekiem,
choćby dlatego że poprzez otwartą debatę publiczną uzyskujemy mniejszy lub
większy wpływ. W demoliberalizmie zmuszeni jesteśmy scedować swoja władzę.


Liberalizm ma ścisłą, wręcz opresyjną wizję człowieka i demokracji
snakeeater   |22.04.2010 03:54:23
Nie prawda. To właśnie liberalizm buduje więzi. Komunizm stawia człowieka w
jasnej sytuacji: państwo zorganizuje ci całe życie, nie musisz myśleć o
relacjach z innych, myśl o relacjach z państwem, dopóki masz je dobre inni
ludzie nie są ci potrzebni, rozmawiaj z ludźmi na poziomie służbowym jako
przedstawicielami państwa. Jeżeli ktoś oszukuje państwo donoś. Relacja człowiek
państwo staje się dominująca nad relacjami człowiek - człowiek. Więzi w
systemach komunistycznych powstają wtedy, kiedy państwo nie spełnia oczekiwań
człowieka. Wtedy zaczyna się "załatwianie" na lewo, czyli niejako
prywatyzacja, która zaczyna budować więzi.
Zeitgeist   |22.04.2010 11:15:38
Przywracam cię rzeczywistości. Sięgnij po pozycję "obraz modernizmu".
Badania nad preferencjami człowieka po- i przed nowoczesnego. Najwyższe
statystyki "rozpadu" międzyludzkich więzi odnotowują demokracje
zachodnie - liberalne!
Zeitgeist   |22.04.2010 11:17:26
Zapewne znasz również teorie ja współzaleznego.
snakeeater   |22.04.2010 13:32:21
Nie powiem co mnie obchodzi ta teoria. Statystki natomiast chętnie poznam. Mam
nadzieję, że będą tam też statystki odnośnie ZSRR. Ciekaw jestem jak badano te
więzi. Nie wiem też, czy wszystkie więzi w byłym ZSRR były zdrowe, szczególnie
te związane ze stołem i z tym co na stole. Takie więzi to nic dobrego. Moim
jednak zdaniem główną przyczyną zaniku więzi jest informatyzacja i walka z
modelem tradycyjnej rodziny. Czy jakaś książka uwzględnia to w statystykach?
Teorie mnie nie obchodzą.
Leon   |21.04.2010 21:44:44
Lepiej się ze sobą czujemy i odkrywamy radość bycia człowiekiem, choćby dlatego
że poprzez otwartą debatę publiczną uzyskujemy mniejszy lub większy wpływ. W
demoliberalizmie zmuszeni jesteśmy scedować swoja władzę.

Liberalizm ma
ścisłą, wręcz opresyjną wizję człowieka i demokracji
hannibal  - Definicje   |22.04.2010 09:16:42
Mam wrażenie,że dyskusja rozbija się o odmienne rozumienie pojęć. Socdemokraci
myśląc o liberalizmie myślą o neoliberalnej formie kapitalizmu; podczas gdy
zwolennicy myśląc o socdemokracji myślą o centralnym planowaniu.

Oba przypadki
to nadużycia. Chociaż osobiście jestem zwolennikiem liberalnej demokracji i
kapitalizmu to umiem te dwie idee oddzielić. Kapitalizm nie równa się liberalizm
co świetnie widać po skandynawskiej lub Chavezowej jego formie.

Idąc dalej.
Nie zgodzę się, że liberalizm dyskwalifikuje jego opozycja, czyli niewolnictwo.
Tak samo można zopozycjonować komunizm czy socjalizm jako systemy, których
opozycją byłaby całkowita władza jednostki bez kontroli państwa. Ale przecież
nie rozmawiamy o opozycjach lecz rzeczach samych w sobie.
Drugą nie ścisłością
jest oskarżanie liberalizmu o najdalej idące ograniczenie jednostki. To już jest
jawnie emocjonalne tramtowanie tematu, bo jeśli odciąć się od świata na zewnątrz
w tekstach teoretycznych liberalizmu l, nie znajdziemy ograniczeń po za tym co
narusza wolność innej jednostki. Jeśli więc mamy odcinac się od stalinowskiej
realizacji marska, to druga strona musi oddciąć się od neoliberalnych realizacji
kapitalizmu w Chile.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.22014 Seconds