Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Relikwie przeciwpowodziowe i antyliberalne Drukuj
Cezary Michalski   
21.05.2010
Kiedy fala powodziowa przechodziła przez Kraków, kardynał Stanisław Dziwisz polecił wynieść na wieżę Katedry Wawelskiej relikwie świętego Stanisława, „aby strzegły miasta i kraju przed powodzią, jak dawnymi czasy”. Wcześniej relikwie powędrowały na czele procesji wokół Mostu Dębnickiego. Mniej więcej w tym samym czasie, podczas dyskusji zorganizowanej w łódzkim klubie Krytyki Politycznej wokół Zemsty Boga Gillesa Kepela, próbowałem przekonać niektórych wyjątkowo urażonych dyskutantów, że Kepel ma jednak prawo prowadzić wobec religii świecką analizę socjologiczną czy politologiczną. Jest to zapewne jakaś forma redukcji, ale odmawianie rozmowy na temat religii, analizowania religii, w kategoriach świeckich, oznaczałoby cofnięcie się o ładnych paręset lat, wyrzucenie za okno sporej części Oświecenia, także tej, którą wielu chrześcijan w międzyczasie zaakceptowało, i nigdy tego nie żałowało.
Nie wiem, czy przekonałem dyskutantów w Łodzi, może jednych przekonałem, innych nie. Ale jeśli tak wyrównane są siły w sporze na temat Kepela prowadzonym w klubach Krytyki Politycznej, to może lepiej, że w Klubach Inteligencji Katolickiej dzisiaj w ogóle się Kepela nie czyta. Bartoś, Obirek, Węcławski… opuścili polski Kościół, a pozostała w nim magia, magia, która przeraziłaby św. Tomasza, choć nasi magicy na św. Tomasza ciągle się powołują. W przypadku instytucji, do której formalnie należy 97 procent Polaków, pełne jej umagicznienie, w połączeniu z silnym upolitycznieniem, oznacza zmianę istotną, zmianę chyba na gorsze, przekładającą się na zmianę społeczną poza jej murami.
Używanie przeciwko powodzi relikwii św. Stanisława w mieście, gdzie kiedyś hierarchami byli nieco bardziej racjonalni biskup Wojtyła czy biskup Pieronek i w kraju, gdzie najważniejsza inwestycja hydrotechniczna, tama we Włocławku, została oddana do użytku w epoce Gomułki, jest wydarzeniem groteskowym, witkacowskim, w całości zanurzonym w peryferyjnym realizmie magicznym. Powinienem na ten temat milczeć, jestem przecież modernizatorem konserwatywnym, tak bardzo wyczulonym na „symboliczną przemoc”, „krońszczyznę” itp. Gdzie jednak przebiega w dzisiejszej Polsce granica milczenia, skoro nawet Kepel (pokazujący, że religijny fundamentalizm jest odpowiedzią na przemoc, błędy i niespełnione obietnice świeckiej modernizacji) jest dla niektórych katolików zbyt agresywny, skoro Wildstein czy Ziemkiewicz (niegdyś liberałowie, w Ameryce nawet bywali) dostrzegają dzisiaj przemoc i błędy wyłącznie po stronie „Gazety Wyborczej”, a po stronie kardynała Dziwisza nic nie dostrzegają? Dla mnie „symboliczna przemoc” relikwii antypowodziowych w kraju z jednym gomułkowskim stopniem wodnym na Wiśle jest większa, bardziej kompromitująca i bardziej bolesna niż przemoc „Gazety Wyborczej”. Wrażliwość, żeby nie była wrażliwością Kalego, musi być symetryczna. Wildstein, Ziemkiewicz, Terlikowski, Pospieszalski… żadnej symetrii nie zachowują. Od wszelkiej symetrii czują się zwolnieni.
W takich momentach znów przypomina się Brzozowski, który w swoim ostatnim, najbardziej straceńczym odruchu buntu przeciwko magicznemu katolicyzmowi peryferii, próbował uwierzyć w Boga katolickiego modernizmu, w Boga kardynała Newmana, w Kościół jako kolebkę racjonalności i nowoczesności. Brzozowskiemu prawie się udało, jednak sam Kościół w międzyczasie wybrał katolicyzm magiczny, katolicyzm peryferii. Zdecydował się inwestować w magię peryferii, kiedy ze swojego punktu widzenia „stracił Zachód”, „stracił modernizację”, „stracił nowoczesność”.
Chrześcijaństwo jednak Zachodu nie straciło. Prezydent Clinton tłumaczący się przed Republikanami w Kongresie z pozamałżeńskiego romansu czy niemieckie ustawodawstwo socjalne to głębsze i poważniejsze uwewnętrznienie chrześcijaństwa jako religii etycznej niż średniowieczne żebractwo pod murami niebotycznych katedr czy ogłaszanie wówczas przez Kościół świętymi monarchów, którzy trzymali na dworach haremy i mordowali krewniaków-konkurentów do władzy. Nie mówiąc już o zupełnie nam współczesnym, a jakby przeniesionym wprost ze wspaniałych „czasów katedr” kardynale Dziwiszu i jego antypowodziowych relikwiach.
Historia wykonała swoją pracę. I wygląda na to, że „Galilejczyk zwyciężył” (cyt. za Zygmuntem Krasińskim, „Nie-Boska komedia”) na Zachodzie właśnie wówczas, kiedy Kościół utracił tam władzę polityczną, kiedy przestał być potrzebny jako Wielki Mag, a nawet jako Wielki Inkwizytor, bo rolę Wielkiego Inkwizytora z większym powodzeniem przejęła od niego liberalna (konserwatywno-liberalna, lewicowo-liberalna, chadecko-liberalna…) władza świecka.
Dla Kardynała Dziwisza to dialektyka nazbyt subtelna. Przez całe swoje dojrzałe życie był służącym papieża. To zajęcie - jakkolwiek chwalebne, bo papież był sympatyczny - nie dało mu kompetencji intelektualnych wystarczających do tego, by Benedykt XVI mianował go kiedykolwiek hierarchą w Aachen czy w Mediolanie. Ale na Kraków jest kimś akurat, nawet w oczach Benedykta XVI (dyskutanta Habermasa z Monachium, 2004), bo także Benedykt XVI uważa Polskę za magiczne miejsce, gdzie nawet Dziwisz może być hierarchą. (Przepraszam, ale bywałem już ekskomunikowany za podobne złośliwości formułowane pod adresem biskupów świeckich, więc zasłużyłem sobie na prawo pogardłowania przeciwko biskupom katolickim, moje prawo wyrasta ze specyficznego demokratycznego sacrum, które opromienia nawet felietonistów, radzę wam spróbować.)
Walka z powodzią przy użyciu relikwii św. Stanisława jest dla mnie zjawiskiem analogicznym do walki z liberalizmem przy użyciu relikwii Lecha Kaczyńskiego. Kardynał Dziwisz jest zresztą centralną postacią obu tych „polityk”. Wszyscy się do tego w Polsce dostosowali, nawet paru młodych lewicowców. Młodzi lewicowcy nie wierzą oczywiście w skuteczność zastosowania relikwii św. Stanisława przeciwko powodzi, ale uwierzyli w moc relikwii Lecha Kaczyńskiego przeciwko liberalizmowi czy przeciwko Platformie Obywatelskiej. Podniecili się do tego stopnia, że może nawet zagłosują na Jarosława Kaczyńskiego, wedle rytualnej już formuły: „bo Jarosław Kaczyński zawetuje prywatyzację”.
Rozumiem, że można kontestować Tuska Balickim albo Platformę socjaldemokracją. Jednak kontestowanie przez niektórych lewicowców Tuska i PO Kaczyńskim i PiS-em (i to nie Kaczyńskim i PiS-em codziennym, ale Kaczyńskim i PiS-em „po 10 kwietnia”) ma mniej więcej taki sam sens, jak kontestowanie powodzi, wolnego rynku, globalizacji… relikwiami świętego Stanisława. To już nie polityka, to tylko zabawa, złośliwy wygłup, który kogoś może bawi, ale mnie już nie.
W Polsce musi istnieć lewica, musi istnieć nowoczesna, politycznie silna socjaldemokracja. Jej brak przechyla całą naszą peryferyjną polityczną łódeczkę już nawet nie na prawo, przechyla ją w otchłań. Jarosław Kaczyński w kraju, w którym istniałaby lewica, mógłby nawet być modernizatorem. Mógłby się także do lewicy dostosowywać, może nawet wolałby się dostosować do silnej socjaldemokracji niż do ojca Rydzyka, ale ponieważ jej nie ma, bo jej nikt jeszcze nie zdołał zbudować, więc on, ze swoim instynktem politycznym, będzie się dostosowywał do o. Rydzyka, do Terlikowskiego, do Wildsteina, do Ziemkiewicza, do Pospieszalskiego… A taki polityczny obóz to nie jest żadna alternatywa dla ostrożnego, zachowawczego liberalizmu PO. To tylko powódź niosąca śmieci tradycjonalizmu, zdegenerowanego neokonserwatyzmu, neoliberalizmu… Można się do tego przyłączyć, ale po co? Można temu kibicować, ale ja w tym żadnego sensu nie widzę. Platforma z mniejszym lub większym szczęściem sprawuje dzisiaj władzę. Chcecie ją kontestować? Udowodnijcie, że także do sprawowania władzy jesteście zdolni albo kiedykolwiek będziecie. Pospieszalski, Ziemkiewicz, Wildstein, Terlikowski… nie nadają się ani do sprawowania władzy w Polsce, ani nawet do jej kontestowania. Oni nawet jako zwolennicy Kaczyńskiego są szkodliwi. Przede wszystkim dla niego. Przyłączenie się do tego grona zdziczałych „roninów” przez paru lewicowców, choćby „w drugiej turze”, jest tylko jednym krokiem dalej w groteskę.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.05.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86665 Seconds