Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Moje zdziczałe pokolenie |
|
|
Cezary Michalski
|
|
01.02.2010 |
Piszę o moim pokoleniu obsesyjnie, zwykle lojalnie, a czasem krytycznie. Bo nie wierzę w oryginalność, indywidualność, wierzę tylko w typowość, tylko ją widziałem: podmioty i tożsamości społeczne, społeczno-ekonomiczne determinizmy… nawet jeśli sam opisuję je z bardzo idiosynkratycznej perspektywy, nie dla wszystkich zrozumiałej. Chciałbym kiedyś napisać po prostu chłodną, trzeźwą diagnozę mojego pokolenia, ale zamiast tego znów potem wybucham, kiedy np. przypominam sobie, że Palikot, Gretkowska i Cejrowski to ten sam rocznik, 1964. A tuż obok jest Sikorski, rocznik 1963, a w zasięgu rażenia paru sąsiednich lat jeszcze Tekieli, Maleńczuk, Wodziński, Kazik, Nosowska, Michał Paweł Markowski, Wojciech Tomczyk, Piotr Semka, Agata Bielik-Robson, Piotr Nowak, Andrzej Horubała, Robert Krasowski, Waldemar Gasper… mnie nie wyłączając. Praktycznie sami wariaci, odmieńcy, tyle że obdarzeni niezwykłą zdolnością przeżycia, ciągle skaczący po polskim ringu jak małpy z brzytwami.
A wszyscy mają jeden kod, rozpoznawalny, zarazem żywotności, jak i pewnego zdziczenia. Czasem udajemy cywilizowanych, żeby za chwilę znów z czymś wyskoczyć: Gretkowska z obrażaniem wielkich dam, które ją zaprosiły do studia, żeby ją wreszcie dokooptować do swojej formy i treści, Sikorski z „dożynaniem watahy” albo z wątpliwym dowcipem na temat Obamy, Palikot z „pośladkami Ziobry”, Cejrowski z paleniem dowodu osobistego i przenoszeniem się do Ekwadoru, „bo w Polsce za wysokie podatki”. W końcu ja z wywiadem z Cichym, kiedy już tak dobrze się zapowiadałem i prawie wszyscy ludzie normalni zgadzali się ze mną rozmawiać…
A przecież w tym kraju dyktatury emerytów, Niesiołów, Komorów, Millerów, Kaczorów, Oleksych… ludzi, którzy swoją karierę po stronie władzy albo opozycji zaczynali jeszcze w epoce późnego Gomułki, w tym kraju, gdzie czterdziestolatek to jeszcze szczeniak, my dopiero nadciągamy, dopiero wkraczamy na całego w wiek kobiecy i męski, w którym nasze pokolenie albo zostanie złamane, wypchnięte na margines, albo przejmie władzę i da wam wszystkim popalić… ze swoim, z naszym, „thatcheryzmem wszczepiennym”, z dziwacznym antykomunizmem, coraz bardziej przez nas ukrywanym, który jednak powraca jak czkawka, z brutalizacją obyczajów, ekshibicjonizmem, pomieszaniem ról publicznych i prywatnych, brakiem szacunku dla autorytetów… z okrutnym politycznym Bogiem, w którego niektórzy z nas uwierzyli, bo przerazili się chaosu wokół nich i chaosu w nich samych.
Czemu tacy jesteśmy? Nie ma w tym żadnej tajemnicy, banalny społeczno-ekonomiczny determinizm. Starsi od nas trafili jeszcze na cywilizację gierkowską. My już tylko na jej załamanie, w jej ruinach bawiliśmy się w wojnę. Kurczaki z rożna wypasione na amerykańskiej paszy zdążyły pozdychać, z wielkiego skoku pozostały kolejki i kartki. Potem była „Solidarność”, ale szybko pozostał po niej stan wojenny, msze za ojczyznę, emigracja i cyniczny nihilizm.
Społeczeństwa i państwa żadnego nie zaznaliśmy. Społeczeństwo tylko jako chaos, państwo wyłącznie jako przemoc, bez żadnej legitymizacji. Także emigracja nie nauczyła nas „ładu społeczeństw liberalnych”. Oglądaliśmy ten ład spod podłogi, z perspektywy Dostojewskiego, nie na dobrych stypendiach, ale remontując na czarno domy bogaczy, rozlepiając reklamowe ulotki legitymowani przez agentów tamtejszego urzędu zatrudnienia. Wracaliśmy zbrutalizowani, antyliberalni „na przekór”. Stąd nasz „wrodzony” thatcheryzm. Nie potrafimy być lewicowi, nawet jakbyśmy chcieli, bo człowieka poznaliśmy tylko od ciemniejszej, bardziej zwierzęcej strony.
Ale nasze zdziczenie jest bardziej żywotne od liberalizmu grzecznych dziewcząt i chłopców z „Kultury Liberalnej”, którzy nigdy nie zbuntują się przeciwko Pawłowi Śpiewakowi. Bardziej żywotne od konserwatyzmu chłopców z najnowszej wersji „Respubliki”, którzy nigdy nie zadadzą trudnych pytań Marcinowi Królowi (zarówno Śpiewaka, jak i Króla cenię i poważam, jednak nasze pokolenie obsesyjnie zaczynało od zadawania im trudnych pytań, od absurdalnego wierzgania, co wcale nam nie wyszło na dobre). Nawet Krytyka Polityczna zaimponowała mi tylko dlatego, że nauczyła się wierzgać (na początku ostrożnie, potem coraz śmielej, także w kierunkach, które wcale nie były dla niej opłacalne). Bo nie z powodu jej lewicowości, „liberalizm zmęczenia” jest maksimum wiary w człowieka, do jakiej jestem zdolny. I mikromesjanizm (żeby nie było gorzej, żeby było o milimetr lepiej, o miligram mniej przemocy polskiego stanu natury, o jednego choćby mniej samca alfa w polskiej polityce czy mediach) zamiast optymistycznego politycznego mesjanizmu lewicy. Bo w nic więcej nie wierzę, to najbardziej skrajny optymizm, na jaki mnie stać.
Zatem szykujcie się na nasze przyjście, drogie porządnickie dzieci - lewicowe, liberalne, konserwatywne czy katolickie. Szykujcie na nasze spotkanie swoje uporządkowane i przewidywalne teoretyczne dyskursy i teoretyczne wiary. Macie właściwie tylko jedną szansę dania sobie z nami rady. Żywotność mamy może wielką, porównywalną do żywotności zdziczałego zwierzęcia prącego przez busz. Ale wychowani w aspołecznym piekle PRL-u lat osiemdziesiątych albo na emigracji, nie mamy w sobie żadnej zdolności do kooperacji. Wyobrażacie sobie partię Sikorskiego i Maleńczuka? A może Gretkowskiej i Cejrowskiego? To szczęśliwie zupełnie niemożliwe. Postawieni jedno obok drugiego, w pierwszym naszym odruchu rzucimy się sobie do gardeł.
Jeśli wy, młodsi, będziecie od nas inni, to pokonacie nas bez trudu. Czego, chyba, właściwie wam życzę. Również z tego powodu spodobała mi się KP. Przetrwała jako instytucja zbudowana przez grupę ludzi zdolnych do kooperacji. Ja o instytucjach może dużo pisałem („nie ma zbawienia poza instytucjami, bo poza instytucjami nie ma istnienia”), ale żadna z tych, które sam budowałem, nie istniała zbyt długo.
Na podobny temat
|
|
Felietony Cezarego Michalskiego
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...