Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Moje zdziczałe pokolenie Drukuj
Cezary Michalski   
01.02.2010
Piszę o moim pokoleniu obsesyjnie, zwykle lojalnie, a czasem krytycznie. Bo nie wierzę w oryginalność, indywidualność, wierzę tylko w typowość, tylko ją widziałem: podmioty i tożsamości społeczne, społeczno-ekonomiczne determinizmy… nawet jeśli sam opisuję je z bardzo idiosynkratycznej perspektywy, nie dla wszystkich zrozumiałej. Chciałbym kiedyś napisać po prostu chłodną, trzeźwą diagnozę mojego pokolenia, ale zamiast tego znów potem wybucham, kiedy np. przypominam sobie, że Palikot, Gretkowska i Cejrowski to ten sam rocznik, 1964. A tuż obok jest Sikorski, rocznik 1963, a w zasięgu rażenia paru sąsiednich lat jeszcze Tekieli, Maleńczuk, Wodziński, Kazik, Nosowska, Michał Paweł Markowski, Wojciech Tomczyk, Piotr Semka, Agata Bielik-Robson, Piotr Nowak, Andrzej Horubała, Robert Krasowski, Waldemar Gasper… mnie nie wyłączając. Praktycznie sami wariaci, odmieńcy, tyle że obdarzeni niezwykłą zdolnością przeżycia, ciągle skaczący po polskim ringu jak małpy z brzytwami.

A wszyscy mają jeden kod, rozpoznawalny, zarazem żywotności, jak i pewnego zdziczenia. Czasem udajemy cywilizowanych, żeby za chwilę znów z czymś wyskoczyć: Gretkowska z obrażaniem wielkich dam, które ją zaprosiły do studia, żeby ją wreszcie dokooptować do swojej formy i treści, Sikorski z „dożynaniem watahy” albo z wątpliwym dowcipem na temat Obamy, Palikot z „pośladkami Ziobry”, Cejrowski z paleniem dowodu osobistego i przenoszeniem się do Ekwadoru, „bo w Polsce za wysokie podatki”. W końcu ja z wywiadem z Cichym, kiedy już tak dobrze się zapowiadałem i prawie wszyscy ludzie normalni zgadzali się ze mną rozmawiać…

A przecież w tym kraju dyktatury emerytów, Niesiołów, Komorów, Millerów, Kaczorów, Oleksych… ludzi, którzy swoją karierę po stronie władzy albo opozycji zaczynali jeszcze w epoce późnego Gomułki, w tym kraju, gdzie czterdziestolatek to jeszcze szczeniak, my dopiero nadciągamy, dopiero wkraczamy na całego w wiek kobiecy i męski, w którym nasze pokolenie albo zostanie złamane, wypchnięte na margines, albo przejmie władzę i da wam wszystkim popalić… ze swoim, z naszym, „thatcheryzmem wszczepiennym”, z dziwacznym antykomunizmem, coraz bardziej przez nas ukrywanym, który jednak powraca jak czkawka, z brutalizacją obyczajów, ekshibicjonizmem, pomieszaniem ról publicznych i prywatnych, brakiem szacunku dla autorytetów… z okrutnym politycznym Bogiem, w którego niektórzy z nas uwierzyli, bo przerazili się chaosu wokół nich i chaosu w nich samych.

Czemu tacy jesteśmy? Nie ma w tym żadnej tajemnicy, banalny społeczno-ekonomiczny determinizm. Starsi od nas trafili jeszcze na cywilizację gierkowską. My już tylko na jej załamanie, w jej ruinach bawiliśmy się w wojnę. Kurczaki z rożna wypasione na amerykańskiej paszy zdążyły pozdychać, z wielkiego skoku pozostały kolejki i kartki. Potem była „Solidarność”, ale szybko pozostał po niej stan wojenny, msze za ojczyznę, emigracja i cyniczny nihilizm.

Społeczeństwa i państwa żadnego nie zaznaliśmy. Społeczeństwo tylko jako chaos, państwo wyłącznie jako przemoc, bez żadnej legitymizacji. Także emigracja nie nauczyła nas „ładu społeczeństw liberalnych”. Oglądaliśmy ten ład spod podłogi, z perspektywy Dostojewskiego, nie na dobrych stypendiach, ale remontując na czarno domy bogaczy, rozlepiając reklamowe ulotki legitymowani przez agentów tamtejszego urzędu zatrudnienia. Wracaliśmy zbrutalizowani, antyliberalni „na przekór”. Stąd nasz „wrodzony” thatcheryzm. Nie potrafimy być lewicowi, nawet jakbyśmy chcieli, bo człowieka poznaliśmy tylko od ciemniejszej, bardziej zwierzęcej strony.

Ale nasze zdziczenie jest bardziej żywotne od liberalizmu grzecznych dziewcząt i chłopców z „Kultury Liberalnej”, którzy nigdy nie zbuntują się przeciwko Pawłowi Śpiewakowi. Bardziej żywotne od konserwatyzmu chłopców z najnowszej wersji „Respubliki”, którzy nigdy nie zadadzą trudnych pytań Marcinowi Królowi (zarówno Śpiewaka, jak i Króla cenię i poważam, jednak nasze pokolenie obsesyjnie zaczynało od zadawania im trudnych pytań, od absurdalnego wierzgania, co wcale nam nie wyszło na dobre). Nawet Krytyka Polityczna zaimponowała mi tylko dlatego, że nauczyła się wierzgać (na początku ostrożnie, potem coraz śmielej, także w kierunkach, które wcale nie były dla niej opłacalne). Bo nie z powodu jej lewicowości, „liberalizm zmęczenia” jest maksimum wiary w człowieka, do jakiej jestem zdolny. I mikromesjanizm (żeby nie było gorzej, żeby było o milimetr lepiej, o miligram mniej przemocy polskiego stanu natury, o jednego choćby mniej samca alfa w polskiej polityce czy mediach) zamiast optymistycznego politycznego mesjanizmu lewicy. Bo w nic więcej nie wierzę, to najbardziej skrajny optymizm, na jaki mnie stać.

Zatem szykujcie się na nasze przyjście, drogie porządnickie dzieci - lewicowe, liberalne, konserwatywne czy katolickie. Szykujcie na nasze spotkanie swoje uporządkowane i przewidywalne teoretyczne dyskursy i teoretyczne wiary. Macie właściwie tylko jedną szansę dania sobie z nami rady. Żywotność mamy może wielką, porównywalną do żywotności zdziczałego zwierzęcia prącego przez busz. Ale wychowani w aspołecznym piekle PRL-u lat osiemdziesiątych albo na emigracji, nie mamy w sobie żadnej zdolności do kooperacji. Wyobrażacie sobie partię Sikorskiego i Maleńczuka? A może Gretkowskiej i Cejrowskiego? To szczęśliwie zupełnie niemożliwe. Postawieni jedno obok drugiego, w pierwszym naszym odruchu rzucimy się sobie do gardeł.

Jeśli wy, młodsi, będziecie od nas inni, to pokonacie nas bez trudu. Czego, chyba, właściwie wam życzę. Również z tego powodu spodobała mi się KP. Przetrwała jako instytucja zbudowana przez grupę ludzi zdolnych do kooperacji. Ja o instytucjach może dużo pisałem („nie ma zbawienia poza instytucjami, bo poza instytucjami nie ma istnienia”), ale żadna z tych, które sam budowałem, nie istniała zbyt długo.
Komentarze
Dodaj nowy
Boyszewik  - mhmm   |01.02.2010 06:47:13
Już ten tekst gdzieś czytałem. Tak w pięciu wersjach… Co najmniej.
blaise   |01.02.2010 08:30:09
Szkic wstępu do próby zarysu monografii pokolenia 64.

Pokurcze pełzające za
obrębkiem płaszcza
"Odrobinkę, odrobinkę, Panie, Twojej siły!",
tak
żebrzecie, a jeśli nie możecie dostać kradniecie,
gdy zwrócony jest do was
plecami, pokurcze!
Wtedy odwraca się spoglądając na was surowo,
ale po chwili
wzrok mu łagodnieje i powiada,
że możecie już iść swoja drogą z wiarą w to
co,
zostało wam dane.

Ale powracacie, pokurcze!
A gdy już ukradliście
zaczynacie urągać,
a gdy już się naurągaliście, rozpinacie na krzyżu
a gdy już
ukrzyżowaliście, zabieracie się do posiłku,
opychacie się siłą, chłepczecie
moc
i idziecie swoją drogą z wiarą w to, co zostało wam dane.

Dopóki znowu
nie owładnie wami chciwośc
i nie powrócicie pokurcze!
A gdy już się
nakradliście, naurągaliście,
nakrzyżowaliście, najedliście:
otwieracie spółki,
przedsiębiorstwa filialne, trusty -
sprzedajecie siłę, eksportujecie moc
i
idziecie swoją drogą z wiarą w to, co zostało wam dane.

Ale powracacie,
pokurcze!
"Ja biedny grzeszny pokurcz!", zawodzicie płaczliwie,
bowiem
nikt nie trzyma się tak kurczowo życia jak pokurcz
i nikt jak on nie boi się
trudności i kłopotów,
przez co staje się czymś jeszcze mniejszym od
pokurcza.
Ideałem pokurcza jest pokurcz..

Zbawiłem się w miarę swych sił,
sam -
Mogę być nawet trędowatym, lecz nigdy pokurczem!

Gunnar Ekelof
tłum.
Janusz B. Roszkowski
Rylew  - Strach się bać   |01.02.2010 15:52:30
Rzeczywiście strach się bać, gdyby nie wiek gwarantujący, że już niewiele się
zdarzy co pozwala mieć jeszcze poczucie humoru…
Wiara, nadzieja i miłość to
triada która jakkolwiek rozumiana, pozwalała żyć w trudnych czasach PRLu, coś z
tego chyba pozostało, bo faktycznie większość poważnych ludzi, którzy się liczą
jako nośnicy jakiegoś zaufania to ci z pokolenia późnego Gierka.
Dzisiaj
czterdziestoparolatkowie nie wierzą już w nic i trudno się im dziwić, odebrana
została im bowiem przedwcześnie nadzieja, gdy ogłoszono upadek pewnej idei i
potem gdy zaczęli rozumieć rzeczywistość kształtowaną *społeczno ekonomicznym
determinizmem*:).
Lewicowość ich nie bierze, bo *wiedzą* o niesłuszności
określonej idei
lub wolą dryfować na fali owego determinizmu.
Gdy w końcu
dojdą do władzy zmienią ją w kompletną błazenadę.
Brak wiary i nadziei nie
pozwala również myśleć poważnie o miłości, zwłaszcza miłości bliźniego.
Pozostaje chyba ucieczka w seks :).

Ten brak wartości i brak celów wywołuje
swoisty nihilizm przejawiający
się cynizmem w życiu społecznym i błazenadą na
scenie politycznej.
Rylew  - errata   |01.02.2010 15:58:11
naturalnie miało być z okresu późnego Gomułki.
kardach   |02.02.2010 07:17:05
Tekst trafnie opisuje nieszczęśliwą świadomość mocno pokurczonego pokolenia, dla
którego zbawieniem byłby faszyzm - taki przez duże "F", krew i ogień,
nie jakiś tam kaczyzm, noc kryształowa, nie Ziobro. Niestety, nie ma go obecnie
w ofercie, w politycznej karcie dań, i to do tego stopnia go nie ma, że wciąż
strach nawet w myślach dopuścić możliwość, że mógłby być. To się jednak prędzej
czy później zmieni…
Zwin   |02.02.2010 16:48:00
Panie Michalski, na litość boską, co za dyrdymały Pan tutaj wypisuje.
Fantastyczną zdolność do kooperacji miała opozycja w PRL-u, jednocząc w imię
jednego pod jednym symbolem i sztandarem ludzi o diametralnie różnych
światopoglądach. Co się z tą "kooperacją" stało zaraz po 1989r. wszyscy
dobrze wiemy. Świetną zdolność do kooperacji mieli byli PZPR-owcy i inni
zepchnięci na margines pociotkowie PRL-u we wczesnych latach 90-tych, która
doprowadziła ich z powrotem do władzy. Co się z tym później stało dobrze wiemy.
KP przy tym wszystkim to skromniutka niszowa firemka, zatrudniająca jednostki
których oportunizm przewyższa o kilka wielkości tamte struktury. Taki duży. taki
stary, a taki naiwny. Żal.
BenFranklin  - Cóż…   |03.02.2010 10:10:19
…wtwerynarze mają na taką sytuację znakomite określenie: "ubój z
konieczności", dramat polega na tym, że w przypadku ludzi nie można tego
zastosować.
BenFranklin  - Cóż…   |03.02.2010 10:10:22
…weterynarze mają na taką sytuację znakomite określenie: "ubój z
konieczności", dramat polega na tym, że w przypadku ludzi nie można tego
zastosować.
BenFranklin  - Cóż…   |03.02.2010 10:10:24
…weterynarze mają na taką sytuację znakomite określenie: "ubój z
konieczności", dramat polega na tym, że w przypadku ludzi nie można tego
zastosować.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.46125 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273